Polska ma potencjał wzrostu, ale państwo zaczyna go dusić

Polska gospodarka wciąż ma jedną z najciekawszych historii rozwoju w Europie. Potrafi przyciągać inwestycje, korzystać z geograficznego położenia, budować pozycję gospodarki łącznikowej między Zachodem a Wschodem i wzmacniać swoją rolę w regionalnych łańcuchach wartości. Ale najnowsze dane pokazują także mniej wygodną prawdę: coraz większą część tego potencjału pochłania skomplikowane państwo.
Ukryty podatek od rozwoju. Co mówi o Polsce raport GBCI 2026
Według najnowszej, 13. edycji raportu TMF Global Business Complexity Index 2026 Polska zajmuje 19. miejsce wśród 81 badanych jurysdykcji świata pod względem złożoności regulacyjnej otoczenia biznesowego. W Europie jest szósta. To wynik lepszy niż w latach 2021–2022, gdy Polska znajdowała się na 10. miejscu globalnie, ale nadal oznacza obecność w górnym kwartylu najbardziej skomplikowanych systemów regulacyjnych świata.
To nie jest tylko techniczna informacja dla prawników, księgowych i doradców podatkowych. To diagnoza o znaczeniu strategicznym. Złożoność regulacyjna działa jak ukryty podatek od rozwoju: nie tworzy wartości, ale zabiera czas, pieniądze i energię przedsiębiorców. Osłabia produktywność, zwiększa ryzyko inwestycji i zmniejsza atrakcyjność kraju w rywalizacji o kapitał.
Polska poprawia pozycję, ale problem nie znika
Na pierwszy rzut oka dane wyglądają lepiej niż kilka lat temu. Polska przesunęła się z 10. miejsca w latach 2021–2022 na 19. miejsce w 2026 roku. W specyfice tego rankingu oznacza to poprawę, bo pierwsze miejsca zajmują najbardziej złożone jurysdykcje.
Ta poprawa ma znaczenie. W analizie wskazano, że może ona wynikać między innymi ze stabilizacji po okresie Polskiego Ładu, rosnącego zainteresowania prostą spółką akcyjną oraz częściowej cyfryzacji procesów administracyjnych. Ale nie wolno tej poprawy przeceniać. Część awansu Polski wynika również z pogorszenia sytuacji w innych państwach, a nie wyłącznie z głębokiej wewnętrznej naprawy.
Najważniejsza pozostaje więc nie sama zmiana miejsca, ale pozycja bezwzględna. Polska nadal znajduje się wysoko wśród najbardziej wymagających regulacyjnie państw świata. Wyprzedzają ją w Europie Grecja, Francja, Włochy, Belgia i Ukraina. Szczególnie uderzające jest porównanie z Czechami, które zajmują 75. miejsce w rankingu globalnym, a więc znajdują się wśród najłatwiejszych jurysdykcji świata. Dystans między Polską a Czechami wynosi aż 56 pozycji.
To porównanie powinno być jednym z najważniejszych sygnałów ostrzegawczych dla polskiej polityki gospodarczej. Polska konkuruje o inwestycje nie w abstrakcji, lecz z konkretnymi państwami regionu. Jeżeli przedsiębiorca może wybrać między krajem o dużym potencjale, ale wysokiej złożoności regulacyjnej, a krajem o podobnym położeniu i prostszym systemie, decyzja inwestycyjna przestaje być oczywista.

Biurokracja jako koszt strategiczny
Największym problemem Polski nie jest dziś jeden przepis ani jedna instytucja. Problemem jest suma obciążeń. Przedsiębiorcy muszą wielokrotnie raportować podobne informacje do różnych instytucji, funkcjonują w zmiennym otoczeniu prawnym, mierzą się ze złożonym systemem wynagrodzeń, składek i podatków oraz z nakładającymi się obowiązkami sprawozdawczymi wynikającymi z prawa krajowego i europejskiego.
W praktyce oznacza to, że państwo coraz częściej nie jest neutralnym organizatorem rozwoju, lecz dodatkowym kosztem transakcyjnym. Przedsiębiorca, zamiast koncentrować się na inwestycjach, ekspansji, innowacji i zatrudnianiu, znaczną część energii musi poświęcać na obsługę systemu.
Ten problem dobrze łączy się z wcześniejszymi analizami publikowanymi na łamach „Wszystko co Najważniejsze”, w których wskazywano, że inwestorzy coraz rzadziej kierują się wyłącznie ulgami podatkowymi. Oczekują stabilności regulacyjnej, przewidywalności, taniej energii, dobrej infrastruktury i sprawnego państwa.
Jeżeli Polska chce utrzymać tempo doganiania najbogatszych gospodarek Europy, musi przestać traktować deregulację jako techniczny dodatek do polityki gospodarczej. To jeden z warunków dalszego awansu cywilizacyjnego.
Polska ma potencjał, ale przewagi się wyczerpują
W ostatnich latach wiele analiz podkreślało siłę polskiej gospodarki. Polska pozostaje jednym z liderów wzrostu w regionie, a jej odporność na kryzysy i zdolność do przyciągania inwestycji były często wskazywane jako jeden z fenomenów gospodarczych Europy Środkowej.
Ale właśnie dlatego raport GBCI 2026 jest tak ważny. Pokazuje bowiem, że problem Polski nie polega na braku potencjału, lecz na ryzyku jego marnowania. Gospodarka może rosnąć mimo skomplikowanego państwa, ale nie może w nieskończoność rosnąć dzięki dawnym przewagom. Tania praca, bliskość Zachodu, fundusze europejskie i elastyczność przedsiębiorców nie wystarczą, jeśli instytucje będą coraz bardziej kosztowne w obsłudze.
Pisaliśmy już, że polskie przewagi konkurencyjne się wyczerpują, a dotychczasowy model wzrostu wymaga korekty.
Raport GBCI dopowiada do tej diagnozy bardzo konkretny element: jednym z najważniejszych ograniczeń staje się złożoność regulacyjna. To ona może decydować o tym, czy Polska wykorzysta moment relokacji inwestycji, napięć handlowych i przebudowy globalnych łańcuchów dostaw, czy też stanie się krajem o dużych ambicjach, ale zbyt ciężkim aparacie administracyjnym.

Deregulacja to nie ideologia, lecz warunek rozwoju
Najważniejszy wniosek z raportu jest prosty: Polska potrzebuje państwa prostszego, bardziej przewidywalnego i mniej kosztownego w obsłudze. Nie chodzi o państwo słabe. Chodzi o państwo sprawne.
Deregulacja nie powinna oznaczać chaosu ani rezygnacji z odpowiedzialności. Powinna oznaczać usuwanie powtarzających się obowiązków, ograniczanie wielokrotnego raportowania tych samych danych, stabilizację prawa podatkowego, uporządkowanie obowiązków składkowo-płacowych oraz uproszczenie administracyjnej obsługi przedsiębiorstw.
To także warunek utrzymania pozycji Polski jako gospodarki łącznikowej. Analiza wskazuje, że Polska korzysta z relokacji inwestycji wynikającej z napięć handlowych USA–Chiny i zwiększyła udział w globalnych inwestycjach typu greenfield o 12 proc. według danych GBCI 2024. Ale utrzymanie tej dynamiki wymaga dalszej poprawy otoczenia instytucjonalno-regulacyjnego.
W tym sensie pytanie o deregulację nie jest pytaniem środowiskowym, partyjnym ani branżowym. To pytanie o to, czy Polska będzie w stanie wejść do grupy najwyżej rozwiniętych państw Europy, czy zatrzyma się na poziomie kraju, który miał potencjał, lecz zbyt wiele energii zużywał na obsługę własnych procedur.

Państwo musi przestać przeszkadzać tym, którzy budują wzrost
Polska nie stoi przed wyborem między rozwojem a regulacjami. Każda nowoczesna gospodarka potrzebuje reguł, standardów i instytucji. Problem zaczyna się wtedy, gdy reguły stają się nieprzewidywalne, procedury się dublują, a przedsiębiorca coraz częściej nie wie, czy największym ryzykiem jego działalności jest rynek, konkurencja, koszt kapitału czy kolejna zmiana prawa.
GBCI 2026 nie jest więc tylko rankingiem złożoności. Jest ostrzeżeniem. Polska wciąż może być jednym z największych beneficjentów nowej geografii gospodarczej Europy. Może korzystać z relokacji inwestycji, bliskości Niemiec, rosnącej roli regionu i własnej przedsiębiorczości. Ale nie zrobi tego w pełni, jeśli sprawne firmy będą działały w niesprawnym systemie.
Najważniejsza teza płynąca z tej analizy brzmi: Polska nie potrzebuje mniej ambicji, lecz mniej tarcia. Mniej niepotrzebnych procedur. Mniej powtarzalnych raportów. Mniej zmienności prawa. Mniej państwa, które absorbuje energię przedsiębiorców, zamiast ją uwalniać.
Jeżeli Polska ma pozostać liderem wzrostu, musi teraz wygrać mniej efektowną, ale być może najważniejszą bitwę: bitwę o prostotę państwa.
Arkadiusz Jordan





