Zniszczenie środowiska, odpowiedniego do wychowywania dzieci, przyczyniło się do obecnego kryzysu demograficznego [Olivier REY]

korzenie kryzysu demograficznego

Olivier Rey jest francuskim filozofem, wykładowcą na uniwersytecie Paris 1 Panthéon-Sorbonne, autorem książki „Défécondité. Ses raisons, sa déraison”. W wywiadzie dla dziennika „Le Figaro” analizuje korzenie kryzysu demograficznego we Francji.

.Jak podkreśla Olivier Rey w „Le Figaro”, „obecna sytuacja, w której w większości krajów rozwiniętych liczba urodzeń spadła znacznie poniżej poziomu niezbędnego do odnowy pokoleń, nie jest zjawiskiem nagłym, lecz przedłużeniem głębszej tendencji”.

Jak ocenia, jedną z przyczyn niskiej liczby urodzeń w krajach, dotkniętych kryzysem demograficznym, jest „zniszczenie środowiska, odpowiedniego do wychowywania dzieci”, które w przeszłości oprócz rodziców obejmowało również dalszą rodzinę czy sąsiadów.

Wychowywanie dzieci (…) jest przedsięwzięciem na wielką skalę. Od zarania dziejów aż do stosunkowo niedawna ludzie żyli w społecznościach, które stanowiły naturalne środowisko dla wychowywania dzieci. Pierwszą rolę odgrywali rodzice, ale zaangażowana była cała rodzina, a także sąsiedzi. Aby tak było, dalsza rodzina musiała mieszkać niedaleko, musiały też istnieć prawdziwe więzi sąsiedzkie. Tymczasem to właśnie lokalne zakorzenienie rodzin i sąsiedzi, na których można było liczyć, zostały zniszczone przez współczesne style życia. Tak cenni dziadkowie rzadko mieszkają dziś tuż obok. Ograniczona do siebie samej rodzina dwupokoleniowa zostaje obciążona nadmierną odpowiedzialnością” – tłumaczy.

„Do tego dochodzi powszechność pracy zarobkowej, która zwykle oddala rodziców od domu. Wprowadzone więc zostały różne struktury, mające pomagać rodzicom w wychowaniu dzieci w rzeczywistości tak niesprzyjającej ich obecności – na pierwszym miejscu żłobki i system szkolnictwa. Jednak system ten nie tylko rodzicom pomaga. Częściowo również ich wywłaszcza, aspirując nie tylko do nauczania, ale również do wychowywania, coraz bardziej wkraczając w obszary dawniej zarezerwowane dla rodziny, sprowadzanej obecnie jedynie do roli organizacyjnej. Innymi słowy, wszystko to, co tworzy się, by umożliwić rodzicom pogodzenie życia zawodowego z posiadaniem dzieci, zniechęca do posiadania dzieci” – dodaje.

„Narzucane nam współcześnie style życia czynią z wolnego wyboru konsumenta – w granicach tego, co oferuje rynek – dominujący model wolności. Wybór ten oczywiście ograniczony jest zależnie od środków, którymi dysponujemy, stąd pojawiło się utożsamianie wzrostu wolności ze wzrostem siły nabywczej. Stąd również konieczność wyboru, przed którym stoją potencjalni rodzice, między pragnieniem korzystania z dóbr, dostępnych na rynku, a pragnieniem posiadania dziecka, które pociąga za sobą ograniczenie swobody konsumpcji wskutek zmniejszenia liczby czasu i zwiększenia wydatków. Rzecz jasna, w grę wchodzą także inne czynniki. Chodzi również o to, by nie dać się ograniczać w swoich ulubionych zajęciach przez troskę o dzieci, które miałyby przeszkadzać w osobistym rozwoju. (…) Wszystko ma swój czas, a trwanie w młodzieńczym stylu życia, który odwodzi od posiadania dzieci, jest nie tyle oznaką żywotności, co niezdrowego zatrzymania się w miejscu” – stwierdza Olivier Rey.

.Jak zauważa, [nastąpiło odwrócenie oskarżenia o egoizm: nie ciąży ono już na tych, którzy nie chcą posiadać dzieci, lecz na tych, którzy ulegają pragnieniu ich posiadania rzucając nowe istoty w świat, w którym mogą być nieszczęśliwe”. „Jak można brać na siebie odpowiedzialność za szczęście istot wolnych? Można pragnąć szczęścia swoich dzieci, starać się w miarę możliwości do tego szczęścia przyczynić, ale gdy chodzi o chęć zapewnienia szczęścia, to, co wydaje się poświęceniem, często skrywa potrzebę nieustannego wpływu, złudną ambicję czuwania nad ich losem. Domaganie się od swoich dzieci, żeby były szczęśliwe, jest nie tyle szlachetne, co przytłaczające” – ocenia.

oprac. JD

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 listopada 2025