Życie kulturalne na Ukrainie kwitnie [Serhij ŻADAN]

Serhij ŻADAN

Nawet w piekle człowiek może się zachować jak człowiek. Życie podczas wojny jest trudne, człowiek stanowi cel. Staramy się jednak nie żyć strachem – mówił ukraiński pisarz Serhij Żadan. W dniu 21 lutego 2026 r. w Teatrze Jaracza w Łodzi odbędzie się prapremiera spektaklu na podstawie jego powieści „Internat”.

.Nauczyciel Pasza wyrusza w drogę poprzez ogarnięte wojną, zrujnowane tereny, by dotrzeć do przebywającego w internacie siostrzeńca. Adaptacja powieści Serhija Żadana to – jak czytamy na stronie internetowej Teatru Jaracza – „podróż w głąb ludzkiego doświadczenia XXI wieku”, „historia dojrzewania do odpowiedzialności za słabszych, do własnego zdania, do słuchania, do miłości. Opowieść o tęsknocie za zwykłym życiem, gdzie wszystko jest na swoim miejscu, a poranki są pełne domowych kłopotów. O godności i braku strachu. O wracaniu do siebie”. Prapremiera spektaklu w reżyserii Pawła Łysaka odbędzie się 21 stycznia 2026 r., tuż przed czwartą rocznicą pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Obecność zapowiedział także Serhij Żadan, a przed spektaklem z 22 lutego 2026 r. zaplanowano spotkanie z pisarzem.

„Internat” to najbardziej znana powieść ukraińskiego pisarza, poety i aktywisty, laureata Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus”, Austriackiej Nagrody Państwowej za Literaturę Europejską, Nagrody „Mosty Berlina”, Nagrody im. Josepha Conrada i Nagrody im. Hannah Arendt. W 2022 r. otrzymał tytuł „Człowieka Roku” przyznawany przez „Gazetę Wyborczą”, ma na koncie także Nagrodę Forum Współpracy i Dialogu Polska–Litwa, Pokojową Nagrodę Księgarzy Niemieckich, został odznaczony Medalem „Lublin Bohaterom”, ma tytuł profesora honorowego na Wolnym Uniwersytecie Ukraińskim w Monachium. W czerwcu 2024 r. wstąpił do Gwardii Narodowej Ukrainy.

Przypominamy wywiad z listopada 2025 r., w którym Serhij Żadan opowiadał o życiu w ogarniętej wojną ojczyźnie i o opublikowanej ostatnio w Polsce książce „Arabeski”.

Piotr Jagielski: Czy da się żyć obok wojny?

Serhij Żadan: Człowiek jest istotą zdolną radzić sobie wszędzie, gdzie są warunki pozwalające mu przetrwać. Gdy dziś oglądamy filmy o II wojnie światowej, gdy czytamy o niej książki, widzimy, że ludzie starali się wieść w miarę normalne życie nawet w obozach koncentracyjnych. Wydaje się to nie do wyobrażenia. A jednak. Dziś nasi obywatele, którzy byli jeńcami więzionymi w rosyjskich obozach, wracają i opowiadają o okropnych warunkach, w jakich przyszło im żyć. Taka jest nasza rzeczywistość.

Znam jedną dziewczynę, Walerię Subotinę. Jest wojskową, była w Mariupolu, była w Azowstalu. Została wzięta do niewoli, a kiedy wróciła, napisała książkę o swoich przeżyciach. Kiedy wypadały czyjeś urodziny – pisała – wszyscy jeńcy oddawali część swojego przydziału żywności, żeby solenizant miał jej nieco więcej. Człowiek nawet w piekle może się zachować jak człowiek. Życie w warunkach wojny jest szczególnie trudne, ponieważ człowiek w każdej chwili stanowi cel, jego życie jest nieustannie zagrożone. Staramy się jednak nie żyć strachem, skupiać siły na wierze w to, że uda się przetrwać.

Niektóre z pana opowiadań mogłyby się dziać choćby w czasie II wojny światowej – sprawiają wrażenie wyjętych z określonego czasu i miejsca.

Serhij Żadan: Zgadzam się. Gdy dziś czytamy na nowo klasyczne dzieła literatury, które opisują I czy II wojnę światową i porównamy je ze współczesnością, tym, co dzieje się w Ukrainie, człowiek łapie się ze zdziwienia za głowę, jak bardzo to podobne do siebie opowieści. Literatura wielu rzeczy, wielu zdarzeń nie jest w stanie wytłumaczyć. Inne jednak rozumiemy w lot. Pamiętam taką sytuację: wiosną 2022 r. w okolicach Charkowa stało rosyjskie wojsko, miasto było niemal opustoszałe, ale otwarta była jedna czy dwie kawiarnie. Żołnierze wpadali do miasta i w tych kawiarniach pili kawę, nie odkładając broni. Chwilę potem wracali na swoje pozycje. Scena jak z powieści Hemingwaya, który pisał o żołnierzach w Madrycie i Barcelonie, w czasie wojny domowej w Hiszpanii, jak jadą przez miasto tramwajami.

Czy to, że potrafimy się do wszystkiego przyzwyczaić, to nasza siła czy słabość?

Serhij Żadan:: Myślę, że to z jednej strony oznaka siły, z drugiej – traumy. Świadczy to o sile, gdy ludzie decydują się nie uciekać, zostać w swoich miastach i domach, chcą pracować, jakoś wzmacniać obronę, być pożyteczni. Nieustanne przebywanie w strefie działań wojennych, gdzie człowiek wciąż jest zagrożony, przytępia odruchy, instynkt samozachowawczy. Przestaje się dbać o własne bezpieczeństwo. Rosjanie zabijają bardzo wielu cywili, szczególnie tych, którzy po prostu chodzą ulicami. To, co się dzieje, jest potworne – szczególnie w obwodzie donieckim, gdzie Rosjanie obserwują ulice i ostrzeliwują ludzi z dronów. Ludzie przestają zwracać uwagę na zagrożenie, popadają w obojętność, inercję. Wspomnienie wojny będzie się odzywało przez całe lata.

Czy z biegiem czasu i kolejnymi książkami zmienił się pański sposób pisania o wojnie? Wydaje się bardziej oszczędny, choć nie surowy.

Serhij Żadan: Oczywiście, język się zmienił. Są bowiem wydarzenia, które wydają się niedorzeczne, nie dają się wytłumaczyć. Pewne słowa przestały przystawać. Rzeczywistość stała się prostsza i język też się uprościł. Nie znaczy to, że stał się bardziej prymitywny, raczej bardziej przejrzysty. Tam, gdzie kiedyś potrzebowaliśmy dziesięciu słów, dziś wystarczą trzy.

Nigdy nie traktowałem wojny jako materiału literackiego, to nieetyczne. Uważam też jednak, że powinno się o wojnie pisać po to, byśmy nie zapomnieli, co się stało. To ważne świadectwo także teraz, można to uznać za część polityki, specyficzną dyplomację, bo opowiadamy o wojnie i w ten sposób usiłujemy się obronić. Nie da się jednak ukryć, że te postacie, obrazy, fabuły… Nie dałoby się tego wymyślić. Mścisław Czernow, zdobywca Oscara za film dokumentalny „20 dni w Mariupolu”, odbierając nagrodę, powiedział, że wolałby jej nie otrzymać, bo to film, który świadczy o rzeczach okropnych. Ten film jednak powstać musiał, by być świadectwem. Lepiej by było, jakby tej literatury też nie było. Ale te rzeczy się dzieją naprawdę i trzeba je rejestrować, zapisywać.

W jakich okolicznościach powstawały „Arabeski”?

Serhij Żadan: Napisałem książkę, jeszcze zanim zaciągnąłem się do wojska. Bardzo chciałem zdążyć przed mobilizacją. Te historie miały miejsce w 2022 i 2023 roku. Większości z nich sam byłem świadkiem albo usłyszałem je od znajomych, w większości naprawdę się wydarzyły.

Tytuł oznacza ornament, ozdobne obramowanie. „Arabeski” to także tytuł bardzo ważnej książki w historii ukraińskiej literatury, napisanej ponad sto lat temu przez Mykołę Chwylowego. Był ważną postacią ukraińskiej kultury początku XX wieku, pisał ją po przeżyciu swoich wojen – I wojny światowej i wojny ukraińsko-rosyjskiej 1920 r. Ważne dla mnie było, by nakreślić paralele między tymi książkami i pokazać, jak rymują się historycznie. Moje „Arabeski” to pewnego rodzaju parafraza.

Z jednej strony wojna obnaża słabość sztuki, która pozostaje wobec niej bezradna. Z drugiej – czy przypadkiem jednak nie podkreśla tego, jak jest istotna? Mówił pan o konieczności dawania świadectwa, konieczności pamięci.

Serhij Żadan: Chciałbym mówić w ogóle o wadze kultury. Niektórym wydaje się, że kultura to jest to samo co rozrywka. Ja jednak obserwuję ludzi, którzy przychodzą na wydarzenia kulturalne i dla nich jest to przestrzeń, która nadaje życiu wartości. Może to nawet dziwne, że nastąpił taki wybuch kultury i aktywności kulturalnej, ludzie chcą chodzić do kina, na wystawy, spektakle teatralne, festiwale literackie i koncerty. Potrzebują tego. Przed pełnoskalową wojną tak nie było.

Rozmawiał Piotr Jagielski/PAP

W spektaklu „Internat” na scenie Teatru Jaracza wystąpią: Sambor Czarnota, Kacper Męcki, Ewa Audykowska-Wiśniewska, Agnieszka Skrzypczak, Mateusz Czwartosz, Krzysztof Wach i Andrzej Wichrowski. Za adaptację i dramaturgię spektaklu odpowiadają Paweł Sztarbowski i Łukasz Chotkowski, autorem scenografii jest Robert Rumas, kostiumów – Mateusz Stępniak, video – Artur Sienicki, muzyki – Dominik Strycharski.

Europejski „dzień świstaka”

.Zełenski w niebywale ostrym tonie przedłożył listę ciężkich oskarżeń wobec Europy, nie tylko za jej postawę wobec wojny z Moskwą, ale również za nieodpowiedzialne rozbijanie i osłabianie Zachodu. To z Donaldem Trumpem Ukraina dogaduje się w sprawie pokoju i sprawy z trudem, ale powoli, dzięki Ameryce, posuwają się do przodu. Natomiast z Europejczykami są same problemy – pisze Jan ROKTIA

Tym razem to nie Donald Trump wystąpił na Forum w Davos w roli głównego oskarżyciela Europy. Owszem, krytyka Europy pojawiła się w półtoragodzinnej mowie przywódcy USA, ale primo – był to tym razem wątek uboczny jego wystąpienia, a secundo – krytyka była spodziewana i w sumie dość standardowa. Donald Trump narzekał na to, iż Europa słabnie, traci pieniądze na „zielone oszustwo” i fatalnie zmienia się przez emigrantów.

Zgromadzona w Davos elitarna publiczność zainteresowana była jednak bardziej tym, co prezydent będzie mieć do powiedzenia na temat przejęcia Grenlandii i karnych ceł, które zapowiedział właśnie ośmiu państwom europejskim, z Francją i Niemcami na czele. Europejska elita zdążyła się przyzwyczaić do amerykańskiej krytyki i sprawia takie wrażenie, jakby się już nią zbytnio nie przejmowała. Minął czas, kiedy arogancka mowa Vance’a w Monachium wywoływała wielkie podniecenie i wściekłość na Amerykę.

W Davos w roli oskarżyciela Amerykanów zastąpił Włodzimierz Zełenski. I było to dla publiczności takie zaskoczenie, że słuchacze ponoć aż zaniemówili z wrażenia. Niemiecki dziennik „Politico” pisał, że słowa Zełenskiego „wstrząsnęły częścią publiczności”, gdyż „usłyszano w nich pogardę”, a spodziewano się tylko standardowych oskarżeń wobec Moskwy i narzekań na brak postępu w negocjacjach pokojowych. Tym razem nie było zaś ani jednego ani drugiego, a Zełenski w niebywale ostrym tonie przedłożył listę ciężkich oskarżeń wobec Europy, nie tylko za jej postawę wobec wojny z Moskwą, ale również za nieodpowiedzialne rozbijanie i osłabianie Zachodu. Wstrząs na sali musiał być tym większy, że Zełenski rozbijał w pył absolutnie dominującą narrację, wedle której to Europa cały czas „ratuje” Ukrainę, a Ameryka najchętniej poddałaby ją Moskwie. Tymczasem Ukrainiec stawiał całą rzecz z głowy na nogi: to z Donaldem Trumpem Ukraina dogaduje się w sprawie pokoju i sprawy z trudem, ale powoli, dzięki Ameryce, posuwają się do przodu. Natomiast z Europejczykami są same problemy.

Tyle gadano w Europie o przejęciu rosyjskich aktywów. I co? – pytał Zełenski. I nic. „Niestety, Putinowi udało się powstrzymać Europę” – puentował ten wątek. W Europie miał powstać specjalny trybunał do sądzenia rosyjskich zbrodni wojennych. Nie powstał. Ameryka ściga na oceanach i aborduje rosyjskie tankowce. Czemu Europa tego nie robi? Nie wiadomo. Przez Europę przetoczyła się potężna fala poparcia dla wolnościowej insurekcji w Iranie. Ale czy któreś z państw kiwnęło palcem, aby powstrzymać masakrę ludności? Żadne, bo europejscy politycy świętowali wtedy Boże Narodzenie – kpił ze swoich słuchaczy Zełenski. Ale za to miast przeciw Rosji czy Iranowi przywódcy europejscy zwracają się ciągle przeciw sobie nawzajem, a Ukrainie strachliwie doradzają, by czasem w rozmowach z Ameryką nie poruszała kwestii dostaw Tomahawków, bo ukraińskie ataki na Rosję wzbudzają w Europie dużo niepokoju.

.Ale chyba największe wrażenie wywołał Zełenski wtedy, gdy otwarcie sprowadził do absurdu inicjatywę ośmiu krajów, z Francją, Anglią i Niemcami na czele, wysłania żołnierzy na Grenlandię, aby bronić tej wyspy przed Donaldem Trumpem. Retoryka prezydenta Ukrainy zasługuje w tym punkcie na to, aby przywołać ją in extenso. Zełenski retorycznie pytał: „Po co to jest? Jaki to sygnał? Jaki to sygnał dla Putina? Albo dla Chin? A co ważniejsze – jaki to sygnał dla Danii? Przecież trzydziestu czy czterdziestu żołnierzy niczego nie zmieni”. A słowa te padały po tym, jak sprawa „europejskiej wyprawy na Grenlandię” doprowadziła do zenitu spór Macrona i Merza z Trumpem, a ów zagroził ośmiu państwom przewodzącym antyamerykańskiej kampanii odwetem celnym. W takiej atmosferze Zełenski obnażał beznadziejną słabość Europejczyków, a ich wojenną tromtadrację obracał w groteskę. Wyobrażam sobie, że na widowni w Davos musiało się zagotować.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 lutego 2026