Prof. Piotr CZAUDERNA: Liban – kraj św. Charbela

Liban – kraj św. Charbela

Photo of Prof. Piotr CZAUDERNA

Prof. Piotr CZAUDERNA

Doradca Prezydenta RP Karola Nawrockiego ds. zdrowia publicznego. Lekarz, chirurg dziecięcy, profesor nauk medycznych, w 2019 r. prezes Agencji Badań Medycznych. Członek Narodowej Rady Rozwoju.

ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Liban, kraj św. Charbela, jest ostoją tzw. kościoła maronickiego, który jest wschodniokatolickim kościołem pozostającym w pełnej komunii z papieżem i Kościołem katolickim. Jego oficjalna nazwa brzmi Antiocheński Syryjski Kościół Maronicki – pisze prof. Piotr CZAUDERNA

„Jeśli nie rozumiesz mojego milczenia,

nie zrozumiesz moich słów”

Św. Charbel

.W czerwcu zeszłego roku miałem okazję odwiedzić Liban. Liban jest ostoją tzw. kościoła maronickiego, który jest wschodniokatolickim kościołem pozostającym w pełnej komunii z papieżem i Kościołem katolickim. Jego oficjalna nazwa brzmi Antiocheński Syryjski Kościół Maronicki. Maronici mieszkają też w Syrii, na Cyprze, w Izraelu i Jordanii, a także w licznych krajach na emigracji. Kościół ten powstał w IV wieku n.e na terenie dzisiejszej Syrii, a założył go św. Maron z Gór Taurus. Na jego pamiątkę na przełomie V i VI wieku założono w górach Libanu klasztor św. Marona nad rzeką Orontes, nad którą leżała Antiochia, jedno z największych i najważniejszych miast starożytności znane także z Pisma św. Sam klasztor zbudowano po Soborze Chalcedońskim w celu obrony doktryn soboru.

Kościół maronicki rozprzestrzenił w Libanie pierwszy uczeń św. Marona, Abraham z Cyrus, nazwany, dlatego „Apostołem Libanu”. Obecnie główną siedzibą kościoła i maronickich klasztorów jest górska dolina Kadisha, zwana też Świętą Doliną, gdzie mnisi ukryli się przed najazdami Mameluków z pobliskiego Egiptu. Najstarsze zapisy na temat klasztorów w tej dolinie dotyczą klasztoru pod wezwaniem Św. Antoniego z Qozhaya i pochodzą z roku 1000 n.e.

W dolinie Kadisha znajdują się także groby wielkich dziewiętnastowiecznych libańskich błogosławionych i świętych: św. Charbela, św. Rafki, św. Nimatullaha al-Hardiniego (nauczyciela i mistrza duchowego św. Charbela) oraz bł. Stefana Nehme (którego ciało nie uległo rozkładowi, co widziałem na własne oczy).  W dolinie tej pochowany został również sławny libański pisarz, malarz i myśliciel oraz autor słynnej powieści „Prorok”, Khalil Gibran.

Do dziś w miasteczku Bcharre znajduje się jego mauzoleum oraz muzeum mu poświęcone. To on jest autorem poniższych mądrościowych cytatów: „Z cierpienia wyłoniły się najsilniejsze dusze; najpotężniejsze charaktery zostały naznaczone bliznami” oraz „Jezus nie został tu posłany, aby nauczać ludzi, jak budować wspaniałe kościoły i świątynie pośród zimnych, nędznych chat i ponurych ruder. Przyszedł, aby uczynić ludzkie serce świątynią, duszę ołtarzem, a umysł kapłanem”.

.Symbolem Libanu, który znalazł się nawet na fladze tego kraju, jest cedr, nazywany wręcz Boskim drzewem. Sam Liban, jak i libańskie cedry, zostały wspomniane w Biblii ponad 70 razy, np. w poniższym wersecie z Księgi Ezechiela: „Oto Asyria była jak cedr w Libanie, z pięknymi gałęziami i cieniem lasu, i była bardzo wysoka. A jej szczyt znajdował się wśród gęstych gałęzi” czy też w Psalmie 37: „Widziałem jak występny się pysznił i rozpierał się jak cedr zielony. Przeszedłem obok, a już go nie było, szukałem go, lecz nie można było go znaleźć”. Libańczycy mają zwyczaj mówić, że cedry zostały posadzone przez samego Pana Boga. Najstarsze zachowane do dziś drzewa liczą po kilka tysięcy lat.

.Pojechałem do Libanu, aby pomodlić się przy grobie św. Charbela (1828-1898), zwanego też w naszym kraju św. Szarbelem. Ten XIX-wieczny święty mnich i pustelnik stał się w Polsce, i nie tylko w Polsce, w ostatnich latach niezwykle popularny. Przypisuje mu się ponad 30 tysięcy zarejestrowanych cudów i uzdrowień. Był wzorem pokory i umartwienia. Nie rozpalał w swej pustelni nigdy ognia, nawet w najostrzejsze zimy. Spał na podłodze, jego poduszką był kawałek drewna, a żywił się rzadką zupą z warzyw, chlebem i korzonkami. Ostatnich kilkanaście lat swojego życia spędził w pustelni w górach Libanu, nieopodal miejscowości Annaya, gdzie znajdował się jego macierzysty klasztor i gdzie obecnie znajduje się jego grób.

Mimo że umarł on w powszechnej opinii świętości, przeor klasztoru nie pozwolił pochować go inaczej niż zwykłego szeregowego mnicha mówiąc, że jeśli rzeczywiście był świętym, to jego świętość sama się obroni. Prawie natychmiast nad miejscem jego pochówku zaczęła jaśnieć niezwykła poświata, która utrzymywała się przez 45 dni i widoczna była z odległości wielu kilometrów. Przyciągnęła ona nawet uwagę tureckich policjantów chcących sprawdzić czy na przyklasztornym cmentarzu nie ukrywa się zbiegły więzień.

Bracia zakonni postanowili w związku z tym otworzyć trumnę świętego. Zobaczyli wówczas, że ciało św. Charbela jest całkowicie nienaruszone, a sam zakonnik wygląda jakby spał i to, mimo że grób znajdował się w wilgotnym miejscu, a jego szaty spróchniały. Krótko potem z trumny zaczął się sączyć tajemniczy, podbarwiony krwiście, płyn. Ciało zmarłego jakby się „pociło”. Nie pomagały żadne zabiegi: przebieranie zwłok w co raz to nowe szaty, wymiany trumien na nowe, zastosowanie zalutowanej blaszanej trumny, wymurowanie nowego grobowca, a nawet wystawienie ciała świętego na dach świątyni, aby słońce i wiatr je wysuszyły.

Ciało przez kilkadziesiąt lat wydzielało tajemniczy płyn o cudownych uzdrawiających właściwościach. Do dziś w klasztorze w Annaya można zobaczyć poplamione szaty świętego, w które bezskutecznie usiłowano przebierać jego ciało. Przez ten czas płynu popłynęły tysiące litrów, a ciało świętego nie ulegało rozkładowi, co jest naukowo całkowicie niewytłumaczalne. Sączenie płynu ustąpiło definitywnie dopiero w roku 1965, gdy papież Paweł VI uznał Charbela za błogosławionego, a więc bezspornie udowodniona została jego świętość. Kanonizowany został on w roku 1977.

.Najsłynniejszy cud uzdrowienia za przyczyną św. Charbela dokonał się już po jego kanonizacji, wręcz we współczesnych nam czasach, bo w roku 1993. Nouhad Al-Chami, pobożna libańska kobieta i matka dwanaściorga dzieci uległa nagle paraliżowi całej lewej połowy ciała oraz aparatu mowy. Rozpoznano u niej niedokrwienny udar mózgu wskutek znacznego stopnia zamknięcia obu tętnic szyjnych. Uznano, że jakakolwiek operacja jest zbyt ryzykowna, w związku z czym bez poprawy wypisano ją ze szpitala. Kobieta, jak potem sama relacjonowała, modliła się do matki Bożej i św. Charbela prosząc o uzdrowienie lub zabranie z tego świata.

Nagle w nocy, po niespełna dwóch tygodniach od udaru, Nouhad we śnie zobaczyła św. Charbela operującego jej szyję, któremu asystował drugi mnich zapewniając, że ma się nie obawiać. Jak się potem okazało, był to sam św. Maron, Po przebudzeniu kobieta przeżyła wielki wstrząs. Okazało się, że może mówić i chodzić. Kiedy o własnych siłach podeszła do lustra w łazience zobaczyła, że na szyi ma świeżo zasklepioną bliznę operacyjną. Z rany wystawały końcówki nici chirurgicznych. Kiedy je przebadano, okazało się, że są to takie same nici chirurgiczne jak stosowano w XIX wieku, a więc gdy żył św. Charbel. Na swojej poduszce kobieta znalazła ślady świeżo zaschniętej krwi. Co więcej, późniejsze badania, którym pacjentkę poddano, potwierdziły, że jej tętnice szyjne zostały całkowicie zrekanalizowane, a sama Nouhad jest zupełnie zdrowa.

Ponieważ ludzie tłumnie przybywali do jej domu, aby naocznie przekonać się o cudzie, przeniosła się ona potajemnie do swego syna. Wówczas we śnie ponownie ukazał jej się św. Charbel z następującym przesłaniem: „Zoperowałem Cię, aby ludzie się nawracali, widząc, że zostałaś cudownie uzdrowiona. Wielu ludzi oddaliło się od Boga, przestali się modlić, przystępować do sakramentów; żyją tak, jakby Bóg nie istniał. Proszę Cię, abyś uczestniczyła 22-go dnia każdego miesiąca we mszy św. w klasztorze Annaya. Na pamiątkę twojego uzdrowienia, do końca ziemskiego życia, w każdy pierwszy piątek miesiąca oraz 22-go dnia każdego miesiąca, twoje rany pooperacyjne będą krwawić”. Nouhad Al-Chami żyje do dziś, nieopodal Byblos, jednego z najstarszych, nieprzerwanie zamieszkanych miast świata, a w kaplicy, którą urządziła w swoim domu, co tydzień odmawiany jest publicznie różaniec.

.Choć wizerunki św, Charbela spotyka się w Libanie wszędzie: na domach, samochodach, autobusach czy sklepach, to przez lata nie było wiadomo, jak on wyglądał, gdyż nigdy nie zrobiono mu żadnego zdjęcia ani nie namalowano jego portretu.

Dopiero, dnia 8 maja 1950 roku, czyli akurat w dzień jego urodzin i ponad 50 lat po jego śmierci, czterej maroniccy misjonarze zrobili sobie pamiątkowe grupowe zdjęcie na tle jego pustelni. Podczas wywoływania zdjęcia okazało się, że jest na nim jeszcze piąta, tajemnicza osoba. Był nią stary zakonnik z opuszczonymi oczami w kapturze i z białą brodą. Najstarsi mnisi z klasztoru Annaya, którzy pamiętali jeszcze św. Charbela, natychmiast go rozpoznali w tajemniczej osobie ze zdjęcia. Wyglądał ona dokładnie tak, jak św. Charbel w ostatnich dniach swego życia. Na podstawie późniejszych ekspertyz wykluczono kategorycznie możliwość fotomontażu. To właśnie zdjęcie stało się podstawą dla wszystkich wizerunków świętego.

.Na pamiątkę uzdrowienia Nouhad Al-Chami, w Annaya każdego 22-go dnia miesiąca odbywa się uroczysta procesja z eremu Św. Charbela do klasztoru, w którym jest on pochowany. Trwała ona tyle, co odmówienie pełnego różańca, czyli około pół godziny. Miałem możliwość w tej procesji uczestniczyć i byłem pod ogromnym wrażeniem ponad 20 tysięcy ludzi z całego Libanu, którzy szli za samochodem z monstrancją (niektórzy boso) i modlili się na różańcach oraz śpiewali nabożnie i z wielkim oddaniem religijne hymny.

Mało gdzie widziałem tak piękne świadectwo żywej wiary, jak tam właśnie. Procesje te zapoczątkował Raymond Nader, stygmatyk i wizjoner z Libanu, a wcześniej chrześcijański oficer, uczestnik 15-letnej libańskiej wojny domowej. Pod wpływem tych doświadczeń, śmierci swoich przyjaciół, tortur i uwięzienia, zaczął zadawać sobie pytanie o sens życia i tego, co dzieje się po ludzkiej śmierci. Raymond modląc się pewnej zimowej nocy (10 listopada 1994 roku) przed eremem św. Charbela, jak to miał w zwyczaju, doznał religijnej wizji i później całkowicie odmienił swoje życie. Doświadczył niesamowitego, iście Boskiego światło i nieziemskiego ciepła oraz wichru, który nie poruszał wcale płomyków zapalonych świec.

Jak sam wspomina, poczuł też czyjąś obecność i nawiedziło go potężne uczucie pokoju oraz radości. Wtedy usłyszał, a właściwie odczuł głos: „To właśnie jestem ja”, a potem jeszcze: „Jestem zawsze. Wszędzie”. Gdy schodził z eremu do zaparkowanego poniżej samochodu, poczuł nagle na swoim bicepsie lekki ciepły ucisk. Kiedy podwinął rękaw koszuli, zobaczył krwawiący odcisk pięciu palców św. Charbela. Nie czuł jednak żadnego bólu. Kolejne badania lekarskie, którym Raymond się poddał, nie umiały wyjaśnić, jak powstał stygmat na ramieniu; potwierdziły jedynie, że przypomina on oparzenie, ale nim nie jest.

Stygmat ten odnawia się za każdym razem, gdy św. Charbel przekazuje Raymondowi jakieś przesłanie. Za każdym razem konsultuje on je z przedstawicielami Kościoła. Przesłania te mówią o Bożej miłości i o tym, że Bóg istnieje, że wszystkim kieruje i że kocha stworzony przez Siebie świat, że czeka na wszystkich z nas na tamtym świecie. Wzywają ludzi do wyboru między tym, co mówi świat, a tym co mówi Jezus. Wzywają do czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Głoszą, że to Jezus – i nikt inny – nadaje sens życiu. Nakazują uważać na siebie i dbać o ostatnie uderzenie swego serca. Mówią, by żyć blisko Jezusa, bo bez Niego ostatnie uderzenie serca mocno nas rozczaruje. Nie ma innej drogi. Albo wybieramy królestwo Boga, albo inne królestwo. To jest nasz wybór.

Niedawno ukazała się po polsku autobiografia Raymonda Nadera zatytułowana właśnie „Ostatnie uderzenie serca”. Od tego czasu Raymond prowadzi w Libanie jedyną w krajach arabskich katolicka telewizję Noursat i głosi Chrystusa opowiadając o swoich doświadczeniach na całym świecie, także w Polsce, gdzie był już dziewięć razy

.Mój pobyt w Libanie przypadł na czas po ataku na Izrael ze strefy Gazy, ale jeszcze przed militarną retaliacją ze strony państwa żydowskiego. Nie był to więc najspokojniejszy okres. A później, gdy już wyjechałem, przyszło jeszcze gorsze, kiedy armia izraelska wkroczyła do Libanu i zaczęła rakietami atakować jego pogranicze celując w infrastrukturę proirańskiego Hezbollahu. Napisałem wówczas do Raymonda pełen przerażenia o losy jego kraju oraz moich libańskich przyjaciół. Usłyszałem odpowiedź, która mnie zdumiała: „Nie martw się. Pokładamy ufność w świętym Charbelu. On o nas i nasz kraj zadba”. I tak się rzeczywiście stało.

Spotkałem się ponownie z Raymondem zupełnie niedawno. Usłyszałem od niego, że w Libanie nagle wszystko się zmieniło na lepsze i że kraj obecnie jest tak wolny jak nigdy od swego powstania. Izrael zniszczył militarną i polityczną potęgę Hezbollachu, który był ramieniem Iranu w Libanie. Upadł reżim Bashara al-Assada w Syrii, która uznawała Liban za swoją strefę wpływów. Samą Syrię niemal całkowicie opuścili Rosjanie, poza niewielką pozostałą wojskową bazą w okolicy portu Tartus. Nagle zniknęły wszystkie potęgi, które usiłowały od lat Liban kontrolować.

Libańczycy po raz pierwszy zaczęli wbijać słupy graniczne między swoim krajem a Syrią, na co wcześniej Syryjczycy nigdy się nie zgadzali. Po ponad dwuletnim czasie wakatu na stanowisku prezydenta kraju, gdyż jego wybór skutecznie blokowała muzułmańska większość w parlamencie, prezydenta udało się wreszcie wybrać i został nim Joseph Ayoun, były dowódca armii libańskiej z nominacji parlamentu, który następnie został politykiem. Tu trzeba wyjaśnić, że konstytucja Libanu jest dość skomplikowana i dla zachowania równowagi politycznej wymaga, aby jego prezydentem był chrześcijanin maronita, premierem – muzułmanin sunnita, a przewodniczącym parlamentu – muzułmanin szyita. Ponadto przewidziany jest równy podział tek ministerialnych oraz wyższych stanowisk w administracji państwowej.

A za kilka miesięcy mają się odbyć prawdziwie wolne parlamentarne wybory. Zapowiedziano też powrót do śledztwa w sprawie tragicznego olbrzymiego wybuchu w bejruckim porcie, które przez lata blokował Hezbollah, gdyż prawdopodobnym źródłem wybuchu była jego fabryka ładunków wybuchowych umiejscowiona w samym porcie, być może zaatakowana zdalnie przez Izrael.

.Chciałbym zakończyć cytatem ze św. Charbela: „Ludzie przyzwyczajają się do tych więzów, które stają się częścią ich życia, stąd tak trudno jest im wyzwolić się z nich. Skupiają się na łańcuchach, które błyszczą, więc nie są w stanie zobaczyć oblicza Pana, a brzęk łańcuchów ogłusza ich tak, że nie słyszą już Bożego głosu. Przechwalają się połyskiem kuli u nogi, przez którą kuśtykają, rozkoszują się dźwiękiem łańcuchów, w które są zakuci. Kajdany pozostaną kajdanami, choćby błyszczały najpiękniej na świecie, a łańcuchy pozostaną pętami niewoli, nawet jeśli zrobione są ze złota. Zamiast polerować swoje kajdany, otwórz je, zamiast komponować muzykę z brzęku łańcuchów, rozwiąż je i wyzwól się z nich.” Św. Charbel przez swoje wstawiennictwo właśnie przyczynił się do uwolnienia Libanu z jego wieloletnich kajdan.

Piotr Czauderna


Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 maja 2025