Dlaczego długa nocna jazda jest szczególnie niebezpieczna?

nocna jazda

Czym innym jest prowadzenie pojazdu w nocy na pustej autostradzie, a czym innym w ruchliwym mieście – podkreślił w rozmowie psycholog transportu z Uniwersytetu SWPS dr Wojciech Korchut. Zaznaczył, że istotną kwestią jest dobór kierowcy o określonych predyspozycjach do warunków jazdy i do specyfiki danej trasy.

Dlaczego długa nocna jazda jest szczególnie niebezpieczna?

W dniu 16 sierpnia 2026 r. ok. godz. 1 na autostradzie M3 na wschodzie Węgier doszło do wypadku autokaru z polskimi turystami. W pojeździe było 59 osób, 12 zginęło, kolejnych dziesięciu pasażerów jest w stanie ciężkim i przebywa w szpitalach na Węgrzech. Pozostałe 37 osób odniosło lekkie obrażenia. Pasażerowie byli głównie z Podkarpacia.

Autokar wiozący turystów, którzy wracali z pielgrzymki do Medjugorje w Bośni i Hercegowinie, zmierzał w kierunku miasta Nyiregyhaza na wschodzie Węgier. W okolicy miejscowości Mezokeresztes wpadł do rowu i przewrócił się. Według wstępnych informacji węgierskiej policji kierowca zasnął podczas jazdy. Osoba kierująca autokarem została zatrzymana.

Media zapytały psychologa transportu, jaki jest najczęstszy mechanizm takich zdarzeń. – Zdarza się, że w tak długich trasach nie wszystkie organizmy radzą sobie ze zmęczeniem – powiedział dr Wojciech Korchut. Dodał, że dzieje się tak np. podczas monotonnej jazdy.

Ciemność potęguje niepewność i natęża monotonność

Ekspert wskazał, że przy doborze kierowcy do obsługi danej trasy pod uwagę powinna być brana jej specyfika – np. nasycenie „bodźcami”. Zaznaczył, że zupełnie czym innym jest prowadzenie pojazdu w mieście, w sytuacji dużego natężenia ruchu, a czym innym nocna jazda na autostradzie, gdy ruch jest niewielki, a monotonia daje o sobie znać.

Zaznaczył, że jazda nocą jest specyficzna. – Pomimo że trzeba być cały czas skupionym na obserwacji trasy i gotowym na nieoczekiwane zdarzenia – ciemność potęguje niepewność, jest to jednak monotonne i niektórzy kierowcy nie nadają się do takiej jazdy – wyjaśnił.

Wskazał ponadto, że różne trasy wymagają od kierowców różnego tempa reakcji. Jak mówił, kierowca, który prowadzi autokar na górskich serpentynach, musi reagować spokojnie, z rozwagą – by nie dochodziło do sytuacji, w której proces analizy i decyzji jest poprzedzany nieprzemyślanym działaniem. Szybkie reakcje – wskazał – są z kolei wymagane od kierowcy autokaru, który porusza się po ruchliwej autostradzie czy też w ruchu o dużym natężeniu.

Zjawisko mikrosnu – kilkusekundowe „wyłączenie się organizmu”

Ekspert ocenił, że wskazane byłoby dobieranie kierowców z uwzględnieniem ich predyspozycji do pracy w danych warunkach. – Z tego, co wiem, tego się nie robi – zaznaczył. Dopytywany o związek wieku kierowcy z tymi predyspozycjami, dr Wojciech Korchut ocenił, że starszy wiek kierowcy przemawia na jego korzyść, jako że wiąże się z większym doświadczeniem. – Często posądza się proces starzenia o wszystkie niecności, jakich świat doznaje z tego powodu. To jest nieprawdą – podkreślił ekspert. Zaznaczył, że zasnąć za kierownicą można w każdym wieku – jeżeli nie jest się wypoczętym i nie ma się predyspozycji do jazdy w nocy.

Ekspert zastrzegł, że mówi w tym kontekście o osobach w wieku mieszczącym się w granicach aktywności zawodowej, czyli do ok. 65. roku życia. – Oczywiście, w późniejszym wieku człowiek stopniowo traci nabytą sprawność, jednak proces ten postępuje powoli. Przykładem może być sprawność wzrokowa. Coraz gorzej radzimy sobie w ciemności, mamy większą wrażliwość na „porażenie” światłem jadących z naprzeciwka pojazdów – wyjaśnił dr Wojciech Korchut. Zastrzegł, że jest to jednak charakterystyczne dla późnego starzenia.

Media poprosiły psychologa transportu o wyjaśnienie zjawiska tzw. mikrosnu. Ekspert wytłumaczył, że jest to bardzo krótkie, kilkusekundowe „wyłączenie się organizmu”, który domaga się regeneracji. Wskazał, że można je porównać do zawężenia pola świadomości. Zastrzegł przy tym, że zjawisko to dotyczy osób w różnym wieku, nie tylko starszych.

Jazda na „automatycznym pilocie”

Dr Wojciech Korchut dodał, że kierowcy – nie tylko zawodowi – powszechnie doświadczają również innego zjawiska. – Jedziemy tak, jakbyśmy jechali sterowani automatycznym pilotem. Nagle łapiemy się na tym, że przejechaliśmy kilka kilometrów i nie pamiętamy, jak do tego doszło, że już jesteśmy w tym miejscu – wyjaśnił. Wskazał, że dzięki podzielności uwagi, mimo że odpływamy myślami w innym kierunku, nie kodując świadomie tego, co dzieje się w tym momencie, prowadzimy pojazd prawidłowo.

Ekspert przypomniał, że w nowszych pojazdach wprowadzane są systemy, które ostrzegają kierowcę, że traci tor jazdy. Zaznaczył, że takie rozwiązania są wykorzystywane także w autobusach i dodał, że dobrze by było, gdyby w takie urządzenia wyposażane były autokary wykorzystywane przy nocnych trasach.

Dr Wojciech Korchut wskazał, że czynnik ludzki w zderzeniu z czynnikiem czysto mechanicznym tworzy ogromne ryzyko, które incydentalnie zamienia się w wypadek. Dodał, że wypadki takie jak ten, który miał miejsce na Węgrzech, zdarzają się coraz rzadziej, ale nie jesteśmy w stanie zupełnie ich wyeliminować.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 17 sierpnia 2026