„Antygona” w stylu rap w Teatrze Słowackiego w Krakowie

Muzyczną opowieść opartą na antycznej tragedii Sofoklesa, „Antygonie”, w reżyserii Jakuba Roszkowskiego wystawi premierowo Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Mówimy o bratobójczej wojnie i świecie, w którym młodzi buntują się przeciwko starym – zapowiedział reżyser spektaklu Antygona.

Choć widzowie zobaczą na scenie przebieg tragedii i opisane przez Sofoklesa postaci, język bohaterów będzie bazował na tekście stworzonym przez rapera

.Musical Antygona to dzieło Sofoklesa opowiedziane współczesnym, rapowym językiem, który ma zbudować pomost między światem antycznych chórów i współczesnych młodych ludzi. Według reżysera Jakuba Roszkowskiego grecka tragedia jest opowieścią o dzisiejszych czasach.

– Mówimy w nim bowiem o świecie tuż po bratobójczej wojnie, albo w czasie wciąż trwającej bratobójczej wojny, z którą ten świat nie potrafi sobie poradzić. Mówimy też o świecie, w którym młodzi, a w zasadzie młode, buntują się przeciwko starym, przeciwko chórowi starców, który dyktuje porządek na całym świecie, który mówi, jak mamy żyć, co możemy, czego nie możemy. Tymczasem młodzi ludzie walczą o swoje podstawowe prawa, o możliwość własnego samostanowienia oraz o wartości, którym hołdują i które są dla nich ważne – zaznaczył reżyser.

Choć widzowie zobaczą na scenie przebieg tragedii i opisane przez Sofoklesa postaci, język bohaterów będzie bazował na tekście stworzonym przez rapera Bisza. Pretekstem do stworzenia musicalowej wersji „Antygony” była – według twórców spektaklu – forma tragedii, która wywodzi się z m.in. muzyki i chóralnego śpiewu.

Krakowska Antygona będzie miała swoją premierę 16 stycznia

.Po raz pierwszy jako etatowa aktorka Teatru Słowackiego na scenie wystąpi, w roli wróżbity Tejrezjasza, niesłysząca artystka Dominika Kozłowska. W spektaklu aktorka próbuje ostrzec przed wojną, ale nikt nie jest w stanie tego usłyszeć.

– W oryginale jest to niewidzący wróżbita, który ma innego rodzaju widzenie i widzi przyszłość, inne znaczenia, boskie, których nie jest w stanie nikt inny zobaczyć. Zależało mi na zaproszeniu osoby głuchej, która widzi, wie, ma świadomość tego, co się może wydarzyć, ale nie jest w stanie temu zapobiec czy o tym mówić – wskazał Jakub Roszkowski.

Dominika Kozłowska pytana o to, czy udział w musicalu był dużym wyzwaniem, odpowiedziała, że traktuje to raczej jako zadanie. – To było dla mnie zadanie, a ja lubię zadania, lubię znajdować rozwiązania – to jest coś, co kocham. Nie lubię patrzeć na to, że to jest jakieś wyzwanie do pokonania – podkreśliła.

Przyznała, że pewnym kłopotem nie było samo wejście w rolę, ale muzyka, której tempo się zmienia. – Ale ja jestem otwarta na to, żeby się tego uczyć, żeby pilnować, korzystać z tego, by inni mogli mi pomagać. Chodzi też o relacje, żeby w tym teatrze być razem – podkreśliła.

W spektaklu wystąpią: w roli Antygony studentka AST Julia Kazana, Agnieszka Kościelniak (Ismena), Dominika Kozłowska (Tejrezjasz), Anna Tomaszewska (Eurydyka), Wojciech Dolatowski (Hajmon), Rafał Dziwisz (Kreon), Maciej Jackowski (Doradca4), Grzegorz Łukawski (Doradca3), Daniel Malchar (Posłaniec, Strażnik), Sławomir Rokita (Doradca5), Dominik Stroka (Doradca2), Tadeusz Zięba (Doradca1).

Premiera „Antygony” w reżyserii Jakuba Roszkowskiego odbędzie się na scenie MOS Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie przy ul. Rajskiej 12 w Krakowie.

Teatr po sensie. O ironii, ideologii i utracie tragizmu.

.Współczesny teatr nie utracił widza dlatego, że stał się trudny, wymagający czy formalnie złożony. Utracił go dlatego, że zrezygnował z sensu, zastępując go ironią, artyzm – bezpiecznym dystansem, a bunt – ideologią. To nie poziom intelektualny sceny oddalił publiczność, lecz jej aksjologiczna kapitulacja – pisze Maciej ŚWIRSKI.

Spór o teatr klasyczny i współczesny prowadzony jest dziś w sposób wygodny, ale intelektualnie jałowy. Zazwyczaj sprowadza się go do kwestii formy: nowoczesne kontra staroświeckie, odważne kontra zachowawcze, progresywne kontra „muzealne”. Taki opis ma jednak charakter czysto propagandowy. Ustawia scenę konfliktu tak, by jedna strona z definicji była po stronie historii, a druga po stronie anachronizmu. Problem w tym, że nie tu przebiega linia pęknięcia.

Rzeczywisty spór nie dotyczy ani technologii scenicznej, ani języka formalnego, ani nawet tematów podejmowanych przez teatr. Dotyczy on źródła normatywności: tego, skąd teatr czerpie sens, miarę i prawo do osądu. Innymi słowy – czy teatr zakłada istnienie porządku sensu, wobec którego człowiek, wspólnota i historia mogą być mierzone, czy też operuje wyłącznie w ramach porządku ideologicznego, który sam siebie ustanawia i sam siebie unieważnia.

Fałszywa oś „nowoczesne vs. staroświeckie” służy przede wszystkim temu, by ukryć fakt zasadniczy: teatr współczesny bardzo często nie jest nowoczesny w sensie poznawczym, lecz jedynie aktualny w sensie środowiskowym. Jego gesty są przewidywalne, jego transgresje skodyfikowane, a jego język – ściśle kontrolowany przez obowiązującą ortodoksję. To, co uchodzi za bunt, jest w istocie realizacją norm, których naruszyć nie wolno.

Dlatego konieczne jest przestawienie osi sporu. Zamiast przeciwstawienia form i estetyk należy postawić przeciwko sobie porządek sensu i porządek ideologiczny. Porządek sensu zakłada, że świat – choćby tragiczny, okrutny czy nieprzejrzysty – posiada wewnętrzną miarę. Że istnieją pytania, które coś kosztują, wybory, które pociągają konsekwencje, oraz konflikty, które nie dają się rozwiązać przez prostą moralną instrukcję. W takim porządku teatr nie jest trybuną, lecz miejscem próby: przestrzenią, w której sens jest ryzykowany, a nie zadekretowany.

Porządek ideologiczny działa odwrotnie. Nie zakłada sensu – on go produkuje, a następnie egzekwuje. Nie pyta, lecz oznajmia. Nie dopuszcza tragicznej ambiwalencji, bo ta byłaby niebezpieczna dla jasności przekazu. Teatr funkcjonujący w tym porządku nie musi już ryzykować – wystarczy, że potwierdzi obowiązujący zestaw przekonań, używając przy tym gestów, które uchodzą za odważne, choć są doskonale bezpieczne.

W tym miejscu pojawia się zasadniczy problem, który będzie osią całego eseju: współczesny teatr bardzo często symuluje bunt, jednocześnie produkując głęboki konformizm. Symuluje go poprzez transgresję bez ceny, ironię bez sensu i prowokację bez ryzyka. Produkuje konformizm, ponieważ jego rzekoma odwaga mieści się w wąskim, pilnie strzeżonym korytarzu dopuszczalnych treści, języków i postaw. To nie jest więc opowieść o tym, że teatr „się zepsuł” albo „poszedł za daleko”. To opowieść o tym, że utracił on związek z sensem, zastępując go ideologią i ironią – dwiema formami zabezpieczenia przed powagą, odpowiedzialnością i rzeczywistym ryzykiem. I właśnie od tego miejsca należy zacząć, jeśli chcemy rozmawiać o teatrze uczciwie, a nie wyłącznie w kategoriach środowiskowych etykiet.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/maciej-swirski-wspolczesny-teatr-po-sensie/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 15 stycznia 2026