Rakieta Oriesznik będzie użyta w trakcie Zapad 2025?

W czasie rosyjsko-białoruskich ćwiczeń Zapad 2025, które rozpoczną się 12 września, na Białorusi może zostać wykorzystany nowy rosyjski kompleks rakietowy Oriesznik – poinformowały ukraińskie media.
Białoruś prowadzi modernizację infrastruktury wojskowej, w tym tej dla wojsk rakietowych
.Wojska rakietowe są bardzo istotnym elementem sił zbrojnych Rosji i Białorusi, a na ich modernizację i opracowanie nowych rozwiązań przeznacza się znaczne środki finansowe. Podstawowym wyposażeniem jednostek rakietowych w armii rosyjskiej – a od 2024 r. także białoruskiej – są zestawy rakietowe krótkiego Iskander-M/K (9K720, w kodzie NATO: SS-26 Stone). Mają możliwość przenoszenia dwóch typów pocisków: balistycznego 9M723 o zasięgu 500 km (wersja M) oraz pocisku manewrującego 9M728 (wersja K) o zasięgu co najmniej 500 km. Każdy pocisk przenosi głowicę bojową o masie około 500 kg (lub, według niektórych źródeł, większą, o masie 720 kg).
Dywizjon zestawu Iskander posiada na wyposażeniu cztery mobilne wyrzutnie, z których każda może odpalić dwa pociski rakietowe. Z wyrzutni systemu Iskander może być odpalany także pocisk 3M14 Kalibr (przeznaczony dla wyrzutni okrętowych; w wersji lądowej oznaczany jako 9M729). Według USA jest to złamaniem zapisów traktatu INF o zakazie pocisków średniego zasięgu z 1987 r., jako że Kalibry mają zasięg około 2500 km.
Siły zbrojne Rosji używają zestawów Iskander od początku pełnoskalowej wojny z Ukrainą, przede wszystkim do atakowania celów o dużym znaczeniu (infrastruktura energetyczna, centra dowodzenia, składy amunicji, itp.). Pociski balistyczne są najtrudniejszym celem dla systemów obrony przeciwlotniczej, głównie ze względu na dużą prędkość w ostatniej fazie lotu przed uderzeniem w cel. Dodatkowo, systemy Iskander-M posiadają także wabiki, które są wystrzeliwane po to, aby zmylić systemy przeciwlotnicze przeciwnika.
Armia ukraińska do obrony przed atakami z zastosowaniem pocisków balistycznych używa jednej z wersji systemów S-300W (przed 2022 r. Siły Zbrojne Ukrainy posiadały trzy baterie S-300 tej wersji, zmodernizowane po 2014 r.), jak również amerykańskich zestawów Patriot, dostarczanych od wiosny 2023 r. System Patriot okazał się bardzo skutecznym środkiem defensywnym, nawet przeciwko pociskom balistycznym. Ukraina posiada obecnie kilka (prawdopodobnie siedem lub osiem) baterii Patriot, a prezydent Wołodymyr Zełenski zadeklarował gotowość zakupu kolejnych dziesięciu.
W 2024 r. dwa dywizjony Iskanderów otrzymała także armia białoruska. Są to zestawy typu Iskander-M/K, a nie, jak przypuszczano wcześniej, wersja eksportowa systemu, znana jako Iskander-E (o zmniejszonym zasięgu 280km; systemy w tej wersji kupiły od Rosji m.in. Algieria i Armenia). Białoruś posiada także własny system rakietowy, znany jako Polonez. Jest to to wieloprowadnicowa wyrzutnia rakietowa o kalibrze 300 mm, zdolna do odpalania ośmiu pocisków na odległość 50-200 km, a w wersji o wydłużonym zasięgu – do 280-300 km. Jest to odpowiednik rosyjskich zestawów Smiercz i amerykańskich HIMARS.
Białoruś prowadzi modernizację infrastruktury wojskowej, w tym tej dla wojsk rakietowych. Dotyczy to, w pierwszej kolejności, baz takich jak Łuniniec, położonej około 50 km od granicy z Ukrainą. Znajdujące się tam lotnisko było używane w 2022 r. jako jedna z baz dla rosyjskich samolotów szturmowych i bombowców, który prowadziły ataki na cele na Ukrainie na początku pełnoskalowej agresji. W ramach modernizacji pojawiły się na nim nowe hangary, magazyny uzbrojenia i paliwa. Modernizacja obejmuje także inne podobne obiekty: w Lidzie, Maczuliszczach i Baranowiczach (to ostatnie lotnisko jest często używane jako baza dla rosyjskich samolotów w czasie ich ćwiczeń na Białorusi).
Jak wynika ze śledztwa dziennikarskiego ukraińskiego Radia Swoboda, od 2023 r. trwa także rozbudowa bazy 465. Brygady Rakietowej w miejscowości Osipowicze koło Mińska, gdzie są rozmieszczone zestawy Iskander. Zdjęcia satelitarne dowodzą, że zbudowano tam trzy nowe hangary dla pojazdów oraz magazyny, prawdopodobnie w celu zgromadzenia zapasu pocisków. Powstała także nowa linia kolejowa pomiędzy wspomnianą bazą a położoną również w pobliżu Osipowicz 1405. bazą amunicyjną, gdzie może znajdować się magazyn rosyjskiej broni atomowej. O możliwości rozmieszczenia taktycznej broni jądrowej na Białorusi mówił w marcu 2023 r. rosyjski przywódca Władimir Putin; w podobnym czasie zaobserwowano początek prac budowlanych we wspomnianej bazie w Osipowiczach.
Manewry Zapad 2025 to największe przedsięwzięcie szkoleniowe armii białoruskiej
.W czerwcu 2024 r. rozpoczęły się także prace w pobliżu wioski Pawliwka, około 60 km na południe od Mińska, gdzie w czasie zimnej wojny i tuż po rozpadzie ZSRR (w latach 1959-93) znajdowała się baza radzieckich, a następnie rosyjskich strategicznych wojsk rakietowych, wyposażonych m.in. w międzykontynentalne pociski balistyczne Topol.
Manewry Zapad 2025, będące największym przedsięwzięciem szkoleniowym armii białoruskiej w tym roku, zapewne obejmą także epizody związane z ćwiczebnym użyciem systemów rakietowych – również we współpracy z armią rosyjską, która może skierować do ćwiczeń także własne jednostki wojsk rakietowych.
Od kilku miesięcy pojawiają się informacje o możliwym pojawieniu się na Białorusi nowego rosyjskiego systemu rakietowego Oriesznik. Został on użyty po raz pierwszy w działaniach bojowych w listopadzie 2024 r. przeciwko Ukrainie. Jest to najprawdopodobniej pocisk rakietowy średniego zasięgu, oparty na projekcie rakiety RS-26 Rubież. Jeden egzemplarz wykorzystano w ubiegłym roku do ataku na zakłady Jużmasz w mieście Dniepr, drugi miał eksplodować w czasie testów w lutym 2025 r.
Kompleks rakietowy Oriesznik znajduje się najprawdopodobniej cały czas w fazie opracowywania, jednak za możliwe należy uznać pojawienie się jego elementów (także samych pocisków) na Białorusi, choćby ze względów propagandowych. Pocisk ten jest potencjalnie celem trudnym do przechwycenia przez nowoczesne systemy antyrakietowe, takie jak Patriot.
Granice do obrony
.Powinna dziś powstać jednostka na wzór Korpusu Ochrony Pogranicza, wyposażona prawnie w możność używania wszelkich dostępnych środków militarnych i technicznych, pozwalających czynić granicę bardzo trudną do sforsowania. Łudzenie się, że obecna prowizorka okaże skuteczna i że Moskwa odpuści, to proszenie się o coraz mocniejsze ciosy – pisze Andrzej KRAJEWSKI
To, ile zmieni śmierć pierwszego polskiego żołnierza broniącego wschodnich granic Polski, będzie najlepszym testem, czy III RP ma w sobie instynkt przetrwania. Do tej pory objawiał się on bardzo rzadko.
Atak na polską granicę w wojnie hybrydowej, jaką Kreml rozpoczął z II Rzeczpospolitą sto lat temu, wyglądał następująco. Wiosną 1924 r. pierwsze grupy uzbrojonych dywersantów zaczęły niepostrzeżenie przedzierać się ze Związku Radzieckiego w głąb Polski. Małe oddziały napadały na urzędy, posterunki policji, polskie osady. Po czym wycofywały się na drugą stronę granicy.
W centrali OGPU na Łubiance wiedziano dzięki zdrajcom, co może Polaków zaboleć. Szef instytucji zajmującej się wywiadem, kontrwywiadem i akcjami specjalnymi Feliks Dzierżyński dobrał sobie jako najbliższych współpracowników bardzo zdolnych – przewerbowanych oficerów Wojska Polskiego – Ignacego Sosnowskiego i Wiktora Steckiewicza.
Uderzano też w nieprzypadkowym momencie. W Polsce upadł prawicowy rząd Wincentego Witosa, a ponadpartyjny gabinet fachowców Władysława Grabskiego zmagał się z hiperinflacją. W każdej chwili mógł utracić poparcie parlamentu, co oznaczałoby głęboki kryzys polityczny, zwłaszcza przy śmiertelnej wrogości, jaka panowała między endecją a lewicą. Tymczasem słabo uzbrojona Straż Graniczna bała się podejmować walkę z liczniejszymi grupami dywersantów.
Wkrótce liczba ataków przekroczyła setkę i premier Grabski 16 kwietnia 1924 r. wydał dekret nakazujący Ministerstwu Spraw Wojskowych we współpracy z MSW przejąć obronę granicy wschodniej. Dowodzenie operacją scedowano na inspektora Armii „Wilno” gen. Edwarda Rydza-Śmigłego. Po czym okazało się, że policja i Straż Graniczna wymigują się od wykonywania rozkazów generała, gdy tylko te im nie pasują. Z kolei Rydzowi brakowało podstaw prawnych do ich wyegzekwowania. Chaos się pogłębiał, a sowieccy dywersanci, którym doradzali polscy renegaci, robili się coraz bardziej bezczelni.
W liście datowanym na 5 sierpnia 1924 r. minister spraw wojskowych gen. Władysław Sikorski ostrzegał Grabskiego: „Słabość po naszej stronie w zwalczaniu zdecydowanej i planowanej przeciw Polsce akcji bolszewików, prowadzonej, tak w kraju, jak i na wschodnim pograniczu, przynieść nam może katastrofalne następstwa”.
Dzień wcześniej duży oddział dywersantów opanował nocą miasteczko Stołpce. Zabito siedmiu policjantów z miejscowego posterunku, uwolniono więźniów z aresztu, obrabowano sklepy, zastrzelono kilku cywili. Na koniec napastnicy uszli bezkarnie za granicę. Po tym szokującym incydencie prezydent Stanisław Wojciechowski zaprosił na specjalną naradę do Spały rząd i generałów. Po dwóch dniach analizowania przyczyn zupełnego braku skuteczności oddziałów wojskowych i policyjnych – w dużej przecież liczbie skierowanych na granicę – opracowano plan ratunkowy. Polegał on na powołaniu do życia specjalnej jednostki, łączącej uprawnienia wojska, policji, straży granicznej i służb wywiadowczych. Jej jedynym zadaniem miało stać się uszczelnienie granicy ze Związkiem Radzieckim. Korpus Ochrony Pogranicza utworzono wręcz błyskawicznie. Między specjalnym rozkazem ministra spraw wojskowych wydanym 12 września 1924 r. a wejściem do akcji pierwszych oddziałów KOP upłynęło zaledwie 6 tygodni!
Nowa formacja zaskoczyła przeciwnika olbrzymią determinacją w działaniu, idącą w parze ze skutecznością. Po stoczeniu kilkuset potyczek, wybiciu lub wyłapaniu większości grup dywersyjnych w lecie 1925 r. zapadła na Kremlu decyzja o zakończeniu wojny hybrydowej z Polską. Stało się tak, ponieważ utracono nadzieję na osiągnięcie docelowego efektu, jakim winien być głęboki kryzys polityczny w Warszawie, otwierający następnie możność wzniecenia antypolskiego powstania na Kresach.
Taka skuteczność operacyjna KOP-u wynikała z kilku jego atutów. Po pierwsze, dużej autonomii dowództwa. Wiedziało ono, że jego zadaniem jest zapewnienie szczelność granicy, a jak to zostaje osiągnięte, decyduje szef KOP-u oraz znający na wylot swój teren oficerowie Korpusu. Po drugie, dobre uzbrojenie m.in. w broń maszynową i artylerię oraz równie dobre wyszkolenie. Ponadto istotna była własna służba wywiadowcza, koncentrująca swe działania na rozwijaniu sieci współpracowników wzdłuż granicy, informujących o tym, co się na niej dzieje. Starano się pozyskiwać źródła informacji także po stronie sowieckiej. Należy jeszcze dodać umocowanie prawne, dające możność prowadzenia operacji zarówno o charakterze wojskowym, jak i policyjnym w pasie przygranicznym.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/andrzej-krajewski-atak-na-polska-granice
PAP/MB



