USA przejmują rządy w Wenezueli [Donald TRUMP]

Będziemy sprawować rządy w Wenezueli do czasu przeprowadzenia bezpiecznej, porządnej i rozsądnej transformacji – ogłosił prezydent USA Donald Trump podczas konferencji prasowej. Sugerował, że wojska USA utrzymają obecność w Wenezueli i oznajmił że dotychczasowa wiceprezydentka Delcy Rodriguez jest gotowa do współpracy z USA.
Czy noblistka obejmie rządy w Wenezueli
.Donald Trump ogłosił swoje plany dla Wenezueli po schwytaniu przywódcy Nicolasa Maduro przez siły amerykańskie. Podczas konferencji prasowej w swojej posiadłości Mar-a-Lago na Florydzie prezydent USA zapowiedział, że to Ameryka będzie w praktyce rządzić Wenezuelą. Ogłosił, że amerykańskie firmy naftowe wejdą do tego kraju, by odbudować przemysł naftowy i zagroził, że w razie oporu ze strony reżimu, USA są gotowe zaatakować ponownie.
– Będziemy rządzić krajem do czasu, aż uda nam się przeprowadzić bezpieczną, właściwą i rozsądną transformację. Nie chcemy angażować się w to, by ktoś inny objął władzę i mielibyśmy taką samą sytuację, jak przez ostatnie długie lata – powiedział Donald Trump.
Amerykański prezydent podkreślił, że chce „pokoju, wolności i sprawiedliwości dla wspaniałego narodu Wenezueli, w tym dla wielu Wenezuelczyków, którzy obecnie mieszkają w Stanach Zjednoczonych i chcą wrócić do swojego kraju”.
Donald Trump nie sprecyzował, kto konkretnie ma rządzić krajem, mówiąc tylko, że będzie to „grupa” i że nazwiska zostaną ogłoszone później. Zasugerował jednak, że dotychczasowa wiceprezydentka i sojuszniczka Maduro Delcy Rodriguez zgodziła się pójść na współpracę.
– Ona właśnie została zaprzysiężona, ale, jak wiecie, została wybrana przez Maduro. Marco (sekretarz stanu Rubio) pracuje nad tym bezpośrednio. Właśnie z nią rozmawiał i zasadniczo jest gotowa zrobić to, co naszym zdaniem jest konieczne, aby uczynić Wenezuelę ponownie wielką – powiedział DOnald Trump. – Ona odbyła długą rozmowę z Markiem i powiedziała: „zrobimy cokolwiek zechcecie” – dodał.
Prezydent pytany o rolę liderki opozycji, noblistki Marii Coriny Machado, odparł, że jest ona „miłą kobietą, ale nie cieszy się szacunkiem w kraju”.
Zagroził innym urzędnikom związanym z Nicolasem Maduro, że podzielą jego los, jeśli nie będą spełniać żądań USA. Donald Trump zapowiedział, że członkowie jego gabinetu będą współpracować z Wenezuelczykami, by „upewnić się, że Wenezuela jest w dobrym stanie”.
– Bo jeśli po prostu odejdziemy, kto przejmie władzę? Nie ma nikogo, kto mógłby ją przejąć – powiedział. Pytany o złe doświadczenia USA w podobnej sytuacji w Iraku, Donald Trump odparł, że Ameryka miała wtedy innego prezydenta. Dodał też, że działania w Wenezueli nie będą się wiązać z żadnymi kosztami, a USA otrzymają rekompensatę za wszystkie wydatki.
Donald Trump zapowiedział, że siły USA będą stacjonować w Wenezueli, lecz będzie to obecność ograniczona do obiektów naftowych.
– Będziemy obecni w Wenezueli, jeśli chodzi o przemysł naftowy, ponieważ musimy tam być, wysyłamy tam naszą wiedzę specjalistyczną. Możemy więc potrzebować czegoś (obecności wojska), ale nie za dużo – deklarował Donald Trump. – Będziemy wydobywać ogromne bogactwo z ziemi, a to bogactwo trafi do Wenezuelczyków i osób spoza Wenezueli, które kiedyś tu mieszkały, a także do Stanów Zjednoczonych Ameryki w formie rekompensaty za szkody wyrządzone nam przez ten kraj – dodał. Odniósł się do nacjonalizacji przemysłu naftowego i wywłaszczenia amerykańskich firm przez poprzednika Maduro, Hugo Chaveza. Zaznaczył, że „Ameryka nigdy nie pozwoli, aby obce mocarstwa okradały nasz naród lub zmuszały nas do wycofania się z naszej półkuli”.
Prezydent USA przedstawiał interwencję jako pokaz amerykańskiej siły i powrót do realizacji doktryny Monroe z 1823 r., która w praktyce wyznaczała zachodnią półkulę jako amerykańską strefę wpływów. W zamian USA deklarowały nieinterwencję w sprawy Europy.
– Zgodnie z naszą nową Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, Amerykańska dominacja na półkuli zachodniej nigdy więcej nie będzie kwestionowana – zaznaczył. Mówił, że działania reżimu Maduro i jego poprzednika Hugo Chaveza, w tym współpraca z przeciwnikami Ameryki, stanowiły „rażące naruszenie podstawowych zasad amerykańskiej polityki zagranicznej, sięgające ponad dwóch stuleci, aż do czasów doktryny Monroe”.
– Doktryna Monroe to poważna sprawa, ale znacznie ją wyprzedziliśmy. Teraz nazywa ją dokumentem Donroe – żartował Donald Trump.
Donald Trump oznajmił, że atak na Caracas był „operacją jakiej nie widziano od czasu II wojny światowej”
.Prezydent zapewniał jednak, że „wyprostuje” sprawy z Rosją, która wspierała reżim Maduro, zaś inne państwa, jak Chiny, otrzymają wenezuelską ropę naftową. Sugerował jednak, że dopóki wenezuelski przemysł naftowy nie zostanie odbudowany, embargo na ropę z Wenezueli pozostanie w mocy.
Sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział, że Maduro otrzymał wiele szans i „hojnych ofert” oddania władzy, lecz „zachowywał się jak dziki człowiek” i spotkały go konsekwencje. Rubio przedstawił los Maduro jako przykład tego, czym się kończy lekceważenie ostrzeżeń i gróźb Trumpa. Powiedział przy tym, że gdyby był na miejscu zaprzyjaźnionego z Maduro reżimu na Kubie, „byłby co najmniej zaniepokojony”. Sam Trump zagroził przy tym prezydentowi Kolumbii Gustavo Petro, którego również oskarżył o umożliwianie przemytu narkotyków do USA.
– On ma fabryki kokainy (…) On produkuje kokainę i wysyła ją do Stanów Zjednoczonych. Więc musi uważać na swój tyłek – powiedział Donald Trump, odpowiadając na krytykę ze strony Petro dotyczącą interwencji w Wenezueli.
Donald Trump już wcześniej groził, że siły USA mogą uderzyć na zakłady produkujące narkotyki w Kolumbii.
Mówiąc o szczegółach operacji, Donald Trump oznajmił, że atak na Caracas był „operacją jakiej nie widziano od czasu II wojny światowej” i sugerował, że na jej czas amerykańskie służby wyłączyły w stolicy Wenezueli światła. Donald Trump przyznał jednak, że operacja była ryzykowna i mogła się zakończyć utratą życia przez wielu Amerykanów, utratą dużej ilości sprzętu i uszczerbkiem na „godności”.
Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabu gen. Dan Caine powiedział, że operacja była bardzo szczegółowo przygotowywana od dawna, lecz jej start został opóźniony o cztery dni ze względu na pogodę. Poinformował, że w operacji udział wzięło ponad 150 samolotów, dronów i śmigłowców.
– Po miesiącach pracy naszych kolegów z wywiadu, którzy starali się odnaleźć Maduro i zrozumieć, jak się poruszał, gdzie mieszkał, dokąd podróżował, co jadł, w co się ubierał i jakie miał zwierzęta, na początku grudnia nasze siły zostały przygotowane do działania – relacjonował Dan Caine.
Donald Trump miał wydać rozkaz o godz. 22.46 czasu lokalnego (4.46 rano w Polsce), o godz. 1.01 siły specjalne dotarły do posiadłości Maduro, a o 3.29 powróciły nad Morze Karaibskie, zawożąc Maduro na pokład okrętu USS Iwo Jima, na pokładzie którego ma się udać do USA.
Dan Caine potwierdził, że podczas operacji nie zginął żaden amerykański żołnierz, lecz dwóch odniosło rany. Uszkodzony został jeden śmigłowiec. W trakcie ataku wojska USA wielokrotnie uderzały też w „samoobronie” w siły wenezuelskie, jednak generał nie podał z jakim skutkiem. W początkowej fazie operacji USA zniszczyły też wenezuelskie systemy obrony powietrznej.
Waszyngton nie uporządkuje spraw za nas samych
.Stany Zjednoczone nie planują całkowitego wycofania się z NATO i Starego Kontynentu. Narodowa Strategia Bezpieczeństwa stawia tę sprawę jasno. W pewnym sensie ten dokument otwiera duże możliwości przed Polską, bo Waszyngton widzi bliskie interesy i potencjalnych sojuszników właśnie w Europie Środkowo-Wschodniej – pisze prof. Kazimierz DADAK.
2002 r. wyciekły dane tyczące się irańskiego programu nuklearnego. Wieści te spowodowały alarm na całym świecie i z inicjatywy USA Rada Bezpieczeństwa ONZ uchwaliła całą serię rezolucji, w ramach których Teheran obłożono ciężkimi sankcjami. We wszystkich przypadkach stali członkowie Rady Bezpieczeństwa, włącznie z Rosją i Chinami, zgodnie głosowali za przyjęciem tych rezolucji. Osamotniony Iran w końcu przystał na warunki postawione przez Waszyngton i w 2015 r. zawarł „porozumienie nuklearne”, po angielsku nazwane Joint Comprehensive Plan of Action (JCPOA). Wszyscy stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ (a także Niemcy i Unia Europejska) zaakceptowali je i wcielili w życie. Trzy lata później prezydent Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone wycofują się z tego porozumienia, i ponownie nałożył ciężkie sankcje na Iran. Co więcej, w czerwcu 2025 r. USA przyłączyły się do izraelskich nalotów na Iran, ale tym razem amerykańskie posunięcia nie spotkały się z aprobatą Moskwy i Pekinu. Wprost przeciwnie, państwa te stanowczo stanęły po stronie Teheranu i nawet dostarczają mu zaawansowaną broń.
6 sierpnia 2025 r. prezydent Trump ogłosił, że wwóz towarów z Indii będzie obciążony dodatkowym cłem w wysokości 25 proc., ponieważ Indie nabywają rosyjską ropę naftową i dzięki temu Moskwa jest w stanie finansować wojnę z Ukrainą. Trzy tygodnie później te sankcje weszły w życie, ale Nowe Delhi nie ugięło się pod presją. Wolumen importu tego surowca spadł, ale daleko przekracza poziom sprzed rosyjskiego najazdu na Ukrainę.
Te dwa przykłady obrazują ograniczone zdolności Stanów Zjednoczonych do osiągania celów, które Waszyngton uznaje za ważne dla swego interesu narodowego. Ten stan rzeczy został oficjalnie uznany w ostatniej narodowej strategii bezpieczeństwa. W przeciwieństwie do uprzednich tego typu dokumentów obecna administracja prezydenta Trumpa przyznaje, że Stany Zjednoczone nie są w stanie kontrolować spraw na całym świecie, ale muszą dokonać wyboru, które obszary są priorytetowe, a w których muszą zmniejszyć swe zaangażowanie. W takim samym dokumencie z 2017 r., pierwsza administracja Trumpa obwieszczała swym obywatelom, że przyszłość jest „świetlana” i że „amerykańskie wartości i wpływy oparte na potędze czynią świat bardziej wolnym, bezpiecznym i zasobnym”.
Zanim przejdziemy do dalszych rozważań, należy koniecznie podkreślić – zapożyczmy tu słynne zdanie Marka Twaina – że „pogłoski o śmierci Ameryki są bardzo wyolbrzymione”. USA nadal są i pozostaną bardzo bogatym, technologicznie zaawansowanym i potężnym państwem. Jedynie ich względna pozycja w świecie ulega osłabieniu.
W 1992 r. gospodarka amerykańska była zdecydowanie największym organizmem na świecie. W wartościach realnych (według parytetu siły nabywczej) Stany Zjednoczone wytwarzały niemal 20 proc. światowego PKB. Dla porównania podajmy, że w tamtym roku druga największa gospodarka, Japonia, była odpowiedzialna za niewiele ponad 8 proc., a trzecia, niemiecka, za poniżej 6 proc. światowego PKB (dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego). W tamtym czasie Rosja wytwarzała prawie 5, a Chiny i Indie, odpowiednio, niewiele ponad 4 i 3 proc. globalnego PKB. Ten sam wskaźnik na koniec 2024 wynosił: Chiny – 19,5 proc., USA – 14,9, Indie – 8,3, Rosja – 3,5, Japonia – 3,3 i Niemcy – 3,1. Zatem z ekonomicznego punktu widzenia USA już nie stoją na najwyższym stopniu podium, a kolejne potęgi Zachodu, Japonia i Niemcy, w ogóle tam się nie mieszczą. W 1992 r. wolny świat pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych wyraźnie dominował nad państwami, które na początku tego wieku utworzyły ugrupowanie zwane BRICS, a dziś mamy do czynienia z odwróceniem sytuacji. Nic w tym dziwnego, bo przecież Chiny i Indie zamieszkuje ponad 1/3 całej ludzkości. Wcielenie w życie efektywnej polityki gospodarczej w tych dwu krajach, szczególnie niesłychane tempo wzrostu w Chinach, spowodowało wywrócenie do góry nogami hierarchii znaczenia ekonomicznego.
Wartość całkowitego PKB jest istotnym wskaźnikiem, pokazuje nie tylko wartość towarów i usług wyprodukowanych w danym roku, ale i atrakcyjność dla zagranicznych przedsiębiorstw jako celu eksportu i inwestycji. Niemniej istotna jest wartość PKB na głowę mieszkańca, bo ten wskaźnik odzwierciedla siłę nabywczą statystycznego obywatela. Im wyższe jest PKB na obywatela, tym większy jest potencjalny wydatek na towary i usługi przekraczające niezbędne potrzeby (wyżywienie i mieszkanie). W tym zakresie Stany Zjednoczone i w ogóle Zachód mają nadal wielką przewagę, ale i tu Chiny szybko gonią czołówkę.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-kazimierz-dadak-narodowa-strategia-bezpieczenstwa/
PAP/MB





