Niemcy wraz z Europą odpowiedzą na groźby Donalda Trumpa

Rzecznik rządu RFN Stefan Kornelius oświadczył, że Niemcy wspólnie z europejskimi partnerami „w stosownym czasie” odpowiedzą na groźby prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczące nałożenia ceł na kraje wspierające Grenlandię.
Niemcy na Grenlandię skierowali 15 żołnierzy i zgodnie z komunikatami ministerstwa obrony jest to „misja rozpoznawcza”
.Rząd federalny przyjął do wiadomości stanowisko prezydenta USA. Pozostaje w ścisłej koordynacji z europejskimi partnerami. Wspólnie w stosownym czasie zadecydujemy o odpowiednich reakcjach – poinformował Stefan Kornelius.
Donald Trump zapowiedział, że od 1 lutego 2026 r. nałoży 10 proc. cła na osiem państw europejskich – Danię, Norwegię, Szwecję, Francję, Niemcy, Holandię, Finlandię i Wielką Brytanię – za ich postawę wobec jego roszczeń do Grenlandii. Państwa te wysłały na Grenlandię małe grupy żołnierzy, którzy mają wziąć udział w kierowanych przez Danię ćwiczeniach „Arctic Endurance”.
Niemcy na Grenlandię skierowali 15 żołnierzy i zgodnie z komunikatami ministerstwa obrony jest to „misja rozpoznawcza”. Rzecznik ministerstwa obrony Niemiec przekazał, że kierowana przez Danię europejska operacja na Grenlandii ma ustalić, czy możliwe jest rozmieszczenie na wyspie myśliwców Eurofighter oraz czy nadzór morski może być tam prowadzony przez fregaty.
Zapowiedziane przez Donalda Trumpa cła mają w czerwcu wzrosnąć do 25 proc. i obowiązywać, dopóki USA nie zawrą umowy w sprawie zakupu wyspy będącej autonomicznym terytorium Danii.
Stefan Kornelius przedstawił stanowisko Niemiec
.Przedstawiciel USA ds. handlu Jamieson Greer powiedział w sobotę, że UE powinna odizolować kwestię zapowiedzianych przez prezydenta Donalda Trumpa ceł związanych z Grenlandią od sprawy umowy handlowej ze Stanami Zjednoczonymi.
– Na miejscu Europejczyków prawdopodobnie starałbym się (tę kwestię) odizolować, jeśli to możliwe. Jeśli chcą to uczynić tematem umowy handlowej, to ich sprawa, a nie nasza – powiedział Jamiesion Greer, cytowany przez agencję Reutera.
Prezydent Donald Trump zapowiedział nałożenie ceł w wysokości 10 proc. na osiem państw europejskich za ich postawę wobec jego roszczeń do Grenlandii. Taryfy mają w czerwcu wzrosnąć do 25 proc. i obowiązywać, dopóki USA nie zawrą umowy w sprawie zakupu wyspy.
Amerykański przywódca napisał na platformie społecznościowej Truth Social, że cła obejmą towary z Danii, Norwegii, Szwecji, Francji, Niemiec, Holandii, Finlandii i Wielkiej Brytanii.
Cła zagrażają niedawno sfinalizowanym umowom handlowym USA z UE i Wielką Brytanią – zaznaczył Axios. Obecna stawka celna na towary z Wielkiej Brytanii wynosi 10 proc. W przypadku krajów UE USA stosują taryfy w wysokości 15 proc. Jak podkreślił dziennik „New York Times”, ogłoszone w sobotę przez Trumpa cła najpewniej będą dodane do już obowiązujących taryf.
Nie wiadomo, po jaki środek prawny sięgnie Donald Trump, by wdrożyć zapowiedziane cła. Sąd Najwyższy USA rozpatruje obecnie sprawę dotyczącą legalności ceł nałożonych przez Donalda Trumpa na podstawie ustawy IEEPA uprawniającej prezydenta do nakładania sankcji gospodarczych. Donald Trump był pierwszym w historii prezydentem, który nałożył cła, powołując się na ustawę, która nie wspomina wprost o cłach w katalogu dozwolonych działań. Jak dotąd wszystkie sądy niższej instancji uznawały te cła za nielegalne, lecz wstrzymały egzekucję orzeczeń, by pozwolić wypowiedzieć się w sprawie Sądowi Najwyższemu.
Donald Trump wielokrotnie mówił o konieczności przejęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone, a z początkiem roku zaostrzył swoją retorykę. W ostatnim czasie spekulował, że jeśli USA nie przejmą kontroli nad Grenlandią, zrobią to Chiny albo Rosja.
Zastępca szefa personelu Białego Domu i doradca ds. bezpieczeństwa krajowego Stephen Miller powiedział w Fox News, że Dania nie powinna móc kontrolować terytorium, którego – jak uznał – nie jest w stanie obronić. – Dania to mały kraj z małą gospodarką i małą armią. Nie jest w stanie obronić Grenlandii – dodał.
Parlament Europejski z atakiem na Donalda Trumpa i jego roszczenia
Parlament Europejski rozważa powiązanie kwestii zatwierdzenia umowy handlowej z USA z odstąpieniem przez prezydenta Donalda Trumpa od jego roszczeń dotyczących Grenlandii – napisała agencja Bloomberga.
– Jest to oczywiste, że suwerenność narodowa każdego kraju musi być szanowana przez wszystkich partnerów umowy handlowej – powiedział Bloombergowi przewodniczący Komisji Handlu Międzynarodowego Parlamentu Europejskiego Bernd Lange.
Agencja zaznaczyła, że unijni parlamentarzyści są blisko sfinalizowania porozumienia handlowego, zawartego latem przez prezydenta Donalda Trumpa i przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen. Porozumienie przewiduje m.in. 15-procentowe stawki celne dla większości europejskich towarów oraz współpracę w zakresie bezpieczeństwa gospodarczego. UE zadeklarowała również zwiększone zakupy amerykańskich surowców energetycznych. Część przepisów nadal oczekuje na zatwierdzenie przez PE.
Na tle gróźb Donalda Trumpa dotyczących Grenlandii niektórzy europarlamentarzyści opowiadają się za tym, by opóźnić zaplanowane na drugą połowę stycznia 2026 r. głosowanie w sprawie porozumienia handlowego.
Jak ocenił Bloomberg, takie opóźnienie może jeszcze bardziej nadszarpnąć już delikatne transatlantyckie relacje handlowe.
Obserwujemy wyraźny powrót do państwa narodowego
.Istnieje ryzyko, że Europa wkrótce zamieni się w cmentarzysko upadłych potęg. Ale jeszcze nim nie jest. I cały czas ma szansę zachować swoją pozycję – mówi prof. Andreas RÖDDER.
Agaton KOZIŃSKI: Kanclerz Friedrich Merz chce stworzyć największą armię konwencjonalną w Europie. O czym myślą Niemcy, gdy słyszą takie propozycje?
Andreas RÖDDER: Myślą o dziwnej kombinacji kilku czynników. Z jednej strony mamy niemiecką determinację, by przejąć przywództwo w demokratycznej Europie w celu obrony Unii Europejskiej, zachodnich wartości, praworządności. Tego wszystkiego, czym stała się Europa po 1990 r. Ale z drugiej strony – w ramach powojennego porządku światowego – Niemcy nie zdołały odegrać wiodącej roli. Nigdy nie stały się takim liderem, jakim powinny być według słów Radosława Sikorskiego z 2011 r.
– Szef polskiego MSZ podczas wystąpienia w Berlinie mówił wtedy, że mniej się boi niemieckiej hegemonii niż niemieckiej bezczynności. Te jego uwagi do dziś silnie rezonują politycznie. W Niemczech także?
– Tak, ten cytat zyskał w Niemczech status kultowego. Uważam też, że to absolutna prawda. Oddzielna sprawa, że każda osoba znająca historię będzie podchodzić do takiego oświadczenia z pewną ostrożnością. Chodzi także o twierdzenia, że Niemcy powinny mieć największą armię w Europie. Ale też uważam, że nie ma to takiego samego znaczenia jak 80 lat temu. To nie jest tak – jak mówił w 2011 r. polityk CDU/CSU Volker Kauder – że „Europa mówi po niemiecku”, tamto stwierdzenie było bardzo nieprzemyślane z jego strony. Niemcy są jednak czasami nieco nieostrożni, jeśli chodzi o to, jak ich słowa mogą zostać odebrane przez innych.
– Widzę dwie sprzeczności i jedną wątpliwość w tym, co Pan Profesor mówi. Pierwsza sprzeczność – czy trzeba budować armię, by bronić europejskich wartości? Druga – czy rzeczywiście można twierdzić, że wielka armia będzie się radykalnie różnić od tej sprzed 80 lat? I wątpliwość – czy Niemcy są w ogóle w stanie taką armię zbudować? Zapowiadał to już poprzedni kanclerz Olaf Scholz, ale ten proces nie wyszedł poza papierowe opracowania.
– Zacznę od końca, bo podzielam tę wątpliwość – nie ma żadnej pewności, że obecny rząd jest w stanie zrealizować ten projekt. Trzeba pamiętać, że partnerem koalicyjnym CDU/CSU jest SPD, a to partia nastawiona pacyfistycznie, sceptycznie podchodząca do zwiększania wydatków na obronność. Musimy poczekać, by przekonać się, na ile zapowiedzi kanclerza Merza będą realizowane. Choć też mam wrażenie, że w Niemczech pod tym względem sytuacja się zmieniła, jest dziś więcej woli politycznej do działania, niż było za czasów Angeli Merkel czy Olafa Scholza. Na pewno Berlin wyraźniej formułuje wolę zdecydowanej samoobrony Niemiec i Europy.
W odniesieniu do Pana kolejnego pytania o różnicę między armiami – obecną i tą z trzeciej dekady XX wieku. W tym wszystkim nie chodzi o samo wojsko, lecz o system polityczny, który za nim stoi. Dziś chodzi o samoobronę Niemiec, kraju szanującego i chroniącego prawa człowieka, demokrację, praworządność, przed dyktatorskim, ekspansywnym reżimem. To zupełnie inna sytuacja niż wtedy, kiedy w Berlinie rządził nazistowski reżim prowadzący imperialną politykę za pomocą siły. To naprawdę ma znaczenie. Ramy współczesnej niemieckiej polityki są oparte na twardych zasadach.
Jeśli chodzi o pierwszą sprzeczność, to też jej nie dostrzegam. Przecież demokracje zawsze muszą posiadać możliwości obrony. Proszę sobie przypomnieć konfrontację ze Związkiem Radzieckim lub Niemcami hitlerowskimi – demokracje we Francji, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych musiały się przed nimi bronić. Dziś również państwa demokratyczne muszą się bronić przed ekspansjonistycznymi państwami, takimi jak Rosja, Chiny czy Iran. Niemcy przekonali się o tym jako ostatni, najdłużej uważali, że cały czas można polegać na tzw. dywidendzie pokojowej. Ale teraz Berlin uczy się tego, czego przez dziesięciolecia nie chciał robić.
– Podkreśla Pan, że nie można współczesnych Niemiec porównywać z tymi z czasów nazizmu, że obecnie niemiecka polityka funkcjonuje w oparciu o twarde zasady – dlatego też rozbudowa Bundeswehry nie jest kłopotem. A jak to będzie wyglądało, jeśli do władzy dojdzie AfD?
– Rozumiem, skąd się bierze Pana pytanie, i zapewniam, że niemiecka klasa polityczna – zwłaszcza chrześcijańscy demokraci – odczuwają ogromną odpowiedzialność za sytuację polityczną w kraju, która jest głęboko zakorzeniona w historii. Dotyczy to zwłaszcza polityki wobec krajów bałtyckich i Polski. Mówię to jako chrześcijański demokrata. Naszym głębokim historycznym obowiązkiem jest dopilnowanie, aby to, co wydarzyło się w 1939 roku, nigdy więcej się nie powtórzyło. Naszym głębokim historycznym i politycznym obowiązkiem jest również ochrona Polski i krajów bałtyckich przed zagrożeniem ze strony Rosji. I nie chodzi mi tylko o CDU/CSU, ale też o liberałów czy Zielonych.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-andreas-rodder-obserwujemy-wyrazny-powrot-do-panstwa-narodowego/
PAP/MB





