Dlaczego Donaldowi Trumpowi zależy na Grenlandii? [Nathaniel GARSTECKA]

potencjał Grenlandii

Jak zwykle europejskie media i europejscy komentatorzy popadli w całkowitą histerię w związku z Grenlandią i rzekomą „chęcią Donalda Trumpa przeprowadzenia inwazji na wyspę”. Tym razem dotknęło to nawet części prawicy, która przecież powinna być bardziej racjonalna w swoich analizach i podejściu do amerykańskiego prezydenta. Mówiono nam o „śmierci NATO”, „końcu cywilizacji” lub „osi Moskwa-Waszyngton przeciwko Europie”. Niektórzy komentatorzy nawet się cieszyli: „Nie słychać już europejskich zwolenników Donalda Trumpa!”.

.Przez ostatnie 10 lat mieliśmy mnóstwo czasu, aby przestudiować metodę Donalda Trumpa. Doskonale wiemy, jak on działa i jaka jest jego strategia negocjacyjna. Wiemy, że prezydent Stanów Zjednoczonych zawsze zaczyna od bardzo wysokich żądań, nawet jeśli wywołuje to oburzenie, a następnie stopniowo obniża stawkę po tym, jak skłoni drugą stronę do podjęcia negocjacji. A jego działania militarne są zawsze skierowane przeciwko wrogom zachodniej cywilizacji. Tak było w przypadku Iranu i Wenezueli.

W sytuacji takiej jak dotycząca Grenlandii należy zadać sobie proste pytanie: czego chce Donald Trump? Zacznijmy od obserwacji: topnienie lodów arktycznych zmienia układ sił w geopolityce światowej. Nowe szlaki morskie, złoża surowców, konkurencja między wielkimi mocarstwami… wyścig się już rozpoczął.

Wykorzystanie szlaków handlowych Arktyki pozwoli znacznie skrócić odległość między portami zachodniej i północnej Europy a portami wschodniej Azji w porównaniu z tradycyjną trasą przez Kanał Sueski. Kontrola nad tymi nowymi szlakami północnymi ma zatem zasadnicze znaczenie z ekonomicznego punktu widzenia. Faktem jest jednak, że Rosja ma już przewagę w wyścigu o kontrolę nad szlakami arktycznymi dzięki licznym inwestycjom w regionie od ponad dziesięciu lat.

Arktyka jest również bogata w zasoby naturalne. Szacuje się, że można tam odkryć ponad 120 miliardów baryłek węglowodorów (ropy naftowej i gazu), a także liczne złoża metali ziem rzadkich, niezbędnych dla światowego przemysłu elektronicznego. Odnotowuje się również znaczne zasoby grafitu, litu, miedzi, złota i uranu. Region ten nadaje się również doskonale do rozwoju energii odnawialnej (słonecznej, wiatrowej, wodnej).

Rosja, Chiny i Stany Zjednoczone zdały sobie sprawę z ogromnej stawki w wyścigu o Arktykę i już rozpoczęły rywalizację o kontrolę nad tymi terenami. Dania, która jest właścicielem Grenlandii, nie jest w stanie samodzielnie uczestniczyć w tym wyścigu i musi polegać na zaangażowaniu Europy, które samo w sobie jest niewystarczające z powodu braku woli i ambicji. Ta europejska niemoc wynika z mnożenia norm ekologicznych i regulacji, które uniemożliwiają eksploatację zasobów naturalnych Grenlandii, ale także z kosztów i sprzeciwu lokalnej ludności.

Czy to oznacza, że jesteśmy całkowicie nieobecni na wyspie? Od czasu podpisania umowy obronnej z Danią w 1951 r. w Pituffik, w północno-zachodniej części wyspy, znajduje się tam amerykańska baza. Jeśli chodzi o Europejczyków, to w następstwie „prowokacji” Donalda Trumpa zwiększyli oni swoją obecność wojskową, początkowo marginalną, do kilkuset żołnierzy. Niemniej jednak jest to dalece niewystarczające w porównaniu do stawki.

Potencjał Grenlandii pozostaje zatem dramatycznie niewykorzystany, a inne wrogie mocarstwa, takie jak Rosja i Chiny, wyprzedzają nas w wyścigu o wpływy na Dalekiej Północy. Donald Trump jest tego świadomy i chce zmusić Europejczyków do podjęcia odpowiedzialności, nawet jeśli oznacza to użycie silnych środków, czyli dyplomatycznych prowokacji i groźby nałożenia ceł. Celem jest osiągnięcie porozumienia, by wzmocnić zaangażowanie Zachodu w regionie. Może to nastąpić, i jest to najbardziej prawdopodobne, poprzez nową umowę obronną między Danią a Stanami Zjednoczonymi, upoważniającą te ostatnie do utworzenia nowych baz wojskowych na północy Grenlandii. Może to również oznaczać udzielenie Amerykanom koncesji na eksploatację zasobów naturalnych, ponieważ Europejczycy wydają się niechętni do podjęcia takich działań samodzielnie.

Jedynie w przypadku całkowitej i ostatecznej odmowy Donald Trump mógłby rozważyć inne możliwości. Jego celem było szybkie osiągnięcie porozumienia z europejskimi sojusznikami i właśnie w tym kierunku zmierzamy dzięki projektowi porozumienia w ramach NATO, ogłoszonemu przez prezydenta Stanów Zjednoczonych na forum w Davos.

.Donald Trump jest przywódcą, którego bardzo lubimy nienawidzić, ponieważ uosabia wszystko, czym gardzą europejskie elity: dyplomatyczne prowokacje, ostry ton wypowiedzi, przedkładanie interesów gospodarczych nad wypolerowane konwencje, użycie siły w celu narzucenia swojej władzy… w pewnym sensie potwierdzenie, że historia się nie skończyła i że zawsze trzeba walczyć o przetrwanie w nieprzyjaznym środowisku. Jeśli może to pomóc wyrwać Europejczyków z letargu, cała zasługa będzie po stronie prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Nathaniel Garstecka
Tekst pochodzi z cotygodniowej kroniki prowadzonej w języku francuskim i polskim przez Autora w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [link]. Przedruk za zgodą redakcji.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 stycznia 2026