Junta w Mjanmie przeszła do ofensywy

Wojna domowa w Mjanmie wchodzi w nową fazę. Jeszcze dwa lata temu antyrządowa rebelia notowała spektakularne sukcesy i wypierała siły junty z kolejnych obszarów kraju. Dziś w wielu regionach to wojsko odzyskuje inicjatywę, a wojsko coraz częściej przechodzi do defensywy.

Rządzący mogą liczyć na wsparcie Chin

.Po zamachu stanu z 2021 roku Mjanma pogrążyła się w brutalnym konflikcie, który pochłonął tysiące ofiar i zmusił miliony ludzi do ucieczki. Choć wojskowa junta nadal nie kontroluje w pełni nawet połowy terytorium państwa, w ostatnim czasie zdołała odbić część strategicznych obszarów i wzmocnić swoje pozycje, zwłaszcza na północy oraz w regionach przygranicznych.

Jednym z najważniejszych powodów zmiany sytuacji na froncie jest przymusowy pobór, który junta zaczęła egzekwować od 2024 roku. Nowe zasoby ludzkie pozwoliły armii uzupełnić straty i zwiększyć presję na rebeliantów. O ile wcześniej siły oporu zyskiwały na mobilności, zaskoczeniu i lokalnym poparciu, dziś coraz częściej muszą mierzyć się z przeciwnikiem, który po prostu ma więcej ludzi. Dla rebeliantów oznacza to poważny problem. Ich przewaga miała wynikać z lepszej organizacji, znajomości terenu i pewnej elastyczności operacyjnej. Jednak przy ograniczonych środkach finansowych i brakach sprzętowych coraz trudniej im uzupełniać straty i rozwijać działania ofensywne na większą skalę.

Na korzyść junty działa także przewaga technologiczna. Armia w coraz większym stopniu opiera swoje działania na lotnictwie, artylerii i dronach. Rebelianci podkreślają, że skala zagrożenia z powietrza wyraźnie wzrosła. Tam, gdzie wcześniej pojawiały się pojedyncze samoloty, teraz coraz częściej obserwuje się bardziej skoordynowane operacje lotnicze. Drony stały się jednym z najważniejszych narzędzi tej wojny. Siły junty mają dziś przewagę nie tylko pod względem liczby takich systemów, ale również ich jakości. Dla oddziałów powstańczych oznacza to trudniejsze przemieszczanie się, większe ryzyko wykrycia pozycji i ograniczoną zdolność do utrzymywania zdobytych terenów. Bez skutecznych środków zakłócających i obrony przeciwlotniczej rebelia coraz częściej musi ustępować pod naporem ataków z powietrza.

Na sytuację wpływa również polityka Chin, które mają w Mjanmie duże interesy gospodarcze, w tym inwestycje infrastrukturalne i dostęp do surowców, zwłaszcza metali ziem rzadkich w regionach przygranicznych. Pekin doprowadził do zawieszenia broni z częścią ugrupowań rebelianckich, a jednocześnie ograniczył przepływ broni i amunicji do sił oporu. To osłabia wspólny front przeciwko juncie. Tam, gdzie wcześniej rebelia mogła liczyć na szerszą koordynację i większy napływ zaopatrzenia, dziś coraz częściej działa w warunkach niedoboru.

Braki broni i amunicji stają się jednym z podstawowych problemów, szczególnie w miejscach, gdzie walka toczy się na wyniszczenie. Mimo że w części regionów junta odzyskuje teren, nie oznacza to stabilizacji. Mjanma pozostaje państwem rozdartym, a wojna nadal niszczy infrastrukturę, wypędza ludność cywilną i zamienia kolejne obszary w strefy ciągłego zagrożenia. Szczególnie dotkliwe są naloty, ostrzał artyleryjski oraz rosnące zagrożenie minami lądowymi.

Kraj należy dziś do najbardziej zaminowanych na świecie. Miny i niewybuchy stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo nie tylko dla walczących, ale również dla ludności cywilnej, w tym dzieci. Do tego dochodzą ograniczony dostęp do opieki medycznej, zniszczona infrastruktura i dramatycznie trudne warunki życia na terenach objętych walkami. Rebelia straciła część impetu i w wielu miejscach znalazła się pod presją, ale to nie znaczy, że junta odzyskała pełną kontrolę nad państwem. Wciąż nie rządzi całością kraju, a duże obszary pozostają poza jej realnym zasięgiem.

Obecny etap konfliktu pokazuje raczej coś innego: armia odzyskała zdolność do kontrataku i do zadawania ruchowi oporu ciężkich strat, przede wszystkim dzięki poborowi, przewadze technologicznej i wsparciu zewnętrznych uwarunkowań politycznych. Rebelia nadal istnieje, ale coraz częściej walczy już nie o kolejne zdobycze, lecz o utrzymanie tego, co udało się jej wcześniej wywalczyć. To oznacza, że Mjanmę czeka raczej długa wojna na wyniszczenie niż szybkie rozstrzygnięcie. A jej największymi ofiarami nadal pozostają zwykli mieszkańcy kraju.

Maciej Bzura

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 15 czerwca 2026