Sondaże mogą przeceniać siłę progresywnej lewicy w Partii Demokratycznej [New York Times]

progresywna lewica w Partii Demokratycznej

Amerykańscy progresywiści wchodzili w sierpniowe prawybory z przekonaniem, że ich kandydaci zdecydowanie pokonają partyjnych umiarkowanych. Sondaże zdawały się to potwierdzać. Tymczasem Abdul El-Sayed wygrał prawybory do Senatu w Michigan różnicą zaledwie jednego punktu procentowego, a Francesca Hong przegrała walkę o nominację na gubernatora Wisconsin. Nate Cohn, główny analityk polityczny „The New York Times”, stawia pytanie, czy problemem są jedynie wyjątkowo trudne do badania prawybory, czy też sondaże systematycznie przeceniają rzeczywistą siłę progresywnego skrzydła Partii Demokratycznej?

.Przed sierpniowymi prawyborami oczekiwania wobec progresywnego skrzydła Partii Demokratycznej były bardzo wysokie. Sondaże dawały Abdulowi El-Sayedowi dwucyfrową przewagę w walce o nominację do Senatu w Michigan, a Francesce Hong ponad dwadzieścia punktów przewagi w prawyborach na gubernatora Wisconsin. Wyniki okazały się znacznie mniej jednoznaczne. El-Sayed zwyciężył różnicą jednego punktu procentowego, natomiast Hong poniosła porażkę.

Nate Cohn zwraca uwagę, że prawybory od dawna należą do najtrudniejszych wyborów do badania. Frekwencja jest niska, skład elektoratu niepewny, a preferencje mogą zmieniać się bardzo szybko. Mimo to dwa przypadki znaczącego przeszacowania kandydatów tego samego skrzydła politycznego w ciągu dwóch tygodni rodzą pytanie o bardziej systemowy problem.

Wisconsin można wyjaśnić. Michigan jest trudniejsze

.W Wisconsin duży błąd sondażowy można częściowo tłumaczyć wyjątkowo niestabilnym przebiegiem kampanii. Progresywni wyborcy szybko skupili się wokół Franceski Hong, podczas gdy umiarkowane skrzydło Demokratów długo pozostawało podzielone.

W ostatnim miesiącu kampanii trzech kandydatów popieranych przez partyjny establishment wycofało się z wyścigu. Wśród nich znalazł się David Crowley, który następnie do rywalizacji powrócił i ostatecznie wygrał. W końcowej fazie kampanii umiarkowani wyborcy zaczęli konsolidować się właśnie wokół niego, czego wcześniejsze sondaże nie zdołały uchwycić. Inaczej było w Michigan. Abdul El-Sayed i Haley Stevens od początku byli dwiema najważniejszymi postaciami prawyborów. Kampania miała ogólnokrajowy rozgłos, a na wsparcie kandydatów wydano dziesiątki milionów dolarów. Wyborcy mieli więc wystarczająco dużo czasu, aby poznać różnice między nimi. Mimo to sondaże znacznie przeszacowały przewagę El-Sayeda.

Problem może dotyczyć tego, kto odpowiada na sondaże

.Cohn wskazuje dwa możliwe wyjaśnienia. Pierwsze dotyczy frekwencji. Sondażownie mogły założyć zbyt duży udział młodych wyborców, którzy zdecydowanie częściej popierali El-Sayeda. W takim przypadku mielibyśmy do czynienia przede wszystkim z błędem dotyczącym specyfiki jednych prawyborów. Znacznie poważniejsze byłoby jednak zjawisko określane jako nonresponse bias. Polega ono na tym, że zwolennicy jednego kandydata częściej niż inni zgadzają się uczestniczyć w badaniach.

W przypadku Demokratów może mieć to szczególne znaczenie, ponieważ kandydaci progresywni są silniejsi wśród wyborców wysoko wykształconych i mocno zaangażowanych politycznie. To właśnie takie osoby częściej odpowiadają na ankiety, zapisują się do internetowych paneli badawczych albo klikają w przesłane przez sondażownie linki. Jeżeli więc progresywni wyborcy są nadreprezentowani wśród respondentów, sondaże mogą pokazywać ich kandydatów jako silniejszych, niż są oni w rzeczywistym elektoracie.

Problem, którego nie da się łatwo skorygować

.Amerykańskie sondażownie mierzyły się już z podobnym wyzwaniem przy badaniu poparcia dla Donalda Trumpa. Z czasem zaczęły stosować dodatkowe mechanizmy korekcyjne, między innymi pilnując właściwego udziału wyborców deklarujących głosowanie na Trumpa w poprzednich wyborach.

W prawyborach między progresywnym a umiarkowanym Demokratą podobnego punktu odniesienia często nie ma. Jeżeli kandydaci po raz pierwszy mierzą się ze sobą, trudno określić z góry, ilu zwolenników każdej frakcji powinno znaleźć się w próbie. Dlatego wynik w Michigan może być ważniejszy niż pojedyncza pomyłka sondażowa. Jeżeli podobne błędy będą się powtarzać, oznaczałoby to, że badania opinii mogą systematycznie przeceniać siłę progresywnego skrzydła Partii Demokratycznej. Nate Cohn pozostaje jednak ostrożny. Dwa przypadki nie wystarczają, aby mówić o trwałej regule. Wisconsin można w dużej mierze wyjaśnić przebiegiem kampanii, a Michigan mogło być jednorazowym błędem.

Sierpniowe prawybory postawiły jednak przed amerykańskimi sondażowniami ważne pytanie: czy potrafią właściwie zmierzyć nie tylko deklarowane poglądy Demokratów, ale również to, która część partyjnego elektoratu rzeczywiście pojawi się przy urnach?

Jarosław Kowalski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 17 sierpnia 2026