Jeśli nie zagłosujecie w wyborach, pójdziecie do piekła [Donald TRUMP]

Ci, którzy nie głosują w wyborach idą do piekła – powiedział prezydent USA Donald Trump na zakończenie konwencji Partii Republikańskiej przed listopadowymi wyborami połówkowymi. Wzywał wyborców, by „pokonali komunizm”.
Donald Trump mobilizuje wyborców
Podczas wystąpienia kończącego dwudniową konwencję w Dallas Donald Trump zachęcał sympatyków partii do złożenia przysięgi, że oddadzą głos w wyborach, które zdecydują o tym, która z partii będzie kontrolować Kongres.
– Przyrzekam najlepszemu prezydentowi w historii, który kocha nas do utraty tchu, że (…) pójdę i wezmę znajomych, rodzinę i pójdziemy głosować 3 listopada – mówił Donald Trump. – Bo wiecie co się dzieje z tymi, którzy nie głosują? Idą do piekła – dodawał. Zapowiadał, że Republikanie „pokonają komunistów, radykalnych lewicowych szaleńców, ekstremistów, fanatyków, i przestępców, którzy chcą zniszczyć kraj”.
W przemówieniu zakończonym występem śpiewaka operowego Christophera Macchio, Donald Trump powtórzył wiele elementów ze swojego wystąpienia z dnia poprzedniego, w tym obietnicę wysłania wszystkim dorosłym Amerykanom 5 tys. dol. w razie wyborczego zwycięstwa jego partii. Prezydent już wielokrotnie wcześniej zgłaszał podobne pomysły bezpośrednich wpłat dla wyborców, ale nigdy ich nie zrealizował, bo wymagają one zgody bardzo sceptycznego Kongresu.
Przed Donaldem Trumpem występowali w środę m.in. minister zdrowia Robert F. Kennedy jr., syn prezydenta Donald jr. i wiceprezydent J.D. Vance. Vance w swoim wystąpieniu wspominał pamięć zabitego przed rokiem aktywisty i przyjaciela Charliego Kirka, przyznając, że sprzeciwiał się wojnom. Wzywał jednak tych wyborców partii by mimo to nie oddawali z tego powodu władzy Demokratom – „szaleńcom, którzy nienawidzą Ameryki”.
Listopadowe wybory do Kongresu
Przemówienie prezydenta zakończyło konwencję wyborczej Republikanów przed listopadowymi wyborami do Kongresu i części władz stanowych. Impreza w Dallas była pierwszym tego typu zlotem polityków partii przed wyborami połówkowymi (tj. w połowie kadencji prezydenta), bo zwykle konwencje odbywały się tylko w latach wyborów prezydenckich.
Konwencja miała umiarkowaną frekwencję, a znaczna liczba kandydatów partii w wyścigach, w których toczy się szczególnie zażarta walka wyborcza, zdecydowała się na pominięcie i skupienie się na kampanii we własnych okręgach. To rezultat m.in. wysokich wpłat wymaganych od kandydatów za udział (25 tys. dol.), jak też rekordowo niskich notowań popularności prezydenta. Według większości badań opinii publicznej, Donalda Trumpa popiera mniej niż 40 proc. wyborców, a według badania Ipsosa dla agencji Reutera, jest to tylko 32 proc.
Mimo to – i mimo faktu, że Donald Trump sam nie bierze udziału w wyborach – impreza w Dallas była niemal całkowicie zdominowana przez prezydenta i była nazywana „Trumpalozą”. Prezydent zwracał się do wyborców, by „udawali, że to on jest na karcie wyborczej”. To aluzja do faktu, że choć jego wyborcy są zwykle mocno zmotywowani w wyborach, w których on sam bierze udział, to znacznie rzadziej angażują się w inne głosowania.
Konwencja miała miejsce w Teksasie, czyli stanie, gdzie rozgrywa się najgłośniejsza rywalizacja, która może zadecydować o tym, która z partii obejmie kontrolę nad Senatem i prawdopodobnie całym Kongresem. O fotel senatora ubiegają się uwikłany w przeszłości w skandale korupcyjne i obyczajowe prokurator generalny stanu Ken Paxton oraz Demokrata i były pastor James Talarico. Mimo trwającej od dekad republikańskiej dominacji w Teksasie, sondaże wskazują, że Talarico ma szansę na zwycięstwo.
PAP/NZ




