Europa zdolna do działania. State of the Union 2026 [Ursula von der Leyen]

W orędziu o stanie Unii Ursula von der Leyen przedstawiła Europę silniejszą niż kilka lat temu, ale jednocześnie bardziej zagrożoną niż kiedykolwiek w ostatnich dekadach. Jej odpowiedzią jest Unia, która nie ogranicza się już do stanowienia reguł: ma inwestować, gromadzić surowce, budować przemysł obronny, chronić granice, rozwijać sztuczną inteligencję, tworzyć własne mechanizmy bezpieczeństwa i zawierać strategiczne sojusze. State of the Union 2026 można więc czytać jako kolejny etap przechodzenia od Unii regulacyjnej do Unii geopolitycznej. Pytanie pozostaje jednak to samo: czy za rosnącymi ambicjami nadążą instytucje i polityczna zgoda państw członkowskich?
Ursula von der Leyen rozpoczęła swoje tegoroczne wystąpienie cytując Dickensa. „Były to najlepsze czasy, były to najgorsze czasy” – przypomniała początek Opowieści o dwóch miastach, po czym zastosowała tę sprzeczność do dzisiejszej Europy. W jej własnej diagnozie stan Unii jest zarazem „najsilniejszy, jak kiedykolwiek” i wyjątkowo niepewny. To zestawienie nie jest jedynie zabiegiem retorycznym. Właściwie cała konstrukcja przemówienia została zbudowana na tej dwoistości: Europa dysponuje większymi możliwościami działania, ale świat, w którym musi działać, stał się znacznie bardziej wrogi.
Rok wcześniej w tym samym miejscu przewodnicząca Komisji mówiła o europejskim „momencie niezależności”. Wtedy jej podstawowym argumentem było to, że wojna Rosji przeciwko Ukrainie, narastająca rywalizacja mocarstw, uzależnienia energetyczne i technologiczne oraz erozja dotychczasowego ładu międzynarodowego zmuszają Europę do przejęcia większej odpowiedzialności za własny los. W 2026 r. ta sama myśl powraca, ale jest już mniej manifestem niż próbą stworzenia konkretnej architektury działania. I to jedna z najważniejszych różnic między tymi dwoma wystąpieniami. W 2025 r. von der Leyen mówiła przede wszystkim: Europa musi stać się bardziej niezależna. W 2026 r. odpowiada na pytanie, z czego ta niezależność miałaby być zbudowana. Także dlatego można się z jej wystąpieniem tak głęboko nie zgodzić.
Suwerenność nie jako hasło, ale jako zdolność
.Najważniejszym słowem przemówienia nie jest nawet „niezależność”, lecz zdolność: do produkcji, finansowania, odstraszania, ochrony granic, budowania infrastruktury, rozwoju technologii oraz reagowania na kryzysy bez oglądania się za każdym razem na zewnętrznego dostawcę czy partnera.
Von der Leyen mówi więc o Europie, która uniezależnia się od rosyjskich paliw kopalnych, rozwija własną energetykę, zwiększyła wydatki obronne o niemal 80 proc. w ciągu pięciu lat i próbuje zmniejszać strategiczne zależności od Chin. To właśnie z tych elementów przewodnicząca Komisji buduje własną definicję europejskiej suwerenności, w której wcale nie chodzi o izolację. Chodzi o to, aby Europa mogła dokonywać wyborów, nie będąc do nich zmuszana przez zależności gospodarcze, energetyczne lub militarne. To zmiana języka europejskiej integracji. Przez lata podstawową obietnicą Unii był wspólny rynek, swoboda przepływu, dobrobyt i normy prawne. Von der Leyen zachowuje wszystkie te elementy, ale wpisuje je w logikę geopolityczną. Wspólny rynek jest ważny dlatego, że daje skalę. Polityka energetyczna dlatego, że ogranicza podatność na szantaż. Technologie dlatego, że decydują o pozycji strategicznej. Obrona bo pokój nie może być dłużej traktowany jako stan domyślny.
Stąd powracająca w przemówieniu teza, że w obecnym świecie los Europy musi pozostać „w rękach Europejczyków”. To kontynuacja koncepcji strategicznej autonomii, ale ubrana w bardziej praktyczny i mniej abstrakcyjny język.
Mario Draghi wszedł do języka Komisji
.Najbardziej konkretną częścią przemówienia zdaje się być gospodarka. Von der Leyen właściwie przyjmuje diagnozę, która od czasu raportów Enrica Letty i Mario Draghiego stała się dominującym punktem odniesienia w Brukseli: Europa nie cierpi przede wszystkim z powodu braku przedsiębiorstw, kapitału czy technologii, lecz z powodu fragmentacji. Europa ma wielki rynek, światowej klasy przemysł, ogromne oszczędności i wspólną walutę euro. Problem polega na tym, że kapitał, sieci energetyczne, usługi finansowe i zamówienia publiczne wciąż są podzielone między 27 państw. Von der Leyen zapowiedziała dokończenie do końca 2027 r. reform związanych z programem „One Europe, One Market”, dalsze przyspieszenie procedur inwestycyjnych oraz ograniczenie obciążeń administracyjnych. Komisja twierdzi, że dotychczasowe dwanaście pakietów upraszczających ma zmniejszać koszty administracyjne przedsiębiorstw o około 17 mld euro rocznie.
Interesujące jest jednak przesunięcie odpowiedzialności. Przez lata to Bruksela była głównym adresatem zarzutów o nadmierną regulację. Von der Leyen odpowiada teraz, że Komisja upraszcza przepisy, ale państwa członkowskie muszą przestać dodatkowo komplikować europejskie regulacje podczas przenoszenia ich do prawa krajowego. Zapowiada więc swoisty europejski pakt przeciwko gold-platingowi.
Jest w tym wyraźna próba politycznej korekty dotychczasowego wizerunku Komisji. Instytucja kojarzona wcześniej przede wszystkim z ustanawianiem nowych norm przedstawia się obecnie jako siła deregulująca, przyspieszająca inwestycje i domagająca się od państw ograniczenia narodowej biurokracji, która zdaniem von der Leyen ma być jednym z głównych hamulcowych pełniejszej, europejskiej integracji.
Energia: Zielony Ład schodzi z pierwszego planu, niezależność zostaje
.Jeszcze ciekawsza jest zmiana języka dotyczącego transformacji energetycznej. Von der Leyen nie wycofuje się z europejskich celów klimatycznych a przeciwnie, jednoznacznie deklaruje ich utrzymanie. Jednak uzasadnienie polityki energetycznej staje się zdecydowanie bardziej geopolityczne i przemysłowe. – Europa nie może pozostać przemysłową potęgą, jeżeli jej ceny energii będą strukturalnie zbyt wysokie – to sens jednego z najważniejszych fragmentów wystąpienia. Komisja chce podwojenia udziału energii elektrycznej w europejskiej gospodarce do 2040 r., szybszego rozwoju sieci i magazynów energii oraz dalszego zwiększania produkcji energii na miejscu. W tym samym szeregu von der Leyen wymienia odnawialne źródła energii, atom i biometan, podkreślając technologicznie neutralne podejście. To nie jest już dominujący jeszcze kilka lat temu język polityki klimatycznej rozumianej przede wszystkim jako redukcja emisji. Energia ma być czysta, ale ma być również europejska, tania i dostępna dla przemysłu.
Klimat zresztą również zostaje przeformułowany. Znaczna część wystąpienia dotyczy nie tylko ograniczania emisji, lecz odporności na skutki zmian klimatycznych: pożarów, fal upałów, suszy, braku wody i strat w rolnictwie. Komisja zapowiada ramy odporności klimatycznej, identyfikację stu najbardziej zagrożonych europejskich regionów, Climate Insurance Alliance, European Heatwave Plan, inicjatywę wodną oraz analizę przyszłej europejskiej floty przeciwpożarowej. W politycznym języku Komisji klimat staje się zatem jednocześnie kwestią środowiska, bezpieczeństwa, infrastruktury, zdrowia i ubezpieczeń.
Drugi „China shock”
.Jeszcze ostrzejszy jest fragment poświęcony Chinom. Von der Leyen przypomina, że deficyt handlowy UE wobec Chin sięga około miliarda euro dziennie. Jej zdaniem nie należy już mówić, że Europie grozi „drugi China shock”: według przewodniczącej Komisji on już trwa i przyczynia się do problemów przemysłowych w europejskich regionach produkcyjnych. Nie oznacza to zerwania współpracy. Von der Leyen mówi o dialogu z Pekinem i interesie obu stron w utrzymaniu relacji handlowych. Jednocześnie jednak deklaruje gotowość wykorzystania dostępnych instrumentów do zrównoważenia stosunków gospodarczych.
Jeszcze ważniejszy jest problem surowców. Według danych przytoczonych w wystąpieniu Europa w przypadku wielu surowców krytycznych pozostaje zależna od Chin w ponad 80 proc., a przy części pierwiastków ziem rzadkich – w 90 proc. Komisja chce więc stworzyć European Corporation on Critical Raw Materials, która ma pomagać we wspólnym pozyskiwaniu i magazynowaniu kluczowych surowców dla przemysłu samochodowego, półprzewodników, baterii, technologii energetycznych oraz sektora obronnego. I właśnie tutaj najlepiej widać charakter całego przemówienia. Von der Leyen coraz częściej myśli kategoriami, które jeszcze dekadę temu byłyby w Brukseli uznane za dość klasyczną politykę przemysłową: wspólne zakupy, strategiczne zapasy, preferowanie europejskich zdolności produkcyjnych, publiczno-prywatne fundusze i zabezpieczanie łańcuchów dostaw.
Europa nie chce zostać jedynie regulatorem sztucznej inteligencji
.Podobne przesunięcie widać w części poświęconej AI. Europa przez kilka ostatnich lat była kojarzona przede wszystkim z AI Act i próbą stworzenia globalnych standardów regulacyjnych. Von der Leyen nadal broni tej logiki i ostrzega przed zagrożeniami związanymi z coraz bardziej autonomicznymi modelami, cyberatakami oraz modelami zdolnymi do samodoskonalenia. Zapowiada współpracę m.in. z Kanadą i Wielką Brytanią w zakresie testowania modeli, bezpieczeństwa AI i systemów wczesnego ostrzegania.
Jednocześnie jednak drugim, równie ważnym elementem jest stwierdzenie, że Europa musi „pozostać w wyścigu”. Komisja zapowiada zwiększenie europejskich mocy obliczeniowych i poszukiwanie nowych sposobów inwestowania pieniędzy publicznych i prywatnych w najbardziej obiecujące firmy technologiczne. Co więcej, von der Leyen próbuje przedefiniować pytanie o europejskie zapóźnienie w AI. Jej argument brzmi mniej więcej tak: Europa nie musi zbudować największego modelu językowego na świecie, aby odnieść największą korzyść gospodarczą z AI. Jej przewagą mogą być przemysł, infrastruktura i wysokiej jakości dane. Dlatego jako pięć strategicznych obszarów zastosowania przemysłowej AI wymienia zdrowie, transport, rolnictwo i żywność, zaawansowaną produkcję oraz obronność i sektor kosmiczny. W listopadzie mają zostać przedstawione nowe inicjatywy dla tych sektorów. Celem ma być „AI z ludzką sprawczością”. Czyli europejska odpowiedź na amerykańskie i chińskie modele AI ma nie polegać wyłącznie na regulowaniu technologii stworzonej gdzie indziej, ale na jej przemysłowym zastosowaniu tam, gdzie kontynent posiada własne aktywa.
Europejska polityka bezpieczeństwa zaczyna przypominać politykę państwa
.Najdalej idące propozycje pojawiają się jednak w dziedzinie bezpieczeństwa. Von der Leyen stwierdza, że europejskie systemy decyzyjne zostały zaprojektowane dla innego świata. Konsensus i kompromis pozostają podstawową metodą działania Unii, ale – jak mówi – trzeba postawić pytanie, czy istniejące rozwiązania są nadal dostosowane do skali współczesnych zagrożeń.
Przewodnicząca zapowiada nową europejską strategię bezpieczeństwa oraz proponuje mechanizm reagowania na działania hybrydowe, które nie osiągają poziomu klasycznej agresji zbrojnej. Roboczo określa go jako „własny artykuł 4” Europy – Emergency Security Protocol. Uruchomienie procedury przez jedno państwo miałoby powodować zebranie pozostałych członków w celu koordynacji odpowiedzi, odstraszania dalszej eskalacji i ograniczania skutków ataku. To propozycja szczególnie interesująca dla państw wschodniej części Unii. W wystąpieniu von der Leyen wymieniła cyberataki, sabotaż, podpalenia i wtargnięcia dronów jako przykłady zagrożeń znajdujących się w szarej strefie pomiędzy pokojem i otwartym konfliktem. W tym samym fragmencie wspomniała o incydentach w Danii, na Litwie i w Polsce.
Jeszcze dalej idzie propozycja stworzenia European Security Council – formatu skupiającego europejskich przywódców i wybranych partnerów spoza UE, takich jak Kanada, Wielka Brytania, Norwegia czy Ukraina. Komisja ma przedstawić konkretniejszy model jego funkcjonowania. Nie oznacza to próby zastąpienia NATO. Von der Leyen kilkukrotnie podkreśla zgodność nowych europejskich instrumentów z Sojuszem Północnoatlantyckim. Zapowiedziany European Instrument for Strategic Enablers ma być wręcz „fully aligned with NATO”. Chodzi o zdolności, których poszczególne państwa europejskie mają za mało: obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową, transport strategiczny, tankowanie w powietrzu, przestrzeń kosmiczną i cyberbezpieczeństwo.
Znaczenie tego fragmentu polega jednak na czymś innym. Komisja zaczyna mówić o bezpieczeństwie językiem właściwym dotychczas przede wszystkim państwom i sojuszom wojskowym. Mówi o doktrynie, mechanizmach reagowania, strategicznych aktywach, przemyśle obronnym i wspólnej odpowiedzi na agresję. – Europa będzie bronić każdego metra swojego terytorium – deklaruje von der Leyen.
Ukraina pozostaje częścią europejskiej polityki bezpieczeństwa
.W tej konstrukcji Ukraina nie pojawia się jako osobny problem polityki zagranicznej. Jest częścią szerszej opowieści o bezpieczeństwie samej Europy. Von der Leyen zapowiada zwiększone wsparcie przed kolejną zimą, w tym pomoc energetyczną i humanitarną oraz wzmacnianie ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. Wspomina o zatwierdzonym zakupie amerykańskich pocisków Patriot, ale zarazem dodaje, że Europa musi zmniejszać zależność od jednego dostawcy.
Stąd pomysł wspólnego z Ukrainą rozwoju modułowego i tańszego systemu obrony przeciwrakietowej, którego elementem ma być projekt Freya. Według koncepcji przedstawionej w wystąpieniu europejski przemysł miałby łączyć własne możliwości technologiczne i produkcyjne z ukraińskim doświadczeniem bojowym oraz innowacyjnością. Pozostałe środki programu SAFE mają również finansować nowe wspólne projekty firm europejskich i ukraińskich. To szczególnie znaczący element nowego sposobu myślenia o Ukrainie. Kijów jest przedstawiany nie tylko jako odbiorca europejskiego wsparcia, ale jako potencjalna część europejskiej bazy przemysłowo-obronnej.
W sprawie sankcji przeciwko Rosji von der Leyen sygnalizuje natomiast przesunięcie nacisku z uchwalania kolejnych pakietów na egzekwowanie istniejących restrykcji i zamykanie możliwości ich obchodzenia.
Kanada i najbardziej zaskakująca propozycja całego wystąpienia
.Jednym z najbardziej nieoczekiwanych fragmentów tegorocznego State of the Union było wystąpienie skierowane bezpośrednio do obecnego na sali premiera Kanady Marka Carneya. Von der Leyen zapowiedziała przekształcenie dotychczasowej relacji opartej m.in. na CETA w znacznie głębszy „Alliance for the Future”: obejmujący przemysł, bezpieczeństwo gospodarcze, obronność, Arktykę, energię, minerały krytyczne, baterie, sztuczną inteligencję, technologie kwantowe i cyberbezpieczeństwo. Następnie zaproponowała otwarcie drogi do uczynienia Kanady pierwszym „członkiem stowarzyszonym” Unii.
Trzeba podkreślić, że taki status obecnie w unijnych traktatach nie istnieje. Jest to propozycja polityczna, a nie uzgodniona nowa kategoria członkostwa. Reuters zwrócił uwagę, że jej stworzenie oznaczałoby znaczącą innowację instytucjonalną, ponieważ UE dotąd nie posiadała podobnego modelu uczestnictwa. Ta część wystąpienia jest interesująca także przez porównanie z rokiem poprzednim. W 2025 r. von der Leyen poświęciła znaczną część wystąpienia relacjom handlowym ze Stanami Zjednoczonymi i broniła zawartego wówczas kompromisu taryfowego jako sposobu uniknięcia pełnowymiarowej wojny handlowej. W przemówieniu z 2026 r. Stany Zjednoczone praktycznie nie występują w roli centralnego strategicznego partnera tej opowieści; jej symbolem zostaje Kanada.
Nie należy z tego automatycznie wyciągać wniosku o europejskim odwróceniu się od Waszyngtonu – sama von der Leyen tego nie mówi. Kontrast jest jednak widoczny. Można go czytać jako część szerszej strategii dywersyfikacji partnerstw w świecie, w którym Komisja nie chce opierać europejskiego bezpieczeństwa gospodarczego na jednym kierunku.
Bliski Wschód pokazuje granice europejskiej siły
.Ważnym kontrapunktem wobec całej opowieści o europejskiej sprawczości jest fragment dotyczący Gazy. Von der Leyen mówi o głębokim cierpieniu ludności Gazy oraz przemocy izraelskich osadników na Zachodnim Brzegu. Decyzję izraelskiego rządu dotyczącą rozwoju osiedla E1 określa jako niedopuszczalną. Jednocześnie przypomina prawo Izraela do samoobrony i równie wyraźnie mówi o prawie Palestyńczyków do życia w bezpieczeństwie i godności oraz o konieczności podtrzymywania perspektywy dwóch państw. Najważniejsze politycznie jest jednak przyznanie, że państwa członkowskie nie potrafiły stworzyć wymaganej większości dla wspólnej odpowiedzi. – Kiedy Europa jest podzielona, nie może zmienić biegu wydarzeń – brzmi sens tego fragmentu.
Jest to właściwie najważniejsze zastrzeżenie do całej wizji przedstawionej w Strasburgu. Europa może dysponować potężnym rynkiem, instrumentami finansowymi, coraz większym przemysłem obronnym i rozbudowanymi regulacjami. W sprawach polityki zagranicznej jej możliwości nadal zależą jednak od politycznej zgody państw członkowskich. I to zdaniem szefowej Komisji największa słabość Unii.
Migracja: z języka solidarności do języka kontroli
.Widoczna zmiana następuje również w polityce migracyjnej. Von der Leyen nadal mówi o obowiązku ochrony osób potrzebujących międzynarodowej ochrony oraz o legalnych kanałach migracji, ale dominującym pojęciem jest kontrola. Wszystkie granice zewnętrzne mają być traktowane jako granice europejskie. W związku z kryzysem w Ceucie przewodnicząca zapewniła Hiszpanię, że jej granica jest granicą całej Unii. Pact on Migration and Asylum przedstawiany jest jako wspólna odpowiedzialność, ale Komisja chce dodatkowo utworzenia European Emergency Response Framework na przypadek celowego wywoływania i wykorzystywania masowych przepływów migracyjnych.
Zapowiedziano również dalsze wzmacnianie Frontexu, przyspieszanie powrotów osób niemających prawa pobytu, systemy wczesnego ostrzegania oraz ściślejszą współpracę z państwami trzecimi. Jednocześnie Komisja chce uruchomić Mediterranean Youth Skills and Jobs Initiative – próbę połączenia kontroli migracji z inwestycjami, kształceniem zawodowym i tworzeniem miejsc pracy w państwach sąsiadujących z Europą. To zatem nie jest całkowite odejście od dotychczasowej europejskiej polityki. Jest to jednak wyraźne przesunięcie punktu ciężkości: ochrona granicy staje się warunkiem politycznej wiarygodności całej polityki migracyjnej.
Demokracja jako infrastruktura bezpieczeństwa
.Von der Leyen rozszerza pojęcie bezpieczeństwa również na przestrzeń informacji.
Dezinformacja, zagraniczne ingerencje, deepfake’i i wpływanie na kampanie wyborcze zostają w przemówieniu określone jako element „wojny kognitywnej”. Komisja chce wzmacniać Centre for Democratic Resilience i łączyć zasoby państw członkowskich w wykrywaniu oraz przeciwdziałaniu ingerencjom. Jest to znamienne, ponieważ w całym wystąpieniu zaciera się tradycyjna granica pomiędzy polityką gospodarczą, cyfrową, bezpieczeństwa i demokracji. Dostęp do surowców jest bezpieczeństwem. AI jest bezpieczeństwem. Informacja jest bezpieczeństwem. Energia jest bezpieczeństwem. Granice są bezpieczeństwem.
Także praworządność zostaje wpisana w tę samą konstrukcję. Von der Leyen zapowiada jeszcze mocniejsze powiązanie wypłat ze wspólnego budżetu z poszanowaniem praworządności i praw podstawowych. Jako przykład pozytywnej zmiany wskazuje rozwój sytuacji na Węgrzech po wyborach z 12 kwietnia 2026 r., podkreślając – z perspektywy Komisji – postęp w walce z korupcją, ochronie praw podstawowych i wolności akademickiej. Są to oceny przedstawione przez samą przewodniczącą Komisji i stanowią zarazem element jej argumentacji za skutecznością mechanizmu warunkowości.
Najbardziej społeczny fragment: dzieci i big tech
.Być może najbardziej emocjonalna część wystąpienia dotyczy jednak nie wojny ani gospodarki, ale dzieci i mediów społecznościowych. Von der Leyen mówi o „przechwytywaniu” uwagi młodych ludzi przez platformy cyfrowe i wskazuje na konsekwencje wielogodzinnego używania ekranów. Punktem kulminacyjnym jest historia czternastoletniej Belgijki Oléi, która zmarła śmiercią samobójczą po doświadczeniu przemocy internetowej.
Na tym tle Komisja zapowiada EU KIDS ACT. Według przedstawionych założeń dzieci poniżej 13. roku życia nie miałyby dostępu do mediów społecznościowych, w wieku 13–15 lat możliwe byłyby wyłącznie ograniczone konta nadzorowane przez rodziców, a platformy obsługujące osoby od 15 do 18 lat musiałyby spełniać szczególne wymogi dotyczące bezpiecznego projektowania usług. Politycznie najważniejszy jest jednak sposób uzasadnienia tej regulacji. Von der Leyen chce odwrócenia ciężaru dowodu: to nie rodzic czy państwo ma udowadniać, że dana platforma jest niebezpieczna. Platforma ma wykazać, że jest bezpieczna dla dziecka. Jesienią ma temu towarzyszyć szerszy Digital Fairness Act, dotyczący m.in. uzależniających mechanizmów projektowania platform.
To kolejny przejaw tego samego sposobu myślenia: Komisja chce przedstawiać regulowanie globalnych firm technologicznych nie jako technokratyczną działalność Brukseli, ale jako odzyskiwanie kontroli przez europejskich obywateli i państwa.
Europa socjalna nie znika
.Co charakterystyczne, geopolityczna i przemysłowa Europa von der Leyen nadal ma być Europą socjalną. Zapowiedziany został Quality Jobs Act, European Care Deal, dalsze inwestycje w regiony oraz działania mieszkaniowe dotyczące m.in. najmu krótkoterminowego i spekulacji. Przewodnicząca używa przy tym bardzo wyraźnego języka: mieszkanie, opieka i możliwość pozostania w swoim regionie nie powinny być traktowane jako przywileje.
Ma to znaczenie dla całej konstrukcji wystąpienia. Von der Leyen najwyraźniej zdaje sobie sprawę, że europejska autonomia strategiczna nie może być projektem ograniczonym do generałów, fabryk półprzewodników i funduszy inwestycyjnych. Musi również odpowiadać na doświadczenia społeczne: koszty życia, mieszkania, starzenie się społeczeństw, rynek pracy i niepewność wywołaną przez automatyzację.
Rozszerzenie jako część geopolityki
.W końcówce przemówienia powraca kwestia rozszerzenia. Von der Leyen mówi wprost o przyszłości Ukrainy, Mołdawii i Bałkanów Zachodnich wewnątrz Unii i zapowiada przygotowanie map drogowych dla państw, które poczyniły największe postępy. Jednocześnie podkreśla, że proces ma pozostać oparty na kryteriach i przestrzeganiu europejskich wartości. W tym kontekście pojawia się również Serbia. Von der Leyen ostro skrytykowała gloryfikowanie Ratko Mladicia podczas jego pogrzebu w Belgradzie, stwierdzając, że gloryfikacja zbrodniarzy wojennych nie ma miejsca w przyszłej Unii Europejskiej.
To pokazuje, że rozszerzenie jest w jej ujęciu projektem geopolitycznym, ale nie ma być procesem całkowicie oddzielonym od kryteriów politycznych.
Nowy Kongres Europy
.Przemówienie kończy się w miejscu, od którego historycznie zaczęła się europejska integracja. Von der Leyen przypomina Kongres Europy z 1948 r. i zapowiada na 70. rocznicę traktatów rzymskich nowy Congress of Europe – forum intelektualne, którego zadaniem ma być stworzenie wizji zdolnej zainteresować kolejne pokolenie Europejczyków. Nie jest przypadkiem, że po ponad godzinie mówienia o rakietach, surowcach krytycznych, sieciach energetycznych, sztucznej inteligencji i migracji przewodnicząca wraca ostatecznie do pytania o europejską wyobraźnię.
To być może najsłabszy i jednocześnie najbardziej interesujący punkt całego europejskiego projektu. Unia potrafi coraz precyzyjniej powiedzieć, czego się obawia. Rosyjskiej agresji. Chińskiej zależności przemysłowej. Technologicznego zapóźnienia. Drogiej energii. Dezinformacji. Niekontrolowanej migracji. Rozpadu ładu światowego. Trudniej jej odpowiedzieć na pytanie, po co właściwie Europejczykom Europa poza obroną przed tymi zagrożeniami. Nowy Kongres Europy ma być próbą znalezienia takiej odpowiedzi.
Od Unii norm do Unii możliwości
.Jeżeli potraktować State of the Union 2026 jako całość, trudno uznać je jedynie za katalog inicjatyw legislacyjnych. Jest to raczej próba przedstawienia pewnej teorii europejskiej siły.
Jej pierwszym elementem jest skala: żadne państwo europejskie nie jest w stanie samodzielnie konkurować technologicznie i przemysłowo z największymi mocarstwami. Drugim jest zmniejszenie zależności: od rosyjskiej energii, chińskich surowców, pojedynczych dostawców uzbrojenia czy zagranicznych technologii. Trzecim – wewnętrzna integracja. Kapitał, energetyka, obronność i technologie mają funkcjonować coraz bardziej na poziomie europejskim. Czwartym jest bezpieczeństwo rozumiane niezwykle szeroko: od rakiet i dronów po media społecznościowe, wodę, sieci energetyczne i informację. I wreszcie piątym – legitymizacja. Europa ma być nie tylko skuteczniejsza, lecz także pozostawać wspólnotą demokracji, praw podstawowych i modelu społecznego.
Właśnie dlatego State of the Union 2026 można uznać za kolejny etap bardzo wyraźnej ewolucji Komisji von der Leyen: od instytucji przede wszystkim regulacyjnej w kierunku instytucji aspirującej do roli strategicznego centrum europejskiej polityki.
Ale w samym przemówieniu znajduje się również najlepsze ostrzeżenie przed przecenianiem tej zmiany. Von der Leyen wielokrotnie wraca do problemu fragmentacji, jednomyślności i braku zdolności podejmowania wspólnych decyzji. Komisja może proponować European Security Council, europejski odpowiednik artykułu 4, korporację surowców krytycznych czy nowy status dla Kanady. Realizacja wielu z tych pomysłów będzie jednak wymagała politycznej zgody państw członkowskich. Najważniejszym konfliktem następnych lat może więc nie być spór o to, czy Europa powinna mieć większe ambicje. Pod tym względem kierunek w Brukseli jest coraz bardziej czytelny. Pytanie brzmi, czy europejskie instytucje są w stanie udźwignąć rolę, którą same zaczynają sobie wyznaczać. Von der Leyen zakończyła przemówienie wezwaniem, aby Europejczycy ponownie „przejęli odpowiedzialność za swoją przyszłość”.
W 2025 r. nazwała obecny moment czasem europejskiej niezależności. Rok później jej przesłanie jest bardziej konkretne: niezależność nie polega na deklarowaniu autonomii. Polega na posiadaniu energii, kapitału, technologii, przemysłu, obrony, granic i instytucji zdolnych podjąć decyzję wtedy, kiedy decyzja jest potrzebna.
Jarosław Kowalski



