Michał BONI: "2013 - 2014. Przełomy i nadzieje"

"2013 - 2014. Przełomy i nadzieje"

Photo of Michał BONI

Michał BONI

Poseł do Parlamentu Europejskiego. Były minister pracy i polityki socjalnej, sekretarz stanu odpowiedzialny m.in. za politykę rynku pracy, szef zespołu doradców strategicznych Prezesa Rady Ministrów, minister administracji i cyfryzacji.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Z mojego: cyfryzacyjno-obywatelskiego punktu widzenia rok 2013 był czasem zarówno cichych, trochę ukrytych, jak i wyrazistych przełomów. Tylko niektóre z nich przedstawię w tym swoistym bilansie roku.

Po pierwsze, sprawnie przeprowadzono wielką operację cyfryzacji telewizji, dając przeszło 30 % społeczeństwa dostęp do lepszej jakościowo telewizji. Lepszej technicznie, ale i zakresowo – zamiast oferty 3- 4 kanałów, jest już oferta 18 kanałów, bogata tematycznie. Nie mówiąc o tym, że ten olbrzymi skok otwiera drogę do telewizji hybrydowej, czyli łączenia świata telewizji i internetu. Już obecnie wiele osób oglądając film, sprawdza w internecie dorobek aktorów w nim grających. Przeszło milion z nas może to dzisiaj robić na jednym urządzeniu telewizyjnym – w ciągu  4/5 lat pewnie będą to wszyscy. Zmniejszamy tym samym skalę wykluczenia, bo w takiej telewizji i najstarsi będą się mogli nauczyć korzystania z internetu, a jest ich obecnie – potrzebujących tych umiejętności aż 10 milionów. Ten proces zmienił rynek oferty telewizyjnej, będzie zmieniał rynek reklam, otworzy prawdziwe możliwości edukacji dorosłych. Warto może pamiętać, że w USA realizacja tego zadania  przebiegała opornie, dopiero wykorzystanie uczniów i specjalnych lekcji dla nich (zrobiliśmy podobnie w Polsce) – by póżniej umieli uczyć swoich dziadków, przyniosło odpowiednie rezultaty.

Po drugie, na początku roku wszedł w życie EWUŚ, pozwalający na szybsze potwierdzenie prawa dostępu do lekarza, odsłaniający również problem kluczowy dla polskiego systemu ochrony zdrowia: kto płaci za ubezpieczenie, a kto nie – i kto wtedy ma zadbać o taką osobę. EWUŚ ułatwia życie pacjentom, tego nie da się podważyć. Ale, jak każdy system informatyczny, daje wiedzę o zjawiskach i procesach. Wiadomo o jakich porach wybierają się do lekarza pacjenci w jakim wieku, wiadomo że ok. 1.2 milona osób korzysta codziennie ze służby zdrowia, a w weekendy ok. 400/500 tysięcy.

To dopiero początek tej wiedzy, którą dadzą systemy elektroniczne w zdrowiu. Ale trzeba umieć z tego skorzystać. Minister Zdrowia, który tego nie rozumie – i mając takie narzędzia zarządcze w ręku nie promuje nowej organizacji pracy, lepszego zagospodarowywania czasu placówek zdrowia, nie rozumie tego, jak nowe technologie mogą wspierać poprawę jakości usług. To było moje motto – służyć w nowy sposób użytkownikom: pacjentom, konsumentom, obywatelom. I temu musi służyć internetowy skok cywiłizacyjny, w wielu zresztą dziedzinach życia. Nie obędzie się bez wpadek. Ale przecież w królestwie Internetu, czyli w USA, jak wprowadzano w życie “Obamacare”, to nie udało się wystartować z systemem elektronicznym, i prezydent musiał zamiast wpisów internetowych reklamować telefoniczną rejestrację do systemu – sam prezydent, to cieszy….

Po trzecie. Nawet w osławionym i wyśmiewanym numerze 112 , po 10 latach marazmu naprawdę się coś zmieniło.Na początku 2013 roku ok.8% odbiorców było objętych możliwością telefonicznego, pełnego komunikowania się via centra powiadamiania ratunkowego i siedzący tam operatorzy –  z informacją o potrzebie pomocy ze strony straży pożarnej, policji czy pogotowia ratunkowego. Nie mówiąc o tym, że w dotychczasowym modelu, z naszym nawykiem korzystania z tzw. dziewiątek, ok. 30/40% osób w ogóle nie mogło się dodzwonić. Krok po kroku, aż dokładnie 19 grudnia 100% populacji Polaków zostało tą usługą objętych w formule telefonicznej. A  rok 2014 ma wreszcie pozwolić na uruchomienie interfejsów – tak by łączenie i przekazywanie informacji miało w pełni elektroniczny charakter, co np. pozwala na skrócenie czasu dotarcia do wzywającego pomocy człowieka o ok. 30%, np. z 8 minut na 5.5 minuty…. Bo przecież temu służy cyfryzacja zorientowana na obywatela.

Widzimy dzięki rewelacjom Snowdena (czego by o nich nie powiedzieć i jak nie oceniać), jak wielkim zagrożeniem jest niekontrolowana, bez procedur i zasad – możliwość inwigilacji obywateli przez sekretne służby.

Polska przyspieszy w nadchodzących dwóch latach w dziedzinie sprawności dostarczania usług publicznych z wykorzystaniem nowych technologii.

Tym, co może przeszkodzić jest absurd klimatu wokół informatyzacji. Służby publiczne nie mogą dać sobie rady z wykrytymi przestępstwami dotyczącymi projektów z lat 2008 – 2010, a już aresztują nowe osoby. Może tak trzeba, ale dzieje się to w atmosferze pomówień i podejrzeń, ze słabymi rezultatami realnymi (sprawy rozstrzygnięte w sądach). Zło trzeba wyplenić, przestępców złapać i ukarać, ale klimat wielkiej infoafery to wynik mentalnej konfabulacji.

I to po czwarte. Bo wiem, że rok 2013 i pewnie podobnie będzie w 2014 –  przyniósł radykalną zmianę w podejściu do obywatelskiego charakteru internetu. Może ważniejsze jest zastąpienie pojęcia “użytkownik”, czy “konsument”, kiedy rozmawiamy o skuteczności, wygodzie, wreszcie owartości, wolności i prywatności – pojęciem OBYWATEL. Bo to każdego z nas dane mogą być przetworzone w ramach sektora  BIG DATA , i nie chodzi o prosty bunt przeciw temu, by firmy to robiły, ale o naszą bezpośrednią zgodę na to.  A do tego widzimy dzięki rewelacjom Snowdena (czego by o nich nie powiedzieć i jak nie oceniać), jak wielkim zagrożeniem jest niekontrolowana, bez procedur i zasad – możliwość inwigilacji obywateli przez sekretne służby. To są te zagrożenia, oprócz wielu, wielu innych, które pozwalają snuć skądinąd bystremu obserwatorowi świata, jakim jest Wojciech Orliński – apokaliptyczną wizję efektu internetowego w życiu ludzkości.

Dostrzegliśmy  na masową skalę dzięki debacie o prywatności to, że Internet tworząc olbrzymie szanse, niesie także niebywałe zagrożenia. To przyspieszyło wzrost rozumienia nowych wyzwań oraz wzrost świadomości sprawy ochrony prywatności w Internecie. I w efekcie pozwoliło firmom na dobry gest odseparowania się od działań służb i przystąpienia do walki o przejrzystość. Gdyby jeszcze firmy internetowe zrozumiały, że w walce o równowagę relacji między ich obciążeniami i nakładami na ochronę prywatności a potrzebami wolnościowymi obywateli, trzeba stanąć po stronie obywateli – to rok 2014 może przyniósłby kompromis w sprawie rozporządzenia UE dotyczącego ochrony danych. Wzięcie strony obywateli, to nie wolnościowa fanaberia. To fundament budujący zaufanie, a  to z kolei stworzyć może nowe ramy dla rozwoju sektora BIG i OPEN DATA (co może w Europie przynieść do 2020 roku dodatkowo prawie 250 mld euro, i dać PKB większe o ok. 2.7%).

Wzięcie strony obywateli, to nie wolnościowa fanaberia. To fundament budujący zaufanie. 

Takie zaufanie jest potrzebne, bo to sektor cyfryzacyjny jest z jednej strony najważniejszą, innowacyjną dżwignią rozwojową świata i Europy, a z drugiej zaś –  dokonuje zmiany modelu gospodarki. Zamiast kapitalizmu rywalizacyjnego, który już wyczerpał swoje możliwości – nowy model tzw. “share economy” ma szanse stać się rewitalizacyjnym znakiem dla gospodarki rynkowej i demokracji. Tak jak napisałem – cyfryzacja sektora publicznego to lepsze usługi dla obywateli, ale też i dobre narzędzia zarządcze, rosnąca efektywność usług publicznych i podstawa ich rozliczalności.

Cyfryzacja – to wymóg transferu informacji, budujący gotowość do dzielenia się danymi, zasobami informacyjnymi, otwierania dostępu do różnorodnych zasobów. Kiedy na początku 2013 spór wywołały przedstawione przeze mnie założenia do legislacji o otwieraniu zasobów – skupieni byliśmy na problemie ochrony praw autorskich. Dziś rozmawiamy o tym, jak z respektem dla praw autorskich i własności intelektualnej – zdobyć się na szersze otwieranie zasobów i to w domenie publicznej, bez limitów, ceny, często z prawem do przetwarzania. Pod koniec roku udostępniono w sieci dzieła Krzysztofa Pendereckiego – czyż to nie genialny prezent wspaniałego kompozytora, a zarazem prezent od Niego….

Tu gdzieś jest ta fantastyczna otwartość i wzajemność wymiany, jaką buduje świat sieci. Tak naprawdę warto też zrozumieć, że to we współczesnym świecie może być mnożnik rozwojowy silniejszy, niż wiele tradycyjnych bodżców, takich jak zachęty podatkowe, czy wielkoskalowe inwestycje.

Mam nadzieję, że rok 2014 będzie  dobry zarówno od praktcznej strony cyfryzacji (choć drony jeszcze nie teraz będą nam dostarczać zamówione elektronicznie produkty i dobra), jak i w tej części fundamentalnej dla wartości naszego życia społecznego i gospodarczego.

Michał Boni

21 grudnia 2013

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 grudnia 2013