Michał KŁOSOWSKI: Starszy Pan chciał nas tylko ochronić

Starszy Pan chciał nas tylko ochronić

Photo of Michał KŁOSOWSKI

Michał KŁOSOWSKI

Zastępca Redaktora Naczelnego „Wszystko co Najważniejsze”, szef działu projektów międzynarodowych Instytutu Nowych Mediów, publikuje w prasie polskiej i zagranicznej. Autor programów radiowych i telewizyjnych. Stypendysta Departamentu Stanu USA oraz Instytutu Kultury Świętego Jana Pawła II rzymskiego Angelicum. Ukończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie i London University of Arts.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Przewrotnie, ten człowiek został w Polsce obśmiany. Jednak zmierzch Edgara Morina, który odszedł w wieku 104 lat, nie jest po prostu śmiercią wielkiego francuskiego intelektualisty, świadka XX wieku, człowieka Résistance, dysydenta wobec stalinowskiej skamieliny, moralnego niepokoju lewicy i jednego z ostatnich przedstawicieli tej europejskiej formacji ducha, która wierzyła jeszcze, że myślenie nie służy do tego, by uprościć świat do rozmiarów sloganu, lecz do tego, by ocalić człowieka przed pychą własnych redukcji; jest ostrzeżeniem – pisze Michał KŁOSOWSKI

.Edgar Morin był humanistą złożoności, ale nie w akademickim, chłodnym, laboratoryjnym sensie tego słowa, lecz w sensie niemal egzystencjalnym, rozumiejąc, że życie ludzkie, historia, polityka, religia, wojna, technika, ekologia, pamięć, miłość, lęk, zbiorowe złudzenia i indywidualne sumienie nie są oddzielnymi szufladami, które można wygodnie opisać, zamknąć, podpisać i odłożyć na półkę, lecz splątanym ekosystemem, organizmem niemalże, w którym każda decyzja moralna ma swój cień historyczny, każda idea ma swoją biografię, każda utopia ma możliwość przemocy, a każde uproszczenie i obśmianie, choćby wypowiedziane w imię dobra, może stać się początkiem katastrofy, którą na samym początku trudno dostrzec.

Może też dlatego jego długowieczność miała w sobie coś symbolicznego, jakby sam los powierzył mu rolę świadka epok, które przychodziły, zużywały swoje języki, traciły niewinność, kompromitowały własne dogmaty i ustępowały miejsca następnym złudzeniom; Morin widział Europę wojny, komunizm zarówno jako obietnicę, jak i więzienie, dekolonizację, triumf techniki, kryzys ideologii, narodziny społeczeństwa medialnego, globalizację, pandemie lęku, ekologię jako dramat cywilizacji, a pod koniec życia także świat, który z jednej strony miał dostęp do nieskończonych zasobów informacji, a z drugiej coraz częściej tracił zdolność rozumienia, taplając się w brei informacji, a nie myśli. Razem z Habermasem tworzyli dwa filary tego świata, który wierzył w swoją przyszłość, bo pamiętał przeszłość. Teraz zabrakło ich obu i przegrani pozostawieni zostali samym sobie.

Właśnie dlatego jego odejście boli nie tylko jako strata osoby, lecz jako znak zmierzchu pewnego typu inteligencji: tej cierpliwej, niewygodnej, nieplemiennej, zdolnej powiedzieć „nie wiem”, zanim powie „osądzam”, zdolnej widzieć napięcie tam, gdzie publiczność żąda prostego werdyktu, łącząc naukę z moralnością, politykę z antropologią, biografię z historią, jednostkę z gatunkiem, a dramat epoki z dramatem konkretnego serca, twarzy i głosu. Edgar Morin nie był bowiem myślicielem łatwym do zamknięcia w etykiecie, ponieważ jego dzieło było sprzeciwem wobec samego mechanizmu etykietowania; nie chciał świata podzielonego na wygodne obozy, w których każdy rozpoznaje swoich i potępia obcych, lecz świata, w którym człowiek, zanim zacznie oskarżać rzeczywistość o chaos, uzna, że może to jego własne narzędzia poznania są zbyt ubogie, zbyt brutalne, zbyt pospieszne, zbyt pewne siebie, by zobaczyć ukryty porządek relacji, nawet jeśli potem miałby się ten sam człowiek z tym odkrytym przez się porządkiem po prostu nie zgadzać.

.W czasach, gdy opinia zastępuje namysł, reakcja zastępuje sąd, algorytm rozmowę, a moralna pewność często staje się tylko elegancką odmianą intelektualnego lenistwa, francuski filozof, autor Pensier l’Europe przypominał, że mądrość nie polega na tym, by wiedzieć więcej od innych, lecz na tym, by nie pozwolić własnej wiedzy stać się więzieniem, bańką pewności siebie; że człowiek naprawdę myślący nie ucieka od sprzeczności, ale uczy się w nich oddychać, bo dojrzałość zaczyna się tam, gdzie przestajemy mylić jasność z prostactwem, odwagę z hałasem, a wierność idei z odmową widzenia jej konsekwencji nawet, jeśli stajemy się wówczas przegrani po tej stronie historii, która skazana jest na zakończenie pod naporem sił większych i brutalniejszych, bo bardziej pewnych siebie.

Choć nigdy go osobiście nie poznałem, wydawał mi się zawsze jednym z tych rzadkich ludzi, którzy przeżywszy prawie cały wiek przemocy, ideologii i nadziei, nie utracili ani czułości wobec człowieka, ani podejrzliwości wobec systemów, które obiecują człowieka zbawić, pod warunkiem że najpierw pozbawią go złożoności, pamięci, sumienia i prawa do wewnętrznej sprzeczności; człowiekiem, który pomimo wszystkich trudności i zawiłości nie pozwolił sobie ani innym na utratę tego czegoś, przez co każda łamigłówka jest po prostu interesująca.

Odejście Edgara Morina jest więc kolejnym acz cichym ostrzeżeniem: wraz z nim odchodzi nie tylko autor, nazwisko, bibliografia i pewien majestatyczny życiorys, lecz także pytanie, czy w świecie natychmiastowych sądów, plemiennych odruchów, cyfrowych afektów i politycznych uproszczeń będziemy jeszcze mieli odwagę myśleć tak, jak do tego zachęcał — powoli, szeroko, pokornie, przeciw redukcji, przeciw fanatyzmowi jednej przyczyny, barbarzyństwu prostych odpowiedzi i pewności własnego zdania?

Bo może największą lekcją Edgara Morina było to, że człowieka nie wolno nigdy rozumieć w liczbie pojedynczej, bo każdy człowiek jest pamięcią i raną, rozumem i mitem, ciałem i historią, samotnością i wspólnotą, przypadkiem i odpowiedzialnością, dzieckiem własnej epoki i kimś, kto może ją przekroczyć, tworząc coś więcej albo mniej w zależności od tego, czy znajdzie odwagę, czy też mu jej zabraknie? Cywilizacja bowiem, która o tym zapomina, może być bardziej skuteczna, szybsza, coraz bardziej technologicznie olśniewająca, a zarazem mniej ludzka.

.Dlatego dziś, gdy zapada zmierzch nad jednym z ostatnich wielkich humanistów złożoności, warto nie tylko napisać: odszedł Edgar Morin. Trzeba bowiem dopowiedzieć: odszedł ktoś, kto przez ponad sto lat uczył, że świat jest większy niż ideologie, człowiek głębszy niż jakiekolwiek pojedyncze diagnozy, prawda zaś trudniejsza niż wszelkie hasła, a myślenie po prostu, jeśli ma ocalać, a nie niszczyć ludzką godność, musi pozostać aktem pokory i miłości. Także, wobec samego siebie.

Michał Kłosowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 30 maja 2026