Amerykańscy żołnierze w Polsce. Ilu stacjonuje i gdzie?

Amerykańscy żołnierze przebywają w Polsce w formule stałej i rotacyjnej; ich rotacyjna obecność sięga 10 tys. żołnierzy naraz – przekazał wiceszef MON Paweł Zalewski na sejmowej komisji obrony. Dodał, że polsko-amerykańska umowa przewiduje realizację 115 projektów infrastrukturalnych dla wojska USA.

Paweł Zalewski przedstawił informację na temat inwestycji realizowanych w Polsce na potrzeby sojuszników

.Paweł Zalewski przedstawił na posiedzeniu sejmowej komisji obrony informację ws. obecności w Polsce wojsk sojuszniczych – amerykańskich oraz z innych państw NATO. Jak podkreślił, amerykańscy żołnierze stacjonują w Polsce w dwóch formułach – w ramach obecności stałej oraz rotacyjnej. Ten drugi typ dotyczy większości sił amerykańskich w Polsce; ich łączna liczebność osiąga 10 tys. żołnierzy.

Jeżeli chodzi o stałą obecność, to do tej kategorii należą: Amerykanie z załogi bazy tzw. tarczy antyrakietowej w pomorskim Redzikowie, wysunięte dowództwo 5. Korpusu sił lądowych USA w Poznaniu, zajmujący się m.in. logistyką i infrastrukturą garnizon w tym samym mieście, a także załoga bazy w Powidzu, gdzie magazynowany i utrzymywany jest w gotowości sprzęt dla amerykańskiej brygady pancernej (kilka tysięcy sztuk sprzętu, w tym czołgi, artyleria, wozy bojowe piechoty czy wozy zabezpieczenia, gotowe do obsadzenia przerzuconymi do Polski w razie kryzysu żołnierzami).

W ramach rotacyjnej obecności Paweł Zalewski wskazał przede wszystkim na amerykańską pancerną grupę bojową, której pododdziały rozmieszczone są na zachodzie Polski – tj. w Żaganiu, Świętoszowie, Bolesławcu, Skwierzynie, a także w Toruniu. Jedna zmiana tej grupy bojowej, rozmieszczonej w Polsce w ramach amerykańskiej misji Atlantic Resolve, trwa 9 miesięcy.

Poza tym w wielkopolskim Powidzu stacjonują jednostki amerykańskiego lotnictwa, w tym samoloty transportowe zaangażowane m.in. w obsługę logistyczną amerykańskiej obecności w regionie i wspólne ćwiczenia. Z kolei w bazie lotniczej w Łasku znajdują się samoloty bojowe US Air Force, w tym F-15 i F-16, które biorą udział w patrolach razem z polskimi myśliwcami.

Ponadto w Bolesławcu jest rozmieszczone wysunięte dowództwo dywizyjne amerykańskich sił lądowych, które dowodzi większością sił amerykańskich w Polsce i na wschodniej flance NATO. Zaś w Bemowie Piskim w woj. warmińsko-mazurskim stacjonuje batalionowa grupa bojowa NATO, jej trzon stanowią Amerykanie, ale w jej skład wchodzą też Brytyjczycy, Rumuni i Chorwaci.

Oprócz Amerykanów – relacjonował Paweł Zalewski – w Polsce stacjonują obecnie żołnierze z innych państw sojuszniczych – w tym 150 żołnierzy kanadyjskich, którzy w Warszawie i Rzeszowie zajmują się koordynacją i zabezpieczeniem płynącego na Ukrainę wsparcia, a także biorą udział w organizowanych w Polsce szkoleniach żołnierzy ukraińskich; są również obecni w natowskich jednostkach w Elblągu, Szczecinie oraz Bydgoszczy.

Europejscy sojusznicy zaangażowali się także w misję Eastern Sentry, wspierającą ochronę polskiej przestrzeni powietrznej po wtargnięciu w nią rosyjskich dronów we wrześniu ub.r. Ok. 150 żołnierzy niemieckich stacjonuje w Malborku – to załogi i obsługa 4 myśliwców Eurofighter, które obecnie wspierają polską obronę powietrzną. Do grudnia na wschodzie Polski, wzdłuż granicy z Ukrainą, były rozmieszczone także dwie baterie niemieckich systemów przeciwlotniczych Patriot.

Wsparcie polskiej obrony powietrznej zapewniają też Holendrzy, którzy w ostatnich miesiącach rozmieścili w Polsce 4 myśliwce F-35 z załogami i obsługą (ok. 120 żołnierzy), a także zastąpili Niemców na wschodzie Polski, rozmieszczając tam swoje systemy przeciwlotnicze Patriot oraz NASAMS, jak również systemy antydronowe; do ich obsługi zaangażowano ok. 240 żołnierzy.

Ochronę wschodniej granicy wspierają także Czesi z trzema śmigłowcami; czescy żołnierze obecni są także w Żaganiu, gdzie szkolą ukraińskich żołnierzy.

Także Norwegowie wysłali do Polski 2 samoloty F-35 (ok. 90 żołnierzy). Norwegia zaangażowała się również w szkolenia żołnierzy ukraińskich na poligonie w Nowej Dębie, gdzie przy jej udziale powstaje nowy ośrodek szkoleniowy. Obecnie w Nowej Dębie jest – jak mówił Zalewski – 19 żołnierzy z Norwegii, ale w nadchodzących miesiącach ta liczba ma wzrastać.

W grupie bojowej NATO poza Amerykanami obecnych jest ok. 140 żołnierzy z Wielkiej Brytanii oraz ponad 100 żołnierzy z Rumunii; żołnierze z tych dwóch państw prowadzą także szkolenia dla Ukraińców w Żaganiu. W Polsce jest też ok. 320 żołnierzy z Francji, którzy na poligonie w Wędrzynie odpowiadają za szkolenia Ukraińców w ramach unijnej operacji EUMAM.

Wiceszef MON poinformował również, że w mniejszych liczbach w Polsce obecni są także wojskowi z Chorwacji, Indii, Kosowa, Bułgarii, Bośni i Hercegowiny, Estonii, Finlandii, Belgii, Włoch, Portugalii, Grecji, a także oczywiście przyjeżdżający na szkolenia żołnierze ukraińscy.

Paweł Zalewski przedstawił również informację na temat inwestycji realizowanych w Polsce na potrzeby sojuszników – przede wszystkim Amerykanów, ale także innych członków NATO. Jak mówił, na mocy umowy z USA z 2020 r. w Polsce przewidziano realizację łącznie 115 projektów infrastrukturalnych w 12 różnych lokalizacjach, kluczowych dla zabezpieczenia amerykańskiej obecności w Polsce oraz dla zapewnienia możliwości szybkiego przyjęcia sojuszniczego wsparcia w razie potrzeby.

Z jednej strony chodzi o takie inwestycje, jak koszary czy stołówki dla żołnierzy, z drugiej zaś o centra szkoleniowe, bazy logistyczne czy np. składy paliw i amunicji. Kluczowe inwestycje powstają m.in. w Poznaniu, Powidzu, Żaganiu, Świętoszowie i Toruniu, a także na lotnisku Wrocław-Strachowice, które przewidziane jest jako baza logistyczna dostosowana np. do rozładowywania amerykańskich transportów lotniczych.

W planach inwestycyjnych są też obiekty związane z rozmieszczeniem amerykańskich bezzałogowców w zachodniopomorskim Mirosławcu, gdzie obecnie zlokalizowana jest polska 12. Baza Bezzałogowych Statków Powietrznych, a także budowa obiektu sił specjalnych w Lublińcu, gdzie na co dzień działa polska Jednostka Wojskowa Komandosów.

Czy amerykańscy żołnierze są u nas na stałe?

.Minister Paweł Zalewski zapewnił, że priorytety, harmonogram realizacji inwestycji oraz szczegóły dot. lokalizacji są na bieżąco uzgadniane z Amerykanami, a cały program podzielono na dwa etapy. Pierwszy etap – priorytetowy – to m.in. budowa infrastruktury dla dowództwa 5. Korpusu w Poznaniu, rozbudowa bazy lotniczej we Wrocławiu i Łasku, a także kompleksów wojskowych w Powidzu, Świętoszowie, Żaganiu i Toruniu. Te zadania są realizowane – powiedział wiceszef MON – już od 2021 r.

Jak dodał, obiekty o niższym priorytecie to m.in. zapasowe lokalizacje dla najważniejszych ośrodków wojsk amerykańskich, część obiektów wsparcia, obiekty zabezpieczające czy np. budowa składu amunicji w Łasku.

Szef Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych gen. Dariusz Mendrala dodał, że rozpoczęto już realizację 55 z 115 zaplanowanych projektów, a w tym roku mają ruszyć kolejne 4. Do tej pory, jak mówił, na projekty wydano już 2,4 mld zł, a w 2026 roku przewidziano kolejne 735 mln zł. Zaznaczył, że w finansowaniu części inwestycji bierze udział także strona amerykańska.

Podczas dyskusji na forum komisji Paweł Zalewski został zapytany o ewentualne plany Amerykanów ws. zmniejszania swojej obecności w Polsce i w regionie; w odpowiedzi zapewnił, że nie ma żadnych nowych informacji o tego typu planach USA.

Polski moment

.Dziś niepotrzebne są wojska USA w Niemczech, one są potrzebne na wschodniej flance NATO. Właśnie w jej okolice należy obecnie przenosić amerykańskie bazy wojskowe – pisze prof. Jim MAZURKIEWICZ.

Oglądając niedawno CNN, trafiłem tam na opinię, której w tej lewicowej telewizji nie spodziewałem się nigdy usłyszeć. Otóż jeden z komentatorów powiedział, że Donald Trump może być najlepszym prezydentem od czasów Franklina D. Roosevelta. Lepszym niż Ronald Reagan. I wskazywał na rozwiązania, które mogą go do tego doprowadzić: rozprawienie się z nielegalnymi migrantami, polityka celna, wzrost zatrudnienia, zmniejszenie deficytu budżetowego. Już udało mu się przekonać partnerów z NATO do dużego zwiększenia wydatków na obronność. Właśnie tego typu działania mogą sprawić, że Trump po zakończeniu swojej drugiej kadencji znajdzie się w panteonie najwybitniejszych amerykańskich prezydentów.

Przełom, jaki nastąpił podczas szczytu NATO w Hadze w czerwcu 2025 r., jest bez precedensu. Kolejni amerykańscy prezydenci głośno narzekali, że europejscy partnerzy nie wydają wystarczająco dużo na obronę – ale ich słowa pozostawały bez reakcji. W konsekwencji to USA ponosiły lwią część kosztów związanych z bezpieczeństwem. Pakt Północnoatlantycki istnieje od 1949 r., ale w tym okresie to głównie Waszyngton finansował wydatki na zbrojenia. To tak, jakbym umawiał się z przyjacielem na lunch i podczas kolejnych 76 wyjść zawsze płacił rachunek za nas obu. Trudno uznać to za sprawiedliwy podział obowiązków. Tak właśnie podszedł do tego Trump – i zdołał renegocjować zasady współpracy, pokazując, że nie boi się podejmować trudnych decyzji. To cecha prawdziwego lidera.

Donald Trump już podczas swojej pierwszej kadencji – oraz po porażce wyborczej w 2020 r. – pokazał, że jest wojownikiem. Dowiódł, że się nie poddaje, lecz skupia się na celu i osiąga go. Wynegocjował sześć zawieszeń broni i powstrzymał sześć wojen. Ma też grubą skórę, silny charakter i potrafi znosić krytykę. Właśnie w ten sposób stał się liderem, wokół którego ukształtował się cały ruch Make America Great Again (MAGA). Oddzielna sprawa, że on nie jest nowy. Amerykanie myślący w ten sposób istnieli już wcześniej – tylko byli zmuszani do tego, żeby akceptować zmiany wprowadzane w kraju pod znakiem „woke”. Oni tych światopoglądowych przemian nie akceptowali, ale nie wiedzieli, jak im się przeciwstawić. Dopiero gdy pojawił się przywódca myślący podobnie jak oni, nabrali odwagi, żeby powiedzieć „dość”. Konsekwencje tych zmian najlepiej widać w wojsku. Od chwili objęcia urzędu prezydenta przez Trumpa rośnie liczba osób, które chcą w nim służyć. Wcześniej brakowało chętnych, na przykład na 2022 r. zaplanowano rekrutację 60 tys. poborowych, ale udało się znaleźć jedynie 45 tys. Teraz do punktów rekrutacyjnych stoją kolejki. Tylko w okresie styczeń-kwiecień 2025 r. zgłosiło się niemal 52 tys. chętnych (cel na cały 2025 r. to 61 tys. rekrutów).

Skąd ta zmiana? Bo teraz w wojsku nie trzeba przestrzegać reguł „woke”, które wcześniej niszczyły amerykańskie siły zbrojne. Mam siostrzeńca, który jest pułkownikiem służącym w wojskowym lotniczym wywiadzie w Londynie. I to właśnie on mi opowiadał, jak bardzo reguły „woke” osłabiały siły zbrojne. Zgodnie z nimi trzeba było przestrzegać wielu różnych zmiennych związanych z płcią, pochodzeniem, rasą. To sprawiało, że nie można było po prostu wybierać najlepszych ludzi do poszczególnych zadań, trzeba było przestrzegać wielu innych kryteriów. Kończyło się to tym, że za kontrolę ruchu powietrznego nie odpowiadały osoby mające do tego najlepsze predyspozycje, tylko te, które spełniały wymagania dotyczące na przykład preferencji seksualnych. W konsekwencji dochodziło do wypadków samolotowych i innych niebezpiecznych zdarzeń na lotniskach. Tak być nie powinno. Przy tego typu wymagających najwyższych kompetencji zawodach nie powinno mieć znaczenia, czy jest się kobietą, Latynosem, gejem, czy osobą z ciemną karnacją. Powinno się liczyć tylko to, co się potrafi. Nic więcej. Tak powinno działać wojsko. Nie ma znaczenia, ile kobiet jest w oddziale – ważne jest, czy znajdują się w nim możliwie najmądrzejsze osoby. Tylko w ten sposób można wygrywać bitwy i wojny.

Amerykanie widzieli, jak bardzo przez te obostrzenia dysfunkcyjny staje się ich kraj, i mieli już tego dość. I w końcu milcząca większość zabrała głos, popierając polityka, który się temu głośno przeciwstawił. Donald Trump pojawił się w odpowiednim miejscu we właściwym czasie. Widać głęboką zmianę zachodzącą w Stanach Zjednoczonych. Polityka przesuwa się coraz bardziej na prawo. Amerykanie uznali, że demokraci poszli zbyt bardzo na lewo – i teraz oczekują, że zwrócą się bardziej do centrum. To będzie miało konkretne konsekwencje polityczne. Nie można wykluczyć, że za jakiś czas demokratom uda się znaleźć młodego, dynamicznego lidera, który zostanie kolejnym prezydentem USA. Ale on nie będzie jako przywódca zmierzał ścieżką „woke”. Amerykanie drugi raz nie zaakceptują tak głębokiego skrętu w lewo, demokraci też muszą to wziąć pod uwagę. To jedna z tych wielkich zmian, które wprowadził w USA Donald Trump.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-jim-mazurkiewicz-polski-moment/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 stycznia 2026