Cyfrowe wykluczenie. Kogo pomija rewolucja AI?

Cyfrowe wykluczenie

Ponad dwa miliardy ludzi nie korzystają z internetu. Ci, którzy są w sieci, mają różne możliwości rozumienia i sprawdzania otrzymywanych informacji. Raport „Digital 2027” i jego analiza autorstwa prof. Giovanniego Tridente pokazują, dlaczego liczba użytkowników technologii nie wystarcza do oceny społecznych skutków jej rozwoju.

Postęp cyfrowy należy mierzyć również samodzielnością człowieka: jego zdolnością do zdobywania wiedzy, oceny informacji i podejmowania samodzielnych decyzji. Rosnące zasięgi platform mówią wiele o skali ich obecności, nie rozstrzygają jednak, czy użytkownik lepiej rozumie świat i czy potrafi rozpoznać sytuację, w której narzędzie go zawodzi. Na tę różnicę zwraca uwagę prof. Giovanni Tridente, wykładowca Papieskiego Uniwersytetu Świętego Krzyża w Rzymie komentując „Digital 2027”, raport opracowany przez Simona Kempa i opublikowany w październiku 2026 roku przez DataReportal we współpracy z We Are Social i Meltwater. Tytułowa data oznacza edycję raportu, który wykorzystuje najnowsze dostępne dane, w tym z 2026 roku. Tridente proponuje czytać je również przez pryzmat osób pomijanych w opowieści o cyfrowej powszechności.

Dwa miliardy ludzi poza cyfrowym obiegiem

.Według szacunków przedstawionych w raporcie z internetu korzysta 6,15 miliarda ludzi, czyli 73,9 proc. światowej populacji. Około 2,17 miliarda pozostaje jednak offline. To wystarczający powód, by ostrożnie posługiwać się zdaniami zaczynającymi się od stwierdzenia, że „wszyscy” mogą znaleźć informację w sieci, skorzystać z internetowego kursu albo zapytać chatbota. Dane wymagają przy tym właściwego odczytania. Niekorzystanie z internetu nie oznacza w każdym przypadku technicznego braku dostępu. Znaczenie mają również koszty, umiejętności i postrzegana przydatność usługi. Autorzy raportu zaznaczają ponadto, że statystyki docierają z opóźnieniem, więc publikowane liczby użytkowników mogą zaniżać ich rzeczywistą liczbę. Szacunek opisuje skalę zjawiska, lecz sam nie wyjaśnia wszystkich jego przyczyn.

Konsekwencje dotyczą sposobu projektowania instytucji. Jeśli szkoła, urząd lub redakcja przyjmuje, że kontakt z człowiekiem odbywa się przede wszystkim przez ekran, musi sprawdzić, dla kogo taki kanał pozostaje niedostępny. Usługa może stać się wygodniejsza dla większości i jednocześnie trudniejsza do osiągnięcia dla części odbiorców. Oceniając reformę, trzeba uwzględnić oba skutki.

Użytkownik, konto i osoba to różne miary

.Raport szacuje liczbę miesięcznie aktywnych użytkowników generatywnej AI na 3,24 miliarda, przy rocznym wzroście o 57,2 proc. Odnotowuje również 5,81 miliarda aktywnych tożsamości w mediach społecznościowych, o 2,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Oba zestawienia mogą obejmować wielokrotnie tę samą osobę.

Nie są to zatem dwa spisy odrębnych ludzi, które można po prostu zestawić z liczbą mieszkańców świata. Równie istotny jest zakres badania: szacunek użycia samodzielnych platform generatywnej AI nie obejmuje całego kontaktu z funkcjami sztucznej inteligencji wbudowanymi w inne aplikacje. Taki kontakt może następować bez świadomej decyzji o uruchomieniu osobnego chatbota. To rozróżnienie zmienia sposób myślenia o edukacji. Ktoś może codziennie korzystać z funkcji opartych na AI i nie wiedzieć, kiedy otrzymuje wygenerowaną odpowiedź, a kiedy wynik innego rodzaju przetwarzania danych. Częstotliwość używania nie pozwala jeszcze ustalić, czy rozpoznaje ograniczenia narzędzia.

Wykluczenie może trwać także po zalogowaniu

.Prof. Tridente wskazuje na nierówność obecną również wśród ludzi podłączonych do sieci. Dwie osoby mogą korzystać z tego samego programu, lecz dysponować różnymi zasobami wiedzy, doświadczenia i wsparcia. Jedna zauważy błąd, odnajdzie dokument źródłowy i skonsultuje wątpliwość. Druga może przyjąć odpowiedź, ponieważ nie ma podstaw, by rozpoznać jej słabość. Dostęp do narzędzia jest więc jednym z warunków uczestnictwa. Kolejne dotyczą możliwości zrozumienia wyniku i wykorzystania go we własnej sytuacji. Wyrównywanie dostępu bez pracy nad tymi kompetencjami może pozostawić znaczną część nierówności nienaruszoną. Szczególnie wtedy, gdy technologia ułatwia sprawne wykonanie zadania, lecz utrudnia użytkownikowi ocenę, jak uzyskano rezultat.

Osobną kwestią jest to, kogo obejmuje pomiar. Tridente zwraca uwagę na niepełne uwzględnienie osób powyżej 65. roku życia w części badań zachowań użytkowników. Sam DataReportal przypomina, że poszczególne dane mają różny zakres geograficzny, wiekowy i metodologiczny. Średnia odnosząca się do badanych internautów nie opisuje automatycznie całej populacji.

Szkoła musi sprawdzać, co pozostaje po odpowiedzi AI

.W przywołanych przez Tridentego danych 48,1 proc. badanych użytkowników AI w wieku 16–24 lata wskazuje uczenie się lub rozwijanie umiejętności jako powód korzystania z tych narzędzi. Jest to deklaracja celu. Nie dowodzi, że nauka zakończyła się trwałym opanowaniem wiedzy.

Znaczenie tej różnicy pokazuje niezależny eksperyment opisany w „PNAS” w 2025 roku przez zespół Hamsy Bastani. W jednej tureckiej szkole badacze objęli nim blisko tysiąc uczniów. Dostęp do podstawowego asystenta opartego na GPT-4 poprawiał wyniki ćwiczeń, lecz po odebraniu narzędzia uczniowie uzyskiwali na samodzielnym sprawdzianie wyniki o 17 proc. gorsze niż grupa kontrolna. Wersja zaprojektowana z udziałem nauczycieli, nastawiona na podpowiedzi zamiast podawania odpowiedzi, zasadniczo usuwała ten negatywny efekt. Badanie dotyczyło określonego sposobu użycia AI w nauce matematyki, nie wszystkich zastosowań technologii. Dla dydaktyki wynika z tego konkretne zadanie: sprawdzać umiejętność poza sytuacją wspomaganą. Uczeń powinien umieć odtworzyć rozumowanie, uzasadnić wybór metody i rozwiązać podobny problem. Sam poprawny tekst albo wynik przedstawiony na ekranie nie mówi jeszcze, która część pracy została przez niego zrozumiana.

Znaczenia nabiera przy tym jakość towarzyszenia. Osoba mająca kompetentnego nauczyciela może nauczyć się zadawać lepsze pytania i kontrolować odpowiedzi. Ktoś pozostawiony samemu sobie może ograniczyć się do odbioru gotowych rozwiązań. Zrównanie dostępu do aplikacji nie zapewnia równości warunków uczenia się.

Informacja potrzebuje widocznych źródeł

.Według danych GWI przytaczanych w „Digital 2027” wyszukiwanie informacji jest powodem korzystania z AI dla 60,4 proc. jej aktywnych użytkowników. Oznacza to, że oceniając rozwój tych narzędzi, trzeba badać również sposób docierania do wiedzy i możliwość sprawdzenia odpowiedzi. DataReportal – Global Digital Insights

Tridente zestawia dwa doświadczenia: treść podsuwaną w strumieniu mediów społecznościowych i odpowiedź otrzymywaną w rozmowie z asystentem. W pierwszym przypadku użytkownik nie musi wiedzieć, dlaczego zobaczył właśnie ten materiał. W drugim może nie rozpoznawać, z jakich źródeł pochodzi przedstawione wyjaśnienie. W obu sytuacjach potrzebuje możliwości odtworzenia drogi od twierdzenia do dowodu. Dla redakcji oznacza to pracę nad rozpoznawalnością źródeł, autorstwa i korekt także wtedy, gdy materiał trafia na zewnętrzną platformę. Czytelnik powinien móc odróżnić dokument od komentarza, wypowiedź świadka od jej streszczenia i ustalenie redakcji od informacji wymagającej dalszej weryfikacji.

Jeżeli obieg informacji kończy się na odpowiedzi pozbawionej takiego kontekstu, słabnie możliwość wskazania odpowiedzialności za błąd. Dlatego dostępność treści warto oceniać również według tego, czy odbiorca potrafi ją zakwestionować i odnaleźć jej podstawy.

Miarą postępu pozostaje samodzielność człowieka

.Wynikająca z analizy prof. Tridente lekcja dotyczy sposobu oceniania cyfryzacji. Liczba użytkowników opisuje zasięg, a częstotliwość używania mówi o praktyce. Korzyść dla człowieka wymaga jednak osobnego rozpoznania: czy zdobył umiejętność, zrozumiał problem, uzyskał potrzebną pomoc albo potrafił samodzielnie podjąć decyzję.

Szkoła powinna więc badać efekty uczenia się, redakcja możliwość zrozumienia i sprawdzenia informacji, a instytucja publiczna rzeczywistą dostępność usługi. Każda z nich potrzebuje także wiedzy o ludziach, którzy z proponowanej drogi nie korzystają. Ich nieobecność w statystykach aktywności nie oznacza braku potrzeb. Rozwój technologii przynosi narzędzia, które mogą ułatwić dostęp do wiedzy i wsparcia. O tym, komu pomogą, współdecydują jednak edukacja, sposób ich projektowania i obecność innych ludzi. Odpowiedzialna cyfryzacja wymaga zatem zainteresowania również tymi, których nie widać na wykresie wzrostu.

Jarosław Kowalski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 4 listopada 2026
CC BY-SA 3.0.