Delegalizacja partii Grzegorza Brauna, kiedy byłaby możliwa?

Przedstawiciele rządu Donalda Tuska bardzo krytycznie odnoszą się do działalności Grzegorza Brauna. Wezwania polityków koalicji rządzącej do delegalizacji Konfederacji Korony Polskiej są nawoływaniem do łamania konstytucyjnych praw wyborców – ocenił poseł Konfederacji Korony Polskiej (KKP) Włodzimierz Skalik.
Jak zdelegalizować partię Grzegorza Brauna?
.W ostatnich miesiącach politycy koalicji Donalda Tuska wielokrotnie wypowiadali się na temat rosnącego poparcia Konfederacji Korony Polskiej – partii, której liderem jest europoseł Grzegorz Braun, który ma postawiony szereg zarzutów i odebrany przez europosłów immunitet. W licznych wypowiedziach medialnych politycy zwracali uwagę na – ich zdaniem – prorosyjski ton wypowiedzi Grzegorza Brauna oraz innych członków KKP, czy też negowanie przez nich faktów historycznych, w tym przede wszystkim Holokaustu. W przekonaniu przedstawicieli obozu rządzącego, partia Grzegorza Brauna powinna zostać zdelegalizowana.
Zdaniem wicepremiera, szefa MSZ Radosława Sikorskiego, wypowiedzi i działania Grzegorza Brauna ocierają się o zdradę. – To jest człowiek, który szkodzi polskiej racji stanu – stwierdził Radosław Sikorski w listopadzie w TVP Info w likwidacji. Z kolei szef MSWiA Marcin Kierwiński powiedział otwarcie na początku grudnia, że KKP znajduje się „na granicy delegalizacji”. – Jeżeli będziemy mieli informacje, że za partią Grzegorza Brauna stoją rosyjskie pieniądze, na pewno będziemy reagować – oświadczył. Chociaż zaznaczył, że ewentualną decyzję w tej sprawie będzie musiał wydać sąd, podkreślił, że „jeżeli dalej będziemy słyszeć wypowiedzi, które kwestionują prawdę historyczną, jeżeli dalej będziemy słyszeć wypowiedzi, które są jawnie sprzeczne z polskim interesem narodowym, to myślę, że wtedy stosowne decyzje będą podejmowane”.
Art. 11 Konstytucji RP gwarantuje wolność tworzenia i działania partii politycznych
Poseł Konfederacji Korony Polskiej Włodzimierz Skalik został poproszony przez media o ocenę przytoczonych wypowiedzi. W odpowiedzi poseł przypomniał, że art. 11 Konstytucji gwarantuje wolność tworzenia i działania partii politycznych, które zrzeszają obywateli dobrowolnie i są finansowane w sposób jawny, w celu wpływania metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa. – Wezwania polityków koalicji rządzącej do delegalizacji Konfederacji Korony Polskiej są nawoływaniem do łamania konstytucyjnych praw wyborców, sympatyków i działaczy naszej partii i pozbawienia ich reprezentacji politycznej – ocenił Skalik.
Pytany o tezy, zgodnie z którymi KKP propaguje poglądy faszystowskie oraz prorosyjskie stwierdził, że partia prezentuje poglądy „propolskie”. – Szybko rosnące grono naszych zwolenników, które dzisiaj sięga 2 milionów, dostrzega wielki fałsz we wszelkim etykietowaniu naszej propolskiej organizacji, co jest wielkim zmartwieniem dla trzymających władzę – powiedział Włodzimierz Skalik. – Stąd rządowi dygnitarze próbują chwytać się ostatniej deski ratunku i wzywają do przestępczego wyeliminowania nas z życia publicznego – dodał poseł.
Poseł Włodzimierz Skalik wyraził także nadzieję, że przysługująca wszystkim posłom ochrona kontrwywiadowcza jest realizowana również w stosunku do posłów Konfederacji Korony Polskiej; dodał, że członkowie ugrupowania liczą na to, że polskie służby gwarantują odpowiednią opiekę „w celu zagwarantowania bezpieczeństwa i swobody działalności partii”.
– Co do postulatów ministrów Sikorskiego i Kierwińskiego, to w naszej opinii zmierzają one raczej do bezprawnego wykorzystywania służb przeciwko naszej działalności i mamy nadzieję, że ich funkcjonariusze nie ulegną tym podszeptom i naciskom – powiedział.
Kiedy i jak można zdelegalizować legalną partię polityczną w Polsce?
Zgodnie z ustawą o partiach politycznych, partię może czekać likwidacja w kilku przypadkach.
Do delegalizacji partii może prowadzić orzeczenie przez Trybunał Konstytucyjny o niekonstytucyjności celów lub działalności partii politycznej. Wówczas, zgodnie z ustawą o partiach politycznych, Sąd Okręgowy w Warszawie (prowadzący spis ewidencji partii politycznych) wydaje „niezwłocznie” postanowienie o wykreśleniu wpisu takiej partii z ewidencji. Niedawno, 3 grudnia 2025 r., Trybunał orzekł o niezgodności z konstytucją celów i działalności funkcjonującej od 2002 r. Komunistycznej Partii Polski. Wniosek o delegalizację tej partii skierował do TK prezydent Karol Nawrocki w listopadzie tego roku.
Postanowienie o wykreśleniu z ewidencji może zostać wydane również na wniosek Państwowej Komisji Wyborczej, jeśli partia nie przekaże w terminie corocznego sprawozdania o źródłach pozyskania środków finansowych. Pod koniec listopada br. z tego powodu wydano postanowienie o wykreśleniu z ewidencji wpisu Nowej Nadziei, której liderem był Sławomir Mentzen.
KKP w samorozwiązaniu?
.Zgodnie z ustawą postanowienie o wykreśleniu sąd może wydać również, gdy partia nie powiadomi go w określonym terminie o zmianach dokonanych w statusie partii, adresie swojej siedziby czy w składzie organów ją reprezentujących i nie uzupełni brakujących danych w terminie wyznaczonym przez sąd.
Partia może także podjąć uchwałę o samorozwiązaniu. W takim przypadku przesyła tę uchwałę do warszawskiego sądu okręgowego i ustanawia likwidatora. Jeśli go nie ustanowi, likwidatora wybierze sąd.
Zgodnie z najnowszym wykazem organizacji uprawnionych do pozyskiwania 1,5 proc. podatku w rozliczeniu za bieżący rok, opublikowanym 10 grudnia przez Narodowy Instytut Wolności, na liście zabrakło założonej z inicjatywy Grzegorza Brauna w 2015 r. i zarządzanej przez posła KKP Włodzimierza Skalika Fundacji Osuchowa. Powodem skreślenia było niezłożenie sprawozdania finansowego w terminie.
Zgodnie ze sprawozdaniem za rok 2024, Fundacja w bieżącym roku odnotowała ponad 486 tys. złotych przychodów z 1,5 proc. podatku dochodowego otrzymanego od osób fizycznych. Skreślenie z listy uniemożliwi organizacji czerpanie przychodów z tego tytułu w kolejnym rozliczeniu podatkowym.
Fundacja Osuchowa w ramach działalności statutowej organizowała spotkania, wydarzenia i projekty mające na celu – zgodnie z informacją podaną na stronie internetowej – „promocję i urzeczywistnianie wartości chrześcijańskich” czy „działanie na rzecz polskiej racji stanu, bezpieczeństwa i obronności państwa polskiego”, w których uczestniczyli m.in. Grzegorz Braun czy Włodzimierz Skalik.
Działania posła Brauna dowodzą, że antysemityzm wciąż jest obecny w polskiej polityce
.Kwestia Żydów i antysemityzmu w Polsce od dawna jest drażliwa. Świadczą o tym bieżące wydarzenia. Ponieważ jestem w kontakcie z żydowskimi i izraelskimi przyjaciółmi, regularnie jestem proszony o wyjaśnienie tego, czego nie są w stanie dowiedzieć się z mediów głównego nurtu. Zapisuję tutaj jedną z tych rozmów, ponieważ uważam, że ważne jest, aby wyjaśnić kilka rzeczy – pisze Nathaniel GARSTECKA.
Grzegorz Braun z pewnością jest antysemitą, ale w dużej mierze odosobnionym. Cała polska klasa polityczna potępiła jego działania, a mianowicie atak na świecznik chanukowy w Sejmie i zakłócenie minuty ciszy w Parlamencie Europejskim w dniu upamiętniającym ofiary Zagłady. Został zawieszony, a następnie wyrzucony z Konfederacji, koalicji partii narodowo-libertariańskich, do której należał.
Co więcej, można sądzić, że jego prowokacje mają bardzo konkretny cel: walkę o wpływy w swoim środowisku, a także sposób na zaistnienie w kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich. Ogłosił on swoją kandydaturę, mimo że przedstawiono już kandydaturę Sławomira Mentzena na reprezentanta Konfederacji. To, że ekscesy Grzegorza Brauna są tak bulwersujące, świadczy o tym, że antysemityzm nie jest aż tak powszechny.
W zeszłym miesiącu opisałem ceremonię zapalania świec chanukowych w Sejmie i na ulicy w Warszawie. Ochrona była minimalna i nikt nie zakłócił tego wydarzenia. Żydzi są w Polsce bezpieczni. Nie są ofiarami ataków czy morderstw. Można bez obaw iść na nacjonalistyczny wiec w jarmułce. Prawdopodobnie sądzisz tak na podstawie wiadomości publikowanych w sieciach społecznościowych lub graffiti na ulicy. To nie jest najlepszy sposób na wyrobienie sobie opinii. Portale społecznościowe działają jak szkło powiększające skierowane na hałaśliwe mniejszości, ale w żaden sposób nie reprezentują całej populacji. Jeśli chodzi o graffiti, często są dziełem chuliganów i kiboli. Tak samo jest na całym świecie. Spróbuj prześledzić, jak wmówiono ci, że Polacy są potencjalnymi antysemitami. Zobaczysz, że to manipulacja.
Wróćmy więc do II wojny światowej. Przede wszystkim – 10 proc. ludności Polski stanowili Żydzi, więc nie możemy mówić o historycznym antysemityzmie. Następnie Polska została zaatakowana przez Niemcy i ZSRR we wrześniu 1939 roku, które wdrożyły totalitarną i ludobójczą politykę w kilku aspektach. Początkowo Żydzi i polskie elity były głównymi celami nazistowskiego barbarzyństwa. Polacy mieli zostać zlikwidowani po Żydach, aby zrobić miejsce dla germańskich osadników w ramach „Lebensraum”. Sowieci ze swojej strony polowali na „wrogów rewolucji”. Obejmowało to Polaków, którzy uniemożliwili Leninowi eksport bolszewizmu do całej Europy w 1921 roku, ale także elity, syjonistów, intelektualistów, kupców itp., czyli także wielu Żydów. Polska doświadczyła barbarzyńskiego rozpętania dwóch wielkich totalitaryzmów XX wieku i straciła 20 proc. swojej populacji podczas wojny, w tym 90 proc. Żydów.
Niemcy uprzemysłowili zabijanie Żydów, najpierw zamykając ich w gettach, a następnie deportując do obozów zagłady. Ponadto, gdy 22 czerwca 1941 r. Niemcy najechali ZSRR, dokonali masakry wszystkich Żydów w Europie Wschodniej, którzy znaleźli się na ich drodze. To była „Zagłada przez kule”.
Tak naprawdę nie potrzebowali do tego wszystkiego Polaków. Nie obchodziła ich polska opinia publiczna, ponieważ ona nie istniała dla nich. Dla Niemców Polacy byli jedynie podrasą, którą nie należało się przejmować, w przeciwieństwie do innych narodów Europy Środkowej, takich jak częściowo zgermanizowani Czesi, sprzymierzeni z nimi Słowacy, Bułgarzy i Węgrzy czy Bałtowie, którzy mogli ewentualnie kolaborować i mieli germańską przeszłość. Polskie władze odmówiły sojuszu z Trzecią Rzeszą i kontynuowały walkę na emigracji w Londynie. W innych krajach Niemcy mieli do czynienia z kolaborującymi rządami, które czasami same deportowały Żydów, jak reżim Tisy na Słowacji, Antonescu w Rumunii czy Quislinga w Norwegii. A nawet reżim Pétaina we Francji. Nic takiego nie miało miejsca w Polsce. Ludność polska została pozostawiona sama sobie, z biedą i niemieckimi masakrami. W Polsce miały miejsce setki masakr, jak w Oradour i Lidicach. W tych warunkach i przy zaostrzeniu napięć etnicznych zaaranżowanych przez Sowietów i Niemców (zasada divide et impera) tak, to prawda, że zdarzało się, że Polacy popełniali w niektórych miejscach zbrodnie na Żydach, szczególnie w odległych wioskach, gdzie Niemcy skazywali na śmierć tych, którzy ukrywali Żydów lub obiecywali chleb tym, którzy ich wydadzą.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/nathaniel-garstecka-kwestia-zydow-i-antysemityzmu-w-polsce/
PAP/MB




