Dlaczego coraz częściej rozmawiamy z chatbotami?

Rozmowa z maszyną jeszcze niedawno wydawała się elementem fantastyki naukowej. Dziś stała się częścią codzienności. Chatboty i asystenci AI pojawiają się w obsłudze klienta, bankowości, zakupach internetowych czy rezerwacjach usług. Coraz częściej pełnią też rolę pierwszego punktu kontaktu przy pytaniach zdrowotnych lub psychologicznych, oferując użytkownikom poczucie anonimowości oraz kontroli nad sytuacją.
Chatboty – dlaczego komunikacja z nimi jest coraz częstsza?
.Obecność tych narzędzi nie ogranicza się jednak do spraw poważnych. Korzystamy z nich także przy drobnych czynnościach, sprawdzamy pogodę, szukamy filmów lub prosimy o pomoc w redagowaniu wiadomości. To pokazuje, że chatboty stały się naturalnym elementem codziennych nawyków. Powody, dla których tak chętnie z nich korzystamy, można sprowadzić do trzech obszarów, użyteczności oraz potrzeby kontaktu.
Najbardziej oczywisty jest wymiar praktyczny. Chatboty działają szybko, są dostępne przez całą dobę i pozwalają rozwiązać wiele spraw bez czekania. Ułatwiają organizację codziennych zadań, od sprawdzenia statusu zamówienia po umówienie wizyty czy przygotowanie tekstu. Rozwój przetwarzania języka naturalnego sprawił, że komunikacja z nimi jest prosta i przypomina zwykłą rozmowę. To oszczędność czasu i wysiłku, która dobrze wpisuje się w tempo współczesnego życia.
Drugim czynnikiem, o którym mowa na łamach „The Conversation” jest ciekawość i element rozrywki. Wielu użytkowników testuje możliwości chatbotów, sprawdzając, jak radzą sobie z humorem czy rozmowami o kulturze. Interakcja z nimi staje się formą eksploracji i nauki. Dzięki temu technologia przestaje być postrzegana wyłącznie jako narzędzie, staje się także przestrzenią zabawy i intelektualnej stymulacji.
Trzeci obszar dotyczy relacji społecznych. Mimo że użytkownicy wiedzą, iż rozmawiają z systemem, chatbot może pełnić funkcję towarzysza rozmowy. Nie ocenia, jest stale dostępny i pozwala ćwiczyć komunikację lub język. W środowiskach, w których brakuje kontaktów międzyludzkich, taka forma interakcji może dawać poczucie bliskości.
Rosnąca popularność chatbotów nie oznacza jednak braku ograniczeń. W sferze praktycznej mogą pojawiać się nieścisłości informacyjne. Nadmierne korzystanie z nich w celach rozrywkowych może sprzyjać niezdrowym nawykom, a w wymiarze społecznym, tworzyć złudne poczucie wsparcia. Dlatego wraz z upowszechnieniem tych narzędzi rośnie znaczenie świadomego korzystania z nich.
Rozmowy z chatbotami są dziś wyrazem naszych potrzeb: sprawności działania, ciekawości oraz poszukiwania kontaktu. W przyszłości kluczowe stanie się nie to, czy będziemy z nich korzystać, lecz jak włączymy je w codzienne życie, zachowując równowagę między wygodą a świadomością ich ograniczeń.
Człowiek i sztuczna inteligencja
.Elektryfikacja spowodowała pasywny tryb życia fizycznego. Obecna wersja AI prowadzi nas do pasywnego trybu życia intelektualnego. Pasywny tryb życia fizycznego dotyczy mięśni, a pasywny tryb życia intelektualnego dotyczy naszego umysłu czy jak kto woli – duszy – pisze Marek TARNOWSKI.
„Tempo dokonywania nowych cudów będzie ogromne. Trudno sobie dziś nawet wyobrazić, co odkryjemy do 2035 roku; może przejdziemy od rozwiązywania problemów fizyki wysokich energii w jednym roku do rozpoczęcia kolonizacji kosmosu w następnym; albo od przełomu w materiałoznawstwie w jednym roku do prawdziwych interfejsów mózg-komputer o wysokiej przepustowości w kolejnym roku. Wiele osób zdecyduje się żyć w dotychczasowy sposób, ale przynajmniej niektórzy prawdopodobnie zdecydują się »podłączyć«”
Sam Altman, prezes Open AI, lipiec 2025.
Wstyczniu 1952 roku odbyła się w BBC niezwykła debata. Z jednej strony zasiadł znany brytyjski neurochirurg Geoffrey Jefferson, a z drugiej autor koncepcji „myślącej maszyny” Allan Turing. Rzecz dotyczyła – również dzisiaj niezwykle aktualnego – pytania, czy możemy uznać, że maszyny mogą samodzielnie myśleć.
Turing, wybitny matematyk, był znanym obrońcą tezy o możliwym myśleniu maszyn, tyle że starał się pokazać nieco inne rozumienie tego problemu. Twierdził, że należy najpierw zdefiniować, co to znaczy „myśleć” i co to jest „maszyna”. W efekcie jego rozumowania pojawiła się formuła pytania o możliwe naśladownictwo człowieka przez maszynę, tzw. „imitation game”. Opisał całość takiej procedury (A. Turing, Computing Machinery and Intelligence, 1950), która od tamtego momentu jest określana mianem „testu Turinga”. Chodzi o to, twierdził Turing, czy potrafimy rozpoznać, że rozmawiamy z maszyną, a nie z człowiekiem. Jeśli nie potrafimy rozróżnić pracy maszyny od pracy ludzkiego mózgu, to znaczy, że mamy do czynienia z myśleniem maszyny, czyli ze sztuczną inteligencją.
Z kolei Jefferson stał na przeciwnym biegunie. Uważał, że „zgodzimy się uznać maszynę za równą mózgowi dopiero wtedy, gdy niesiona własnymi uczuciami i myślami napisze sonet lub skomponuje koncert – to znaczy: nie tylko napisze, ale będzie wiedziała, że to zrobiła”. Prezentował przekonanie, że mózg człowieka, jego umysł, świadomość, zmysły i reszta ciała są jakąś całością. Z tego powodu uważał, że sam proces myślenia jest czymś, w co musi być zaangażowane całe ludzkie ciało, nie tylko mózg. Wiele zainteresowań ludzkich, twierdził Jefferson, bierze się z żądz, pragnień, obsesji, instynktów, a często z bogactwa rozmaitych stanów emocjonalnych. „Maszyny nie potrafią się rumienić” – miał wówczas zareagować na słowa słynnego neurochirurga jeden z prowadzących debatę.
Temperatura wymiany zdań na tyle wymknęła się spod kontroli uczestników spotkania, że dbające wówczas o dobre obyczaje BBC musiało wycinać przed emisją niektóre fragmenty dyskusji. Kiedy rozmowa zeszła do roli męskich żądz w procesach twórczego myślenia, w pewnym momencie Jefferson oświadczył nawet, że nie uwierzy w samodzielne myślenie komputera, póki ten nie dotknie nogi jakiejś ponętnej „komputerki”.
wydają się już całkowicie rozstrzygnięte. Dociera do nas całe mnóstwo szczegółowych opinii, analiz, prognoz i przestróg w wykonaniu ekspertów od sztucznej inteligencji, czyli AI-ekspertów. To zazwyczaj naukowcy, którzy w międzyczasie stali się nawet AI-celebrytami, tzn. osobami uzależnionymi od swojej obecności w mediach.
Ta większościowa medialna opinia mówi, że maszyna, czyli AI (sztuczna inteligencja), nie tylko potrafi samodzielnie myśleć, ale też rozwija się obecnie w taki sposób, że już za chwilę, równie samodzielnie, tzn. bez udziału człowieka, zdominuje człowieka. Ta dominacja będzie przebiegać wskutek nieprawdopodobnie większej niż u ludzi i ciągle rosnącej mocy obliczeniowej. To znaczy, twierdzą AI-celebryci, maszyna dzięki swojej mocy obliczeniowej będzie w stanie podejmować działania znacznie bardziej racjonalne niż człowiek i oparte na nieproporcjonalnie większej ilości danych.
Generalnie więc maszyna nie tylko zakończy dominację człowieka na Ziemi (ich zdaniem to jest już w zasadzie przesądzone – sic!), ale też może w ogóle spowodować jakieś globalne katastrofy, których żaden człowiek nie umiałby wywołać ani nawet wymyślić. Na przykład AI będzie w stanie podpalić tlen w atmosferze albo tylko wyłączyć znienacka wszystkim energię elektryczną.
AI-celebryci twierdzą też (wystarczy włączyć jakieś media, używając słowa klucza „AI”, żeby się o tym przekonać), że już niebawem wydarzy się coś, co bezapelacyjnie udowodni, że maszyny nie tylko mają podobną do ludzkiej świadomość, ale też że są w stanie prowadzić bardziej zaawansowane niż ludzkie rozmaite procesy odkrywania i kreacji. Ta ostatnia kwestia jest szczególnie poruszająca, ponieważ oznaczałoby to, że maszyna jest w stanie sformułować odkrywczą hipotezę i ją przetestować, prowadząc do jakiegoś szczególnego wniosku. Inaczej mówiąc, maszyna byłaby w stanie prześcignąć nawet najbardziej odkrywcze hipotezy ludzkie. Najwybitniejsi przedstawiciele naszego gatunku, którzy dokonywali najbardziej przełomowych odkryć, tacy jak Albert Einstein, nie tylko zostaną więc powieleni, ale też „przekroczeni”. To znaczy – maszyna miałaby być sprawniejsza, bardziej odkrywcza i nawet odważniejsza w stawianiu hipotez niż ktoś taki jak Albert Einstein.
Jak to udowodnić? Otóż od ponad dekady maszyny (AI) wygrywają z człowiekiem we wszystkich dostępnych grach planszowych, włącznie z najbardziej skomplikowaną grą go. Maszyny dokonują też obliczeń na niewiarygodną wręcz skalę. Co ważniejsze, podkreślają AI-celebryci, maszyny są dopiero w okresie „wieku dziecięcego”. Skoro dziecko wygrywa już z arcymistrzem w szachy, to co dopiero będzie się działo, kiedy zacznie dorastać, a co jeszcze później, kiedy całkiem dorośnie?
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/marek-tarnowski-czlowiek-i-sztuczna-inteligencja/
Laura Wieczorek




