Entomologia w służbie detektywistyki

Zaczyna się od jednej muchy plujki, a kończy na wyroku. Owady – od much po chrząszcze – są sprzymierzeńcami nauki i prawa. Dzięki nim biegli potrafią odtworzyć moment zgonu, wskazać miejsce zbrodni, a nawet rozstrzygnąć, czy ofiara popełniła samobójstwo.

Gdy proces rozkładu ciała się kończy, pojawiają się chrząszcze…

.Kiedy milkną ślady, krew i ofiara, głos zabierają owady. Dla entomologa sądowego nawet najmniejsza larwa może być dowodem kluczowym. – Owady pozwalają określić nie tylko czas zgonu, ale i miejsce zadania śmierci – powiedział prof. Stanisław Ignatowicz, entomolog z SGGW. – To niecodzienna, ale niezwykle precyzyjna dziedzina kryminalistyki.

Owady nekrofagiczne, czyli odżywiające się rozkładającą się tkanką, stanowią pierwszy sygnał dla śledczych. – Dla nich ciało to nie koniec, lecz początek nowego ekosystemu – wyjaśnił Ignatowicz. – Najpierw pojawiają się muchy plujki, potem chrząszcze grabarze, a z czasem drapieżniki i ich pasożyty. Każda z tych grup mówi coś innego o śmierci – wskazał.

Muchy plujki, te duże, błyszczące, metalicznie niebieskie, zjawiają się już w ciągu kilkunastu minut po zgonie. – Potrafią wyczuć ciało z 30 metrów – poinformował profesor. – Składają jaja w ranach lub naturalnych otworach: nosie, ustach, oczodołach.

Z jaj wylęgają się larwy, które żerują i rozwijają się w ciele nieboszczyka, po czym po kilku dniach opuszczają ciało i przepoczwarzają się w suchych miejscach – nawet osiem metrów dalej. Ich tempo rozwoju, zależne od temperatury środowiska, pozwala ustalić moment zgonu z dokładnością do godzin. To bywa decydujące w śledztwach.

W 1935 r. w Wielkiej Brytanii larwy plujek pozwoliły ustalić dzień zabójstwa kobiety, do którego doszło 3 września tamtego roku. – Podejrzenie padło na męża, który nie miał alibi – przypomniał Ignatowicz. – Na podstawie najstarszych larw i temperatury określono moment śmierci z dokładnością do kilku godzin.

W latach 80. XX w. entomolog pomagał w śledztwie dotyczącym tajemniczej śmierci rolnika z Mazowsza. – Na ciele znaleziono larwy w różnym stadium rozwoju. Wskazywały, że ciało przez kilka dni znajdowało się w chłodni, zanim trafiło do lasu. I to był przełom w śledztwie.

Marek Maruszczak, popularyzator entomologii sądowej, autor książek i twórca profilu „Zwierzęta są głupie i rośliny też” na Facebooku dodał: – Owady nie dają się oszukać. Jeśli ciało było chłodzone, rozwój larw zatrzymuje się, ale potem rusza dalej. Wystarczy policzyć różnicę i już wiadomo, kiedy człowiek naprawdę zginął.

Są też gatunki wyjątkowe. Jednym z nich jest tzw. „mucha trumienna” – Conicera tibialis z rodziny zadrowatych. Maleńka, dwumilimetrowa muchówka potrafi przekopać się przez dwa metry ziemi, by dostać się do trumny. – To jedyny owad, który potrafi penetrować szczeliny o szerokości kilku milimetrów i rozwijać się w ciemności przez wiele pokoleń – podkreślił prof. Ignatowicz. – Jej larwy kolejnych pokoleń mogą przetrwać nawet dwa lata. Jeśli je znajdziemy, wiemy, że ciało było długo zamknięte. Maruszczak dopowiedział: „w jednej sprawie znaleziono larwy Conicera tibialis w bagażniku auta. To był dowód, że ciało przetrzymywano tam wiele dni”.

W innej historii, jak wspomniał, mucha trumienna pojawiła się w domu, gdzie mąż ukrywał zwłoki żony pod podłogą – „to owady zdradziły, że rozkład trwał tam od tygodni”.

Nie tylko muchy są sprzymierzeńcami Temidy. – Żuki grabarze potrafią zakopać martwą mysz, zdjąć jej sierść i złożyć tam jaja. To przykład owadziej troski o potomstwo – zauważył prof. Ignatowicz.

Gdy proces rozkładu ciała się kończy, pojawiają się chrząszcze skórnikowate i przekraskowate, które doszczętnie oczyszczają kości. – Przekraskowate potrafią zniszczyć nawet mumie egipskie. Wgryzają się we włosy i tkaniny – zauważył naukowiec.

Współczesna entomologia sądowa potrafi ustalić, czy rany powstały przed, czy po śmierci

– Jeśli rana krwawiła, owady składają tam jaja chętniej. Rana pośmiertna nie jest dla nich aż tak atrakcyjna – wyjaśnił profesor. W jednym z przypadków larwy z nosa kobiety, która przedawkowała kokainę, były większe niż z innych części ciała – rozwijały się szybciej w środowisku nasyconym narkotykiem.

– W innej sprawie w larwach znaleziono ślady leku nasennego – to wystarczyło, by stwierdzić samobójstwo – dodał Ignatowicz. Maruszczak zauważył: – Entomolog sądowy to trochę biolog, trochę detektyw. Kiedy inni widzą rozkład, my widzimy czas, temperaturę i mikrohistorię życia po śmierci. I podkreślił: – Czasem to właśnie „robak” jest pierwszym świadkiem zbrodni. Jego cykl życia bywa bardziej precyzyjny niż zegarek ofiary.

Historia entomologii sądowej sięga XIII w. W Chinach, w księdze „Oczyszczenie z niesprawiedliwości”, opisano przypadek rolnika zamordowanego sierpem. Do oczyszczonego narzędzia przyczepiły się muchy przyciągnięte zapachem krwi – i wskazały winnego. W Polsce owady pomogły też wykryć „wampira ze Śląska” (Bogdan Arnold). – Sąsiedzi skarżyli się na fetor i liczne muchy siadające na szybach. To był pierwszy sygnał dla policji i seryjny morderca kobiet został ujęty 14.06.1967 r. w Katowicach – przypomniał Ignatowicz. Jak podkreślił profesor, owady są nieomylnymi świadkami – „nie kłamią, nie zapominają i pojawiają się zawsze wtedy, gdy zgaśnie życie”.

Maruszczak dopowiedział: „każda mucha ma swoją opowieść; jeśli potrafisz ją usłyszeć, potrafisz rozwiązać zbrodnię”.

Dla laików obrzydliwe, dla naukowców i policjantów – bezcenne. W laboratorium kryminalistyki nawet najmniejsza mucha może być świadkiem koronnym. – Dzisiaj, mówiąc o muchach trumiennych, plujkach, żukach czy ćmach zjadających białko, używamy słowa „owady”. Dawniej mówiono po prostu „robaki” – a raczej „chroboki”, od dźwięków, jakie wydają – przypomniał Maruszczak.

Internet zwierząt. Odkrywanie zbiorowej inteligencji życia

.W erze cyfrowej, kiedy internet rzeczy (Internet of Things, IoT) staje się coraz powszechniejszy, zmienia się nasze postrzeganie połączeń i interakcji między obiektami. To właśnie ta koncepcja zainspirowała badaczy do rozważenia, czy podobne technologie mogłyby zostać wykorzystane do śledzenia i badania zwierząt, co doprowadziło do powstania nowatorskiego pomysłu – internetu zwierząt – pisze prof. Piotr TRYJANOWSKI

Idea ta, rozwijana przez naukowców takich jak Martin Wikelski, opiera się na stworzeniu globalnej sieci danych, która umożliwiałaby monitorowanie i analizowanie zachowań zwierząt w czasie rzeczywistym. Dla jednych jest to nowy sposób badania świata, dla innych – rewolucja, która może zmienić nasze rozumienie ekosystemów i zachowań zwierząt. Zresztą na ten temat powstaje coraz więcej publikacji, a niewątpliwym liderem jest wspomniany prof. Martin Wikelski, dyrektor oddziału Instytutu Maxa Plancka w Radolfzell (Niemcy), badającego zachowania zwierząt. Właśnie ukazała się jego książka zatytułowana po prostu The Internet of animals, która jest pewnym intelektualnym pokłosiem, pisanym w stylu popularnonaukowym, a której podstawę stanowiła realizacja wspaniałego projektu ICARUS (International Cooperation for Animal Research Using Space). Zostajemy nie tylko wprowadzeni w świat technologii stosowanych do śledzenia zwierząt, ale także dowiadujemy się, jak trudna i pełna wyzwań może być droga do realizacji tak ambitnych celów.

Prof. Martin Wikelski, który od dzieciństwa fascynował się zwierzętami, zbudował zespół badawczy, który nieustannie dąży do przekształcenia wizji internetu zwierząt w rzeczywistość. Dzięki inicjatywie ICARUS badacze mogą śledzić migracje tysięcy zwierząt na całym świecie za pomocą małych, zasilanych energią słoneczną nadajników. Droga do tych sukcesów poprzedzona jest jednak licznymi trudnościami i niepowodzeniami, co pokazuje, jak istotne są wytrwałość i współpraca w nauce.

Dla każdego, kto kiedykolwiek realizował własne, niekoniecznie przyrodnicze projekty badawcze, książka Wikelskiego może być inspirującą lekturą. Opisując doświadczenia z oznakowaniem ptaków, autor mimowolnie przypominał mi moje własne przygody z sikorami, kaniami i bocianami, które podobnie jak w jego badaniach, stały się nosicielami maleńkich nadajników. To wszystko pozwala zrozumieć, w jaki sposób badacze łączą nowoczesne technologie z klasycznymi pytaniami dotyczącymi zachowań zwierząt. Ptaki i inne zwierzęta mogą komunikować się i ta komunikacja wpływa na ich migracje i inne zachowania. Przy odpowiednim podejściu możemy przewidzieć, jak będą poruszały się całe stada na podstawie ruchów jednego lidera. Jest to fascynujący przykład tego, jak technologia może wspierać rozwój ekologii i nauk o zachowaniu zwierząt. W ostatnich latach jesteśmy świadkami rewolucyjnego podejścia do badania zachowań zwierząt, podkreślając niewykorzystany dotąd potencjał nowoczesnej technologii w rozumieniu świata przyrody. Dzięki wysiłkom zespołu ICARUS możemy wyobrazić sobie świat, w którym zwierzęta są wyposażone w urządzenia GPS, przesyłające dane w czasie rzeczywistym na temat ich ruchów i interakcji. Ten internet zwierząt może zasadniczo zmienić nasze rozumienie globalnej ekologii, podobnie jak projekt poznania ludzkiego genomu zrewolucjonizował naszą wiedzę o ludzkiej genetyce.

Jednym z kluczowych wniosków wynikających z badań Wikelskiego i jego zespołu jest koncepcja, że zwierzęta posiadają „szósty zmysł”, czyli zdolność do wykrywania zmian w środowisku, które często pozostają niezauważone przez ludzi. Na przykład słonie i ptaki były obserwowane, jak przenoszą się w bezpieczniejsze rejony przed nadchodzącymi katastrofami naturalnymi, takimi jak trzęsienia ziemi czy huragany. Zdolność ta, pozwalająca przewidywać zmiany środowiskowe, może stać się nowym narzędziem dla ludzkości w przygotowywaniu się na klęski żywiołowe. Zatem bliższe przyjrzenie się tym zachowaniom zwierząt może pozwolić na opracowanie bardziej niezawodnych systemów wczesnego ostrzegania niż te, którymi dysponujemy obecnie. Projekt ICARUS, ale i inne wspominane w książce nie ograniczają się tylko do śledzenia ruchów zwierząt; chodzi tu również o zrozumienie głębszych implikacji biologicznych i środowiskowych tych ruchów. Zebrane dane mogą ujawnić, jak zwierzęta adaptują się do zmieniającego się klimatu, jak choroby rozprzestrzeniają się wśród populacji oraz jak działalność człowieka wpływa na dziką przyrodę. Poprzez upublicznienie tych danych zasiano nadzieję na zbudowanie globalnej społeczności obywatelskich naukowców, którzy mogą przyczynić się do ochrony zagrożonych gatunków.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-piotr-tryjanowski-internet-zwierzat-odkrywanie-zbiorowej-inteligencji-zycia/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 listopada 2025