Europa wraca do monarchicznego odruchu, tylko ubranego w język demokracji [Andrew MICHTA]

Amerykańska i europejska demokracja wyrosły z zupełnie innych doświadczeń historycznych, dlatego także dzisiejszy kryzys polityczny po obu stronach Atlantyku przybiera odmienną formę – przekonuje Andrew A. Michta. Zdaniem amerykańskiego politologa i eksperta do spraw bezpieczeństwa Zachód mierzy się obecnie przede wszystkim z kryzysem elit, które utraciły kontakt ze społeczeństwami i zapomniały, że władza powinna oznaczać służbę obywatelom.
„Demokracja jest organiczną częścią amerykańskiej tożsamości narodowej”
.Po blisko trzech miesiącach spędzonych w Europie Andrew Michta podsumował swoje obserwacje dotyczące różnic między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską.
„Amerykańska demokracja różni się od tego, co istnieje dziś w Unii Europejskiej. Nie powinno to nikogo zaskakiwać, ale powinno skłonić nas do refleksji” – napisał.
Według niego demokracja stanowi nieodłączną część amerykańskiej tożsamości narodowej. Początki państwa amerykańskiego były bowiem bezpośrednio związane z ideami republikańskimi, prawami obywatelskimi i ograniczeniem władzy rządu.
„Demokracja jest organiczną częścią amerykańskiej tożsamości narodowej. Początki państwa są nierozerwalnie związane z jego podstawowymi ideałami” – stwierdził Michta.
Inaczej wyglądało to w Europie, gdzie współczesne systemy demokratyczne zastąpiły monarchie i porządek społeczny kształtowany przez nie przez setki lat.
„Demokracja w Europie, w formie, jaką znamy obecnie, ma w dużej mierze charakter wtórny. Zastąpiła monarchie, które przez tysiąc lat określały europejskie systemy polityczne” – zauważył.
Michta przypomniał, że europejskie demokracje rodziły się zwykle w warunkach gwałtownych konfliktów i kryzysów. W Wielkiej Brytanii rozwijały się poprzez stopniowe negocjacje między monarchią a społeczeństwem. We Francji powstały w wyniku krwawej rewolucji, terroru i późniejszych wojen imperialnych. W Niemczech demokratyczny porządek został natomiast narzucony po bezwarunkowej kapitulacji państwa.
„W Europie demokracja rozwijała się wśród kryzysów: poprzez negocjacje między władzą królewską a zwykłymi obywatelami w Wielkiej Brytanii, przez krwawą rewolucję zakończoną gilotyną i wojnami imperialnymi we Francji albo jako system narzucony narodowi w wyniku bezwarunkowej kapitulacji w przypadku Niemiec” – napisał.
Te różne drogi rozwoju demokracji doprowadziły, jego zdaniem, do powstania odmiennych elit politycznych i społecznych. W Stanach Zjednoczonych pozycję społeczną budowano przede wszystkim poprzez bogacenie się, choć w chwilach największych kryzysów istotne znaczenie miał również charakter przywódców.
„Amerykańskie elitarne szkoły uczyły kiedyś wychowania obywatelskiego, podkreślając, że od tych, którym wiele dano, wiele się również oczekuje” – przypomniał Michta.
W Europie dawne elity arystokratyczne i mieszczańska inteligencja zostały natomiast, jak twierdzi, zastąpione po II wojnie światowej przez potężną klasę urzędniczą.
„Arystokrację i burżuazyjną inteligencję zastąpiła wszechmocna klasa biurokratyczna, wyposażona w możliwość regulowania, a właściwie nadmiernego regulowania, każdego aspektu życia obywateli Unii Europejskiej” – ocenił.
Zdaniem Michty nie jest to całkowicie nowy model sprawowania władzy, lecz kontynuacja dawnych europejskich tradycji politycznych.
„To stary monarchiczny odruch, tylko ubrany w język demokracji” – stwierdził.
Politolog uważa, że zarówno Europa, jak i Stany Zjednoczone przeżywają obecnie głęboki kryzys przywództwa. W USA elity polityczne miały w ciągu ostatnich trzech dekad zapomnieć o zasadzie, zgodnie z którą rządzenie jest przede wszystkim służbą.
„Ci, którzy otrzymali przywilej sprawowania władzy, zawdzięczają ten przywilej obywatelom. Ich obowiązkiem jest służyć” – napisał.
Według Michty zasada ta została w Stanach Zjednoczonych niemal całkowicie wyparta. Skutkiem jest frustracja kurczącej się klasy średniej, która poszukuje politycznej alternatywy i domaga się zakończenia korupcji oraz przywrócenia odpowiedzialności elit.
„Każdego dnia Amerykanie wysyłają jednoznaczny sygnał rządzącej jednopartii” – stwierdził, używając określenia sugerującego, że mimo formalnego podziału na demokratów i republikanów znaczna część elit politycznych reprezentuje ten sam system interesów.
W Europie kryzys ma według niego inną postać. Elity polityczne i instytucjonalne są przywiązane do lewicowo-liberalnej ideologii i nie dopuszczają realnych alternatyw.
„Obywatele, którzy się temu sprzeciwiają, są marginalizowani, określani jako populiści albo skrajna prawica i w praktyce pozbawiani politycznego głosu” – ocenił Andrew Michta.
Jego zdaniem brak gotowości do wysłuchania społecznego sprzeciwu i zawierania kompromisów prowadzi do coraz głębszych podziałów wewnątrz państw Unii Europejskiej.
„Niechęć do wysłuchania tych ludzi i osiągnięcia kompromisu rozbija europejskie społeczeństwa” – napisał.
Niezadowolenie Europejczyków coraz wyraźniej widać przy urnach wyborczych. Michta uważa, że obejmuje ono różne grupy wiekowe, ale szczególnie mocno dotyczy młodych ludzi, którzy mają coraz mniejsze szanse na osiągnięcie poziomu dobrobytu dostępnego wcześniejszym pokoleniom.
„W Europie nadciąga burza niezadowolenia, która znajduje odzwierciedlenie w wyborczych decyzjach obywateli” – stwierdził.
„To niezadowolenie przekracza granice pokoleniowe, ale – podobnie jak w Stanach Zjednoczonych – szczególnie silne jest wśród młodych, którzy widzą, że drogi prowadzące do dobrobytu są przed nimi stopniowo zamykane. Radykalna polityka staje się coraz powszechniejsza” – dodał.
Michta zwrócił uwagę, że kryzys polityczny i społeczny następuje w wyjątkowo niebezpiecznym momencie. Stany Zjednoczone wycofują część swoich zasobów wojskowych z Europy, podczas gdy sytuacja bezpieczeństwa na kontynencie szybko się pogarsza.
„Kryzys elit zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie sprawia, że nasze społeczeństwa stają się mniej odporne właśnie w momencie, w którym najbardziej potrzebujemy ich siły” – podsumował.
MB




