Gołębie wiedzą, kto je karmi [Prof. Piotr TRYJANOWSKI]

Gołębie od tysięcy lat żyją obok człowieka, ale ich zdolności wciąż zaskakują naukowców. – To nie jest jeden „GPS”, tylko kilka nakładających się systemów orientacji – powiedział prof. Piotr Tryjanowski. Jak podkreślił, mimo dekad badań nadal nie wiemy dokładnie, jak ptaki wracają do domu z odległości setek kilometrów.
.9 kwietnia obchodzony jest Światowy Dzień Gołębia. Choć ptaki te są stałym elementem miejskiego krajobrazu, ich zdolności – zwłaszcza orientacja w terenie – wciąż pozostają przedmiotem intensywnych badań. Naukowcy podkreślają, że gołębie wykorzystują złożony system nawigacji oparty m.in. na polu magnetycznym Ziemi, zapachach i położeniu Słońca. O tym, co wiemy o tych ptakach i dlaczego nadal potrafią zaskakiwać, mówił prof. Piotr Tryjanowski, ornitolog z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Zacznijmy od ptaka dodo. To prawda, że był gołębiem?
Prof. Piotr Tryjanowski: Tak – i to jest jedna z moich ulubionych historii, bo pokazuje, jak bardzo możemy się pomylić, patrząc tylko na wygląd.
Dodo przez ponad dwa wieki był traktowany jak jakiś dziwny twór – coś pomiędzy kurą, strusiem, a ptakiem „znikąd”. On po prostu nie pasował do schematów. Duży, ciężki, nielot, z takimi piórami trochę jakby niedokończonymi. I nagle pojawiła się genetyka i orzekła: spokojnie, to jest gołąb.
To świetna lekcja, że przyroda nie ma obowiązku wyglądać zgodnie z naszymi kategoriami.
Dlaczego dodo wyginął?
Prof. Piotr Tryjanowski: Najprościej – przez człowieka. Ale to nie jest taka banalna historia „zjedli i koniec”. Owszem, był łatwy do upolowania. Nie bał się ludzi, nie latał. Dla pierwszych żeglarzy był trochę jak chodząca puszka z mięsem – ok. 15-kilogramowa.
Ale prawdziwy problem zaczyna się później: człowiek przywiózł świnie, szczury i nagle cały system się posypał. Dodo gniazdował na ziemi, jego samica składała zazwyczaj jedno jajko. I teraz proszę sobie wyobrazić: wchodzą świnie i szczury, które nie mają żadnych hamulców. To nie było polowanie – to była katastrofa ekologiczna.
Ile jest gatunków gołębi na świecie?
Prof. Piotr Tryjanowski: Około 350. I to jest liczba, która większość ludzi zaskakuje, bo my mamy w głowie jednego gołębia – tego z rynku, co siedzi na pomniku i patrzy podejrzliwie.
A tymczasem pamiętam, jak byłem w Azji i zobaczyłem trerony – zielone gołębie, delikatne, eleganckie, jakby ktoś je zaprojektował w Photoshopie. Albo koroniec – wielki ptak, prawdziwy kosmita, z czubem jak z opery. I wszystko to są „gołębie”.
Jak długo te ptaki są z człowiekiem?
Prof. Piotr Tryjanowski: Bardzo długo. Kilka tysięcy lat to absolutne minimum. W Biblii mamy synogarlice jako ofiary. Czyli to już były ptaki, które człowiek znał, łapał, hodował. Ja czasem mówię, że to są jedne z pierwszych „miejskich zwierząt” w historii ludzkości.
Co sprawiło, że są tak skuteczne w swojej ewolucyjne drodze i kohabitacji z człowiekiem?
Prof. Piotr Tryjanowski: To jest piękny paradoks: one nie są „wybitne”, one są „wystarczające”. Nie muszą być sprytne jak kruki, nie muszą polować jak drapieżniki. Jedzą nasiona, korzystają z tego, co jest. I co najważniejsze – nie boją się człowieka. Nazywam to strategią „miejskiego prostaka”. To taki ktoś, kto nie analizuje za bardzo, tylko idzie i bierze, co się da. I nagle okazuje się, że to działa lepiej niż przesadne kombinowanie.
No dobrze, ale ich nawigacja to już nie jest „prostactwo”.
Prof. Piotr Tryjanowski: Nie, to jest absolutnie top nauki. Czasami mówię studentom: jak chcecie zobaczyć coś naprawdę fascynującego, to nie patrzcie na egzotyczne ptaki, tylko na gołębia pocztowego. Wywozimy go w zamkniętym koszu, setki kilometrów dalej, czasem w zupełnie nieznane miejsce. Wypuszczamy. I on wraca. I teraz najuczciwsza odpowiedź brzmi: my nie wiemy dokładnie, jak on to robi.
Ale coś jednak wiemy.
Prof. Piotr Tryjanowski: Wiemy, że to nie jest jeden mechanizm. To jest system wielowarstwowy: pole magnetyczne, Słońce, zapachy, infradźwięki, krajobraz. I teraz najlepsze: one to wszystko łączą. Lubię to porównanie – to nie GPS, tylko kilka aplikacji naraz, które działają równolegle. Jak jedna zawiedzie, są inne.
Słyszałam o eksperymentach z magnesami na głowie. To prawda?
Prof. Piotr Tryjanowski: Tak, i to są bardzo ciekawe badania. Naukowcy próbowali „oszukać” gołębie, zakłócając im odbiór pola magnetycznego. I co się okazywało? Czasem się gubiły. Ale często i tak wracały. Czyli magnetyzm to tylko jeden z elementów układanki.
No i ten węch. To brzmi jeszcze bardziej dziwnie.
Prof. Piotr Tryjanowski: A jednak. Powstała szkoła włoska ornitologów, która dowiodła, że zapachy są kluczowe. Wyobraźmy sobie, że powietrze ma swój „zapach krajobrazu”. I ptak to zapamiętuje. To brzmi trochę jak magia, ale mamy na to dane.
Co z naszymi technologiami? Nie psujemy gołębiom tego systemu?
Prof. Piotr Tryjanowski: Trochę tak, ale bez przesady. Największy wpływ mają silne źródła pola elektromagnetycznego, np. linie energetyczne. Natomiast nie ma dowodów, że nagle 5G sprawia, iż wszystkie gołębie się gubią i wpadają w ściany.
Gołębie pocztowe – to w ogóle osobny świat.
Prof. Piotr Tryjanowski: Tak, bardzo poważny i wart mnóstwo pieniędzy. Zawsze mówię, że to jest trochę jak Formuła 1, tylko w wersji ptasiej. Liczą się geny, trening, dieta, suplementacja, warunki. Wszystko jest dopracowane. I dlatego ceny dzieci gołębich czempionów potrafią sięgać milionów euro. Za gołębia New Kim z Belgii zapłacono w 2020 r. 1,9 mln. euro.
W Polsce też?
Prof. Piotr Tryjanowski: Oczywiście – u nas za mistrzowskie potomstwo, bywało, płacono ponad milion zł. Ale to nic dziwnego, bo jesteśmy w czołówce światowego gołębiarstwa. Śląsk, Wielkopolska, wschodnia Warszawa – to są miejsca z ogromną tradycją, jeśli chodzi o hodowlę gołębi pocztowych.
Zresztą to jest piękny kawałek kultury. Gołębiarstwo było domeną górników i robotników – ludzi, którzy mieli ciężką pracę, a po niej wchodzili na dach i zajmowali się gołębiami. To była dla nich forma kontaktu z przyrodą.
Rozczulamy się nad gołąbkami, a z drugiej strony mówimy o nich „latające szczury”.
Prof. Piotr Tryjanowski: Bo są ofiarą własnego sukcesu. Jest ich dużo, są widoczne, brudzą. Ale jak się temu przyjrzeć, to większość problemów wynika z tego, że my je dokarmiamy, tworzymy warunki do tworzenia ogromnych skupisk. Gołąb jest po prostu konsekwencją naszego stylu życia.
Jest naszym lustrem?
Prof. Piotr Tryjanowski: Dokładnie. Tak jak szczury, tak jak mewy. To są gatunki, które pokazują, jak wygląda nasze środowisko.
A wpływ gołębi na nasze zdrowie? Ludzie się ich boją.
Prof. Piotr Tryjanowski: I słusznie, i niesłusznie jednocześnie. Tak – mogą przenosić choroby: salmonellę, chlamydiozę. Ale nie jest tak, że każdy gołąb to zagrożenie. Problem zaczyna się przy dużym zagęszczeniu i braku higieny.
Jest taka legenda miejska o trębaczu z Krakowa, którego miały zaatakować pasożyty z gołębi…
Prof. Piotr Tryjanowski: Mówimy tu o obrzeżkach gołębich – to drobne roztocza żyjące w gniazdach i szczelinach, tam gdzie ptaki przebywają. Jeśli mają dużą kolonię i nagle tracą żywiciela, potrafią „przerzucić się” na człowieka. W tym przypadku mogło dojść do silnej reakcji alergicznej, co uniemożliwiło odegranie hejnału. Na ile ta historia została później podkoloryzowana, trudno powiedzieć, ale biologicznie jest to jak najbardziej możliwe. I to jest dobry przykład, że problem nie leży w samym gołębiu, tylko w całym „ekosystemie”, który z nim przychodzi – pasożytach, drobnoustrojach, całej tej niewidocznej warstwie.
A co z inteligencją gołębi? One naprawdę odróżniają obrazy?
Prof. Piotr Tryjanowski: Tak. I nawet zapis EKG. Były eksperymenty, gdzie gołębie uczyły się rozpoznawać poprawny i niepoprawny zapis pracy serca. I radziły sobie świetnie. Tylko to nie jest „inteligencja filozoficzna”. To jest bardzo dobra zdolność rozpoznawania wzorców.
Czyli wiedzą, kto je karmi?
Prof. Piotr Tryjanowski: Najpewniej tak. Ale niekoniecznie rozpoznają nas po twarzy. Raczej po całym zestawie sygnałów: ruchu, sposobie chodzenia, całym kontekście sytuacyjnym.
Mówimy o tych ptakach, że są bioindykatorami – co to znaczy w praktyce?
Prof. Piotr Tryjanowski: Że gołąb jest trochę jak próbnik środowiska. Zbiera w sobie metale ciężkie, zanieczyszczenia. Jak go przebadamy, to wiemy, czym oddycha miasto.
Życie rodzinne – romantyczne czy niekoniecznie?
Prof. Piotr Tryjanowski: Raczej realistyczne. Niektóre są wierne partnerowi na zawsze, ale inne zmieniają partnerów. Ale jak pojawiają się młode, to zaczyna się poważna współpraca – wspólnie wysiadują jaja, razem karmią młode.
No właśnie, ptasim mleczkiem – brzmi niewinnie, ale…
Prof. Piotr Tryjanowski: …jest dość brutalne w opisie. To przetworzony pokarm z wola – półpłynna masa, nadtrawiona, z enzymami. Idealna dla piskląt, które nie poradzą sobie jeszcze z ziarnem.
Skąd się wziął gołąb jako symbol pokoju?
Prof. Piotr Tryjanowski: Z kultury, sztuki, m.in. od Pablo Picasso. I to jest ironia: biały gołąb ma oznaczać pokój. Szary – „problem”. A to w gruncie rzeczy ten sam ptak.
Czy patrzenie na gołębie ma sens?
Prof. Piotr Tryjanowski: Ma. Uważam, że obserwowanie ptaków, nawet takich „zwykłych”, działa terapeutycznie. Nie trzeba jechać w dzikie góry. Wystarczy ławka i trochę uwagi.
Co pana w nich najbardziej fascynuje?
Prof. Piotr Tryjanowski: To, że mimo wszystko wciąż nas zaskakują. Lubię te ptaki i chciałbym, żebyśmy nauczyli się żyć z nimi mądrze. Nie zwalczali ich, ale też nie karmili bez opamiętania. One sobie poradzą, tylko im nie przeszkadzajmy. I miejmy w pamięci, że gołębie to w dużej mierze opowieść o nas samych.
Rozmawiała: Mira Suchodolska/PAP
Internet zwierząt. Odkrywanie zbiorowej inteligencji życia
.W erze cyfrowej, kiedy internet rzeczy (Internet of Things, IoT) staje się coraz powszechniejszy, zmienia się nasze postrzeganie połączeń i interakcji między obiektami. To właśnie ta koncepcja zainspirowała badaczy do rozważenia, czy podobne technologie mogłyby zostać wykorzystane do śledzenia i badania zwierząt, co doprowadziło do powstania nowatorskiego pomysłu – internetu zwierząt – pisze prof. Piotr TRYJANOWSKI
Idea ta, rozwijana przez naukowców takich jak Martin Wikelski, opiera się na stworzeniu globalnej sieci danych, która umożliwiałaby monitorowanie i analizowanie zachowań zwierząt w czasie rzeczywistym. Dla jednych jest to nowy sposób badania świata, dla innych – rewolucja, która może zmienić nasze rozumienie ekosystemów i zachowań zwierząt. Zresztą na ten temat powstaje coraz więcej publikacji, a niewątpliwym liderem jest wspomniany prof. Martin Wikelski, dyrektor oddziału Instytutu Maxa Plancka w Radolfzell (Niemcy), badającego zachowania zwierząt. Właśnie ukazała się jego książka zatytułowana po prostu The Internet of animals, która jest pewnym intelektualnym pokłosiem, pisanym w stylu popularnonaukowym, a której podstawę stanowiła realizacja wspaniałego projektu ICARUS (International Cooperation for Animal Research Using Space). Zostajemy nie tylko wprowadzeni w świat technologii stosowanych do śledzenia zwierząt, ale także dowiadujemy się, jak trudna i pełna wyzwań może być droga do realizacji tak ambitnych celów.
Prof. Martin Wikelski, który od dzieciństwa fascynował się zwierzętami, zbudował zespół badawczy, który nieustannie dąży do przekształcenia wizji internetu zwierząt w rzeczywistość. Dzięki inicjatywie ICARUS badacze mogą śledzić migracje tysięcy zwierząt na całym świecie za pomocą małych, zasilanych energią słoneczną nadajników. Droga do tych sukcesów poprzedzona jest jednak licznymi trudnościami i niepowodzeniami, co pokazuje, jak istotne są wytrwałość i współpraca w nauce.
Dla każdego, kto kiedykolwiek realizował własne, niekoniecznie przyrodnicze projekty badawcze, książka Wikelskiego może być inspirującą lekturą. Opisując doświadczenia z oznakowaniem ptaków, autor mimowolnie przypominał mi moje własne przygody z sikorami, kaniami i bocianami, które podobnie jak w jego badaniach, stały się nosicielami maleńkich nadajników. To wszystko pozwala zrozumieć, w jaki sposób badacze łączą nowoczesne technologie z klasycznymi pytaniami dotyczącymi zachowań zwierząt. Ptaki i inne zwierzęta mogą komunikować się i ta komunikacja wpływa na ich migracje i inne zachowania. Przy odpowiednim podejściu możemy przewidzieć, jak będą poruszały się całe stada na podstawie ruchów jednego lidera. Jest to fascynujący przykład tego, jak technologia może wspierać rozwój ekologii i nauk o zachowaniu zwierząt. W ostatnich latach jesteśmy świadkami rewolucyjnego podejścia do badania zachowań zwierząt, podkreślając niewykorzystany dotąd potencjał nowoczesnej technologii w rozumieniu świata przyrody. Dzięki wysiłkom zespołu ICARUS możemy wyobrazić sobie świat, w którym zwierzęta są wyposażone w urządzenia GPS, przesyłające dane w czasie rzeczywistym na temat ich ruchów i interakcji. Ten internet zwierząt może zasadniczo zmienić nasze rozumienie globalnej ekologii, podobnie jak projekt poznania ludzkiego genomu zrewolucjonizował naszą wiedzę o ludzkiej genetyce.
Jednym z kluczowych wniosków wynikających z badań Wikelskiego i jego zespołu jest koncepcja, że zwierzęta posiadają „szósty zmysł”, czyli zdolność do wykrywania zmian w środowisku, które często pozostają niezauważone przez ludzi. Na przykład słonie i ptaki były obserwowane, jak przenoszą się w bezpieczniejsze rejony przed nadchodzącymi katastrofami naturalnymi, takimi jak trzęsienia ziemi czy huragany. Zdolność ta, pozwalająca przewidywać zmiany środowiskowe, może stać się nowym narzędziem dla ludzkości w przygotowywaniu się na klęski żywiołowe. Zatem bliższe przyjrzenie się tym zachowaniom zwierząt może pozwolić na opracowanie bardziej niezawodnych systemów wczesnego ostrzegania niż te, którymi dysponujemy obecnie. Projekt ICARUS, ale i inne wspominane w książce nie ograniczają się tylko do śledzenia ruchów zwierząt; chodzi tu również o zrozumienie głębszych implikacji biologicznych i środowiskowych tych ruchów. Zebrane dane mogą ujawnić, jak zwierzęta adaptują się do zmieniającego się klimatu, jak choroby rozprzestrzeniają się wśród populacji oraz jak działalność człowieka wpływa na dziką przyrodę. Poprzez upublicznienie tych danych zasiano nadzieję na zbudowanie globalnej społeczności obywatelskich naukowców, którzy mogą przyczynić się do ochrony zagrożonych gatunków.
Pomimo ekscytujących perspektyw droga, którą przeszedł Wikelski, nie była pozbawiona progów zwalniających. Trudności techniczne związane z miniaturyzacją nadajników, zapewnieniem, że nie wpłyną one negatywnie na zwierzęta, oraz radzeniem sobie ze skomplikowaną współpracą międzynarodową stanowią istotne przeszkody. Na przykład wojna na Ukrainie i pandemia COVID-19 zakłóciły realizację projektu ICARUS, co pokazuje, jak globalne inicjatywy badawcze mogą być wrażliwe na czynniki geopolityczne i ekonomiczne. Jednak te wyzwania jednocześnie podkreślają odporność i kreatywność, cechy niezbędne w badaniach naukowych. Warto także wskazać kwestie etyczne związane ze śledzeniem zwierząt. Choć technologia umożliwia uzyskanie bezprecedensowych wglądów w zachowania zwierząt, rodzi również pytania o wpływ tych urządzeń na same zwierzęta. Na przykład umieszczanie nadajników na ptakach może wpływać na ich loty i trasy migracyjne, co może zniekształcać zbierane dane. Takie obawy istnieją, co tylko podkreśla znaczenie udoskonalania tych technologii w celu minimalizowania ich wpływu na dziką przyrodę.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-piotr-tryjanowski-internet-zwierzat-odkrywanie-zbiorowej-inteligencji-zycia/
PAP/MB



