Gra w szachy może rozwijać samoświadomość i zmieniać wzorce życiowe

Gra w szachy może umożliwiać rozwój samoświadomości, a nawet zmianę wzorców życiowych – uważa dr hab. Jacek Bylica z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Naukowiec sprawdził, jak grające w szachy studentki przenosiły doświadczenia z gry na rozumienie własnych zachowań.
Gra w szachy nas kształtuje
.Naukowych dowodów na dobroczynne działanie szachów jest coraz więcej. Badania pokazują, że regularna gra w szachy rozwija umiejętności matematyczne i logicznego myślenia u ludzi w każdym wieku. Jak podano w komunikacie z Uniwersytetu Jagiellońskiego, dr hab. Jacek Bylica, dyrektor Instytutu Pedagogiki na Wydziale Filozoficznym UJ, zbadał, czy gra w szachy może być również narzędziem samopoznania, pomóc oswajać się z presją i stresem, budować pewność siebie, radzić sobie z porażkami, uczyć cierpliwości i konsekwencji. Naukowiec przeanalizował postępy w grze i relacje uczestniczek kursu „Edukacja przez szachy”, prowadzonego na UJ. Biorące w nim udział studentki – w większości osoby początkujące – miały opanować podstawy gry, poznać historię szachów, zasady rozpoczynania partii i jej dalszych etapów. Swoje doświadczenia i emocje z gry zapisywały. W badaniu wzięły udział studentki II roku pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej w latach akademickich 2021/2022 i 2022/2023.
Cytowany w komunikacie badacz powiedział, że grę w szachy można potraktować jako metaforę życia, a sytuacje na szachownicy mogą odzwierciedlać wydarzenia z rzeczywistości. Jego zdaniem gra w szachy może więc umożliwiać rozwój samoświadomości, a nawet zmianę negatywnych wzorców życiowych.
„Na przykład uczniowie mogą zastanawiać się nad swoimi schematami poznawczymi, barierami, podejściem do trudnych sytuacji, (…) rywalizacją, logicznym i strategicznym myśleniem, ryzykiem uzależnień i wieloma innymi kwestiami. Konfrontując się z nimi podczas gry w szachy, mogą próbować wypracować skuteczne sposoby ich przezwyciężania, a ostatecznie wprowadzać te zmiany w swoim życiu” – opisał autor pracy „Gra w szachy jako transfer życiowy – ewaluacja nowego kursu akademickiego”, która ukazała się w czasopiśmie „Polska Myśl Pedagogiczna”. Jak relacjonował dr hab. Bylica, studentki szybko zauważyły, że sytuacje z szachownicy przypominają codzienne dylematy: niepewność, konieczność podejmowania decyzji, ograniczony czas, presję, rywalizację, czasem satysfakcję z dobrze wykonanej pracy. „Pojawiła się u nich idea transferu życiowego, czyli przenoszenia doświadczeń z gry na rozumienie własnych zachowań i wzorców funkcjonowania” – wyjaśnił badacz.
Rozpoczęcie gry wymaga poznania zasad, uporządkowania działań, podobnie jak wiele nowych życiowych sytuacji. Studentki dostrzegły, że tak samo jak w życiu, rutyna i schematy potrafią być bezpieczne, ale i ograniczające. Wiele z nich zauważyło, że unikają nowych sytuacji, obawiają się porażki albo są niechętne zmianom.
„Etap środkowy gry okazał się dla studentek doskonałą metaforą codziennych zmagań. Podkreślały, że w życiu – jak na szachownicy – trzeba stale podejmować ryzyko, szukać wsparcia, ale też kształtować indywidualny styl działania” – napisano w komunikacie.
Podczas kursu uczestniczki rozgrywały też 10-minutowe partie – zdaniem wielu z nich była to najbardziej stresująca, ale i najbardziej „życiowa” część kursu. Przyszłe nauczycielki przyznawały, że presja czasu utrudnia koncentrację i prowadzi do pochopnych decyzji, ale też mobilizuje do działania.
W końcówce partii szachowej najważniejsze jest maksymalne wykorzystanie sytuacji i pozostałych na planszy pionów. Jak podkreślił naukowiec, również w życiu często działamy w sytuacji ograniczonych zasobów – czasu, energii, możliwości. Studentki odnotowały, że końcówka gry, przypominająca kończenie relacji albo etapów w życiu, uczy akceptacji i koncentracji na tym, co realnie dostępne.
Autor pracy przyznał, że niewielka grupa studentek nie dostrzegła u siebie przejawów transferu życiowego. Twierdziły, że nie widzą związku między grą a życiem lub że okres kursu był zbyt krótki, aby zaobserwować zmiany. „Ten sceptycyzm jest ważny, bo pokazuje, że nie istnieje jedna, uniwersalna droga uczenia się poprzez szachy” – podsumował dr hab. Jacek Bylica.
Polska nie jest gotowa na starzenie się społeczeństwa
.Często zastanawiam się nad swoją przyszłością w kraju, w którym coraz bardziej odczuwalne jest starzenie się społeczeństwa – pisze Hubert ŻBIKOWSKI.
Liczba osób starszych w polskim społeczeństwie rośnie w zatrważającym tempie, a osób w wieku produkcyjnym jest coraz mniej. To nie tylko problem dla gospodarki, ale też dla nas, młodych, którzy w przyszłości będą musieli ponosić ciężar utrzymania systemu emerytalnego i opieki nad coraz większą grupą seniorów.
Dane są alarmujące. W Polsce już ponad 22 proc. społeczeństwa to osoby powyżej 60. roku życia, a prognozy demograficzne wskazują, że w ciągu najbliższych 30 lat ten odsetek wzrośnie do 40 proc. Liczba osób w wieku produkcyjnym spada, co oznacza, że moja generacja będzie musiała pracować na coraz większą liczbę emerytów. Już teraz system emerytalny oparty na ZUS-ie boryka się z trudnościami, gdzie deficyty pokrywane są z budżetu państwa, a liczba osób płacących składki jest niewystarczająca, by zapewnić stabilność wypłat. Wśród moich rówieśników często słyszę ironiczne komentarze: „Emerytury? Zapomnij, na nas już nie będzie pieniędzy”.
Poczucie braku bezpieczeństwa finansowego w przyszłości jest jednym z największych problemów, o których rozmawiamy w gronie znajomych. Coraz częściej dochodzimy do wniosku, że składki, które teraz płacimy, są de facto inwestycją w obecną grupę emerytów, a nie w naszą przyszłość. System jest bardzo demotywujący i sprawia, że wielu młodych zaczyna szukać alternatywnych sposobów zabezpieczenia swojej przyszłości pieniędzmi, które zostają z ich obecnie jeszcze nie najwyższej wypłaty – inwestowanie w szeroki rynek, fundusze emerytalne lub inne instrumenty finansowe.
Rynek pracy również nie ułatwia sytuacji. Wielu młodych ludzi pracuje na umowach cywilnoprawnych, które nie zapewniają stabilności zatrudnienia ani odpowiedniego poziomu składek emerytalnych. Wiąże się to do 26. roku życia z wyższymi zarobkami dla osób zatrudnionych na umowie-zleceniu, lecz już w większych firmach i korporacjach możliwość takiego zatrudnienia jest często ograniczona. To oznacza, że w przyszłości nasze świadczenia będą jeszcze niższe niż obecne, co już teraz wzbudza frustrację i obawy. Dodatkowo coraz więcej młodych ludzi wyjeżdża z Polski w poszukiwaniu lepszych warunków pracy i życia za granicą, co zmniejsza bazę osób wpłacających składki do systemu.
Nie chodzi tylko o pieniądze. Starzenie się społeczeństwa to także wyzwanie w sferze społecznej. Mniej osób w wieku produkcyjnym oznacza większe obciążenie młodych rodzin, które będą musiały łączyć pracę z opieką nad starszymi członkami rodziny. Widać to już teraz – wiele młodych osób opiekuje się swoimi dziadkami lub rodzicami, jednocześnie próbując rozwijać swoje kariery. Brakuje wsparcia systemowego, a obecne rozwiązania, takie jak domy opieki czy usługi opiekuńcze, są często drogie i trudno dostępne.
Musimy poważnie podejść do sprawy jako całe społeczeństwo i wyraźnie argumentować nasze obawy, by poprawić sytuację. Myślę, że potrzebne są gruntowne reformy systemu emerytalnego, które nie będą opierały się wyłącznie na obecnym modelu „pokoleniowej solidarności”. Trzeba też zachęcać młodych ludzi do pozostania w Polsce, oferując im stabilność na rynku pracy, dostęp do mieszkań i wsparcie w planowaniu przyszłości.
Starzenie się społeczeństwa stało się tematem, który będzie miał ogromny wpływ na moje pokolenie. Już teraz musimy mierzyć się z poczuciem niepewności i brakiem perspektyw na godną emeryturę. Aby to zmienić, potrzebujemy nie tylko lepszych rozwiązań systemowych, ale też większego wsparcia i zrozumienia dla młodych ludzi, którzy chcą budować swoją przyszłość w Polsce. Pytanie tylko, czy zmiany nastąpią wystarczająco szybko, byśmy jeszcze mogli z nich skorzystać.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/hubert-zbikowski-polska-nie-jest-gotowa-na-starzenie-sie-spoleczenstwa/
PAP/ LW



