Misja Arktyczna Straż. Celem misji ograniczenie napięć na linii USA-UE

NATO planuje w najbliższych dniach uruchomić wojskową misję pod nazwą Arktyczna Straż (Arctic Sentry), której celem ma być wzmocnienie obecności Sojuszu w Arktyce – wynika z nieoficjalnych informacji.
Misja Arktyczna Straż
.Agencja Reutera podała, że celem misji jest też ograniczenie napięć między Stanami Zjednoczonymi a europejskimi sojusznikami w sprawie Grenlandii. Decyzja w sprawie rozpoczęcia misji może zapaść jeszcze w tym tygodniu, podczas zaplanowanego na 12 lutego spotkania ministrów obrony państw NATO w Brukseli. Informacje Reutersa potwierdziło trzech europejskich dyplomatów, przedstawiciel wojskowy oraz osoba zaznajomiona ze sprawą.
Według części mediów za wzór dla nowej misji, która obejmowałaby Grenlandię, ma posłużyć inna misja NATO, Bałtycka Straż (Baltic Sentry), rozpoczęta w 2025 r. w celu ochrony infrastruktury krytycznej na Morzu Bałtyckim. Sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego Mark Rutte przekazał w połowie stycznia, że państwa członkowskie NATO omawiają kolejne kroki i pracują nad nimi, by wspólnie zapewnić bezpieczeństwo Arktyki.
Europa poważnie traktuje bezpieczeństwo w Arktyce
.Według mediów grupa europejskich krajów, na czele z Wielką Brytanią i Niemcami, omawia plany zwiększenia obecności wojskowej na Grenlandii, aby przekonać prezydenta USA Donalda Trumpa, że Europa poważnie traktuje bezpieczeństwo w Arktyce. Minister obrony Niemiec Boris Pistorius ocenił pod koniec stycznia 2026 r. w Berlinie, że sprawa Arktycznej Straży na Grenlandii, z możliwym udziałem USA, rozwija się pomyślnie.
Grenlandia, stanowiąca autonomiczną część Królestwa Danii, stała się w styczniu przedmiotem ostrego sporu dyplomatycznego między Stanami Zjednoczonymi, których prezydent Donald Trump deklarował zamiar przejęcia wyspy, a Danią i kilkoma popierającymi ją krajami NATO. Donald Trump ogłosił w drugiej połowie stycznia na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, że mimo swoich wcześniejszych zapowiedzi nie wprowadzi dodatkowych ceł na towary z ośmiu państw europejskich, które wysłały delegacje wojskowe na Grenlandię.
Dlaczego mielibyśmy się z wami liczyć?
.Donald Trump mówi językiem zapomnianej klasycznej polityki. Takim językiem, jakim mogliby przemawiać królowie macedońscy – Filip czy Aleksander – do elit politycznych skłóconych ze sobą i upadających Aten, Teb, czy Sparty: Udowodnijcie w końcu, u licha, że w interesie imperium macedońskiego leży to, żebyśmy się musieli z wami naprawdę liczyć. Bo w przeciwnym razie, dlaczego mielibyśmy tak czynić? – pisze Jan ROKITA
Muszę przyznać, że transkrypt wywiadu, jaki Dasza Burns przeprowadziła dla „Politico” z Donaldem Trumpem, jest bodaj najbardziej pasjonującym tekstem o polityce, z jakim miałem okazję zetknąć się ostatnimi czasy. Przesłuchałem ów wywiad na YouTubie, ale to mi nie wystarczyło, więc dwukrotnie czytałem potem transkrypt i jeszcze powracałem do co mocniejszych fragmentów.
W jakiejś mierze to zasługa zdolnej, a pochodzącej z Ukrainy dziennikarki, która nie przypadkiem jest szefem teamu czołowej niemieckiej gazety internetowej, akredytowanego przy Białym Domu. Masza Burns wie zatem, iż dobry wywiad z Trumpem zrobi tylko wtedy, gdy pozwoli mu swobodnie mówić, skakać po problemach, przerywać zadawane pytania i ciągnąć własne skojarzenia. W zasadzie ogranicza się do podsuwania mu wątków, a Trump chętnie wchodzi w konwencję osobistej, szczerej opowieści na podsunięty przez nią temat.
Do Maszy Burns mam – prawdę mówiąc – tylko jedną pretensję, że podsunęła Trumpowi sposób na poprowadzenie opowieści o wojnie na wschodzie Europy z perspektywy pozycji Ukrainy. Trump został więc popchnięty w stronę oceniania polityki Zełenskiego, a nie dostaliśmy w zasadzie niczego na temat tyleż kluczowy, co ciągle niezbyt jasny: tego, co Trump sądzi o polityce Putina? A dla Polaka to byłoby najciekawsze.
.Ale i tak z tego wywiadu rysuje się wyraźna wizja świata politycznego Donalda Trumpa i to właśnie ów tekst czyni mimo wszystko fascynującym, nawet jeśli większość wątków podnoszonych przez prezydenta USA nie jest nowa. Nie jest przypadkiem, że w Europie wszyscy skupili się na tym, co Trump mówi o naszym kontynencie, a to nie tylko z racji wpisanego w nasze geny „eurocentryzmu”, ale również dlatego, że na ten akurat temat Trump mówi w sposób najbardziej nowatorski, a zarazem spójny. I widać przy tym, że myślenie o Europie („Wiesz, moje korzenie są w Europie”) jest dla Trumpa kluczowym punktem odniesienia dla jego rozumieniu świata, a fakt kryzysu czy wręcz upadku Europy determinuje całą dalszą jego diagnozę.
PAP/Łukasz Osiński/MJ



