
Partnerstwo w deklaracjach, asymetria w konkretach. Polsko-niemiecka umowa o współpracy obronnej
Polska opinia publiczna, polski parlament ani prezydent RP nie byli informowani na bieżąco o pracach nad polsko-niemiecką umową o współpracy obronnej, a rząd ograniczył się do podania publicznie zdawkowej informacji, że umowę podpisali 17 czerwca 2026 roku w Warszawie wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz federalny minister obrony Boris Pistorius – pisze Sebastian MEITZ
.W czasie odbywających się w Berlinie na początku grudnia 2025 roku 17. polsko-niemieckich konsultacji międzyrządowych poinformowano, że prowadzone będą negocjacje nowej umowy obronnej między Polską a Niemcami, która miała zastąpić dokument podpisany w czerwcu 2011 roku. Decyzja ta wpisywała się w szerszy program rządu Donalda Tuska dotyczący podpisywania umów obronnych – w maju 2025 roku podpisany został Traktat o wzmocnionej współpracy i przyjaźni między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Francuską, a w maju tego roku – Traktat między Rzecząpospolitą Polską a Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony. Pierwszy dokument, podpisany przez Donalda Tuska i ratyfikowany przez prezydenta Karola Nawrockiego, został opublikowany w polskim Dzienniku Ustaw (Dz.U. 2026 poz. 189). Drugi, również podpisany przez Donalda Tuska, został pod koniec lipca skierowany do Sejmu RP jako rządowy projekt ustawy o ratyfikacji.
Inaczej niż w przywołanych powyżej przykładach, polska opinia publiczna, polski parlament ani prezydent RP nie byli informowani na bieżąco o pracach nad polsko-niemiecką umową o współpracy obronnej, a rząd ograniczył się do podania publicznie zdawkowej informacji, że umowę podpisali 17 czerwca 2026 roku w Warszawie wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz federalny minister obrony Boris Pistorius.
W przeciwieństwie do traktatów z Francją i Wielką Brytanią dokument został zawarty jako umowa międzyrządowa zastępująca umowę dotychczasową i w związku z tym w ocenie rządu nie wymaga ratyfikacji za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie. Potencjalny brak obowiązku ratyfikacji nie zwalniał jednak rządu z politycznego obowiązku przejrzystego przedstawienia treści dokumentu. Inaczej jednak niż w Polsce, w Republice Federalnej Niemiec kwestie porządku prawnego są traktowane poważnie. Stąd nikogo, w tym polskiego rządu, nie powinno zaskoczyć, że 29 lipca 2026 roku pełna treść umowy została opublikowana w niemieckim dzienniku urzędowym Bundesgesetzblatt. Mimo to polski rząd nie zdobył się na jej publikację na polskich stronach rządowych, wobec czego obywatele Rzeczypospolitej zapoznają się z treścią łączącej Polskę z Niemcami umowy dzięki uprzejmości Republiki Federalnej Niemiec.
.Samą treść umowy warto przeanalizować w porównaniu z dokumentem z 2011 roku, który ma ona zastąpić. Już sama preambuła wskazuje nie tylko, jak bardzo zmieniło się otoczenie międzynarodowe, w jakim funkcjonują obecnie Polska i Niemcy, ale również jak istotnie rządy obu krajów próbują zmienić sposób ujmowania roli Unii Europejskiej, która obecnie przez oba rządy jest określana jako element wzmacniający „europejski filar NATO”, a nie jedynie jako forum współpracy politycznej i gospodarczej. To przesunięcie ram interpretacyjnych jest widoczne w całej dalszej treści dokumentu, lecz stanowi również element wzmacniający prowadzoną przez zachodnioeuropejskie stolice politykę „europejskiej autonomii strategicznej”, budowanej formalnie w ramach NATO, jednak mającej na celu ograniczenie zależności Europy od Stanów Zjednoczonych.
O ile umowa podpisana w 2011 roku ma bardziej ramowy charakter: ustanawia ogólne zasady współpracy między rządami obu krajów i enumeratywnie wymienia 25 obszarów współpracy, bez zbytniego wchodzenia w szczegóły operacyjne, o tyle podpisana w tym roku umowa ma charakter zdecydowanie bardziej strategiczny, operacyjny i instytucjonalny. Tym bardziej zatem zasadne jest pytanie, dlaczego dokument o znacznie szerszym znaczeniu politycznym i operacyjnym niż umowa z 2011 r., zawarto w trybie niewymagającym udziału parlamentu ani prezydenta RP oraz bez wcześniejszego przedstawienia jego treści opinii publicznej.
W miejsce wskazanych wcześniej lakonicznych punktów umowa z 2026 roku wskazuje siedem kluczowych obszarów współpracy, które zostały opisane z bardzo różnym stopniem szczegółowości.
Najkrócej opisana została kwestia polityki obronnej, uregulowana w artykule 2, który określa dość ogólne zasady współpracy – teoretycznie równoprawnej – a także przywołuje wzajemne zobowiązania wynikające z Traktatu Północnoatlantyckiego – w szczególności z artykułu 5 – oraz artykułu 42 ust. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Umowa nie zawiera jednak żadnych zobowiązań ani gwarancji bezpieczeństwa wykraczających poza te dwa dość ogólne postanowienia, które możemy znaleźć na przykład w traktacie polsko-francuskim.
Dużo bardziej szczegółowo potraktowana została kwestia rozbudowy potencjału obronnego i współpracy operacyjnej, opisana w artykule 3. Jest to również jeden z najbardziej kontrowersyjnych artykułów całej umowy, który – wbrew deklaracjom i językowi partnerstwa używanemu w umowie – wskazuje na daleko idącą asymetrię tego dokumentu. Najbardziej konkretnym i zarazem jednostronnie ukierunkowanym elementem jest ustęp 6. Strony wskazują w nim na potrzebę rozwoju infrastruktury logistycznej na terytorium Polski, która ma służyć jako zaplecze zaopatrzeniowe niemieckiej brygady pancernej na Litwie. Umowa nie wskazuje analogicznego, konkretnie zdefiniowanego świadczenia infrastrukturalnego Niemiec na rzecz polskich sił zbrojnych.
W tej części znajduje się również – kluczowy z polskiej perspektywy – ustęp 3, który mówi o wspólnym rozumieniu zagrożeń i wspólnej odpowiedzialności za wschodnią flankę NATO – obszar, który z perspektywy Polski, a zwłaszcza Pałacu Prezydenckiego, stanowi jeden z głównych argumentów za budową silniejszej pozycji Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim. Co znamienne, w siedmiu odrębnych miejscach umowy znajdują się zapisy dotyczące współdziałania Polski i Niemiec w celu zwiększenia bezpieczeństwa i współpracy na wschodniej flance NATO.
W tym samym artykule zawarto zapis o skoordynowanym rozwoju narodowych części systemu zaopatrzenia paliwowego NATO. Nie przesądza się w nim jednak ani o podziale kosztów, ani o zakresie finansowania przez Niemcy czy NATO. Zaznaczono natomiast, że każda ze stron będzie odpowiadała za odcinek rurociągów znajdujący się na jej terytorium.
Budowanie interoperacyjności oraz organizowanie wspólnych szkoleń i ćwiczeń zostały bardzo szczegółowo opisane w artykule 4. Ustęp 2 zawiera cały katalog wspólnych działań, z których jednak – z polskiej perspektywy – do najciekawszych można zaliczyć trzy. W punkcie 4 strony zobowiązują się do wzmacniania bilateralnej współpracy wojsk inżynieryjnych, ze szczególnym uwzględnieniem wschodniej flanki NATO. W punkcie 9 przewidziano możliwość polskiego udziału w przyszłym European Space Component Command, osadzonym w strukturze Dowództwa Kosmicznego Bundeswehry. W dokumencie zadeklarowano otwartość tej struktury na udział Polski – ale również innych partnerów – jednak w żadnym stopniu nie określono zasad współdowodzenia, podziału stanowisk, dostępu do danych ani wpływu Polski na decyzje operacyjne. Z kolei punkt 12 dotyczy wojskowych organów bezpieczeństwa, w tym policji wojskowej, oraz tworzenia ram prawnych i administracyjnych dla wzajemnego wsparcia zgodnie z prawem krajowym i zobowiązaniami międzynarodowymi. Nie określono natomiast, jakie formy wzajemnego wsparcia Żandarmerii Wojskowej i niemieckiej Feldjägertruppe miałyby być dopuszczalne na terytorium drugiego państwa, ani w jakich dodatkowych porozumieniach lub procedurach zostałyby one uregulowane.
Stosunkowo niewiele miejsca poświęcono współpracy w obszarze Morza Bałtyckiego, opisanej w artykule 5. Poza ogólnymi deklaracjami warto jednak odnotować, że w ustępie 3 zawarto zobowiązanie do bliskiej współpracy przy wykorzystaniu zlokalizowanego w niemieckim Rostocku NATO Commander Task Force Baltic, z deklaracją dążenia do wprowadzenia tam rotacyjnego dowództwa. To o tyle istotne, że dowódcą CTF-B jest niemiecki admirał Stephan Haish. Jego zastępcą – od października 2025 roku do momentu objęcia dowodzenia nad Centrum Operacji Morskich – był polski wiceadmirał Piotr Nieć. Jak podało jednak w czerwcu Ministerstwo Obrony Narodowej, w jego miejsce polski oficer Marynarki Wojennej RP obejmie niższe stanowisko szefa sztabu CTF-B.
Bardzo ciekawy z polskiej perspektywy jest natomiast artykuł 6, który dotyczy współpracy przemysłowej, rozwoju zdolności obronnych oraz współpracy w domenie cyber. Już od pierwszego zdania wyraźna jest intencja obu stron, aby pogłębiać współpracę obronną w celu stworzenia fundamentu regionalnego bezpieczeństwa i współpracy przemysłu obronnego w obszarze Europy Środkowej i Wschodniej. Celem ma być nie tylko bliższa współpraca polityczna, współpraca przy projektach zbrojeniowych czy eksporcie uzbrojenia, ale też zwiększanie potencjału przemysłów obronnych obu krajów. O istniejącej nierównowadze w tym zakresie, która uzasadniałaby wprowadzenie zapisów zabezpieczających interesy polskiego przemysłu obronnego, mimo dużej obszerności tego – najdłuższego w całym dokumencie – artykułu niestety nie ma ani słowa. Jest za to – w ustępie 5 – mowa o koordynowaniu priorytetów polityki cyberbezpieczeństwa i polityki cyfrowej w dziedzinie obrony, a także wymianie informacji, które mają służyć rozwojowi kompetencji w tej domenie.
Warto odnotować, że w ustępie 7 znajduje się bardzo luźna deklaracja w zakresie umożliwiania i wspierania dobrowolnego transferu technologii. Bardziej konkretna jest za to deklaracja zawarta w kolejnym ustępie, która mówi o planowanej wspólnej produkcji i utrzymaniu cyklu życia sprzętu wojskowego mającego wspierać interoperacyjność, osiągnięcie suwerenności operacyjnej oraz zapewnienie odporności i bezpieczeństwa łańcuchów dostaw. Co również interesujące – po raz kolejny, choć w tym wypadku bardzo bezpośrednio – obie strony w ustępie 9 zapowiadają wspieranie inicjatyw związanych ze wspólnym udziałem w projektach bilateralnych i wielostronnych, ze szczególnym wskazaniem projektów unijnych. W tym wypadku uczyniono to bez żadnego odniesienia do współpracy w ramach NATO. Ostatni ustęp dotyczy współpracy logistycznej w celu zabezpieczenia wschodniej flanki NATO, nie tylko jednak w odniesieniu do własnych sił zbrojnych, ale szerzej – do sił zbrojnych sojuszników operujących na tym obszarze.
Zakres współpracy w obszarze zarządzania kryzysowego opisano lakonicznie w artykule 7. Strony odwołują się w nim do wspólnego udziału w misjach i operacjach NATO, UE, ONZ oraz OBWE, działań poszukiwawczo-ratowniczych, pomocy w razie katastrof i pomocy humanitarnej. Zapowiadają również wymianę ocen zagrożeń oraz współpracę w zakresie wojskowych aspektów kontroli zbrojeń i redukcji ryzyka.
Siódmym i zarazem ostatnim wskazanym obszarem współpracy jest wspólne przeciwdziałanie zagrożeniom i atakom hybrydowym. Należą one obecnie do najważniejszych instrumentów oddziaływania przede wszystkim Rosji, która w tym kontekście nie została jednak wskazana wprost. Obie strony zadeklarowały jednak współdziałanie przeciwko zagrożeniom i atakom hybrydowym wymierzonym w partnerstwo europejskie czy relacje sojusznicze, w tym w zakresie wymiany informacji o prowadzeniu takich działań. Dokument przewiduje wymianę informacji nie tylko o incydentach, ale także o zagranicznych manipulacjach informacyjnych i ingerencji oraz o potwierdzonych źródłach lub podmiotach mogących destabilizować sytuację wewnętrzną obu państw. Nie określa jednak kryteriów kwalifikowania takich działań ani mechanizmu kontroli tej wymiany. Ustęp 3 przewiduje rozwiniętą współpracę struktur odpowiedzialnych za komunikację strategiczną w ministerstwach i siłach zbrojnych obu państw. Umowa nie precyzuje jednak, kto będzie wyznaczał wspólne priorytety komunikacyjne, jak rozstrzygane będą rozbieżności, ani gdzie przebiega granica między wymianą doświadczeń a koordynacją przekazu między Wojskiem Polskim a Bundeswehrą.
Artykuł 9 tworzy wielopoziomowy system zarządzania współpracą. Obejmuje on dialog prowadzony na szczeblu ministrów i wiceministrów oraz dyrektorów poszczególnych departamentów w obu resortach obrony, a także Senior Military Committee pod przewodnictwem zastępców szefów sztabów generalnych. Ponadto powstać ma wspólna grupa koordynacyjna oceniająca obszary współpracy i identyfikująca projekty bilateralne. Umowa nie określa jednak zasad podejmowania decyzji, rotacyjnego przewodnictwa, częstotliwości raportowania ani trybu informowania organów konstytucyjnych obu państw.
Artykuł 10 nie ustanawia odrębnego mechanizmu finansowania. Działania zależą od dostępności środków, a zasadą jest samodzielne ponoszenie kosztów przez każdą ze stron, chyba że uzgodnią inaczej. Nie wiadomo zatem, jak zostaną rozłożone koszty infrastruktury znajdującej się w Polsce, a służącej zaopatrzeniu niemieckiego kontyngentu na Litwie.
Reasumując, podpisana w czerwcu umowa, choć ma niższą rangę niż traktaty podpisane wcześniej przez premiera Donalda Tuska z Francją i Wielką Brytanią, znacząco rozszerza zakres polsko-niemieckiej współpracy obronnej i zmienia jej zasady określone w dotychczasowej umowie z 2011 roku. Niestety, rozszerzenie to trudno nazwać partnerskim czy symetrycznym. Umowa zawiera zarówno zapisy przynoszące znaczące korzyści Niemcom, jak i postanowienia pozwalające na daleko idącą koordynację działań – ze szczególnym uwzględnieniem wschodniej flanki NATO – oraz umożliwiające Niemcom korzystanie z polskich doświadczeń i wiedzy – czy to w zakresie zwalczania działań hybrydowych, czy w domenie cyber.
.Choć umowa zawiera bardzo ogólnikowe postanowienia, które mogłyby być korzystne również dla bezpieczeństwa Polski, czy to w zakresie mobilności, infrastruktury, ćwiczeń i wzmocnienia wschodniej flanki, asymetria polega przede wszystkim na różnym stopniu ich konkretyzacji. Korzyści operacyjne Niemiec zostały wskazane wprost, natomiast potencjalne korzyści Polski w obszarze przemysłu, technologii i udziału w strukturach dowódczych pozostawiono w sferze intencji, dobrowolności i przyszłych uzgodnień.
W dokumencie pojawia się zapis dotyczący rurociągów paliwowych NATO, który jednak nie określa ani harmonogramu, ani finansowania, ani niemieckiego udziału inwestycyjnego w tym przedsięwzięciu. Dlatego zapis ten sam w sobie nie stanowi jeszcze wymiernej korzyści dla Polski. Strony wyraziły również intencję wprowadzenia rotacyjnego dowództwa w ramach CTF-B, jednak praktyka pokazuje, że ranga polskiego przedstawiciela zostanie obniżona z zastępcy dowódcy do szefa sztabu. Zapisy dotyczące transferu technologii opierają się na wzajemności i dobrowolności. Rząd Donalda Tuska przedstawia local content jako jedno z podstawowych kryteriów polityki zakupowej. Mimo to w umowie nie ma minimalnego udziału polskiego przemysłu, obowiązku lokalizacji produkcji, gwarancji transferu technologii ani mechanizmu zapewniającego udział polskich przedsiębiorstw w łańcuchach dostaw.
W końcowej części umowy przewidziano również powołanie wspólnej grupy koordynacyjnej na poziomie resortów obrony, która ma na celu ocenę realizacji tej umowy. Jest to zapis bliźniaczy wobec konkluzji z przywołanych na wstępie polsko-niemieckich konsultacji rządowych, podczas których również deklarowano powołanie takich grup. Istotą problemu jest jednak to, że umowa nie przewiduje obowiązku składania publicznych sprawozdań, raportowania parlamentowi ani informowania prezydenta RP o pracach tych struktur. Nie określa również zasad ujawniania późniejszych porozumień wykonawczych. Kontrola nad realizacją dokumentu pozostaje więc zależna od ogólnych mechanizmów nadzoru nad działalnością rządu, a nie od przejrzystych procedur zapisanych w samej umowie.







