Pielgrzymka do Algierii czyli spełnione marzenie papieża Leona XIV [Michał KŁOSOWSKI]

Papieska pielgrzymka do Algierii, będąca częścią jego podróży do Afryki, była wydarzeniem, które można odczytywać w perspektywie spełnienia papieskiego marzenia. Nie w sensie prywatnym czy emocjonalnym, ale w sensie duchowym i teologicznym jako moment, w którym biografia papieża, historia Kościoła i dramat współczesnego świata spotykają się w jednym punkcie.
Pielgrzymka do Algierii czyli powrót, który jest początkiem
.Leon XIV od początku przedstawia siebie jako „syna” świętego Augustyna z Hippony. W Algierii ta deklaracja przestała być metaforą a stała się doświadczeniem, co widać było dokładnie w emocjonalności papieskiej modlitwy w Algierii. Kardynał Robert Prevost odwiedzając krainę św. Augustyna był wyraźnie wzruszony.
Zwłaszcza wizyta w ruinach starożytnej Hippony, modlitwa w miejscu, gdzie Augustyn był biskupem przez ponad trzy dekady, złożenie wieńca i chwila milczenia miały charakter niemal egzystencjalny. Papież nie tylko „odwiedzał” przeszłość, ale ją przeżywał a jako człowiek doskonale wykształcony zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo i jak często historia lubi się powtarzać. Najmocniej wybrzmiało to chyba podczas Eucharystii w bazylice św. Augustyna. Znów, nie była to zwykła celebracja ale zgromadzenie, które stało się „mozaiką narodów”: ludzie z Afryki, Europy i Ameryki, chrześcijanie różnych tradycji, a nawet przedstawiciele innych wyznań, zgromadzili się wokół papieża w modlitwie.
Najbardziej osobisty etap pielgrzymki
.Nieprzypadkowo watykańskie relacje mówią o tym etapie jako o „najbardziej osobistym”. Bo rzeczywiście wszystko w Annabie miało charakter intymny, niemal wewnętrzny. Leon XIV nie przyjechał tu jako papież do peryferii ale do centrum swojej duchowej tożsamości. To tutaj jego pontyfikat „dotyka ziemi”, bo w końcu ta ziemia przez wiele wieków była swoistym centrum świata śródziemnomorskiego.
Spotkanie z augustianami, modlitwa przy relikwiach, przejście przez miejsca związane z życiem św. Augustyna nie było tylko gestami protokolarnymi; podobnie jak nie było nim zawołanie pokój z wami, od którego Leon XIV rozpoczął w ogóle swoją drogę w Afryce Północnej. To próba wpisania własnego pontyfikatu w ciągłość tradycji, która nie jest martwa, ale wciąż żywa i aktualna. W końcu również od wezwania do pokoju rozpoczął swój własny pontyfikat.
Kościół ma pozostać
.Ale ta głęboko osobista pielgrzymka natychmiast otwiera się na wymiar wspólnotowy. Jednym z najważniejszych momentów wizyty były słowa skierowane do Kościoła w Algierii – małej, kruchej wspólnoty żyjącej w świecie zdominowanym przez islam. Papież nie mówił do nich jednak językiem strategii czy przetrwania ale językiem powołania: „pozostańcie na tej ziemi”.
To wezwanie ma ogromne znaczenie bo nie chodzi w nim tylko o fizyczną obecność. Chodzi o świadectwo. O Kościół, który nie jest liczny ani wpływowy, ale który trwa – jako znak dialogu, jako przestrzeń spotkania, jako ciche świadectwo Ewangelii. Właśnie w takim kontekście słowa o pokoju, pojednaniu i wspólnych wartościach z islamem przestają być abstrakcją.
Pokój, który kosztuje
.Oczywiście, nie sposób zrozumieć tej wizyty bez kontekstu przemocy i napięć, które ją otaczają. Próby zamachów, globalne konflikty, napięcia polityczne wszystko to tworzy tło, które czyni papieskie słowa jeszcze bardziej wymagającymi ale także bardziej jeszcze czytelnymi. Kiedy Leon XIV mówi, że „serce Boga jest rozdzierane przez wojny, przemoc i kłamstwo”, to przecież nie jest to retoryka ale diagnoza świata, który traci zdolność do prawdy. I właśnie dlatego papież wraca do św. Augustyna, tak jak na konklawe wrócił do niego Kościół i wrócili kardynałowie. Święty Augustyn bowiem, myśliciel wojny sprawiedliwej, ale też dramatycznego poszukiwania prawdy, staje się dla niego przewodnikiem. Nie jako autorytet zamknięty w przeszłości, lecz jako ktoś, kto potrafi mówić do świata rozbitego, niepewnego i pełnego sprzeczności.
Między Algierią a światem
.Wizyta w Algierii ma także wymiar globalny. W tle obecne są napięcia polityczne, także te związane z reakcjami środowisk skupionych wokół Donald Trump, czy próbą przerwania papieskiej komunikacji przez brutalny marketing polityczny Białego Domu. Papież nie odpowiada jednak wprost, jego odpowiedzią jest wybór miejsca i to, że zamiast wchodzić w logikę konfliktu, Leon XIV jedzie na pielgrzymkę do Afryki.
To gest niezwykle znaczący. Pokazuje, że odpowiedzią Kościoła na kryzys świata nie musi być natychmiastowa reakcja polityczna. Może nią być powrót do źródeł: do miejsca, gdzie rodzi się myślenie o prawdzie, sprawiedliwości i pokoju. Tak, jak miało to miejsce w Hipponie, gdzie papież pokazuje, że jego wizja Kościoła nie polega na zarządzaniu instytucją, lecz na odnalezieniu jej duszy; że chrześcijaństwo nie jest własnością jednego kontynentu, lecz historią, która łączy brzegi Morza Śródziemnego, a pokój nie jest hasłem, lecz drogą, która prowadzi przez miejsca trudne i nieoczywiste.
Michał Kłosowski







