Polska jest dla USA państwem wzorcowym [Robert KUPIECKI]

Polska jest w USA postrzegana jako państwo wzorcowe, które wypełnia swoje zobowiązania obronne i angażuje się we współpracę na różnych polach – powiedział w Waszyngtonie Robert Kupiecki, wiceminister spraw zagranicznych RP.
Polska jest chwalona w Waszyngtonie
.Głównym tematem jego rozmów w stolicy USA było bezpieczeństwo Polski i współpraca dwustronna ze Stanami Zjednoczonymi. – Kontekst tej wizyty poszerzył się wraz z opublikowaniem nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA – zaznaczył Robert Kupiecki. Według niego ten dokument jest „przede wszystkim wykładem amerykańskiego myślenia o własnym miejscu w świecie, źródłach swojej potęgi oraz podstawowych kierunkach, priorytetach i uwarunkowaniach realizacji tej polityki”.
– My w Polsce nie znajdujemy w niej niczego zaskakującego, bo ta strategia była przygotowana serią wystąpień publicznych, począwszy od długiego wykładu, jaki wiceprezydent J.D. Vance miał w czasie Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa na początku tego roku [LINK], potem była seria wystąpień najwyższej rangi urzędników amerykańskich – dodał.
– Więc tu trudno mówić o zaskoczeniu, także w odniesieniu do tych elementów, które dość krytycznie przyjmowane są przez obserwatorów, zwłaszcza w Europie. Czyli tej dwuznaczności, którą strategia wprowadza w odniesieniu do Europy, a zwłaszcza instytucji europejskich jako wyrażających zestaw wartości czy reprezentujących coś, czemu Stany Zjednoczone przyglądają się dosyć krytycznie – podkreślił wiceminister. Zwrócił uwagę, że Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA przedstawia Rosję nie jako „czynnik czy źródło zagrożenia, co zważywszy na agresję Rosji w Ukrainie, pogwałcenie zasad prawa międzynarodowego (…) musi wywoływać pewne zdziwienie”.
– Ale jeżeli przyglądamy się brakowi tego wątku przez pryzmat toczących się dzisiaj z udziałem Stanów Zjednoczonych rozmowom, w których USA mediują między Rosją a Ukrainą, być może łatwiej nam zrozumieć tę nieobecność – zauważył Robert Kupiecki.
Dyplomata zapewnił, że w odniesieniu do Polski usłyszał w USA „tylko dobre rzeczy”. – Polska jest państwem, które wypełnia swoje zobowiązania obronne, angażując się we współpracę ze Stanami Zjednoczonymi na froncie politycznym, gospodarczym czy wojskowym – wymienił wiceminister. – Polska jest państwem w jakimś sensie wzorcowym z punktu widzenia tego, co Stany Zjednoczone chciałyby dostrzec w Europie – podkreślił.
Polska z uznaniem Stanów Zjednoczonych [Robert Kubicki]
.Minister Robert Kupiecki powiedział, że realizacja przez Polskę zobowiązań, budowanie własnych zdolności wojskowych i rozbudowa zdolności przemysłowych są tym, „co Stany Zjednoczone przyjmują z uznaniem i co także w Europie jest dostrzegane”.
Odnosząc się do toczących się rozmów na temat wojny w Ukrainie, Kupiecki zauważył, że w USA „z jednej strony jest pewna tonacja optymizmu wynikająca z oczekiwań prezydenta (Donalda) Trumpa, że w ciągu najbliższych dni, być może do świąt Bożego Narodzenia, wydarzy się przełom, który Stany Zjednoczone będą mogły zakomunikować światu”. Z drugiej strony – kontynuował – panuje poczucie, że po serii rozmów rosyjsko-amerykańskich i amerykańsko-ukraińskich doszło do postępu. – Jest presja wywierana na prezydenta (Ukrainy Wołodymyra) Zełenskiego, by podjął decyzję w tych najbardziej trudnych z jego punktu widzenia sprawach, jakie wiążą się z koncesjami terytorialnymi. To nie ulega wątpliwości, że tutaj jest problem – dodał.
– Zważywszy na to, jak złożona jest kwestia sytuacji wojskowej na froncie i kształtu przyszłego porozumienia pokojowego, trudno jest wyrokować, czy ten horyzont wskazywany przez prezydenta Trumpa dzisiaj jest realistyczny, czy jest po prostu tylko elementem presji dyplomatycznej i politycznej na wszystkich uczestników rozmów – dodał. Podkreślił również, że „miecz Damoklesa wisi też nad Rosją, jeżeli chodzi o kontynuację sankcji czy pewnego rodzaju (inne) działania”.
Polski moment
.Dziś niepotrzebne są wojska USA w Niemczech, one są potrzebne na wschodniej flance NATO. Właśnie w jej okolice należy obecnie przenosić amerykańskie bazy wojskowe – pisze prof. Jim MAZURKIEWICZ
Oglądając niedawno CNN, trafiłem tam na opinię, której w tej lewicowej telewizji nie spodziewałem się nigdy usłyszeć. Otóż jeden z komentatorów powiedział, że Donald Trump może być najlepszym prezydentem od czasów Franklina D. Roosevelta. Lepszym niż Ronald Reagan. I wskazywał na rozwiązania, które mogą go do tego doprowadzić: rozprawienie się z nielegalnymi migrantami, polityka celna, wzrost zatrudnienia, zmniejszenie deficytu budżetowego. Już udało mu się przekonać partnerów z NATO do dużego zwiększenia wydatków na obronność. Właśnie tego typu działania mogą sprawić, że Trump po zakończeniu swojej drugiej kadencji znajdzie się w panteonie najwybitniejszych amerykańskich prezydentów.
Przełom, jaki nastąpił podczas szczytu NATO w Hadze w czerwcu 2025 r., jest bez precedensu. Kolejni amerykańscy prezydenci głośno narzekali, że europejscy partnerzy nie wydają wystarczająco dużo na obronę – ale ich słowa pozostawały bez reakcji. W konsekwencji to USA ponosiły lwią część kosztów związanych z bezpieczeństwem. Pakt Północnoatlantycki istnieje od 1949 r., ale w tym okresie to głównie Waszyngton finansował wydatki na zbrojenia. To tak, jakbym umawiał się z przyjacielem na lunch i podczas kolejnych 76 wyjść zawsze płacił rachunek za nas obu. Trudno uznać to za sprawiedliwy podział obowiązków. Tak właśnie podszedł do tego Trump – i zdołał renegocjować zasady współpracy, pokazując, że nie boi się podejmować trudnych decyzji. To cecha prawdziwego lidera.
Donald Trump już podczas swojej pierwszej kadencji – oraz po porażce wyborczej w 2020 r. – pokazał, że jest wojownikiem. Dowiódł, że się nie poddaje, lecz skupia się na celu i osiąga go. Wynegocjował sześć zawieszeń broni i powstrzymał sześć wojen. Ma też grubą skórę, silny charakter i potrafi znosić krytykę. Właśnie w ten sposób stał się liderem, wokół którego ukształtował się cały ruch Make America Great Again (MAGA). Oddzielna sprawa, że on nie jest nowy. Amerykanie myślący w ten sposób istnieli już wcześniej – tylko byli zmuszani do tego, żeby akceptować zmiany wprowadzane w kraju pod znakiem „woke”. Oni tych światopoglądowych przemian nie akceptowali, ale nie wiedzieli, jak im się przeciwstawić. Dopiero gdy pojawił się przywódca myślący podobnie jak oni, nabrali odwagi, żeby powiedzieć „dość”. Konsekwencje tych zmian najlepiej widać w wojsku. Od chwili objęcia urzędu prezydenta przez Trumpa rośnie liczba osób, które chcą w nim służyć. Wcześniej brakowało chętnych, na przykład na 2022 r. zaplanowano rekrutację 60 tys. poborowych, ale udało się znaleźć jedynie 45 tys. Teraz do punktów rekrutacyjnych stoją kolejki. Tylko w okresie styczeń-kwiecień 2025 r. zgłosiło się niemal 52 tys. chętnych (cel na cały 2025 r. to 61 tys. rekrutów).
Skąd ta zmiana? Bo teraz w wojsku nie trzeba przestrzegać reguł „woke”, które wcześniej niszczyły amerykańskie siły zbrojne. Mam siostrzeńca, który jest pułkownikiem służącym w wojskowym lotniczym wywiadzie w Londynie. I to właśnie on mi opowiadał, jak bardzo reguły „woke” osłabiały siły zbrojne. Zgodnie z nimi trzeba było przestrzegać wielu różnych zmiennych związanych z płcią, pochodzeniem, rasą. To sprawiało, że nie można było po prostu wybierać najlepszych ludzi do poszczególnych zadań, trzeba było przestrzegać wielu innych kryteriów. Kończyło się to tym, że za kontrolę ruchu powietrznego nie odpowiadały osoby mające do tego najlepsze predyspozycje, tylko te, które spełniały wymagania dotyczące na przykład preferencji seksualnych. W konsekwencji dochodziło do wypadków samolotowych i innych niebezpiecznych zdarzeń na lotniskach. Tak być nie powinno. Przy tego typu wymagających najwyższych kompetencji zawodach nie powinno mieć znaczenia, czy jest się kobietą, Latynosem, gejem, czy osobą z ciemną karnacją. Powinno się liczyć tylko to, co się potrafi. Nic więcej. Tak powinno działać wojsko. Nie ma znaczenia, ile kobiet jest w oddziale – ważne jest, czy znajdują się w nim możliwie najmądrzejsze osoby. Tylko w ten sposób można wygrywać bitwy i wojny.
Amerykanie widzieli, jak bardzo przez te obostrzenia dysfunkcyjny staje się ich kraj, i mieli już tego dość. I w końcu milcząca większość zabrała głos, popierając polityka, który się temu głośno przeciwstawił. Donald Trump pojawił się w odpowiednim miejscu we właściwym czasie. Widać głęboką zmianę zachodzącą w Stanach Zjednoczonych. Polityka przesuwa się coraz bardziej na prawo. Amerykanie uznali, że demokraci poszli zbyt bardzo na lewo – i teraz oczekują, że zwrócą się bardziej do centrum. To będzie miało konkretne konsekwencje polityczne. Nie można wykluczyć, że za jakiś czas demokratom uda się znaleźć młodego, dynamicznego lidera, który zostanie kolejnym prezydentem USA. Ale on nie będzie jako przywódca zmierzał ścieżką „woke”. Amerykanie drugi raz nie zaakceptują tak głębokiego skrętu w lewo, demokraci też muszą to wziąć pod uwagę. To jedna z tych wielkich zmian, które wprowadził w USA Donald Trump.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-jim-mazurkiewicz-polski-moment/
PAP/MB





