Polska sprawdzonym i lojalnym sojusznikiem NATO [Władysław KOSINIAK-KAMYSZ]

sprawdzonym i lojalnym sojusznikiem NATO

Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił po spotkaniu w Ramstein m.in. z sekretarzem generalnym NATO, że spojrzenie Polski na kwestie bezpieczeństwa i zagrożeń jest w Sojuszu „dobrze odbierane”. – Jesteśmy sprawdzonym i lojalnym sojusznikiem NATO, wypełniamy nasze zobowiązania – powiedział.

„Zaproszenie pokazuje, jak ważna jest dzisiaj rola Polski”

.Szef MON udał się do amerykańskiej bazy lotniczej w niemieckim Ramstein; na zaproszenie dowódcy wojsk NATO w Europie gen. Alexusa Grynkewicha spotkał się tam z najważniejszymi oficerami z sił zbrojnych państw NATO, a także sekretarzem generalnym Sojuszu Markiem Rutte. Tematem spotkania miała być przede wszystkim rola Polski w Sojuszu oraz jej zdolności operacyjne, a także mobilizacja europejskich sojuszników do zwiększania wydatków na obronność.

Na konferencji prasowej po powrocie Kosiniak-Kamysz podkreślił, że w swoim przemówieniu zwracał uwagę na zwiększenie wydatków europejskich, „żeby Europa była równorzędnym partnerem pod względem zdolności militarnych wobec Stanów Zjednoczonych”. -Odpowiedzialność Europy musi być większa – podkreślał.

Wicepremier przekonywał, że „nie ma NATO bez Stanów Zjednoczonych, ale też nie ma siły Stanów Zjednoczonych jako potęgi ogólnoświatowej bez ich udziału w NATO”. Wyraził też zadowolenie z faktu, że apele o potrzebie pilnego zwiększania wydatków na zbrojenia przez sojuszników do poziomu 5 proc. PKB zostały „tak dobrze przyjęte”; na takie zobowiązanie sojusznicy zgodzili się podczas zeszłorocznego szczytu NATO w Hadze.

– Rozmawialiśmy również o zdolnościach do operowania w różnych częściach świata przez wojska sojusznicze i jak ważna w tym wszystkim jest obecność Polski – relacjonował. – Mówiłem o naszych doświadczeniach, wspólnej historii, ale też o tym, że NATO to nie jest tylko instytucja i traktat, to nie tylko spotkania ministrów, ale przede wszystkim żołnierze, ich historie, ich życie i ryzyko oddania własnej krwi i własnego życia – mówił szef MON.

Jak ocenił, zaproszenie go jako jedynego spośród ministrów obrony w NATO spotkanie „pokazuje, jak ważna jest dzisiaj rola Polski (…) i jak spojrzenie Polski na sprawę naszego wspólnego bezpieczeństwa jest postrzegane w strukturze państw Sojuszu Północnoatlantyckiego, jak jesteśmy ważnym i sprawdzonym sojusznikiem”.

– Cieszę się bardzo, że głos Polski jest słyszany i słuchany; głos Polski, nasze spojrzenie na bezpieczeństwo i zagrożenia, nasza wrażliwość, są dobrze odbierane w NATO. Jesteśmy sprawdzonym, lojalnym sojusznikiem i wypełnimy wszystkie zobowiązania wobec naszych sojuszników wynikające z Traktatu Północnoatlantyckiego, łącznie z art.5 i liczymy na solidarność, bo Sojusz to solidarność dwukierunkowa – oświadczył Władysław Kosiniak-Kamysz.

Wicepremier spotkał się również z sekretarzem generalnym NATO Markiem Ruttem, z którym – jak mówił – rozmawiał m.in. o wsparciu dla Ukrainy i pozyskiwanych przez Polskę zdolnościach obronnych, a także o unijnym instrumencie SAFE, w ramach którego Polska będzie mogła skorzystać z dodatkowych 44 mld euro na inwestycje w obronność.

„Polska jest sprawdzonym i lojalnym sojusznikiem NATO”. Władysław Kosiniak Kamysz spotkał się z Markiem Rutte

.Szef MON został zapytany m.in. o zapowiadane od kilku tygodni przekazanie części, pozostających na wyposażeniu polskich Sił Powietrznych, samolotów bojowych MiG-29 Ukrainie i w zamian przekazanie Polsce przez Ukrainę m.in. dostępu do ukraińskich technologii związanych z dronami.

– Z naszej strony jest otwartość, sztaby rozmawiają ze sobą, jest jeszcze przegląd zdolności i możliwości wykorzystania MiGów przez armię ukraińską. Pewnie w najbliższym czasie przyjadą przedstawiciele Sił Zbrojnych Ukrainy, żeby ocenić, czy jakieś działania serwisowe, jakieś inne sprawy muszą być jeszcze rozstrzygnięte – zapowiedział szef MON.

Jak mówił, „z drugiej strony wprowadzamy zasadę wzajemności”. – Od nas dajemy coś bardzo ważnego, ale też oczekujemy zdolności dronowych. Nie chodzi o to, żeby to był sprzęt dronowy, bardziej chodzi o nabywanie umiejętności i zdolności. O tym rozmawiamy bardzo intensywnie i jest to na dobrej drodze, ale jeszcze ostateczna decyzja, czyli jakaś uchwała Rady Ministrów w tym względzie, nie została podjęta, czekamy na uzgodnienia pomiędzy sztabami – powiedział szef MON.

Polski moment

.Dziś niepotrzebne są wojska USA w Niemczech, one są potrzebne na wschodniej flance NATO. Właśnie w jej okolice należy obecnie przenosić amerykańskie bazy wojskowe – pisze prof. Jim MAZURKIEWICZ

Oglądając niedawno CNN, trafiłem tam na opinię, której w tej lewicowej telewizji nie spodziewałem się nigdy usłyszeć. Otóż jeden z komentatorów powiedział, że Donald Trump może być najlepszym prezydentem od czasów Franklina D. Roosevelta. Lepszym niż Ronald Reagan. I wskazywał na rozwiązania, które mogą go do tego doprowadzić: rozprawienie się z nielegalnymi migrantami, polityka celna, wzrost zatrudnienia, zmniejszenie deficytu budżetowego. Już udało mu się przekonać partnerów z NATO do dużego zwiększenia wydatków na obronność. Właśnie tego typu działania mogą sprawić, że Trump po zakończeniu swojej drugiej kadencji znajdzie się w panteonie najwybitniejszych amerykańskich prezydentów.

Przełom, jaki nastąpił podczas szczytu NATO w Hadze w czerwcu 2025 r., jest bez precedensu. Kolejni amerykańscy prezydenci głośno narzekali, że europejscy partnerzy nie wydają wystarczająco dużo na obronę – ale ich słowa pozostawały bez reakcji. W konsekwencji to USA ponosiły lwią część kosztów związanych z bezpieczeństwem. Pakt Północnoatlantycki istnieje od 1949 r., ale w tym okresie to głównie Waszyngton finansował wydatki na zbrojenia. To tak, jakbym umawiał się z przyjacielem na lunch i podczas kolejnych 76 wyjść zawsze płacił rachunek za nas obu. Trudno uznać to za sprawiedliwy podział obowiązków. Tak właśnie podszedł do tego Trump – i zdołał renegocjować zasady współpracy, pokazując, że nie boi się podejmować trudnych decyzji. To cecha prawdziwego lidera.

Donald Trump już podczas swojej pierwszej kadencji – oraz po porażce wyborczej w 2020 r. – pokazał, że jest wojownikiem. Dowiódł, że się nie poddaje, lecz skupia się na celu i osiąga go. Wynegocjował sześć zawieszeń broni i powstrzymał sześć wojen. Ma też grubą skórę, silny charakter i potrafi znosić krytykę. Właśnie w ten sposób stał się liderem, wokół którego ukształtował się cały ruch Make America Great Again (MAGA). Oddzielna sprawa, że on nie jest nowy. Amerykanie myślący w ten sposób istnieli już wcześniej – tylko byli zmuszani do tego, żeby akceptować zmiany wprowadzane w kraju pod znakiem „woke”. Oni tych światopoglądowych przemian nie akceptowali, ale nie wiedzieli, jak im się przeciwstawić. Dopiero gdy pojawił się przywódca myślący podobnie jak oni, nabrali odwagi, żeby powiedzieć „dość”. Konsekwencje tych zmian najlepiej widać w wojsku. Od chwili objęcia urzędu prezydenta przez Trumpa rośnie liczba osób, które chcą w nim służyć. Wcześniej brakowało chętnych, na przykład na 2022 r. zaplanowano rekrutację 60 tys. poborowych, ale udało się znaleźć jedynie 45 tys. Teraz do punktów rekrutacyjnych stoją kolejki. Tylko w okresie styczeń-kwiecień 2025 r. zgłosiło się niemal 52 tys. chętnych (cel na cały 2025 r. to 61 tys. rekrutów).

Skąd ta zmiana? Bo teraz w wojsku nie trzeba przestrzegać reguł „woke”, które wcześniej niszczyły amerykańskie siły zbrojne. Mam siostrzeńca, który jest pułkownikiem służącym w wojskowym lotniczym wywiadzie w Londynie. I to właśnie on mi opowiadał, jak bardzo reguły „woke” osłabiały siły zbrojne. Zgodnie z nimi trzeba było przestrzegać wielu różnych zmiennych związanych z płcią, pochodzeniem, rasą. To sprawiało, że nie można było po prostu wybierać najlepszych ludzi do poszczególnych zadań, trzeba było przestrzegać wielu innych kryteriów. Kończyło się to tym, że za kontrolę ruchu powietrznego nie odpowiadały osoby mające do tego najlepsze predyspozycje, tylko te, które spełniały wymagania dotyczące na przykład preferencji seksualnych. W konsekwencji dochodziło do wypadków samolotowych i innych niebezpiecznych zdarzeń na lotniskach. Tak być nie powinno. Przy tego typu wymagających najwyższych kompetencji zawodach nie powinno mieć znaczenia, czy jest się kobietą, Latynosem, gejem, czy osobą z ciemną karnacją. Powinno się liczyć tylko to, co się potrafi. Nic więcej. Tak powinno działać wojsko. Nie ma znaczenia, ile kobiet jest w oddziale – ważne jest, czy znajdują się w nim możliwie najmądrzejsze osoby. Tylko w ten sposób można wygrywać bitwy i wojny.

Amerykanie widzieli, jak bardzo przez te obostrzenia dysfunkcyjny staje się ich kraj, i mieli już tego dość. I w końcu milcząca większość zabrała głos, popierając polityka, który się temu głośno przeciwstawił. Donald Trump pojawił się w odpowiednim miejscu we właściwym czasie. Widać głęboką zmianę zachodzącą w Stanach Zjednoczonych. Polityka przesuwa się coraz bardziej na prawo. Amerykanie uznali, że demokraci poszli zbyt bardzo na lewo – i teraz oczekują, że zwrócą się bardziej do centrum. To będzie miało konkretne konsekwencje polityczne. Nie można wykluczyć, że za jakiś czas demokratom uda się znaleźć młodego, dynamicznego lidera, który zostanie kolejnym prezydentem USA. Ale on nie będzie jako przywódca zmierzał ścieżką „woke”. Amerykanie drugi raz nie zaakceptują tak głębokiego skrętu w lewo, demokraci też muszą to wziąć pod uwagę. To jedna z tych wielkich zmian, które wprowadził w USA Donald Trump.

Nie jedyna, Trump zmienia świat na wielu frontach. Na nowo zdefiniował wydatki na obronność w ramach NATO. Na nowo definiuje współpracę gospodarczą świata, przywracając do niej elementarną sprawiedliwość. „Polityka zagraniczna i polityka handlowa Trumpa powinna być oceniana przez pryzmat braków, jakie wygenerowały neoliberalizm międzynarodowy i globalizacja praktykowane od lat 90. XX wieku do 2017 r.” – pisał w „Foreign Affairs” w lipcu 2024 r. Robert C. O’Brien, współpracownik prezydenta Trumpa. Po objęciu urzędu Donald Trump potwierdził trafność tej diagnozy. Jego polityka to konsekwencja dwóch zjawisk. Po pierwsze, w wyniku istniejących zasad globalnego handlu doszło do bezprecedensowego transferu majątku. Chiny stają się coraz bogatsze, a USA coraz biedniejsze. Z geopolitycznych i geoekonomicznych powodów to dla nas niekorzystne. Po drugie, w USA właściwie zanikła produkcja, kraj bardzo silnie się zdeindustrializował. Oczywiście, Stany Zjednoczone nie będą w stanie produkować wszystkiego, ale nie można pozwolić na to, by nie wytwarzać też niczego, nawet tak podstawowych produktów jak lekarstwa. To kwestia bezpieczeństwa narodowego.

Polska jest dziś geopolitycznym liderem, wszystkie drogi prowadzą obecnie do niej. To jeden z powodów, dla którego Donald Trump wspierał Karola Nawrockiego w czasie kampanii wyborczej. Amerykański prezydent potrzebuje mieć w Polsce przyjaciela. On wie więcej o polskiej historii, niż się powszechnie uważa. Podziwia Polskę za to, jak się przeciwstawiała komunizmowi, za to, jak walczyła o wolność i niepodległość. Dorastał wśród Polaków, uważa ich za swoich przyjaciół. I wie, że Polska to proamerykański kraj wyznający te same wartości co USA. Choć też ma świadomość, że nie wszyscy politycy w Polsce podzielają jego punkt widzenia. Prezydent Trump ma świadomość, kto w Polsce go krytykował publicznie, kto go wyzywał. Takie zachowania to polityczne samobójstwo. To tak, jakby chihuahua chciał ugryźć słonia, który w każdym momencie może go zadeptać. Donald Trump nie zapomni o tym.

Nie będzie to oznaczało, że Polskę dotkną jakieś konsekwencje związane z nieodpowiedzialnymi słowami poszczególnych polityków w przeszłości. Ale określone osoby muszą liczyć się z następstwami. Jakiego rodzaju? Widać to było choćby w czasie kampanii prezydenckiej w Polsce, kiedy Donald Trump wsparł jednoznacznie jednego kandydata – i on wygrał wybory. To będą tego rodzaju ruchy. Nic więcej, bo amerykański prezydent jest przyjacielem Polski i widzi, jak bardzo ten kraj jest proamerykański. To jeden z powodów, dla którego jeszcze podczas kampanii spotkał się z Nawrockim – wie, że potrzebuje w Polsce zaufanego lidera. Obecny prezydent daje mu taką gwarancję.

Współpraca z Warszawą jest dla Waszyngtonu bardzo ważna, bo dziś wschodnia granica Polski pełni taką samą rolę, jaką Mur Berliński odgrywał w czasie zimnej wojny. To przykład zmiany, jaka zaszła na świecie w ostatnich trzech dekadach. I to wymaga dostosowania się do tej sytuacji. Dziś niepotrzebne są wojska USA w Niemczech, one są potrzebne na wschodniej flance NATO. Właśnie w jej okolice należy obecnie przenosić amerykańskie bazy wojskowe.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-jim-mazurkiewicz-polski-moment/

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-jim-mazurkiewicz-polski-moment/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 29 stycznia 2026