Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej po 75 latach znika w Rzeszowie

W budżecie Rzeszowa zarezerwowano 100 tys. zł, by Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej został usunięty z Placu Ofiar Getta. Rzeźba z cokołu trafi do muzeum, a dekoracyjne płyty zostaną wyeksponowane w formie lapidarium na cmentarzu wojskowym.

Monument ma formę prostopadłościennego obelisku o wysokości ok. 8,5 metra

.Decyzja o likwidacji pomnika zapadła kilka lat temu, ale dopiero teraz w miejskiej kasie znalazły się pieniądze na usunięcie monumentu. 100 tys. zł ma wystarczyć na demontaż i wywiezienie konstrukcji. Urzędnicy zastrzegają przy tym, że to nie będzie prosta rozbiórka, a formalności zajmą co najmniej kilka miesięcy.

– Trzeba wybrać specjalistyczną firmę, która zajmie się demontażem. Potrzebna jest też dokumentacja techniczna, ponieważ płaskorzeźby przymocowane w dolnej części pomnika chcemy wywieźć i zamontować w formie lapidarium na cmentarzu żołnierzy radzieckich przy ul. Lwowskiej. Natomiast rzeźba z cokołu trafi do jednego z muzeów, które gromadzą tego typu pamiątki – powiedział Artur Gernand z kancelarii prezydenta Rzeszowa.

Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej stoi na Placu Ofiar Getta od 1951 r. U jego podstawy 15 lat później umieszczono tablicę z informacją, że jest to symbol 1000-letniej walki o wolność i niezawisłość narodową. Pod pomnikiem symbolicznie złożono też ziemię z miejsc straceń i męczeństwa ludzi z Rzeszowszczyzny.

Monument ma formę prostopadłościennego obelisku o wysokości ok. 8,5 metra. Na płaskorzeźbach uwieczniono m.in. postacie marszałka Iwana Koniewa i gen. Karola Świerczewskiego, sceny batalistyczne oraz motywy braterstwa broni i pracy pokojowej. Na szczycie znajduje się statua kobiety z dzieckiem.

Dlaczego zniknie Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej?

.Radni Rzeszowa przyjęli uchwałę o usunięciu pomnika w 2018 roku, powołując się na ustawę dekomunizacyjną. Historycy z rzeszowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej mówili wprost, że pomnik gloryfikuje system totalitarny i nie powinien znajdować się w przestrzeni publicznej miasta. Wieloletni prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc sprzeciwiał się rozbiórce, argumentując, że monument jest świadectwem historii, a koszt operacji może sięgnąć nawet 3 mln zł.

Podobną powściągliwość wykazywał początkowo jego następca, Konrad Fijołek. Kwestia usunięcia monumentu powróciła do debaty publicznej po agresji zbrojnej Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Prezydent Fijołek porozumiał się z IPN w sprawie ostatecznego rozwiązania problemu. Ustalono wówczas, że elementy pomnika zostaną przeniesione na cmentarz przy ul. Lwowskiej, a IPN sfinansuje demontaż.

Po czterech latach od tych deklaracji do tematu wrócili radni i na ostatniej sesji zarezerwowali w budżecie kwotę, która ma uruchomić proces demontażu pomnika. 

Totalitarna logika komunizmu przetrwała w architekturze cyfrowej współczesnych demokracji

.Dzisiejszy świat cyfrowy zarówno państwa komunistyczne jak i demokracje zachodnie stosują logikę podobną do tej, która powstała w gabinetach NKWD. Dlatego badanie komunizmu to nie archeologia. To studium przyszłości – pisze Maciej ŚWIRSKI.

W grudniu minęła kolejna rocznica powołania Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem —WCzK, nazywana CzeKa, a w Polsce Czerezwyczajka. Instytucji, którą Zachód zwykł pamiętać jako brutalny aparat represji, a której rzeczywiste znaczenie było głębsze i trwalsze. Czeka nie była jedynie narzędziem terroru. Była jednym z pierwszych nowoczesnych systemów państwowych, który próbował całościowo przetwarzać informacje o człowieku: jego pochodzeniu, relacjach, lękach, lojalnościach i potencjalnych odchyleniach od normy.

Sto lat później żyjemy w świecie, w którym codziennie potwierdzamy regulaminy, akceptujemy warunki, uzupełniamy formularze i zostawiamy cyfrowe ślady — często bez refleksji nad tym, jak i przez kogo są analizowane. Systemy, z którymi wchodzimy w interakcję, nie pytają nas już, kim jesteśmy, lecz jak bardzo różnimy się od nas z wczoraj. Nie interesuje ich treść naszej historii, lecz jej zmiany, luki i nieciągłości.

To podobieństwo nie jest przypadkowe. Upadek komunizmu zakończył epokę ideologii, ale nie zakończył epoki struktur, które komunizm wytworzył. Logika kategoryzacji, profilowania i domykania procesu przez akt „potwierdzenia” przetrwała – przeniesiona z gabinetów śledczych do architektury systemów informacyjnych. Dlatego pytanie o komunizm nie jest dziś pytaniem o przeszłość. Jest pytaniem o przyszłość świata zarządzanego przez algorytmy.

W zachodniej świadomości komunizm funkcjonuje jako rozdział zamknięty wraz z upadkiem Związku Sowieckiego. To intuicja wygodna, lecz głęboko błędna. Komunizm nie zakończył się w 1991 roku — nie tylko dlatego, że istnieje politycznie w sześciu państwach (Chiny, Korea Północna, Wietnam, Laos, Kuba, Birma), ale przede wszystkim dlatego, że jego metoda przetrwała.

Komunizm nie był w pierwszym rzędzie ideologią i aparatem terroru.  W niniejszym tekście proponuję spojrzeć nań i jak na  sposób przetwarzania informacji o człowieku — sposób analizy, kategoryzacji i modelowania ludzkich zachowań, relacji, lęków i lojalności. To czyni go systemem, którego logika może przetrwać upadek ustroju i przenieść się do innych struktur: biurokracji, technologii, platform cyfrowych.

Celem tego eseju jest pokazanie, że algorytmiczne mechanizmy współczesnego świata — scoring, predykcja, nudging, profilowanie behawioralne — powielają logikę komunistycznego systemu przetwarzania danych, choć w nowych formach i z nowymi narzędziami. Totalitaryzm nie tyle został wskrzeszony, ile został zalgorytmizowany.

Państwa komunistyczne XX wieku były przede wszystkim systemami informacji, które operowały w oparciu o kilka fundamentalnych zasad:

  1. Człowiek nie był osobą, lecz zbiorem atrybutów.
  2. Podmiotowość zastąpiono klasyfikacją, a życie społeczne — matrycą kategorii.
  3. Relacje ludzkie traktowano jako sieci zależności, a nie więzi.
  4. Narrację o człowieku przejmował system, a nie on sam.

Każda informacja mogła stać się sygnałem, a każda luka — podejrzeniem. To była logika identyczna z tą, która rządzi współczesną analityką danych – co nie jest objęte systemem, staje się wrogiem systemu.

Totalitaryzm nie dążył do poznania prawdy, dążył do ustanowienia struktury, w której prawda nie miała znaczenia.

Jeden z najbardziej niezrozumiałych elementów praktyki komunistycznych przesłuchań — zarówno NKWD, jak i UB czy Stasi — to żądanie, aby więźniowie pisali wielokrotnie swój życiorys. Zachodnia literatura opisuje to zwykle jako okrucieństwo, szykanę, absurd, biurokratyczną pedanterię. To była interpretacja powierzchowna. W rzeczywistości wielokrotne autobiografie były narzędziem analizy sekwencyjnej, prymitywną, ręczną formą tego, co dziś nazwalibyśmy: anomaly detection, drift analysis, behavioral patterning, sequence deviation mining. Śledczy nie czytali życiorysu jak opowieści. Śledczy traktowali życiorys jak ciąg danych wejściowych. Liczyła się różnica między wersją 1, 2, 5, a 10:

jeśli w wersji pierwszej wspomniał ojca, a w czwartej nie — dlaczego?

jeśli dodał imię brata dopiero za ósmym razem — co ukrywał?

jeśli unikał wątków matki — przed kim ją chronił?

jeśli zmieniał miejsce pracy — co próbował zmylić?

Zmiana, nie treść, była nośnikiem prawdy. Tak działają współczesne algorytmy: model nie uczy się na danych stabilnych, lecz na ich odchyleniach. To samo robiło NKWD — tylko w trybie analogowym, przy pomocy papieru i ludzkiej intuicji.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/maciej-swirski-badanie-komunizmu-architektura-cyfrowa/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 29 stycznia 2026