Tajemnice Alzheimera

Białko tau, uznawane za jednego z głównych winowajców choroby Alzheimera, mogło pierwotnie pełnić funkcję ochronną. Badanie opublikowane w „Nature Neuroscience” pokazuje, że zmiany w jego strukturze, prowadzące do tworzenia charakterystycznych splątków, pomagały neuronom bronić się przed infekcjami wirusowymi.
Do badania naukowcy wykorzystali hodowle ludzkich neuronów
.Już wiele lat temu ustalono, że jednym z kluczowych elementów związanych z chorobą Alzheimera jest ufosforylowana forma białka tau. Na skutek przyłączania nadmiaru grup fosforanowych, pierwotnie nieszkodliwe tau zaczyna się zlepiać i tworzyć charakterystyczne splątki wewnątrz neuronów. Struktury te są kluczowym znakiem rozpoznawczym choroby. Nowe badanie naukowców Mass General Brigham przy Uniwersytecie Harvarda sugeruje, że ten proces może być skutkiem reakcji obronnej mózgu na infekcję.
– Jako genetyk od dawna zastanawiałem się, dlaczego w toku ewolucji utrwaliły się mutacje genów zwiększające ryzyko choroby Alzheimera. Nasze najnowsze ustalenia wskazują, że wiele cech uznawanych dziś za czysto patologiczne mogło w przeszłości mieć znaczenie ochronne – wyjaśnił współautor badania prof. Rudolph Tanzi.
Jego zdaniem w dawnych czasach, gdy średnia długość życia człowieka nie przekraczała 30 lat, predyspozycje do odkładania amyloidu, powstawania splątków tau i reakcji zapalnych mogły zwiększać szanse przeżycia w środowisku pełnym patogenów i ryzyka infekcji. Wraz z wydłużeniem życia te same mechanizmy zaczęły jednak sprzyjać rozwojowi choroby neurodegeneracyjnej.
– W połączeniu z naszymi wcześniejszymi wynikami, które pokazały, że beta-amyloid działa jak białko przeciwdrobnoustrojowe, coraz wyraźniej widać, że patologia alzheimera mogła ewoluować jako złożony system obronny mózgu – powiedział.
Do badania naukowcy wykorzystali hodowle ludzkich neuronów, które zakażono wirusem opryszczki typu 1 (HSV-1), aby sprawdzić, jak infekcja wpływa na ich funkcjonowanie oraz na białko tau. Okazało się, że obecność wirusa prowadzi do nadmiernej fosforylacji tau i powstawania agregatów przypominających zmiany obserwowane w mózgach osób z chorobą Alzheimera.
Procesy leżące u podstaw choroby Alzheimera mogą mieć swoje źródło w mechanizmach obronnych związanych z białkami tau
.Dalsze testy potwierdziły, że tau potrafi wiązać się z kapsydem wirusa, czyli jego osłonką, neutralizując zdolność HSV-1 do zakażania kolejnych komórek. W ten sposób białko działało ochronnie, zatrzymując wirusa i ograniczając jego rozprzestrzenianie się w tkance nerwowej.
Co ciekawe, badacze zauważyli, że proces ten może sam się wzmacniać. Neurony zakażone HSV-1 uwalniały ufosforylowane tau w trakcie tworzenia splątków, a uwolnione białko wiązało kolejne cząstki wirusa, blokując ich działanie.
Jak podsumowali autorzy publikacji, udało im się pokazać nową, nieznaną wcześniej rolę tau jako białka przeciwwirusowego, działającego prawdopodobnie przeciwko różnym wirusom. – Splątki mogły pierwotnie powstawać w odpowiedzi na amyloid i infekcję wirusową, aby zapobiec przenoszeniu się patogenów z neuronu na neuron – powiedzieli.
Jak podkreślili, odkrycie to nie zmienia faktu, iż nagromadzenie tau i amyloidu jest szkodliwe dla mózgu. Sugeruje jednak, że procesy leżące u podstaw choroby Alzheimera mogą mieć swoje źródło w mechanizmach obronnych, które w innych warunkach ewolucyjnych sprzyjały przeżyciu.
Czy dobre życie to sprawa medycyny?
.Koncepcja wellness tworzona była przez lekarzy, począwszy od lat 60. ubiegłego wieku, w czasach tzw. ruchu potencjału ludzkiego, i oznacza przede wszystkim jakość życia człowieka. Teoria wellness wnosi do medycyny przesłanie, że człowiek może prowadzić dobre życie, niezależnie od stanu swojego zdrowia – pisze Ewa STELMASIAK.
Wdobie komercyjnej eksploatacji idei wellness — nie tylko w branży spa — warto wrócić do jej definicji i korzeni. Wszystko zaczęło się w latach 60. w USA, kiedy to lekarz medycyny zajmujący się zawodowo statystyką w ochronie zdrowia, Halbert L. Dunn, wygłosił serię krótkich wykładów w unitariańskim zborze w stanie Virginia. To właśnie on użył wtedy po raz pierwszy określenia High-Level Wellness, uwzględniającego zintegrowany sposób funkcjonowania, który prowadzi do maksymalizacji potencjału człowieka. W jego wykładach, wydanych później w formie książkowej pod tym samym tytułem, znaleźć można prawdziwe perły, dr Dunn bowiem potrafił na wskroś przejrzeć systemy, które inni brali za pewnik.
Mówił na przykład o tym, że lekarze za bardzo skupiają się na chorobie, a równie ważne jest budowanie u pacjentów tego, co dziś nazwalibyśmy dobrym życiem. Mówił, że zdrowie i wellness to dynamiczny proces, a nie statyczny stan. Mówił o konieczności ekspresji własnej indywidualności w świecie oraz że człowiek to kontinuum ciała, umysłu i ducha, które funkcjonuje w stale zmieniającym się otoczeniu i przepływie wydarzeń. To właśnie on stworzył termin „zdrowie pozytywne”, które w artykule pt. High-Level Wellness for Man and Society zdefiniował jako „nie płaską, mało interesującą sferę braku choroby, ale raczej fascynującą i stale zmieniającą się panoramę samego życia”.
Halbert L. Dunn to trudny do zaszufladkowania wizjoner o wielkim umyśle ukształtowanym przez wiedzę z zakresu statystyki, anatomii, fizjologii, medycyny, nauk o zdrowiu, a także psychologii, filozofii i duchowości. Koncepcje Halberta L. Dunna odnajdujemy w nurtach psychologii humanistycznej Carla Rogersa (stawanie się w pełni człowiekiem), Abrahama Maslowa (samoaktualizacja), psychologii pozytywnej Martina Seligmana (zdrowie pozytywne), pojęciu salutogenezy Aarona Antonovsky’ego i w innych modelach ilustrujących rozwój myśli o zdrowiu, takich jak holistyczne czy procesowe ujęcia zdrowia.
Aby w pełni zrozumieć wkład teorii wellness do medycyny, nie można pominąć modeli obrazujących powiązania między wellness i zdrowiem, stworzonych przez innego lekarza i specjalistę w zakresie zdrowia publicznego, który rozwinął i spopularyzował myśl Halberta L. Dunna. Jest nim John W. Travis, autor książki Wellness Workbook: How to achieve enduring health and vitality oraz modelu „Kontinuum Choroby/Wellness” (ang. ill-ness vs. well-ness), po raz pierwszy opublikowanego w 1975 roku. Wyróżnił on dwa paradygmaty: leczenie — paradygmat reprezentowany przez medycynę — oraz wellness — paradygmat wspomagający rozwój świadomości człowieka.
Przekaz płynący z jego modelu jest następujący: zdrowie i dobrostan podlegają gradacji, a proces leczenia, które zawiera się w paradygmacie wellness, może w najlepszym razie doprowadzić pacjenta do punktu neutralnego, w którym nie rozpoznaje on w sobie ani zdrowia, ani choroby. Człowiek, który znajduje się w tym miejscu, może wychodzić z założenia, że skoro nie jest chory, to znaczy, że jest zdrowy. Tymczasem w paradygmacie wellness chodzi o to, by nie zatrzymać się w punkcie neutralnym, ale pójść dalej ku świadomości, edukacji i rozwojowi. Paradygmat wellness nie ma na celu „zastąpić paradygmatu leczenia (…), ale w harmonijny sposób z nim współdziałać”. To właśnie tym obszarem zdrowia zajmuje się coaching wellness, odnosząc się do sfery myśli, emocji i ducha oraz ich powiązań ze zdrowiem fizycznym.
Patrząc na stan zdrowia, który John W. Travis ujął wizualnie jako czubek góry lodowej, należy zatem wziąć pod uwagę takie obszary, jak styl życia, sposób odżywiania, aktywność fizyczna, sen, relaksacja i radzenie sobie ze stresem. Idąc w głąb pod wodę do ukrytych części góry lodowej obrazującej zdrowie, mamy kwestie kulturowe, psychologiczne i motywacyjne, w tym normy społeczne. Najgłębszy poziom związany jest ze sferą nieświadomą, sensem życia i miejscem człowieka we wszechświecie. Wszystkie one mają związek ze stanem zdrowia fizycznego.
Modele Johna W. Travisa obrazują związki pomiędzy zdrowiem i wellness, ukazując zdrowienie w ujęciu całościowym, w którym nie chodzi o samo ustąpienie objawów choroby, ale również o jakość życia. Ścieżka wellness dostępna jest dla każdego w każdym momencie życia, niezależnie od tego, czy jest w pełni zdrowy, czy boryka się z chorobami. Jej humanistyczne przesłanie podnosi na duchu, bo opiera się na założeniu, że dobre życie nie jest zarezerwowane tylko dla ludzi zdrowych, a na zdrowienie trzeba spojrzeć szerzej niż tylko przez pryzmat choroby.
Wellness oznacza więc po prostu proces dobrego i świadomego życia, prowadzący do realizacji pełni potencjału człowieka w sposób zrównoważony i holistyczny. Jeżeli — jak twierdzi dr John W. Travis — „choroby i objawy świadczą o próbie ciała-umysłu-ducha, by rozwiązać zaistniały problem, i stanowią przesłanie od sfery podświadomej do świadomości”, konieczne staje się wspomaganie zdrowienia w obszarach innych niż ten, którym zajmuje się model biomedyczny. Ponadto, skoro nie da się wyłączyć zdrowia fizycznego z całości funkcjonowania człowieka w świecie, dobre życie bezdyskusyjnie staje się sprawą medycyny.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/ewa-stelmasiak-czy-dobre-zycie-to-sprawa-medycyny/



