Wystąpienie prezydenta Donalda Trumpa w Davos. „Świat wchodzi w nową erę - narodów, odpowiedzialności, pracy i produkcji” [pełna treść]

Wystąpienie prezydenta Stanów Zjednoczonych w Davos nie było ani klasycznym przemówieniem ekonomicznym, ani rutynowym apelem do globalnych elit. Było manifestem. Nie tylko politycznym, lecz cywilizacyjnym. I co być może najistotniejsze, było też świadomym zerwaniem z językiem, którym przez ostatnie dekady posługiwało się Światowe Forum Ekonomiczne a za nim praktycznie cały świat.
Wystąpienie prezydenta Donalda Trumpa w Davos
.Zamiast opowieści o „globalnym zarządzaniu”, „wspólnej odpowiedzialności” i „koniecznych wyrzeczeniach”, padła z ust prezydenta Stanów Zjednoczonych narracja o narodzie, produkcji, suwerenności i granicach. Zamiast wizji świata sterowanego przez technokratyczne instytucje – obraz państwa, które odzyskuje kontrolę nad gospodarką, energią i migracją. Davos, przyzwyczajone do słuchania o tym, jak bardzo przeszłość musi ustąpić przyszłości, usłyszało przemówienie, które przekonywało, że bez przeszłości nie ma przyszłości w ogóle.
Pierwszy i najbardziej widoczny wątek wystąpienia to bowiem ekonomia jako narzędzie politycznej suwerenności. Prezydent USA nie mówił o wzroście jako abstrakcyjnym wskaźniku, lecz jako o efekcie konkretnych decyzji: obniżenia regulacji, ochrony rynku wewnętrznego, powrotu przemysłu i taniej energii. W tym sensie był to frontalny atak na dominujący przez lata paradygmat, wedle którego państwo narodowe musi ustąpić miejsca globalnym łańcuchom dostaw i ponadnarodowym mechanizmom regulacyjnym.
Drugi, równie istotny motyw, to odrzucenie modelu globalizacji bez odpowiedzialności. W Davos padło wprost stwierdzenie, że era, w której zyski są prywatne, a koszty społeczne rozproszone, dobiega końca. Produkcja, jak argumentował amerykański prezydent, musi wrócić tam, gdzie jest rynek, praca i wspólnota, także ta polityczna. Nie jako akt protekcjonizmu, lecz jako warunek stabilności społecznej i demokracji.
Trzeci wątek, najmocniej rezonujący w Europie, dotyczył energii i deindustrializacji. Przemówienie prezydenta Donalda Trumpa zawierało jednoznaczną krytykę polityk, które – w imię ideologicznie rozumianej transformacji – doprowadziły do wzrostu kosztów energii i utraty konkurencyjności przemysłu. Europa została w nim opisana nie jako przeciwnik, lecz jako kontynent, który znalazł się na rozdrożu: między statusem „muzeum świata” a zdolnością do realnej rywalizacji gospodarczej.
Wreszcie, czwarty wymiar wystąpienia miał charakter wyraźnie cywilizacyjny. Naród, granice, prawo, porządek, tj. pojęcia przez lata uznawane za anachroniczne, zostały przedstawione jako fundamenty wolności, a nie jej zaprzeczenie. Demokracja bez suwerenności, przekonywał prezydent Donald Trump, staje się iluzją; dobrobyt bez porządku zaś chwilowym złudzeniem.
Światowe Forum Ekonomiczne w Davos rzadko bywa miejscem, w którym kwestionuje się własne założenia. Tym razem jednak padły słowa, które trudno zignorować nie dlatego, że wszyscy się z nimi zgodzą, lecz dlatego, że odpowiadają na realne napięcia Zachodu: między globalizacją a demokracją, wzrostem a spójnością społeczną, technokracją a polityką, elitami a ludem.
Prezydent Donald Trump w Davos. Pełna treść wystąpienia
.Cóż, bardzo dziękuję, Larry. Wspaniale jest wrócić do pięknego Davos w Szwajcarii i przemawiać do tak wielu szanowanych liderów biznesu, tak wielu przyjaciół, kilku wrogów oraz wszystkich znamienitych gości. To prawdziwe „who’s who”, muszę to powiedzieć.
Przybyłem na tegoroczne Światowe Forum Ekonomiczne z naprawdę fenomenalnymi wiadomościami z Ameryki. Wczoraj minęła pierwsza rocznica mojej inauguracji, a dziś – po 12 miesiącach ponownie w Białym Domu – nasza gospodarka kwitnie.
Wzrost gospodarczy eksploduje, produktywność gwałtownie rośnie, inwestycje szybują w górę, dochody rosną, inflacja została pokonana. Nasza wcześniej otwarta i niebezpieczna granica jest zamknięta i praktycznie nie do sforsowania, a Stany Zjednoczone znajdują się w trakcie najszybszego i najbardziej dramatycznego zwrotu gospodarczego w historii naszego kraju.
Za administracji Bidena Amerykę trawił koszmar stagflacji, czyli niski wzrost i wysoka inflacja – recepta na nędzę, porażkę i upadek. Ale teraz, po zaledwie jednym roku mojej polityki, obserwujemy dokładne przeciwieństwo: praktycznie zerową inflację oraz nadzwyczajnie wysoki wzrost gospodarczy – wzrost, jakiego, jak sądzę, już wkrótce zobaczycie, jakiego nasz kraj nigdy wcześniej nie widział, a być może żaden kraj nigdy nie widział.
W ciągu ostatnich trzech miesięcy inflacja bazowa wyniosła zaledwie 1,6%. Tymczasem wzrost w czwartym kwartale prognozowany jest na 5,4% – znacznie więcej, niż przewidywał ktokolwiek poza mną i kilkoma innymi osobami. Od wyborów giełda ustanowiła 52 rekordy wszech czasów. Tak więc w ciągu jednego roku – 52 rekordy, dodające 9 bilionów dolarów wartości do kont emerytalnych, planów 401(k) i oszczędności ludzi.
Ludziom powodzi się bardzo dobrze. Są ze mnie bardzo zadowoleni. Od mojej inauguracji wyprowadziliśmy ponad 1,2 miliona osób z programu bonów żywnościowych. A po czterech latach, w których Biden zapewnił mniej niż 1 bilion dolarów nowych inwestycji w naszym kraju – pomyślcie o tym, zasadniczo mniej niż bilion.
W ciągu czterech lat zapewniliśmy zobowiązania inwestycyjne na rekordową kwotę 18 bilionów dolarów, a gdy pojawią się ostateczne dane, spodziewamy się, że będą one bliższe 20 bilionom dolarów. Żaden kraj, kiedykolwiek, w żadnym czasie, nie dokonał czegoś takiego – nawet się nie zbliżył.
Zaledwie nieco ponad rok temu, pod rządami radykalnej lewicy Demokratów, byliśmy martwym krajem. Teraz jesteśmy najgorętszym krajem na świecie. W istocie gospodarka USA zmierza ku wzrostowi w tempie dwukrotnie wyższym niż prognozował MFW jeszcze w kwietniu ubiegłego roku. A dzięki mojej polityce wzrostu i ceł powinno być jeszcze wyżej – naprawdę wierzę, że możemy być znacznie powyżej tego poziomu. I to są świetne wiadomości, dobre dla wszystkich narodów.
USA są gospodarczym silnikiem planety. Gdy Ameryka kwitnie, cały świat kwitnie. Tak było w historii. Gdy jest źle, jest źle – wszyscy idziecie za nami w dół, i idziecie za nami w górę. A jesteśmy w punkcie, w którym – nie sądzę, byśmy kiedykolwiek wcześniej byli – nigdy nie myślałem, że da się to zrobić tak szybko. Moją największą niespodzianką jest to, że sądziłem, iż zajmie to więcej niż rok – może rok i miesiąc – a stało się to bardzo szybko.
Dziś po południu chcę omówić, jak osiągnęliśmy ten cud gospodarczy, jak zamierzamy podnieść standard życia naszych obywateli do poziomów nigdy wcześniej niewidzianych, oraz – być może – jak wy także, i miejsca, z których pochodzicie, możecie poradzić sobie znacznie lepiej, podążając za tym, co robimy. Ponieważ niektóre miejsca w Europie, szczerze mówiąc, nie są już nawet rozpoznawalne – nie są rozpoznawalne.
Możemy się o to spierać, ale tu nie ma żadnego sporu. Przyjaciele wracają z różnych miejsc – nie chcę nikogo obrażać – i mówią: „Nie poznaję tego miejsca”. I to nie jest w pozytywnym sensie. To jest w bardzo negatywnym sensie. Kocham Europę i chcę, żeby Europie się powodziło, ale nie zmierza ona we właściwym kierunku.
W ostatnich dekadach w Waszyngtonie i europejskich stolicach stało się konwencjonalną mądrością, że jedyną drogą rozwoju nowoczesnej zachodniej gospodarki jest nieustannie rosnące wydatki rządowe, niekontrolowana masowa migracja oraz niekończący się import zagraniczny.
Panował konsensus, że tzw. „brudne” miejsca pracy i ciężki przemysł należy wysłać gdzie indziej, że tania energia powinna zostać zastąpiona Zielonym Nowym Oszustwem, oraz że kraje można podtrzymywać przy życiu poprzez importowanie nowych, całkowicie odmiennych populacji z odległych regionów świata.
To była ścieżka, którą „śpiąca Joe” administracja Bidena oraz wiele innych zachodnich rządów bardzo nierozsądnie podążały, odwracając się plecami do wszystkiego, co czyni narody bogatymi, potężnymi i silnymi – a potencjał istnieje w tak wielu krajach.
Rezultatem były rekordowe deficyty budżetowe i handlowe oraz rosnący deficyt suwerenności, napędzany największą falą masowej migracji w historii ludzkości. Nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy. Szczerze mówiąc, wiele części naszego świata jest niszczonych na naszych oczach, a przywódcy nawet nie rozumieją, co się dzieje – a ci, którzy rozumieją, nie robią z tym nic.
Praktycznie wszyscy tak zwani eksperci przewidywali, że moje plany zakończenia tego nieudanego modelu wywołają globalną recesję i galopującą inflację. Udowodniliśmy im, że się mylili. Jest dokładnie odwrotnie. W ciągu jednego roku nasza agenda przyniosła transformację, jakiej Ameryka nie widziała od ponad 100 lat.
Zamiast zamykać elektrownie, otwieramy je. Zamiast budować nieskuteczne, przynoszące straty wiatraki, demontujemy je i nie zatwierdzamy żadnych nowych. Zamiast wzmacniać biurokratów, zwalniamy ich – a oni idą do sektora prywatnego i zarabiają dwa lub trzy razy więcej niż w rządzie. Zaczęli od nienawidzenia mnie, gdy ich zwolniliśmy, a teraz mnie kochają.
Zamiast podnosić podatki krajowym producentom, obniżamy je i podnosimy cła wobec zagranicznych państw, aby zapłaciły za szkody, które wyrządziły. W ciągu 12 miesięcy usunęliśmy ponad 270 000 biurokratów z federalnych list płac – to największa jednoroczna redukcja zatrudnienia w administracji rządowej od zakończenia II wojny światowej. Nikt się tego nie spodziewał, ale nie mieliśmy wyboru. Aby uczynić kraj wielkim, nie można mieć samych federalnych posad.
Obcięliśmy wydatki federalne o 100 miliardów dolarów i zmniejszyliśmy federalny deficyt budżetowy o 27% w ciągu jednego roku. Spadnie on jeszcze znacznie bardziej, co mocno obniży inflację z rekordowych poziomów z czasów administracji Bidena. Każdego miesiąca rosła i rosła. Obiecałem zlikwidować 10 starych regulacji za każdą nową, ale zamiast tego – jak dotąd – zlikwidowaliśmy 129 regulacji na każdą jedną nową zatwierdzoną. Za każdym razem, gdy wprowadzają nową regulację, my likwidujemy co najmniej dziesięć. A dotychczas średnia wynosi 129 – jeśli możecie w to uwierzyć.
Jednocześnie nałożyliśmy historyczne cła na kraje, które przez dziesięciolecia wykorzystywały Stany Zjednoczone, wysyłając do nas swoje produkty, jednocześnie zamykając swoje rynki przed naszymi. Te dni się skończyły.
Jeśli chcesz sprzedawać swoje towary w Ameryce, musisz produkować je w Ameryce. To bardzo proste. I działa. Fabryki wracają. Miejsca pracy wracają. Pieniądze wracają. Godność wraca.
W ciągu jednego roku ogłoszono budowę lub rozbudowę ponad 1 200 dużych zakładów produkcyjnych w Stanach Zjednoczonych. To najwyższy wynik w historii naszego kraju. Firmy z całego świata — z Europy, z Azji, z Bliskiego Wschodu — ogłaszają inwestycje w Ameryce, ponieważ wiedzą, że to jedyne bezpieczne miejsce do prowadzenia biznesu.
A to prowadzi mnie do bardzo ważnego przesłania dla wszystkich obecnych tutaj liderów biznesu: jeśli produkujecie swoje produkty w Ameryce, dacie zatrudnienie Amerykanom i zapłacicie uczciwe podatki — będziemy was chronić, wspierać i nagradzać. Będziecie mieli najniższe podatki, najtańszą energię i najmniej regulacji na świecie.
Ale jeśli nie będziecie produkować w Ameryce — jeśli będziecie produkować gdzie indziej, a potem sprzedawać do nas — zapłacicie cła. Bardzo prosto. Nie chcemy was karać. Chcemy was zaprosić. Zaprosić do Ameryki.
I wiecie co? To działa szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Ludzie mówili: „To zajmie pięć lat, dziesięć lat”. Nie. Zajęło to kilka miesięcy.
Jednocześnie uwolniliśmy amerykańską energię. Ropa, gaz, energia jądrowa — wszystko wraca. Mamy więcej energii niż kiedykolwiek wcześniej. Energia jest tańsza niż kiedykolwiek. I to jest jeden z głównych powodów, dla których inflacja została zdławiona, a przemysł znów działa.
Europa popełniła ogromny błąd, uzależniając się od drogiej energii i zewnętrznych dostawców. Ogromny błąd. I niestety, wiele europejskich firm płaci dziś za to cenę. Przenoszą się do Stanów Zjednoczonych, ponieważ nie są w stanie funkcjonować u siebie.
Chcę, żeby Europa była silna. Chcę, żeby Europa była bogata. Ale Europa musi zmienić kurs. Nie można mieć silnych społeczeństw bez silnych narodów. Nie można mieć dobrobytu bez produkcji. I nie można mieć wolności bez kontroli nad własnymi granicami.
My odzyskaliśmy kontrolę nad granicami. I zrobiliśmy to szybko. Nielegalna migracja spadła o ponad 90%. Przestępstwo spadło. Płace wzrosły. I — co najważniejsze — Amerykanie znów czują, że ich kraj do nich należy.
To nie jest tylko kwestia ekonomii. To kwestia cywilizacji. To kwestia zdrowego rozsądku. To kwestia przyszłości Zachodu.
Jeśli Zachód ma przetrwać, musi przestać osłabiać samego siebie. Musi przestać przepraszać za swoje istnienie. Musi znów uwierzyć w pracę, rodzinę, naród i wolność.
Ameryka już to zrobiła. I wyniki mówią same za siebie.
Zbyt długo zachodnie elity mówiły swoim obywatelom, że granice nie mają znaczenia, że narody są przestarzałe, że tradycja jest przeszkodą, a suwerenność jest problemem. My odrzuciliśmy tę ideologię i Ameryka znów wygrywa.
Narody nie są reliktem przeszłości. Są fundamentem wolności. Bez narodu nie ma demokracji. Bez granic nie ma państwa. Bez prawa nie ma porządku. A bez porządku nie ma dobrobytu.
Przez lata mówiono nam, że musimy wybierać między wzrostem gospodarczym a bezpieczeństwem, między produkcją a środowiskiem, między suwerennością a współpracą międzynarodową. To była fałszywa alternatywa. My udowodniliśmy, że można mieć jedno i drugie — ale tylko wtedy, gdy interes własnych obywateli stawia się na pierwszym miejscu.
Ameryka współpracuje z innymi narodami. Handlujemy. Inwestujemy. Zawieramy sojusze. Ale nie robimy tego kosztem własnych ludzi. I nigdy więcej tego nie zrobimy.
Chcę być bardzo jasny wobec wszystkich obecnych tu liderów politycznych i biznesowych: era globalizacji bez odpowiedzialności dobiegła końca. Era, w której wielkie korporacje czerpały zyski, a zwykli obywatele płacili cenę — jest skończona.
Nowy model jest prosty: produkcja tam, gdzie jest sprzedaż. Inwestycje tam, gdzie są obywatele. Odpowiedzialność tam, gdzie są zyski.
To nie jest protekcjonizm. To jest zdrowy rozsądek.
Zbyt długo system był ustawiony przeciwko pracującym ludziom. Przeciwko rodzinom. Przeciwko klasie średniej. My ten system naprawiamy — i robimy to szybko.
Dlatego właśnie widzicie powrót klasy średniej w Stanach Zjednoczonych. Dlatego widzicie rekordowe zatrudnienie. Dlatego widzicie rosnące płace — realne płace, po uwzględnieniu inflacji. I dlatego widzicie nadzieję.
A teraz pozwólcie, że zwrócę się bezpośrednio do Europy.
Europa musi zdecydować, czy chce być muzeum, czy kontynentem przyszłości. Muzea są piękne. Kochamy je. Ale nie tworzą miejsc pracy. Nie finansują systemów socjalnych. I nie bronią swoich granic.
Jeśli Europa chce konkurować, musi produkować. Jeśli chce być bezpieczna, musi kontrolować migrację. Jeśli chce być wolna, musi podejmować własne decyzje.
Nie mówię tego jako krytyk Europy. Mówię to jako jej przyjaciel. Silna Europa to silny Zachód. Słaba Europa to problem dla całego świata.
Ameryka nie będzie już dłużej ratować systemów, które same siebie niszczą. Będziemy współpracować z tymi, którzy chcą się reformować, którzy chcą wzrostu, którzy chcą bezpieczeństwa.
I widzę tu dziś wielu takich liderów.
Świat wchodzi w nową erę. Erę narodów. Erę odpowiedzialności. Erę pracy i produkcji. I Ameryka przewodzi tej zmianie.
Zapraszam was, byście do nas dołączyli.
Na zakończenie chcę powiedzieć coś bardzo prostego. Przez wiele lat mówiono wam, że przyszłość należy do bezosobowych struktur, do globalnych instytucji, do technokratów, którzy „wiedzą lepiej”. To nieprawda.
Przyszłość należy do narodów, które znają swoją tożsamość, szanują swoich obywateli, chronią swoją kulturę i są dumne ze swojej historii.
Przyszłość należy do społeczeństw, które nagradzają pracę, a nie zależność. Które wspierają rodziny, a nie je osłabiają. Które wierzą w wolność, ale rozumieją, że wolność wymaga odpowiedzialności.
Ameryka wróciła. Ameryka jest silna. Ameryka znów przewodzi.
I robimy to nie przez narzucanie innym naszego modelu, ale przez przykład. Przez wyniki. Przez fakty.
Każdy kraj musi znaleźć własną drogę. Ale są pewne uniwersalne prawdy: nie da się zbudować bogactwa bez produkcji, bezpieczeństwa bez granic ani demokracji bez suwerenności.
Jeśli będziecie kierować się tymi zasadami, wasze narody będą prosperować. Wasi obywatele będą bezpieczni. A przyszłe pokolenia będą wam wdzięczne.
Dziękuję wam za uwagę. Dziękuję Światowemu Forum Ekonomicznemu. Dziękuję Davos.
I niech Bóg błogosławi wasze narody.
Niech Bóg błogosławi Stany Zjednoczone Ameryki.
Pełna treść wystąpienia po angielsku dostępna jest TU.
oprac. KJ





