VOX

Nieznośna amoralność polityki

Jan Śliwa

Mam w szufladzie medal Sprawiedliwych – zasługa mojej Mamy. Znajoma Żydówka stanęła w drzwiach, konieczna była decyzja: tak lub nie. Weszła.

      Nie mamy wiecznych przyjaciół ani wiecznych wrogów. Nasze interesy są wieczne i trwałe,
naszym obowiązkiem jest podążać za tymi interesami.
Lord Palmerston

.Opinia lorda Palmerstona jest mottem wszystkich pragmatycznych polityków i komentatorów. Niepotrzebna, wręcz szkodliwa jest emocjonalna interpretacja historii, tłuczona do głowy – jak mawiał mój sceptyczny wujek – przez egzaltowane galicyjskie nauczycielki. W szkole PRL-owskiej również zostałem napiętnowany taką wersją historii. Występują w niej szlachetni mężowie i dzielne kobiety, młodzi idący jak kamienie na szaniec, ze słowami Bóg, Honor, Ojczyzna na sztandarach i z zasadą salus rei publicae suprema lex. Gdy trzeba, walczą o naszą i waszą wolność, a w przerwach dbają o ojcowiznę, nie zapominając o sprawach wspólnych i doli ludu.

Jest to historia piękna, godna Tacyta, z Cyncynatami i Katonami. No i co z tego wyszło? W 1945 r. po sześcioletnich zmaganiach na wszystkich frontach, po walce z diabłem brunatnym i czerwonym – który w pewnym momencie przestał być dla innych diabłem – obudziliśmy się ze zniszczonym krajem, w przesuniętych granicach, bez sześciu milionów obywateli i podarowani czerwonemu diabłu. Został nam honor, ulotny jak płonące szklanki spirytusu, stawiane na barze przez Maćka Chełmickiego.

A teraz? Wygląda na to, że i ten honor jest wątpliwy. Co prawda Polska jest odbudowana mimo braku reparacji i planu Marshalla oraz złodziejskiej umowy węglowej ze Związkiem Radzieckim. Ale honor by się jednak przydał.

Nie będę tu opisywał całego sporu o pamięć z Izraelem, argumenty zostały wielokrotnie przytoczone. Chodzi mi tylko o to, co można było zrobić lepiej i jak się zachowywać dalej. Założenie, że honor nie ma ceny, doprowadziło do katastrofy. Stąd pomysły, że powinniśmy byli prowadzić cyniczną grę jak wszyscy inni. Jeżeli Zachód postawił na Stalina, czemu my nie mieliśmy postawić na Hitlera? Czy nie możemy być raz z Putinem, raz z Niemcami, raz z Chinami? Działać w polityce zagranicznej jak Wiktor Orban, przestawiać sojusze i grać na kilku fortepianach? Wielki może sobie na to pozwolić. Rozgrywa pionki na szachownicy i jeżeli tylko wygra, nikt mu nic nie zrobi. Mały prawdopodobnie sam będzie rozgrywany. Do tego duży może na nim wymusić czyny, z których trudno być dumnym.

Nawet minister spraw zagranicznych Francji pouczał Polskę, a Le Point opatrzył to tytułem, że Francja się rumieni za Polskę. Francja, której kolaboracyjne władze same wyłapywały Żydów i dostarczały ich Niemcom. Francja, w której nawet rząd de Gaulle’a nie podniósł sprawy Żydów, by nie wyjść na ich pachołka – a ten argument był chwytliwy. Francja, gdzie ostatnio chłopiec został pobity za noszenie kipy, a wywołało to oburzenie, ale nie zdziwienie. Gdybyśmy mieli takie sprawy na koncie, wzbudziłoby to wstyd i gniew. Czy ktoś gani tradycyjny i aktualny antysemityzm Francji? Nie. Francja się rumieni za Polskę.

Więc co robić? Czy lojalność i godność to tylko kula u nogi? Niemcy produkują dobre samochody, są lubiani. Nawet jeżeli te samochody mają fałszowane testy ekologiczne, i tak wiele wody w Jangcy upłynie, zanim Chińczyk zwątpi w niemiecką technikę. Same Chiny jeszcze niedawno były karane za naruszanie praw człowieka. Obecnie w Szwajcarii ich ambasada organizuje spotkanie informacyjne o wpływie uchwał zjazdu KPCh na współpracę z małymi i średnimi przedsiębiorstwami. Szwajcaria studiuje uchwały chińskiej partii komunistycznej! Jaka płynie stąd nauka? Dziesięciokrotny wzrost PKB i silna armia radykalnie zwiększają sympatię. Ale czy chcemy być jak Chiny?

Oczywiście, w obecnych sporach uważam, że to Polska ma rację, a zarzuty są elementem nacisku. Ale czy chcemy wykorzystać (przyszłą) siłę ekonomiczną do przyzwolenia na dyktaturę? Na razie i tak nie gramy w tej lidze. Moim zdaniem nie możemy zbawiać świata i zrywać stosunków handlowych z każdym krajem o nieczystym sumieniu. W ten sposób musielibyśmy skreślić Wielką Brytanię, gdzie dopuszczalne jest przerywanie ciąży do 24. tygodnia, lub Belgię i Holandię, swobodnie eksperymentujące z eutanazją.

Ktoś powiedział, że jeżeli jeden o czymś marzy, to tylko marzenie, ale jeżeli marzą miliony – to fakt polityczny.

Żydzi dzięki woli przetrwali dwa tysiąclecia, Polacy dwa wieki. Zawsze były opcje wyjścia, porzucenia tego marzenia. Jednak było coś, co nawet i teraz, po młócce dwóch totalitaryzmów i rozmiękczeniu konsumpcjonizmem, powoduje, że w godzinie „W” na minutę stają coraz liczniejsze miasta w hołdzie dla „sierpniowych szaleńców”. Pięknych szaleńców.

Weźmy przyjaźń polsko-węgierską. I do szabli, i do szklanki – jakie to niedzisiejsze! Ale dzięki temu, nawet będąc w przeciwnych obozach, nie robimy sobie brzydkich rzeczy, a gdy jeden kraj broni się przed sowieckimi czołgami, oczywiste jest, że drugi wysyła krew dla rannych. To zdecydowanie nie jest nic. Ale oczywiście sojusz polsko-węgierski nie jest strategiczny. Kogo mamy do dyspozycji? Skrótowo: należymy do Unii o niemalejącej dominacji Niemiec, a stoimy na drodze partnerstwu Niemiec z Rosją – surowce za technologię. Rosja wielokrotnie pokazywała, że przed ostrą wojną nie ma oporów, jeżeli tylko może sobie na to pozwolić.

Kluczowe pytanie więc brzmi: na kogo możemy liczyć w przypadku otwartej agresji? Mówi się o europejskiej armii, ale Francja jest zainteresowana zabezpieczeniem dostaw uranu z Czadu, nie walką na Ostfroncie. O stanie niemieckiej armii różnie mówią, ale oprócz sprzętu trzeba jeszcze woli. Gdy czytam niemiecką prasę, widzę Polskę jako kraj, który można naprowadzać na dobrą drogę, ale na pewno nie jako kraj, dla którego można by przelewać krew. Więc zostają USA. Jest to znowu partner odległy, powtórka z 1939 r. Dysponujący jednak sprawną armią, z szybkimi ścieżkami dowodzenia. Czy można na niego liczyć? W przypadku agresji będziemy wiedzieć po tygodniu.

W ostatnich latach coraz intensywniejsze były kontakty z Izraelem. My trochę izolowani w Unii, oni izolowani na Bliskim Wschodzie. Oba kraje nielubiane przez lewicowe kręgi dominujące w Europie. Sojusz nie był formalny, ale flirt był zauważalny. I tu dochodzimy do wydarzeń ostatnich tygodni, które są główną inspiracją tego tekstu. Co się stało? Pod wpływem kilku nierozsądnych słów, do tego wzmocnionych przez premiera Izraela walczącego w kampanii wyborczej, puściły tamy. W Izraelu pojawiały się antypolskie teksty, oskarżające Polskę i Polaków o współudział w Zagładzie, może nawet rolę sprawczą. Jednak nie docierały one do naszej masowej świadomości. W zasadzie też wiedzieliśmy o wycieczkach przedpoborowych, na których młodzi Izraelczycy się uczą, że cały świat ich nienawidzi, otoczeni są groźnymi antysemitami, a Polska to jedynie ziemia, która spłynęła żydowską krwią. Fala zarzutów przeciw Polsce spowodowała też przywołanie wspomnień, które długo były z zażenowaniem skrywane – o żydowskiej policji w Getcie czy o Chaimie Rumkowskim, który na żądanie Niemców swym współbraciom powiedział: Wydajcie mi wasze dzieci!

Jakie będą konsekwencje? Niektórzy mówią, że to katharsis. Że lepsza brutalna prawda niż zakłamanie. Pewnie tak, lecz będzie to już tylko małżeństwo z rozsądku. Ale może i lepiej. Kto więcej straci? Nie wiem. Dla Polski krytyczne jest utrzymanie sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Choć jak napisałem powyżej, o jego wartości przekonamy się w pierwszym tygodniu wojny (która oby nigdy nie nastąpiła), ale nie widzę innych kandydatów do tej roli. Co straci Izrael? W wymiarze ostatecznym Polska jest (była?) zabezpieczeniem na czarną godzinę. Izrael jak na razie wygrywa wszystkie wojny, ale przegrać może tylko jedną. Polin to jedyne miejsce schronienia. Mogą flirtować z Rosją i Ukrainą, ale w przypadku ucieczki lepiej liczyć na tamtejszy filosemityzm. To brzmi abstrakcyjnie, ale może się zdarzyć. Mówiono o współpracy w dziedzinie uzbrojenia. Ale wiadomo, że Izrael sprzedał Gruzji drony, a przed wojną w 2008 r. udostępnił Rosjanom kody dostępu, za co z kolei Rosja udostępniła kody irańskiej obrony przeciwlotniczej. Oczywiste jest, że kupowanie świetnej broni, która zawodzi w decydującym momencie, nie ma najmniejszego sensu. Również myślano o współpracy w dziedzinie cyberbezpieczeństwa. Polska ma świetnych informatyków, ale raczej działających solo. Izrael ma (bo musi) najlepszych specjalistów, czy to w armii, czy to w Technion, Hajfa. Świetny pomysł, razem powstaje masa krytyczna, sytuacja win-win. Ale bezpieczeństwo to złożony, dynamiczny problem. Użycie niewłaściwego ustawienia algorytmu szyfrowania może obniżyć odporność i umożliwić złamanie kodu silnym (rządowym) maszynom. Można wprowadzić backdoor, tylne wejście, znane tylko programiście. W ten sposób bez stuprocentowego zaufania łatwo się dać wykorzystać.

.Jak teraz wyglądają stosunki polsko-żydowskie? Niestety, wielu mówi, że ich pozytywne nastawienie zostało wystawione na ciężką próbę. Mam w szufladzie medal Sprawiedliwych – zasługa mojej Mamy. Znajoma Żydówka stanęła w drzwiach, konieczna była decyzja: tak lub nie. Weszła. Trwało to ponad dwa lata, od 1942 r. do końca wojny. W lecie 1944 r. front przeszedł przez Przeworsk – gdzie żył mój Tato – ale zatrzymał się przed Tarnowem. Pół roku dodatkowego czekania. Każdy dzień może być ostatni. A przez cały ten czas dzielenie kartkowego chleba na jedną osobę więcej i próba normalnego życia. Szczerze – coś we mnie pękło.

Jan Śliwa

Jan Śliwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Imię i nazwisko

Maksymalnie 160 znaków.