Macron nie docenił konfliktu arabsko-izraelskiego – „Le Monde”

Prezydent Francji Emmanuel Macron spóźnił się z przylotem do Izraela. Konflikt arabsko-izraelski nie został przez niego należycie doceniony – napisał o wtorkowej wizycie prezydenta dziennik „Le Monde”. Polityk jako przyczynę późnego przyjazdu wskazuje m.in. fakt, że w jego kraju żyją duże społeczności żydowska i arabska.

Prezydent Francji Emmanuel Macron spóźnił się z przylotem do Izraela. Konflikt arabsko-izraelski nie został przez niego należycie doceniony – napisał o wtorkowej wizycie prezydenta dziennik „Le Monde”. Polityk jako przyczynę późnego przyjazdu wskazuje m.in. fakt, że w jego kraju żyją duże społeczności żydowska i arabska.

Spóźniona wizyta prezydenta Francji w Izraelu

.Dziennik „Le Monde” zauważa, że Emmanuel Macron przybył do Izraela dopiero ponad dwa tygodnie po atakach terrorystycznych przeprowadzonych przez Hamas i po wizytach przywódców USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch i Holandii.

„Jako usprawiedliwienie swojej późnej wizyty Macron wskazał na różnice we wrażliwości we Francji, tj. w kraju, w którym największa społeczność żydowska w Europie – przeżywająca szok po atakach Hamasu – żyje obok ruchu propalestyńskiego, który został ponownie zmobilizowany w ciągu ostatnich dwóch tygodni przez trudną sytuację ludności Gazy” – pisze „Le Monde”.

W czwartek prezydent brał też udział w pogrzebie nauczyciela w Arras na północy Francji, który został zamordowany przez mężczyznę powiązanego z radykalnym islamem.

Emmanuel Macron spotyka się w Izraelu z najwyższymi politykami państwa izraelskiego – prezydentem Icchakiem Herzogiem, premierem Benjaminem Netanjahu, a także przywódcą Autonomii Palestyńskiej Mahmudem Abbasem. W środę prezydent Francji może odwiedzić jeszcze jeden z krajów regionu.

Konflikt arabsko-izraelski: Francja nie jest już siłą sprawczą w regionie

.Emmanuel Macron musi powiedzieć coś nowego, innego niż przywódcy, którzy byli w Izraelu przed nim, „sprawić, by inny dyskurs stał się słyszalny” – twierdzi cytowany przez „Le Monde” Denis Sieffert, dziennikarz i autor książki o konflikcie izraelsko-palestyńskim.

Przed wizytą Pałac Elizejski jasno zaznaczył, że ma być ona wyrażeniem solidarności z Izraelem po ataku Hamasu przeprowadzonym 7 października. Jednocześnie prezydent Macron wzywa do przestrzegania międzynarodowego prawa humanitarnego i szuka politycznego rozwiązania konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Według analityków cytowanych przez „Le Monde” Francja nie jest już jednak „siłą sprawczą” w tym regionie.

„Macron, podobnie jak większość zachodnich i arabskich przywódców, myślał, że konflikt arabsko-izraelski został zakończony” – mówi jeden z byłym francuskich szefów MSZ, cytowany przez dziennik. „Popełnił błąd, ale nie jest jedyny. Stany Zjednoczone popełniają błędy od trzydziestu lat. Ale być może zaczyna rozumieć, że nie może trzymać się tej linii” – dodał.

Problem z przyszłością Francji

.„Jeśli z tej żenującej nie-debaty wokół reformy emerytalnej we Francji możemy wyciągnąć jakiś wniosek, to jest to zapewne świadomość niesłychanego nieprzygotowania Francji, a szerzej – Europy do podjęcia wyzwań długoterminowych” – pisze we „Wszystko co Najważniejsze” Jacques ATTALI, francuski eseista, ekonomista i doradca polityczny; pierwszy prezes EBOR.

Jego zdaniem „w przeciwieństwie do innych krajów we Francji nie uświadczysz żadnej poważnej refleksji na temat tego, czym będzie ona w 2030 roku – za siedem lat, czyli «jutro rano» – nie mówiąc już o perspektywie 2040 czy 2050 roku. (…) Przyszłość jawi się jako mrzonka (rzadko zresztą sielankowa), a w odniesieniu do możliwych rozwiązań mnożą się prognozy pesymistyczne czy wręcz wieszczące zawalenie się wszystkiego. Zagrożeń dla Francji jest rzeczywiście mnóstwo i wielu ludzi słusznie przeczuwa, że skoro jedno z najbogatszych i najbezpieczniejszych państw świata, w którym istnieje najmniej nierówności społecznych i panuje nad wyraz umiarkowany klimat, ma się tak dobrze, to odtąd musi być tylko gorzej”.

„Brak prognoz poważnych, realistycznych, dyskutowanych w sposób demokratyczny, oraz odmowa diagnozy przyczyn problemów, a w zamian poprzestawanie na wskazywaniu kozłów ofiarnych torują drogę piewcom tępego katastrofizmu i najbardziej skrajnym propozycjom populistycznym. Nie tylko zresztą torują drogę, ale wręcz stwarzają warunki urzeczywistniania się owych skrajnych prognoz. Dzieje się tak dlatego, że wzbraniając się przed poważną refleksją nad przyszłością, rezygnujemy z działania, które mogłoby uczynić ją lepszą. Gdy przychodzi co do czego, panikujemy przed problemami, które moglibyśmy rozwiązać, gdybyśmy tylko zawczasu przystąpili do działania jak należy” – podkreśla Jacques ATTALI.

Dodaje on, że „rezygnacja z prognozowania przyszłości jest jednym z wymiarów śmiertelnego wroga ludzkości: prokrastynacji. Gdybyśmy trzydzieści lat temu wzięli pod rozwagę pierwsze prognozy GIEC (Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu), posadzilibyśmy inne gatunki roślin niż te, które zasiedlają dziś nasze pola i lasy. Problem wzięty na poważnie w swoim czasie – to znaczy wtedy, gdy go właściwie rozpoznano – jest dużo łatwiejszy do rozwiązania. A ponieważ problemów nie bierze się na poważnie we właściwym czasie, stwarza się warunki dla najgorszych ewentualności. Podglebiem partii populistycznych nie jest nic innego, jak właśnie zaślepienie partii teoretycznie reformatorskich”.

„Państwo, tak jak przedsiębiorstwo, rodzina czy każdy z nas, nie może stworzyć niczego wielkiego, doniosłego, poważnego, konsensualnego, empatycznego bez refleksji nad tym, co stanie się z nim w dłuższej perspektywie. Konieczne w tym celu jest podjęcie wysiłku na rzecz rozpoznania tego, co niezmienne, wskazania tego, co może ulec zanikowi, i przeciwnie – tego, co należy jak najszybciej powołać do życia. Niektórzy ludzie, niektóre przedsiębiorstwa prowadzą taką refleksję. Niektórzy aktorzy życia publicznego również. Ale dzieje się to zbyt rzadko i w zbyt dużym ukryciu” – twierdzi Jacques ATTALI.

PAP/WszystkoCoNajważniejsze/SN

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 października 2023
Fot. Gonzalo Fuentes / Reuters / Forum