Donald Trump wysyła wenezuelską ropę do Europy [Bloomberg]

Dwa tankowce płynące pod banderą Wysp Marshalla są w drodze do Wenezueli, aby na polecenie prezydenta USA Donalda Trumpa odebrać wenezuelską ropę naftową i dostarczyć ją do portów w Europie – wynika z dokumentów przewozowych, do których dotarła agencja Bloomberga.
Wenezuelska ropa w Europie
.Tankowce Poliegos i Folegandros, które znajdowały się w połowie drogi między Afryką Północną a Karaibami, po załadunku w Wenezueli, przewidzianym na koniec stycznia, powinny dopłynąć do Europy w połowie lutego. Według informatorów agencji Reutera miejscem docelowym może być jedna z rafinerii hiszpańskiego koncernu Repsol lub rafineria Saras w Sarroch na Sardynii.
Za te dostawy odpowiedzialna jest handlująca ropą naftową grupa Vitol, którą administracja USA poprosiła o pomoc tuż po uprowadzeniu przywódcy Wenezueli Nicolasa Maduro przez siły amerykańskie 3 stycznia.
Według Bloomberga w grę wchodzi sprzedaż do Europy nawet 50 mln baryłek wenezuelskiej ropy naftowej. Uzyskany dochód ma zostać przeznaczony na odbudowę gospodarki Wenezueli, zdewastowanej przez dziesięciolecia skorumpowanych rządów w tym kraju.
Zorganizowane przez Vitol dostawy do Europy będą pierwszymi od kwietnia 2025 r., kiedy do Włoch dotarł milion baryłek ciężkiej ropy Merey-16 pochodzącej z pasa Orinoko.
Nicolas Maduro. Dyktator, ekscentryk, “dobry wujek” czy krwawy dyktator z Caracas?
.Aby w pełni zrozumieć karierę niezamożnego Nicolasa Maduro, trzeba jednak przypomnieć chociaż fragment burzliwej historii rewolucji w Wenezueli. Jest to historia o tyle ciekawa, że o ile jej początek jest typowy dla całej Ameryki Łacińskiej, to jej zakończenie zaskoczyło niemal wszystkich. Wenezuela, była przez dekady (podobnie jak wiele innych krajów Ameryki Południowej) niemal feudalnym królestwem kolejnych wojskowych junt. Poziom nierówności społecznych nie różnił się zbytnio od stanu rzeczy sprzed 100 lat. Biedni robotnicy w miastach, jeszcze bardziej ubodzy chłopi wywodzący się z rdzennej ludności, i opływająca w bogactwa kasta żołnierzy, przemysłowców i polityków, topiących w krwi każde próby zmienienia tego stanu rzeczy.
1948. 1958. 1992. Każda z tych dat oznacza zamach stanu (udany lub też nie). Było to niestety typowe dla wszystkich państw kontynentu. W Wenezueli miało jednak zdarzyć się coś rzadko spotykanego. Na przełomie lat 80-tych i 90-tych w wojsku zaczęły kiełkować idee socjalistycznej, narodowej rewolucji. Twarz tej konspiracji. Hugo Chavez, próbował obalić rząd Wenezueli siłą. Lewicowy zamach stanu nie udał się, ale sam Chavez nie został zabity, uwięziony i sponiewierany. Stał się symbolem rewolucji dla wszystkich sfrustrowanych Wenezuelczyków… I po wyjściu z więzienia, rozpoczął kampanię na stanowisku prezydenta.
W tym samym czasie, Nicolas Maduro zaczynał swoje dorosłe życie. Pracując jako kierowca miejskiego autobusu, założył tajny związek zawodowy, i bardzo szybko stał się liderem lokalnego ruchu robotniczego, idąc tym samym w ślady zmarłego w 1988 roku ojca. To było jednak dla niego za mało. Udał się na Kubę, gdzie jak wielu innych działaczy socjalistycznych odebrał gruntowne wykształcenie. Możemy tylko przypuszczać czego się tam nauczył, ale jedno jest pewne… Nie była to tylko teoria marksizmu, ale zapewne również praktyka. Gdy wrócił do Wenezueli, miał według niektórych źródeł być jednym z pierwszych rewolucjonistów, który skontaktowali się z pewnym popularnym wojskowym o imieniu Chavez. Jego wkład w nieudany pucz pozostaje zagadką, ale jedno jest pewne… BYŁ zaangażowany.
Hugo Chavez wygrał wybory, a za jego rządów rozpoczęła się faktyczna rewolucja socjalistyczna, która zmieniła kraj junt wojskowych w socjalistyczną republikę (której demokratyczność pozostawała jednak wiele do życzenia). Nicolas Maduro szybko piął się po szczeblach kariery w rządzie nowej, rewolucyjnej władzy, najpierw jako parlamentarzysta, potem jako minister spraw zagranicznych, ostatecznie zostając wiceprezydentem Wenezueli. Gdy Hugo Chavez ogłosił swój pogarszający się stan zdrowia, to właśnie Nicolas Maduro został ogłoszony jego “następcą”.
Droga do władzy absolutnej początkowo wyglądała jak “demokratyczna” kariera. Wygrał kolejne wybory zaledwie jednym procentem wszystkich głosów, i mimo że jego rywal protestował przeciwko oszustwom wyborczym, prosty kierowca autobusu objął rządy w Wenezueli. Przez jakiś czas gospodarka jego kraju prosperowała. Ceny wenezuelskiej ropy były wysokie i pozwalały rządowi na kolejne monumentalne inwestycje w pomoc socjalną, budownictwo i edukację, ale wkrótce wenezuelski raj zaczął podupadać. Budżet wysychał, inflacja postępowała, a socjalistyczna polityka gospodarcza zaczęła pustoszyć kraj.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/pepites/nicolas-maduro-dyktator-ekscentryk-dobry-wujek-czy-krwawy-dyktator-z-caracas/
PAP/ LW




