Nowy gazociąg dla Europy. Nigeryjski gaz nowa alternatywą

Nigeria zbuduje nowy gazociąg o wartości 20 mld dolarów, którym przez Czad i Libię popłynie do Europy 30 mld m sześc. gazu ziemnego rocznie – zapewnili prezydent Nigerii Bola Tinubu i nigeryjski minister ds. zasobów ropy naftowej Ekperikpe Ekpo po rozmowach z inwestorami w miniony weekend w Londynie.
Kto zapłaci za nowy gazociąg z Afryki?
.Inicjatywa ta ma uwolnić niewykorzystane zasoby energetyczne Nigerii, a jednocześnie rozwiązać problem braku bezpieczeństwa energetycznego w Europie.
Według zaangażowanego w ten projekt miliardera Rogera Tamraza, prezesa saudyjskiej firmy Netoil, „kontrahenci są gotowi podpisać 20-letnie kontrakty” i pozostało tylko rozpocząć budowę. Minister Ekpo potwierdził zaawansowanie projektu, nazywając londyńskie rozmowy historycznymi.
Nigeria, choć jest największym producentem gazu w Afryce, ma olbrzymi problem z jego nadmiarem. Gaz od lat jest bezproduktywnie spalany w szybach, bo kraj ma ograniczone możliwości zużycia go na własne potrzeby i wciąż posiada słabą infrastrukturę, aby tłoczyć go do gazociągu, choć plasuje się w czołówce światowych eksporterów LNG.
Libia już przed trzema laty zgodziła się, aby ten transsaharyjski gazociąg przechodził przez jej ziemie, co w tym wariancie uczyni go o ponad 1 tys. km krótszym, niż gdyby przebiegał alternatywnie przez Algierię. I nieco bezpieczniejszym, ponieważ ominie paraliżowany przez dżihadystów Niger.
Kilka dni przed rozmowami nigeryjsko-brytyjskimi włoska grupa energetyczna Eni poinformowała o odkryciu dwóch gigantycznych źródeł gazu u wybrzeży Libii. Złoża znajdują się około 85 km od brzegu, co oznacza, że wydobyty z nich gaz z powodzeniem może zaspokoić zarówno popyt krajowy w Libii, jak i eksport do Włoch, o czym poinformowała włoska firma wydobywcza.
Energetyczne NATO 2.0
.Rok 2025 zamknął epokę energetycznych złudzeń. Energia przestała być neutralnym zasobem – stała się narzędziem presji, elementem przewagi strategicznej i jednym z głównych czynników nowego podziału świata. Koncepcja Energetycznego NATO stworzona w Polsce przed 20 lat nie brzmi już jak publicystyczna prowokacja, lecz jak realistyczna odpowiedź na zmieniający się porządek globalny. Czas wrócić do tego pomysłu.
ok 2025 nie przyniósł jednego spektakularnego przełomu. Jego znaczenie polegało na czymś innym: na kumulacji procesów, które przez lata narastały, a w minionych dwunastu miesiącach zaczęły się wzajemnie wzmacniać. Energia stała się językiem geopolityki.
Po 2025 roku świat jest wyraźniej podzielony na bloki energetyczne. Każdy z nich obstawia inny globalny scenariusz, buduje własne łańcuchy dostaw, własne technologie. Mamy Amerykę, która urosła do rangi energetycznego giganta w obszarze ropy i gazu, które napędzały spektakularny progres ludzkości w XX wieku, i bez którego w dalszym ciągu nie potrafimy funkcjonować. Mamy również Chiny, które urosły do pierwszego na świecie „ElektroImperium”, stawiające na energię elektryczną jako medium XXI wieku, w którym to elektron jest królem a nie cząsteczka węglowodorowa. Każdy z bloków buduje własną strefę wpływów, każdy ma nadzieję, że jego energetyczny fundament będzie wystarczająco solidny, żeby zredefiniować światowy porządek „pod siebie”. I to właśnie w tej rzeczywistości warto ponownie spojrzeć na ideę Energetycznego NATO – koncepcję zaproponowaną ponad dwie dekady temu, w Polsce a dziś wizjonersko aktualną.
Półkula Zachodnia wyszła z 2025 roku jako energetyczny beneficjent globalnych zawirowań. Stany Zjednoczone, wraz z Kanadą, Brazylią, Gujaną i Argentyną, osiągnęły poziom samowystarczalności i nadwyżek, który jeszcze dekadę temu wydawał się polityczną fantazją. Cała Półkula Zachodnia to już prawie 40% światowej produkcji ropy! W efekcie eksport ropy i gazu przestał być wyłącznie decyzją rynkową – stał się narzędziem polityki bezpieczeństwa i polityki zagranicznej jednocześnie.
Waszyngton zyskał swobodę manewru wobec Rosji, Iranu i państw OPEC+, jakiej nie miał od dziesięcioleci. Świetne relacje prezydenta Trumpa i jego otoczenia z arabskimi państwami Zatoki dokładają mu zdolność do wpływania na globalna podaż energii w sposób, który jest dla niego najwygodniejszy. W efekcie, spadki cen ropy uderzają bezpośrednio w budżet Kremla, podczas gdy dla USA oznaczają impuls gospodarczy i argument polityczny na czas nadchodzących wyborów mid-term w listopadzie.
Na ten obraz nałożyła się na początku 2026 roku destytucja Maduro w Wenezueli. Skala największych na świecie wenezuelskich rezerw ropy sprawia, że ograniczenie rosyjskich i chińskich wpływów połączone z perspektywą stabilizacji politycznej – jeśli wszystko pójdzie po myśli Prezydenta Trumpa – doprowadzi do boomu inwestycyjnego, który jeszcze wzmocni energetyczną niezależności Półkuli Zachodniej.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/michal-kurtyka-energetyczne-nato/
PAP/MB





