Kto wygra wybory w Stanach Zjednoczonych? Dwa scenariusze zwycięstwa

Demokraci mają przewagę w sondażach ogólnokrajowych i szansę na odebranie Republikanom kontroli nad Kongresem. Do zwycięstwa potrzebują jednak odpowiedniego układu wyników w konkretnych stanach. Karolina Północna daje im możliwość zdobycia mandatu senatorskiego, a Alaska i Maine pozostają wyrównane. Republikanie mogą odpowiedzieć zwycięstwem w Michigan lub New Hampshire. Każdy odebrany tam mandat znacząco utrudni Demokratom przejęcie Senatu.

Wybory połówkowe odbędą się 3 listopada 2026 roku. Amerykanie wybiorą wszystkich 435 członków Izby Reprezentantów i obsadzą 35 mandatów w Senacie. Wynik zdecyduje o warunkach, w jakich Donald Trump będzie sprawował drugą połowę swojej kadencji.

Demokraci mogą wygrać w jednej izbie, a przegrać w drugiej. Na początku października ich pozycja jest wyraźnie korzystniejsza w walce o Izbę Reprezentantów. Przejęcie Senatu wymaga większej liczby zwycięstw w stanach, gdzie lokalni kandydaci i struktura elektoratu mają szczególne znaczenie.

W ogólnokrajowym badaniu Emerson College Polling, przeprowadzonym 21–22 września, 53 procent prawdopodobnych uczestników wyborów deklarowało poparcie dla demokratycznego kandydata do Kongresu, a 42 procent dla republikańskiego. W średniej Decision Desk HQ, przedstawionej 1 października, przewaga Demokratów wynosiła około ośmiu punktów: 49 do 41 procent.

Wyniki zależą jednak w dużej mierze od tego, kogo pracownia uznaje za prawdopodobnego uczestnika głosowania. W badaniu „The Economist” i YouGov z 25–28 września Demokraci mieli sześciopunktową przewagę wśród wszystkich już zarejestrowanych wyborców. Wśród osób deklarujących pewny udział prowadzenie rosło do około 16 punktów, według obliczeń pracowni opartych na niezaokrąglonych wynikach.

Różnica ta ma znaczenie dla obu scenariuszy. Demokraci mogą liczyć na korzystny wynik, jeśli większa mobilizacja ich zwolenników utrzyma się do listopada. Republikanie potrzebują zwiększyć udział własnego elektoratu i odzyskać część wyborców, którzy obecnie nie deklarują pewnego głosowania.

Na ich niekorzyść działa ocena prezydenta. We wrześniowym sondażu Emersona pracę Trumpa aprobowało 39 procent respondentów, a 58 procent oceniało ją negatywnie. Nie oznacza to jednak, że każdy niezadowolony wyborca zagłosuje na Demokratów. W wyborach do Kongresu może nadal poprzeć znanego sobie republikańskiego senatora lub kongresmena.

Scenariusz pierwszy: Demokraci wygrywają

Demokraci i współpracujący z nimi senatorowie niezależni dysponują obecnie 47 mandatami. Do większości potrzebują 51. Najprostsza droga prowadzi przez utrzymanie wszystkich własnych miejsc i odebranie Republikanom czterech.

Karolina Północna stanowi ważny punkt tego scenariusza. Roy Cooper startuje jako były gubernator, z rozpoznawalnością i dorobkiem wykraczającymi poza bieżącą kampanię. W badaniu AARP miał jedenastopunktową przewagę nad Michaelem Whatleyem, byłym przewodniczącym krajowych władz Partii Republikańskiej. Dla Demokratów byłoby to szczególnie istotne przejęcie, ponieważ chodzi o mandat zwalniany przez republikańskiego senatora Thoma Tillisa. Wygrana Coopera podniosłaby demokratyczny stan posiadania do 48 miejsc, przy założeniu braku innych zmian.

Jednocześnie partia musi obronić Michigan i New Hampshire. Porażka w jednym z tych stanów oznaczałaby konieczność zdobycia pięciu mandatów republikańskich zamiast czterech. Porażka w obu podniosłaby ten wymóg do sześciu. Michigan jest pod tym względem szczególnie istotne. Dwupunktowe prowadzenie demokraytcznego kandydata w badaniu Emersona pozostawiało wynik otwarty. Demokraci nie mogą przeznaczyć wszystkich zasobów na ofensywę w stanach republikańskich, zaniedbując wyścig, którego przegrana zniwelowałaby jedno zwycięstwo gdzie indziej.

Drugim ważnym elementem demokratycznego scenariusza jest Ohio. Sherrod Brown próbuje wrócić do Senatu po porażce w 2024 roku. Jego przeciwnikiem jest Jon Husted, który objął mandat po przejściu J.D. Vance’a na stanowisko wiceprezydenta. Badanie Marist z końca września dawało Brownowi osiem punktów przewagi. Wśród wyborców niezależnych prowadził 58 do 33 procent. Jednocześnie w ogólnym pytaniu o preferowaną partię w wyborach do Kongresu Demokraci wyprzedzali Republikanów w Ohio tylko o trzy punkty.

Różnica wskazuje na znaczenie samego kandydata. Brown uzyskiwał wynik lepszy od swojej partii. Demokratyczna droga do zwycięstwa zakłada, że utrzyma część poparcia osób, które nie są gotowe poprzeć wszystkich demokratycznych kandydatów, ale chcą ponownie wybrać jego. Pozostaje zastrzeżenie metodologiczne: Marist badał zarejestrowanych wyborców, a nie wyłącznie tych uznanych za najbardziej prawdopodobnych uczestników głosowania. Ostateczna frekwencja może zmienić proporcje.

Przy wygranych w Karolinie Północnej i Ohio Demokratom brakowałoby jeszcze dwóch przejęć. Mogłyby je zapewnić Maine i Alaska.

W Maine główną przeszkodą jest Susan Collins. Republikańska senator przez lata utrzymywała poparcie części wyborców, którzy w wyborach prezydenckich wybierali Demokratów. Troy Jackson musi przekonać wystarczającą liczbę tych osób, że w listopadzie ważniejsza będzie kontrola nad Senatem niż dotychczasowa ocena Collins. Alaska stawia przed Demokratami inne zadanie. Mary Peltola musi zdobyć większość w stanie sprzyjającym Republikanom w wyborach prezydenckich. Dwupunktowe prowadzenie w średniej sondażowej wskazuje, że taka koalicja wyborców jest możliwa. Nie daje jednak dużego marginesu na słabszą frekwencję lub błąd pomiaru.

Zwycięstwa w Karolinie Północnej, Ohio, Maine i Alasce, przy obronie wszystkich własnych mandatów, dałyby Demokratom 51 miejsc. To jeden z czytelnych scenariuszy przejęcia Senatu.

Demokraci nie muszą wygrać dokładnie w tych czterech stanach. Mogą zastąpić porażkę w jednym z nich sukcesem w Teksasie, Iowa albo Kansas. W Teksasie wrześniowy sondaż Emersona pokazywał niemal równy wynik obydwu kandydatów. Wśród latynoskich respondentów, Demokrata, prowadził 54 do 39 procent. Dla Demokratów warunkiem zwycięstwa byłoby utrzymanie tej przewagi i odpowiednio wysoka frekwencja, a także zdobycie poparcia poza najbardziej demokratycznymi częściami stanu.

W Iowa odejście Joni Ernst oznacza rywalizację o otwarty mandat. W Kansas Roger Marshall musi natomiast bronić się przed Adamem Hamiltonem. W obu przypadkach korzystny sondaż nie wystarcza do uznania Demokratów za pewnych zwycięzców. Znaczenie tych stanów wykracza jednak poza sam wynik. Konkurencyjna kampania zmusza Republikanów do dzielenia pieniędzy, czasu kandydatów i pracy organizacyjnej między większą liczbę miejsc.

Model Decision Desk HQ oceniał 1 października ich szanse na zdobycie Izby na 75 procent. To wyraźna przewaga, pozostawiająca jednak możliwość republikańskiego zwycięstwa.

Scenariusz drugi: Republikanie utrzymują Kongres

Republikanie mają w Senacie 53 miejsca. Mogą stracić trzy mandaty netto i zachować kontrolę dzięki rozstrzygającemu głosowi wiceprezydenta przy remisie 50:50. Ich skuteczna obrona nie wymaga zatem wygrania wszystkich zagrożonych stanów. Mogą przegrać na przykład w Karolinie Północnej, Ohio i Maine, jeżeli utrzymają Alaskę, Teksas, Iowa, Kansas oraz pozostałe własne mandaty.

Z tej perspektywy Dan Sullivan na Alasce, Ken Paxton w Teksasie i Ashley Hinson w Iowa mogą okazać się równie ważni dla zachowania większości jak kandydaci z najbardziej nagłośnionych wyścigów. Każde zatrzymane przejęcie oddala Demokratów od potrzebnego czwartego mandatu.

W stanach z niewielkimi różnicami sondażowymi Republikanom wystarczyłaby stosunkowo mała zmiana zachowania wyborców. Mogłaby ona wynikać z większej mobilizacji własnych zwolenników, decyzji niezdecydowanych albo lepszej oceny miejscowego kandydata.

Najbardziej skuteczna republikańska odpowiedź obejmowałaby zdobycie terytoriów Partii Demokratycznej.

Jeżeli Mike Rogers wygra w Michigan, Demokraci będą potrzebowali pięciu przejęć, aby osiągnąć 51 miejsc. Takie samo znaczenie miałoby zwycięstwo Johna E. Sununu w New Hampshire. Sukces Republikanów w obu stanach sprawiłby, że nawet demokratyczne zwycięstwa w Karolinie Północnej, Ohio, Maine i Alasce nie wystarczyłyby do większości.

Michigan pokazuje, że republikański kandydat może pozostawać konkurencyjny pomimo słabych notowań prezydenta. W tym samym wrześniowym badaniu Emersona Rogers tracił dwa punkty do El-Sayeda, podczas gdy pracę Trumpa aprobowało 40 procent respondentów, a 55 procent ją dezaprobowało.

Republikański scenariusz zakłada więc utrzymanie wyborców, którzy nie są zadowoleni z administracji, ale nadal wolą lokalnego kandydata tej partii. W Izbie Reprezentantów Republikanie stoją przed trudniejszym zadaniem. Muszą obronić wystarczającą liczbę konkurencyjnych okręgów, aby krajowa przewaga Demokratów nie przełożyła się na zmianę większości.

Znaczenie będzie miał między innymi Nowy Jork, gdzie republikańscy kandydaci próbują utrzymywać mandaty także w okręgach głosujących na Demokratów w wyborach prezydenckich. Podobny problem dotyczy części okręgów New Jersey, Wirginii i zachodnich stanów. Republikanom mogą pomóc przejęcia w miejscach, gdzie zmieniono granice okręgów, między innymi w Teksasie i na Florydzie. Każdy zdobyty mandat zwiększa liczbę strat, które partia może ponieść gdzie indziej.

Przy punkcie odniesienia wynoszącym 220 miejsc osiem przejęć mandatów demokratycznych i dziesięć porażek we własnych okręgach pozostawiłoby Republikanom dokładnie 218 miejsc. Utrzymanie większości jest zatem możliwe nawet przy stracie części obecnych kongresmenów. Demokraci mają obecnie przewagę w sprawie, którą wyborcy uznają za szczególnie istotną. W badaniu Emersona gospodarkę wskazało jako najważniejszy problem 41 procent respondentów. W tej grupie Demokratów popierało 55 procent, a Republikanów 41 procent. Badanie AP-NORC z 24–28 września pokazało jednak ograniczenia tej przewagi. W kwestii kosztów życia 38 procent zarejestrowanych wyborców bardziej ufało Demokratom, 27 procent Republikanom, a kolejne 27 procent nie ufało żadnej partii.

Demokraci muszą przekonać te osoby, że przejęcie Kongresu przyniesie pożądaną zmianę. Republikanie potrzebują ograniczyć odpowiedzialność, jaką wyborcy przypisują im za sytuację materialną, oraz zachować poparcie osób nieufnych wobec demokratycznej alternatywy. W Ohio, Michigan czy Kansas taki wyborca może przesądzić o wyniku bardziej niż kolejna zmiana poparcia w stanie, gdzie jedna z partii i tak ma zdecydowaną większość.

Pełny sukces Demokratów oznaczałby co najmniej 218 mandatów w Izbie Reprezentantów i 51 miejsc w Senacie. Najbardziej czytelna droga prowadzi przez obronę Michigan i New Hampshire oraz zdobycie czterech mandatów republikańskich, z Karoliną Północną, Ohio, Maine i Alaską jako jednym z możliwych zestawów.

Pełny sukces Republikanów wymagałby utrzymania co najmniej 218 miejsc w Izbie i 50 w Senacie. Mogliby go osiągnąć dzięki obronie większości wyrównanych stanów oraz lepszym od obecnych przewidywań wynikom w konkurencyjnych okręgach. Przejęcie Michigan lub New Hampshire wyraźnie ułatwiłoby im zadanie.

Pozostaje również wariant, w którym Demokraci zdobywają Izbę Reprezentantów, a Republikanie zachowują Senat. Oznaczałby on ograniczenie możliwości ustawodawczych Trumpa przy utrzymaniu republikańskiego wpływu na zatwierdzanie nominacji. Na początku października różnica między pozycją Demokratów w obu izbach sprawia, że tego rozstrzygnięcia nie można pomijać.

Maciej Bzura

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 4 października 2026