Spór o abonament. Strajk w czeskich mediach publicznych
W czeskich mediach 24-godzinny strajk w obronie niezależności mediów publicznych. Osiem niezależnych pochodów dziennikarzy, studentów, muzyków i aktorów doszło na demonstrację, w której zdaniem organizatorów uczestniczyło około 25 tys. osób.
Strajk i demonstracja
Strajk i demonstracja odbywają się w związku z zamiarem rządu zmiany sposobu finansowania publicznych mediów. Rezygnacja z abonamentu na rzecz finansowania z budżetu państwa, zdaniem protestujących, zagraża niezależności publicznych TV i radia. Podczas demonstracji ogłoszono, że w strajku uczestniczyła większość pracowników i współpracowników obu instytucji.
Zwracano uwagę, że zmiana systemu finansowania będzie oznaczać redukcję zatrudnienia i konieczność rezygnacji z produkcji wielu programów. Zagrożone są nie tylko programy dla dzieci oraz edukacyjne, ale także zbiory archiwalne.
Mówcy podkreślali, że czeskie zmiany w mediach publicznych przypominają te ze Słowacji, gdzie zlikwidowano wspólną radiowo-telewizyjną instytucję RTVS i natychmiast powołano nową – STVR, w której wielu twórców nie znalazło zatrudnienia.
Przed modelem słowackim ostrzegała słowacka reżyserka młodego pokolenia Tereza Nvotova, która w kraju nie mogła dokończyć dokumentu o zamordowaniu w 2018 r. dziennikarza śledczego Jana Kuciaka. Pomogli jej w tym dopiero telewizje w Czechach i Niemczech.
Projekt ustawy
Od północy, gdy rozpoczynał się strajk pracowników i dziennikarzy, publiczne radio i TV drastycznie ograniczyły program. Na antenach, które zgodnie z prawem nie mogły w pełni zawiesić nadawania, prezentowano powtórki lub bardzo skrócone informacje. Tłumaczono także sens akcji protestacyjnej.
Projekt ustawy dotyczącej zmiany w finansowaniu mediów publicznych przeszedł głosami rządowej większości przez pierwsze czytanie w Izbie Poselskiej. Opozycja podkreślała, że nad projektem nie prowadzono publicznej dyskusji i domaga się wycofania projektu z prac parlamentarnych.
Podobny postulat sformułowali uczestnicy protestów.
Premier Andrej Babisz odrzuca takie rozwiązanie i powtarza, że odejście od abonamentu jest częścią programu rządu, który powstał po wyborach z jesieni 2025 r. Nie zgadza się także z zarzutami o utracie niezależności przez media publiczne.
PAP/NZ




