Jolanta PAWNIK: Strajk, od którego zaczęła się wrocławska „Solidarność”

Strajk, od którego zaczęła się wrocławska „Solidarność”

Photo of Jolanta PAWNIK

Jolanta PAWNIK

Dziennikarka, wykładowca i doradca medialny. Entuzjastka nowych mediów. Krakowianka zakochana w rodzinnym Sandomierzu. Autorka książek "Saga rodu Moszczeńskich" i "Sandomierska piłka ręczna".

46 lat temu we wrocławskiej zajezdni autobusowej przy ul. Grabiszyńskiej rozpoczął się protest, który w ciągu kilku godzin objął miasto, a następnie zakłady pracy z całego Dolnego Śląska. Strajkujący nie domagali się podwyżek dla siebie. Poparli postulaty robotników z Wybrzeża i zapowiedzieli, że pozostaną w zajezdni do czasu zawarcia porozumienia w Gdańsku. Wrocławianie przynosili im żywność i koce, opozycjoniści uruchomili prowizoryczną drukarnię, ksiądz odprawiał msze święte, a artyści Opery Wrocławskiej zagrali dla nich koncert. Strajk rozpoczęty o świcie 26 sierpnia 1980 roku stał się jednym z najważniejszych wydarzeń w powojennej historii Wrocławia – pisze Jolanta PAWNIK

.Wrocławianie protestowali już w lipcu 1980 roku, po wprowadzeniu przez władze podwyżek cen mięsa i jego przetworów. Podobnie jednak jak w innych częściach kraju, protesty te miały charakter lokalny i zwykle kończyły się po spełnieniu lokalnych żądań. Tymczasem z Wybrzeża docierały informacje o strajku, którego uczestnicy domagali się nie tylko poprawy własnych warunków pracy, ale także prawa do tworzenia niezależnych związków zawodowych, wolności słowa i uwolnienia więźniów politycznych.

Oficjalne media mówiły o tym niewiele albo przedstawiały wydarzenia zgodnie z linią władz. Informacje krążyły więc innymi drogami. Słuchano Radia Wolna Europa, czytano i przekazywano z rąk do rąk ulotki i biuletyny przywożone z Wybrzeża. Miasto żyło tymi doniesieniami, a ekscytacji towarzyszyła nadzieja na zmianę.

26 sierpnia 1980 roku w zajezdni autobusowej nr VII przy ulicy Grabiszyńskiej rozpoczął się strajk solidarnościowy z robotnikami Wybrzeża. Była to wówczas najmniejsza z wrocławskich zajezdni MPK. Dwoma autobusami zablokowano bramę wyjazdową. „26 sierpnia rano o godz. ok. 4.30 po przyjeździe na zajezdnię powiedziałem, że mam dokumenty i biuletyny z Gdańska. Chciałem to rozpowszechnić. Zebrała się grupa kilkudziesięciu osób. Ja byłem tym, który zapoznał kolegów z postulatami, z sytuacją w Gdańsku. Pewne fragmenty biuletynów nawet zacytowałem. I decyzja – co robimy? Trudno mi powiedzieć teraz, kto rzucił hasło: strajk” – wspominał ten moment jeden z inicjatorów protestu Tomasz Surowiec. Decyzja zapadła. Z „siódemki” wysłano ludzi do pozostałych zajezdni, do protestu przyłączali się kolejni kierowcy i motorniczowie. Autobusy i tramwaje przestały wyjeżdżać na ulice i komunikacja miejska stanęła.

.Wrocław był wówczas jednym z największych ośrodków przemysłowych w kraju, a sama ulica Grabiszyńska wyglądała zupełnie inaczej niż współcześnie. W jej sąsiedztwie działały wielkie zakłady przemysłowe zatrudniające tysiące ludzi. Wiadomość o strajku z prędkością światła docierała więc za bramy kolejnych przedsiębiorstw. „Wtedy ul. Grabiszyńska była ciągiem fabrycznym. Informacja, że na »siódemce« jest strajk, błyskawicznie się rozeszła. Około godzin popołudniowych zaczęli do nas schodzić się przedstawiciele innych zakładów. Najpierw z Grabiszyńskiej: Fadroma, Hutmen, Elwro, FAT. Mówią, że się przyłączają. Postulatów swoich nie wysuwali, popierali nasze: osiągnięcie porozumienia w Gdańsku. Wtedy zaszła konieczność powołania Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego” – wspominał Surowiec.

W zajezdni powołano Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Na jego czele stanął Jerzy Piórkowski, kierowca MPK, długoletni pracownik „siódemki”, cieszący się wśród załogi dużym autorytetem.

Zajezdnia przy Grabiszyńskiej szybko przestała być centrum protestu jednego przedsiębiorstwa. Przyjeżdżali do niej przedstawiciele kolejnych zakładów. W szczytowym momencie w Międzyzakładowym Komitecie Strajkowym reprezentowanych było ok. 180 przedsiębiorstw z Wrocławia i innych miejscowości Dolnego Śląska. Strajk z lokalnego wydarzenia stał się częścią ogólnopolskiego Sierpnia.

Do zajezdni zaczęli przychodzić również ludzie związani z działającą wcześniej opozycją: Studenckim Komitetem Solidarności, Komitetem Obrony Robotników, Konfederacją Polski Niepodległej czy Towarzystwem Kursów Naukowych. Ich doświadczenie okazało się bardzo przydatne. Pomagali organizować protest, przekazywali wiedzę o sytuacji w kraju, tworzyli system komunikacji z mieszkańcami.

W zajezdni uruchomiono prowizoryczną drukarnię. Powielano w niej komunikaty MKS, które następnie trafiały na ulice miasta. Informacje o sytuacji we Wrocławiu przekazywano również na Zachód, skąd wracały do Polski za pośrednictwem Radia Wolna Europa. „Reakcja na opozycjonistów była od razu pozytywna. Ta pierwsza noc była bardzo nerwowa, a oni już byli i po prostu wtedy każdy z obecnych był sprzymierzeńcem. Zdawaliśmy sobie sprawę, że oni o wiele więcej ryzykują niż my. Na pewno byli po ręce w tej farbie. Znalazło się kilka osób z zajezdni, które im pomagały drukować to wszystko. Ja byłem z Tomkiem Surowcem i z Władkiem Frasyniukiem w autobusie. Puszczaliśmy przez megafony z kaset z Gdańska nagrania obrad” – wspominał Bohdan Jetz.

Strajk komunikacji miejskiej wiązał się z ogromnymi utrudnieniami w mieście. Mimo to pod zajezdnią przy Grabiszyńskiej zaczęli pojawiać się ludzie. Przychodziły setki, a według relacji nawet tysiące Wrocławian. Przynosili strajkującym jedzenie, napoje i koce. Tłum gromadzący się po drugiej stronie ogrodzenia był czymś więcej niż pomocą aprowizacyjną. Pokazywał ludziom pozostającym w zajezdni, że miasto ich popiera. Poparcia protestującym udzielił metropolita wrocławski abp Henryk Gulbinowicz. 29 i 31 sierpnia na terenie zajezdni ks. Stanisław Orzechowski, legendarny później duszpasterz ludzi pracy, odprawił mszę świętą.

Niezwykła scena rozegrała się 31 sierpnia. Około południa w zajezdni pojawili się artyści Opery Wrocławskiej i wykonali dla strajkujących koncert utworów patriotycznych. Orkiestrą dyrygował Robert Satanowski. Jego udział zwracał szczególną uwagę, bo nie był on artystą kojarzonym z opozycją. Miał za sobą wojenną działalność w Armii Ludowej, należał do PZPR i funkcjonował w oficjalnym życiu kulturalnym PRL.

31 sierpnia 1980 roku w Stoczni Gdańskiej przedstawiciele Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego i władz PRL podpisali porozumienie. Władze zaakceptowały m.in. możliwość powołania niezależnych od partii i pracodawców związków zawodowych.

W zajezdni nie ufano oficjalnym komunikatom władz. Do Gdańska wcześniej wysłano własną delegację i postanowiono zaczekać na jej powrót oraz bezpośrednie potwierdzenie, że porozumienie rzeczywiście zostało podpisane. Wrocławscy delegaci wrócili dopiero nad ranem 1 września. Przywieźli kopię porozumienia, potwierdzoną podpisem Anny Walentynowicz. Według zachowanych relacji, aby jak najszybciej dotrzeć na Dolny Śląsk, jechali samochodem wojewody gdańskiego.

Dopiero wtedy strajk zakończono, a autobusy i tramwaje ponownie wyjechały na wrocławskie ulice. Była to już jednak inna rzeczywistość niż ta sprzed rozpoczęcia protestów. Rozpoczęło się organizowanie niezależnych związków zawodowych.

W następnych miesiącach Dolny Śląsk stał się jednym z najsilniejszych regionów NSZZ „Solidarność”, a później również jednym z najważniejszych ośrodków opozycji w czasie stanu wojennego. Zajezdnia nr VII przy Grabiszyńskiej pozostała symbolem tamtych wydarzeń i oczywiście nie pełni już swojej pierwotnej funkcji. Działa w niej Centrum Historii Zajezdnia, którego zadaniem jest dokumentowanie i popularyzowanie historii powojennego Wrocławia, w tym wydarzeń Sierpnia 1980 roku i dziejów dolnośląskiej „Solidarności”.

.W 2026 roku minęło 46 lat od tych wydarzeń. Obchody rocznicowe rozpoczęły się 28 sierpnia koncertem „Tu zaczyna się Wrocław” na wrocławskim Rynku. Wystąpiły Budka Suflera oraz Justyna Steczkowska, a sam koncert nawiązywał do występu artystów Opery Wrocławskiej dla strajkujących 31 sierpnia 1980 roku.

Główne uroczystości odbyły się 30 sierpnia. Przedstawiciele dolnośląskiej „Solidarności” złożyli kwiaty na grobach osób związanych z historią związku, następnie w Kościele św. Klemensa Dworzaka odprawiono mszę pod przewodnictwem metropolity wrocławskiego abp. Józefa Kupnego. Uczestnicy obchodów spotkali się później przy tablicy upamiętniającej strajk obok dawnej zajezdni przy Grabiszyńskiej.

Jolanta Pawnik

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 września 2026
Fot. Bartek Sadowski / Forum