Niezłomni. Rzecz o Solidarności Walczącej

Romuald LAZAROWICZ

Publicysta, wydawca, redaktor, jeden z działaczy Solidarności Walczącej. Współautor (z Piotrem Bielawskim) książki „Dziwny rok 1989”, autor zbioru opowiadań „Plastikowy delfin”.

zobacz inne teksty autora

Solidarność Walcząca była nie tylko sprawnie działającą organizacją, ale i pewnym ideałem społecznym – pisze Romuald LAZAROWICZ

.Solidarność Walcząca gromadziła i znakomitych naukowców, wyrafinowanych intelektualistów, i robotników, hipisów, działaczy duszpasterstw, uczniów i gospodynie domowe… Połączyła we wspólnym działaniu ludzi wszystkich pokoleń, stanów i zawodów. Na całe życie ukształtowała też wielu młodych ludzi, dała im trwałe wartości, pewną opokę.

Historia

Właściwe zrozumienie fenomenu i istoty działania SW wymagałoby zarysowania sytuacji Polski lat 80., pominę je wszakże, ponieważ rozsadziłoby to ramy niniejszego tekstu. Trzeba jedynie pamiętać, że PRL był systemem niesuwerennego despotyzmu państwowego, którego skutkiem była marnotrawna i kompletnie niewydolna gospodarka. Podłożem większości polskich buntów społecznych były zazwyczaj sprawy gospodarcze i dopiero na drugim planie stawały kwestie wolności. W niewoli da się jeszcze żyć, ale bez jedzenia — nie.

Uczestnicy kolejnych zbiorowych protestów zdawali sobie sprawę z tego, że kluczowy jest brak wolności. To, że nie czynili z tego głównego hasła rewindykacyjnego, wynikało z ich realizmu — sowieckich czołgów stojących na straży „zdobyczy socjalizmu” ani nawet pałek ZOMO nie można było pokonać gołymi rękami. Wyłom w tym murze niemożności spowodowała dopiero rewolucja Solidarności lat 1980 – 1981. Stan wojenny miał ją zniszczyć, był próbą cofnięcia czasu, złamania społecznego oporu, zastraszenia autorytetów niezależnych od komunistycznego systemu.

Działania władz WRON (Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego) przyniosły pewien efekt: przywódcy Solidarności znaleźli się w więzieniach, a ci, którzy zeszli do podziemia, byli zdezorientowani i nastawieni na defensywę, na poszukiwanie kompromisu. Wyjątkiem był Wrocław.

Solidarność Walczącą założyli w tym mieście w czerwcu 1982 roku działacze skupieni wokół Kornela Morawieckiego, stanowiący trzon podziemnego Regionalnego Komitetu Strajkowego Solidarności, którzy nie zgadzali się z kierownictwem podziemnego związku w sprawie metod i strategii działania. Zamiast defensywy, która musiała prowadzić do zasadniczej klęski, wezwali do ofensywy. Przypominali, że wolności nie można wybłagać u dyktatury, uzyskać jedynie „za kroplę krwi”, że trzeba ją wywalczyć.

Czynników prowadzących działaczy ku SW było, rzecz jasna, wiele, m.in. przekonanie podziemnych władz Solidarności o konieczności niedrażnienia władz PRL, unikanie mówienia o niepodległości, o Sowietach, ustroju…

Solidarność Walcząca nie była przy tym zainteresowana władzą dla siebie. Dążyła do obalenia władzy komunistów, ale nie po to, żeby tę władzę przejąć. To rys silnie idealistyczny, spójny wszakże z całym etosem SW. Równocześnie był to czynnik ułatwiający unikanie koniunkturalizmu i zawierania „zgniłych” kompromisów.

Chrześcijaństwo było przez SW postrzegane jako jeden z najważniejszych elementów naszej tożsamości i kultury. Doceniana też była wielka rola Jana Pawła II w przywracaniu Polakom wolności, również w sensie suwerenności duchowej.

Główną postacią, przewodniczącym i twórcą ideowych założeń SW był Kornel Morawiecki.

Solidarność Walcząca nie była zainteresowana władzą dla siebie. Był to czynnik ułatwiający unikanie koniunkturalizmu.

Solidarność Walcząca opowiadała się za niepodległością Polski, za odrzuceniem komunistycznej władzy i sowieckiej dominacji. Jako jedyna zapowiadała rozpad Związku Sowieckiego, powstanie niepodległych państw w Europie Wschodniej i zjednoczenie Niemiec.

Pierwszym sukcesem SW były manifestacje z czerwca 1982 roku. Na wezwanie redakcji pisma „Solidarność Walcząca” (wbrew stanowisku RKS) na ulice Wrocławia wyszły wówczas tysiące mieszkańców. Demonstracje przekształciły się w wielogodzinne walki uliczne, wznoszone były barykady, niejednokrotnie zmuszano oddziały ZOMO do wycofania się. SW była współorganizatorem największej wrocławskiej demonstracji stanu wojennego 31 sierpnia 1982 roku. Relacje na żywo z tej demonstracji nadawało Radio SW. Organizowanie masowych demonstracji ulicznych stało się specjalnością SW lat 80.

Rola Solidarności Walczącej w oporze społecznym z czasem wzrosła do tego stopnia, że Służba Bezpieczeństwa uznała ją za istotne zagrożenie dla systemu. W sierpniu 1985 roku szef SB gen. Władysław Ciastoń wydał rozkaz w sprawie „rozpoznania, rozpracowania i zlikwidowania organizacji Solidarność Walcząca”, angażując w działanie przeciw niej „wszystkie jednostki organizacyjne Służby Bezpieczeństwa”. Ogólnokrajowemu rozpracowaniu SW nadano kryptonim „Ośmiornica”. Była to największa operacja MSW od roku 1981. Mimo to SW pozostała organizacją podziemną w najmniejszym stopniu zinfiltrowaną przez SB — choć przez areszty czy więzienia przyszły setki jej członków. Rozpracowywaniem Solidarności Walczącej bez powodzenia zajmowała się również enerdowska Stasi w ramach Sprawy Operacyjnego Rozpracowania „Sycylia”. O poszczególnych działaniach była informowana sowiecka KGB.

Aresztowanie w październiku 1987 roku Kornela Morawieckiego, a wkrótce potem jego następcy, Andrzeja Kołodzieja, nie zakłóciło ani nie przerwało działalności SW. Obu przywódców pół roku później wyrzucono poza granice kraju. Powodem była obawa władz PRL, że Solidarność Walcząca storpeduje przygotowywane porozumienie z „opozycją konstruktywną”. Z drugiej strony nie można już było przetrzymywać Morawieckiego w więzieniu, gdyż psułoby to wizerunek otwartej władzy, uczciwie podchodzącej do kontraktu okrągłego stołu. Ponieważ próba legalnego powrotu do kraju nie powiodła się, Kornel Morawiecki — po odbyciu krótkiej podróży politycznej (Włochy, Wielka Brytania, USA, Kanada) — powrócił nielegalnie i ponownie zszedł do podziemia.

Motywowany racjami moralnymi i politycznymi sprzeciw Solidarności Walczącej wobec okrągłego stołu nie wpłynął istotnie ani na jego przebieg, ani na późniejsze „półwolne” wybory 1989 roku, choć samo istnienie SW potencjalnie wzmacniało pozycję negocjacyjną „strony społecznej”.

Solidarność Walcząca, owszem, godziła się na rozmowy z komunistami, ale na temat warunków ich odejścia, kapitulacji, nie zaś o dzieleniu się z nimi władzą. Stąd właśnie zasadnicza niezgoda SW na teatr „okrągłego stołu”. Po latach wyraźnie widać, jak bardzo zawarty wówczas „historyczny kompromis” negatywnie zaciążył na życiu politycznym, gospodarczym i społecznym Polski ostatniego ćwierćwiecza. To ocena SW nacechowana była wówczas realizmem i dalekowzrocznością, nie zaś ta prezentowana przez uczestników bankietów w Magdalence.

Proponując wizję Polski po upadku komunizmu, Solidarność Walcząca podkreślała potrzebę solidaryzmu społecznego i samorządności oraz odwoływała się do wartości wynikających z nauczania Kościoła katolickiego.

Ostatnie lata funkcjonowania SW przyniosły bardzo energiczne jej działania na terenie krajów Związku Sowieckiego.

Formalne samorozwiązanie Solidarności Walczącej nastąpiło w 1992 roku.

Struktura

Na czele SW stała Rada oraz — od 1984 roku — Komitet Wykonawczy. Z przymrużeniem oka relacje obu ciał można porównać do parlamentu i rządu.

Kolejne przyłączające się do Solidarności Walczącej silne ośrodki regionalne tworzyły oddziały SW. Warunkiem formalnym, poza akceptacją akcesu przez kierownictwo organizacji, było wydawanie własnej gazety. To zastrzeżenie jednak nie miało wielkiego znaczenia wobec lawinowego wręcz wzrostu liczby wydawnictw zarówno we wrocławskiej „centrali”, jak i w poszczególnych oddziałach.

Wbrew niezachwianemu przekonaniu Służby Bezpieczeństwa — które zresztą owocowało kolejnymi jej porażkami w walce z organizacją — struktura SW nie była hierarchiczna. Obecnie określa się ją jako fraktalną (albo strukturą glonu). Komórki SW wyrastały samoistnie tam, gdzie to tylko było możliwe, cały czas zachowując swoją autonomię, i inspirowały powstawanie kolejnych. Miało to trochę charakter ruchu społecznego. Płynące z wrocławskiej „centrali” idee, teksty, apele były jednak przez te komórki szanowane, uznawane i akceptowane. Upraszczając: „Wrocław”, wspierany przedstawicielami oddziałów, wytyczał kierunki ideowe, ale nie zarządzał całością. Taki sposób zorganizowania ugrupowania pozwalał na dużą skuteczność przy relatywnie wysokim poziomie bezpieczeństwa.

Najważniejsze oddziały pozawrocławskie to: Poznań, Trójmiasto, Rzeszów, Kraków oraz Górny Śląsk. Komórki Solidarności Walczącej istniały także w wielu innych miastach, m.in. w Warszawie, Zgorzelcu, Częstochowie, Łodzi, Jeleniej Górze, Lubinie, Lublinie, Kaliszu, Kielcach, Koninie, Toruniu, Opolu, Wałbrzychu.

SW tworzyła również grupy zakładowe (m.in. w Zakładach Cegielskiego w Poznaniu, Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, Stoczni Gdańskiej, kilku śląskich i wałbrzyskich kopalniach).

W Solidarności Walczącej liczni byli żołnierze Armii Krajowej i WiN, jak Zbigniew Lazarowicz, Zdzisław Ojrzyński, płk Zofia Krzysztoń, płk Jan Sokołowski, cichociemny Tadeusz Cieszewski i wielu innych. Na Zachodzie poparcie dla SW budował i zbierał fundusze inny cichociemny, Marian Gołębiewski.

Druga połowa lat 80. zaowocowała wzrostem aktywności młodszych działaczy SW, których pozycja w organizacji, ale i później, po okresie podziemia, systematycznie wzrastała.

Organizacja skupiała około dwóch, trzech tysięcy członków. Ze względów bezpieczeństwa członkostwo organizacji nie było ewidencjonowane. Pełnoprawnym członkiem Solidarności Walczącej zostawało się po złożeniu przysięgi wobec dwóch osób zaprzysiężonych, choć w organizacji liczni byli działacze, nawet wysokiej rangi, którzy jej nie składali.

Przedstawicielami zagranicznymi organizacji byli: Tadeusz Warsza (Wielka Brytania), Andrzej Wirga (Niemcy), Ewa Kubasiewicz (szefowa przedstawicielstw) i Rafał Gan-Ganowicz (Francja), Jerzy Jankowski (Norwegia), Ewa Zając (Szwajcaria), Kazimierz Michalczyk (Berlin Zachodni), Zbigniew Bełz (Kanada), Dariusz Olszewski i Jarosław Świątek (USA).

Dewiza „Wolni i Solidarni” i logo przedstawiające litery SW ułożone w znak kotwicy, symbol nadziei i wierności tradycji Polski Walczącej, były zamieszczane na winietach wszystkich czasopism wydawanych przez SW.

Kontrwywiad

Od samego początku Solidarność Walcząca starała się minimalizować zagrożenia wynikające z działalności podziemnej i zapewnić swoim członkom minimum bezpieczeństwa. Kontrwywiad SW okazał się niezwykle skuteczny w rozpracowywaniu działań Służby Bezpieczeństwa, a jego ostrzeżenia uchroniły wiele osób — nie tylko zresztą z SW — przed aresztowaniem. Dzień w dzień od początku stanu wojennego (a więc nawet jeszcze przed powstaniem SW) do roku 1989 radiowe przekazy SB były nagrywane i analizowane, a wynikające z tego informacje były przekazywane osobom, których dotyczyły. Szczególnym osiągnięciem kontrwywiadu SW kierowanego przez Jana Pawłowskiego było rozpracowanie tajnego „języka” zwanego fosą, którym SB posługiwała się w komunikacji radiowej. Zasługą kontrwywiadu jest też demaskowanie kolejnych agentów bezpieki usiłujących zinfiltrować Solidarność Walczącą. W intelektualnej konfrontacji z SB SW wielokrotnie wygrywała.

Notabene sprzęt elektroniczny, którym posługiwała się SW, znacznie przewyższał zaawansowaniem technicznym i jakością urządzenia polskiej bezpieki. To dla Solidarności Walczącej amerykańskie służby uchyliły embargo na wysoko zaawansowane technologie i wręcz ułatwiały przemyt elektroniki dla SW.

Działalność wydawnicza

Solidarność Walcząca była w podziemiu potęgą drukarską. Kapitalne znaczenie miała tu wyjątkowa struktura SW. Zamiast stosować nieliczne wysoko wydajne maszyny poligraficzne, organizacja korzystała z sieci małych drukarni, posługujących się ręcznymi ramkami. SB co jakiś czas reklamowała się w prasie i telewizji likwidacją kolejnej drukarni, wieszcząc często rychły koniec działalności SW. Tyle że gdy wpadały pojedyncze punkty, pozostałe pracowały nadal.

Zupełnie wyjątkowa była rola Barbary Sarapuk, która nie tylko wyprodukowała olbrzymią ilość bibuły, ale wyszkoliła szeregi drukarzy pracujących później dla podziemia w wielu miejscach Polski.

Podziemni konkurenci (podziemie „związkowe”) odcinali SW od sprzętowej pomocy zagranicznej. Wielokrotnie zdarzało się, że powielacze bezczynnie przetrzymywano w piwnicach i garażach, byle tylko nie pracowały w drukarniach SW. Zastosowana przez SW metoda dywersyfikacji druku powodowała fiasko tego sabotażu.

Oczywiście podobnie było z podziałem zachodniej pomocy finansowej. Ani cent stamtąd nie trafił do SW, mimo że jej drukarnie pracowały również dla innych organizacji podziemnych. Gdyby nie pieniądze ze zbiórek organizowanych przez własnych przedstawicieli na Zachodzie, działalność Solidarności Walczącej byłaby co najmniej mocno utrudniona. Finansowo SW wspierała się również składkami sympatyków, a także sprzedażą kartek, budzących do dziś zachwyt znaczków oraz druków okolicznościowych i kaset magnetofonowych.

SW wydawała i drukowała liczne broszury i książki, ulotki oraz 134 czasopisma, z których najbardziej znane są: „Solidarność Walcząca” (niezależnych od siebie pism o tym tytule wychodziło wiele w różnych miastach), „Biuletyn Dolnośląski”, „Wiadomości Bieżące” „Replika” (Wrocław), „Czas” (Poznań), „Europa”, „Alternatywa”, „WiS” (Warszawa), „Gencjana” (Jelenia Góra), „Gryf” (Szczecin), „PIK” (Katowice), „Wolność” (Łódź), „Solidarność Zwycięży” (Kraków), „Vade Mecum” (Wrocław, Kraków) oraz „Galicja” (Rzeszów). Wydawany przez SW Trójmiasto „Żołnierz Solidarny” (Marek Czachor) był wysyłany masowo do kadry wojskowej.

Formalnym wydawcą wszystkich druków organizacji była Agencja Informacyjna SW (we Wrocławiu kierowała nią Zofia Maciejewska). W latach 1988 – 1990 AISW wydawała swój miesięczny serwis prasowy, rozprowadzany w kraju i za granicą na dyskietkach komputerowych.

SW wspomagała antykomunistyczne organizacje poza Polską — także w Związku Radzieckim, w szczególności publikując wydawnictwa w językach rosyjskim, ukraińskim, czeskim, wydawała też po rosyjsku ulotki adresowane do żołnierzy sowieckich stacjonujących w Polsce.

Od momentu powstania do 1989 roku SW, jako jedyna organizacja podziemna w Polsce, nadawała każdego tygodnia audycje własnego radia we Wrocławiu, a także sporadycznie w Warszawie, Poznaniu, Rzeszowie, Zakopanem.

Wydział Wschodni

W latach 1988 – 1992 działacze i współpracownicy Autonomicznego Wydziału Wschodniego SW udzielali znaczącej pomocy sprzętowej, materiałowej i szkoleniowej działaczom niepodległościowym Litwy, Łotwy, Estonii, Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, Gruzji, Kazachstanu, Armenii, Azerbejdżanu, Uzbekistanu, Rosji. Z Wydziałem Wschodnim SW współpracowali rosyjscy emigranci na Zachodzie, m.in. Natalia Gorbaniewska (Paryż) i Władimir Bukowski (Londyn). Przemycane były maszyny poligraficzne i sprzęt radiowy. Członkowie SW przekazywali organizacjom niepodległościowym know-how, wypracowane w warunkach polskich. Książki w języku rosyjskim, angielskim, ukraińskim przemycane przez Wydział Wschodni SW do ZSRR były przywożone do Polski z Londynu i Sztokholmu przez Berlin Zachodni.

Wyrazem docenienia działaczy Wydziału Wschodniego było odznaczenie w 2009 r. pięciu z nich Medalem Orderu za Zasługi dla Litwy przez litewskiego prezydenta.

Terroryzm

Gdy Kornel Morawiecki został aresztowany, członkowie SW zwrócili się do Amnesty International o występowanie w jego obronie jako „więźnia sumienia”, jak wcześniej w przypadku wielu działaczy Solidarności. AI jednak odmówiła, bo z kręgu Jacka Kuronia otrzymała gołosłowne ostrzeżenie, że Solidarność Walcząca jest organizacją nieodżegnującą się od terroryzmu. Było to de facto przyłączenie się „konstruktywnej opozycji” do reżimowej propagandy, budującej usilnie czarną legendę krwiożerczej SW. Faktycznie ówczesnych podziemnych decydentów ostro raziła niezależność SW, jej permanentna odmowa podporządkowania się autorytetom kreowanym przez kręgi „warszawki”, a przy tym bardzo wysoka efektywność działań „radykałów”. Ci sami, którzy nie wzdragali się przed przyjaznymi rozmowami z ludźmi odpowiedzialnymi choćby za śmierć górników z „Wujka” czy demonstrantów z Lubina, przestrzegali przed terrorystami z Solidarności Walczącej!

Solidarności Walczącej nie było

Parę lat temu znany historyk warszawski wydał wielką księgę przedstawiającą całościową historię podziemnej Solidarności. W prawie pięćsetstronicowym dziele, pełnym różnych detali i rozmaitych analiz, nie znalazło się ani jedno słowo dotyczące Solidarności Walczącej! Zdaję sobie oczywiście sprawę, że autor wystawia jak najgorsze świadectwo swemu profesjonalizmowi, ale nie był on pierwszym, który próbował zatrzeć pamięć lub zdecydowanie umniejszyć rolę SW w walce o wolną Polskę.

Solidarność Walcząca była atakowana od samego początku z dwóch stron — przez SB, co było zrozumiałe, ale wielokrotnie i przez decydentów Solidarności, o której restytucję walczyła. Fatwa dotycząca SW przetrwała upadek komunizmu. Drwiny z SW wyrosłych z Solidarności nowych dygnitarzy nie należały do rzadkości. Wielekroć też starający się o pracę byli działacze SW przemilczać musieli — jak kiedyś kombatanci AK — swoją przeszłość. Było to bowiem źle widziane. Przełom stanowiło 25-lecie organizacji. Wtedy to, w czerwcu 2007 roku, 76 czołowych działaczy Solidarności Walczącej zostało odznaczonych przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżami Odrodzenia Polski. Dopiero wtedy część twórców odkryła SW, zaczęły powstawać filmy i programy dokumentalne, napisano sporo artykułów i trochę książek. Spora w tym zasługa młodych badaczy Instytutu Pamięci Narodowej.

Oczywiście sytuację dodatkowo poprawiło w 2015 roku wejście do Sejmu Kornela Morawieckiego, a do rządu jego syna, Mateusza. Już nie wstyd przyznać się do działalności w Solidarności Walczącej na rzecz wolnej Polski.

Działacze SW (zdaję sobie sprawę, że osoby tu niewymienione w pewien sposób krzywdzę, z drugiej strony lista powinna mieć jakieś rozsądne rozmiary): Artur Adamski, Eulalia Badurska, Tadeusz Bełz, Krzysztof Bieżuński, Adam Borowski, Sławomir Bugajski, Jadwiga Chmielowska, Adam Cymborski, Magdalena Czachor, Marek Czachor, Włodzimierz Domagalski, Paweł Falicki, Edward Frankiewicz, Maciej Frankiewicz, Michał Gabryel, Krzysztof Gulbinowicz, Jacek Guzowski, Piotr Hlebowicz, Mikołaj Iwanow, Zbigniew Jagiełło, Stanisław Janusz, Seweryn Jaworski, Andrzej Kisielewicz, Andrzej Kołodziej, Antoni Kopaczewski, Krzysztof Korczak, Krzysztof Kornaś, Mikołaj Kostecki, Stanisław Kowalski, Maria Koziebrodzka, Waldemar Kras, Jarosław Krotliński, Jan Krusiński, Ewa Kubasiewicz, Romuald Kukołowicz, Wiesława Kwiatkowska, Zofia Kwiatkowska, Romuald Lazarowicz, Antoni Lenkiewicz, Cezariusz Lesisz, Jacenty Lipiński, Szymon Łukasiewicz, Hanna Łukowska-Karniej, Zofia Maciejewska, Piotr Medoń, Mariusz Mieszkalski, Stanisław Mittek, Anna Morawiecka, Kornel Morawiecki, Mateusz Morawiecki, Stefan Morawiecki, Andrzej Myc, Wojciech Myślecki, Krzysztof Ochel, Ludwika Ogorzelec, Zbigniew Oziewicz, Marian Oziewicz, Jan Pawłowski, Jerzy Peisert, Tadeusz Piątek, Jacek Połujan, Barbara Sarapuk, Władysław Sidorowicz, Marian Stachniuk, Janusz Szkutnik, Tomasz Szostek, Tadeusz Świerczewski, Krzysztof Wolf, Edward Wóltański, Andrzej Zarach, Małgorzata Zwiercan, Roman Zwiercan.

Działacze i współpracownicy Autonomicznego Wydziału Wschodniego SW: Leszek Bednarczuk, Marek Biesiada, Selim Chazbijewicz, Jadwiga Chmielowska, Karol Gwoździewicz, Piotr Hlebowicz, Józef Janiszewski, Lech Jęczmyk, Janusz Kamocki, Józef Lebenbaum, Tadeusz Markiewicz, Kazimierz Michalczyk, Wioletta i Lech Osiakowie, Piotr Pacholski, Maciej Ruszczyński, Sebastian Rybarczyk, Wojciech Stando, Roman Zaleski.

Romuald Lazarowicz

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z