Paulina MATYSIAK: Być z ludźmi pracy

Być z ludźmi pracy

Photo of Paulina MATYSIAK

Paulina MATYSIAK

Filolożka i filozofka. Posłanka na Sejm IX i X kadencji. Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Walki z Wykluczeniem Transportowym. Autorka felietonów "Pisane lewą ręką", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autorki

Są takie miejsca, w których lewicowa posłanka po prostu powinna być. Nie dlatego, że wypada i będą kamery, ale dlatego, że tam są ludzie pracy. A jeśli lewica nie jest z ludźmi pracy wtedy, gdy upominają się o swoje prawa, bezpieczeństwo i godność, to właściwie po co jest? – pisze Paulina MATYSIAK

.Dlatego byłam w środę na Placu Zamkowym w Warszawie razem z tysiącami pracowników z całej Polski. Przyjechali z dużych miast, mniejszych miejscowości, zakładów pracy, szkół, urzędów, sklepów, kopalń, gospodarstw, hal produkcyjnych i biur. Przyjechali także mieszkańcy mojego rodzinnego Kutna. Razem przeszliśmy pod parlament, bo są sprawy, o których trzeba mówić głośno na ulicy, żeby rząd usłyszał to, czego nie chce słyszeć przy stole.

„Solidarność” mówiła tego dnia o tym, co wielu ludzi czuje od dawna: o zwolnieniach grupowych, osłabianiu praw pracowniczych, rosnących kosztach życia, które zjadają pensje szybciej, niż pojawiają się podwyżki. I to nie są jakieś oderwane od rzeczywistości sprawy, bo za nimi stoją konkretne – często dramatyczne – ludzkie historie. Kiedy czytamy o zwolnieniach grupowych, to miejmy na uwadze, że za bezdusznymi cyferkami w tabeli jest człowiek, który po latach pracy dowiaduje się, że jego zakład będzie ograniczał zatrudnienie. A także jego rodzina, która zaczyna liczyć, ile miesięcy wytrzyma bez jednej pensji.

.Jeśli ktoś przedstawia kwestię praw pracowniczych jako przeszkodę na drodze w rozwoju, to od razu wiem, jakie są prawdziwe intencje tej osoby. Aby mieć tanią i poddaną bezwzględnie siłę roboczą, która będzie siedzieć cicho. Ale nie możemy zapominać, że pracownik to kluczowy element gospodarki, a nie piąte koło u wozu, dlatego trzeba o niego dbać. Bez niego nie ma produkcji, usług, administracji, handlu i przemysłu. I ma prawo mieć już serdecznie dosyć wmawiania mu, że ma cieszyć się z tego, że ma pracę – nawet jeśli jest słabo płatna i związana z ciągłym stresem. Należy przywrócić mu należytą godność.

W tym kontekście niezwykle ważny jest prawdziwy dialog społeczny, w ramach którego pracownicy mają wpływ na decyzje dotyczące ich życia. Istotne są związki zawodowe, które nie są traktowane jak przeszkoda, tylko jak partner. A także rząd, który nie rozmawia wyłącznie z wielkim biznesem, ale również z tymi, którzy codziennie swoją pracą ten biznes utrzymują.

Można się spierać w wielu sprawach: o politykę klimatyczną, tempo transformacji, rozwiązania dla przemysłu, rolnictwa czy energetyki. Ale jedno powinno być oczywiste: żadnej poważnej zmiany nie da się przeprowadzić przeciwko pracownikom i ponad ich głowami. Transformacja, która oznacza lęk przed utratą pracy, wzrost rachunków i brak planu B dla dotkniętych ją regionów, nie będzie sprawiedliwa. A niesprawiedliwa transformacja zawsze rodzi gniew. I ten gniew było w Warszawie słychać.

Byłam na tej manifestacji dlatego, że głos pracowników zbyt często znika w codziennej politycznej nawalance. Łatwiej komentować sondaże, personalne konflikty i sejmowe przepychanki, niż mówić o tym, co naprawdę dotyka milionów ludzi: czy będą mieli pracę, czy pensja wystarczy do pierwszego, czy zakład w ich mieście przetrwa, czy ich dzieci będą musiały wyjechać. A ludzie pracy nie proszą o przywileje. Oczekują podstaw w postaci bezpiecznego zatrudnienia, godnej płacy, szacunku, wpływu na decyzje i państwa, które nie odwraca się, gdy rosną koszty życia albo zapadają decyzje o zwolnieniach. To nie jest jakiś radykalny program, lecz minimum przyzwoitości w państwie, o które powinniśmy zabiegać.

.Dlatego będę tam, gdzie są pracownicy. Także wtedy, gdy ich protest nie mieści się w partyjnych schematach, a na jednej manifestacji pojawiają się ludzie o różnych poglądach. Sprawy pracownicze są zbyt ważne, żeby oddać je komukolwiek na wyłączność.

Jeśli ktoś pyta, dlaczego lewicowa posłanka idzie na manifestację pracowników, odpowiedź jest prosta: bo to jest jej naturalne miejsce. Przy ludziach, którzy pracują, martwią się o przyszłość, walczą o swoje zakłady, pensje, prawa i szacunek. Lewica nie może być lewicą tylko z nazwy. Musi być lewicą obecną tam, gdzie ludzie upominają się o godność. Ich głos musi być słyszany w Sejmie. I właśnie dlatego byłam, jestem i będę po ich stronie.

Paulina Matysiak

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 maja 2026
Fot. Roman KOZIEŁ / Zuma Press / Forum