Australia znów idzie na zwarcie z Big Tech

Australia znów rzuca wyzwanie największym platformom technologicznym. Nowe przepisy mają zmusić Meta, Google i TikToka do płacenia lokalnym wydawcom za newsy albo obciążyć je opłatą w wysokości 2,25%. australijskich przychodów. Meta odpowiada, że projekt jest „rażąco niesprawiedliwy”, dyskryminacyjny i ekonomicznie niespójny.
.Canberra po raz kolejny testuje model regulacji, który może stać się punktem odniesienia dla innych państw. Jeśli państwo uzna, że platformy cyfrowe zarabiają na obecności newsów w swoich usługach, może próbować zmusić je do dzielenia się przychodami z redakcjami.
To szczególnie ważne w momencie, gdy tradycyjne media na całym świecie tracą czytelników, reklamy i wpływ na dystrybucję własnych treści. Coraz więcej odbiorców trafia na wiadomości nie przez strony redakcji, lecz przez Facebooka, Instagrama, TikToka, YouTube’a, Google’a i agregatory informacji.
Meta mówi o podatku wymierzonym w zagraniczne firmy
.Meta, właściciel Facebooka i Instagrama, ostro zaatakowała projekt. Firma przekonuje, że australijskie przepisy są źle zaprojektowane i nie doprowadzą do powstania zróżnicowanego, trwałego sektora informacji. Według niej projekt nie jest uczciwym mechanizmem wsparcia dziennikarstwa, lecz podatkiem wymierzonym w kilka zagranicznych firm.
Spółka twierdzi, że regulacja jest dyskryminacyjna, bo obejmuje tylko wybrane platformy: Meta, Google i TikToka. Firmy te wskazano na podstawie ich australijskich przychodów i liczby użytkowników w kraju. Meta argumentuje, że inni konkurenci oferujący podobne usługi nie zostali objęci takim samym obowiązkiem.
Według doniesień Reutersa Meta podniosła także argument, że projekt może naruszać umowę o wolnym handlu między Australią a Stanami Zjednoczonymi. To przesuwa spór z poziomu regulacji mediów na poziom polityki handlowej i relacji z USA.
Jak ma działać australijski mechanizm
.Projekt opiera się na prostej konstrukcji. Największe platformy mają najpierw zawierać bezpośrednie umowy z lokalnymi wydawcami. Jeśli tego nie zrobią, zostaną obciążone obowiązkową opłatą.
W praktyce ma to być finansowa zachęta do podpisywania umów licencyjnych z mediami, a nie klasyczny podatek od każdej działalności cyfrowej. Australijski model nazywany jest News Bargaining Incentive i ma być następcą wcześniejszego kodeksu negocjacyjnego dla mediów.
Według australijskich mediów firmy mogłyby ograniczać wysokość zobowiązania poprzez zawieranie porozumień z wydawcami, a środki z opłaty miałyby trafiać do redakcji, m.in. według kryterium liczby zatrudnianych dziennikarzy [DO WERYFIKACJI]. To istotne, bo projekt ma nie tylko rekompensować użycie newsów przez platformy, ale także wzmacniać krajową produkcję dziennikarską.
Luka po poprzednim kodeksie
.Australia była jednym z pierwszych państw, które próbowały zmusić Big Tech do płacenia za treści informacyjne. W 2021 r. wprowadzono News Media Bargaining Code, który miał wyrównać pozycję negocjacyjną między platformami a wydawcami.
Tamten model doprowadził do zawarcia umów między firmami technologicznymi a mediami, ale po kilku latach ujawnił słabość: platformy mogły stopniowo ograniczać obecność newsów lub wycofywać się z porozumień. Meta wcześniej zapowiedziała, że nie będzie odnawiać umów z wydawcami w USA, Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech. W Australii firma sygnalizowała, że użytkownicy mogą stracić dostęp do zakładki „news”.
Nowy projekt ma zamknąć tę lukę. Rząd chce uniknąć sytuacji, w której platforma po prostu usuwa newsy albo ogranicza ich widoczność, by nie płacić mediom. To sedno konfliktu: państwo uważa, że platformy korzystają z wartości tworzonej przez redakcje, a platformy odpowiadają, że to media same publikują treści w ich ekosystemach, aby zdobywać zasięg.
Dziennikarstwo jako wartość, nie darmowy surowiec
.Premier Anthony Albanese argumentował, że dziennikarstwo musi mieć przypisaną wartość pieniężną. Według niego wielkie korporacje nie powinny używać treści informacyjnych do generowania zysków bez rekompensaty dla tych, którzy je tworzą.
To argument znany także poza Australią. Media tradycyjne twierdzą, że platformy przejęły znaczną część rynku reklamy, a jednocześnie korzystają z treści informacyjnych jako elementu przyciągającego użytkowników. News jest dla platformy częścią doświadczenia użytkownika, ale koszty jego powstania ponosi redakcja.
Przeciwnicy takich regulacji odpowiadają, że linkowanie do newsów generuje ruch dla wydawców, a wymuszanie opłat za obecność treści w wyszukiwarce lub mediach społecznościowych może zaburzać otwarty charakter internetu. W tym sporze nie chodzi więc tylko o pieniądze, lecz o to, jak definiować wartość informacji w cyfrowej gospodarce.
AI jeszcze bardziej komplikuje spór o newsy
.Spór o płatności za newsy zaczął się w epoce mediów społecznościowych, ale dziś nakłada się na niego kolejna warstwa: sztuczna inteligencja. Narzędzia AI coraz częściej streszczają, porządkują i podają użytkownikom informacje bez konieczności kliknięcia w stronę wydawcy.
W Australii badacze zwracali uwagę, że generowane przez AI podsumowania wiadomości mogą marginalizować lokalne dziennikarstwo i kierować użytkowników do źródeł zagranicznych lub największych marek medialnych. Jeśli trend się utrzyma, redakcje mogą tracić nie tylko przychody reklamowe z platform społecznościowych, ale także widoczność w nowych interfejsach informacyjnych.
Dlatego australijska debata wykracza poza Facebooka i TikToka. Dotyczy przyszłości obiegu informacji w świecie, w którym platforma, wyszukiwarka, chatbot i agregator wiadomości zaczynają pełnić podobną funkcję: decydują, co użytkownik zobaczy, czego nie zobaczy i czy w ogóle trafi do źródła.
Australia reguluje platformy szerzej niż inni
.Australijski projekt wpisuje się w szerszą politykę wobec Big Tech. Canberra od lat należy do państw najaktywniej regulujących platformy cyfrowe. Oprócz sporu o newsy wprowadziła także ograniczenia dotyczące kont w mediach społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia.
Od 10 grudnia 2025 r. platformy objęte australijskimi przepisami muszą podejmować rozsądne kroki, aby uniemożliwić osobom poniżej 16 lat posiadanie kont. Za niewystarczające działania grożą wysokie kary finansowe.
To pokazuje, że Australia traktuje platformy nie tylko jako prywatne aplikacje, ale jako infrastrukturę społeczną: miejsce dostępu do informacji, debaty publicznej, reklamy, rozrywki i kontaktu młodych ludzi ze światem. Skoro platformy pełnią funkcje publiczne, państwo próbuje nakładać na nie obowiązki publiczne.
Test dla innych państw
Rząd zapowiedział złożenie projektu w australijskim parlamencie do 2 lipca 2026 r., a opłata ma obowiązywać już od nowego roku finansowego. Regulacja obejmuje wyłącznie platformy, których australijskie przychody przekraczają 250 mln dolarów australijskich, stąd lista trzech podmiotów: Meta, Google i TikTok. Każda z nich stanie przed tym samym wyborem: podpisać umowy z lokalnymi wydawcami albo zapłacić 2,25% podatek od krajowych przychodów.
Dla wydawców to szansa na nowe środki. Dla platform to precedens, który może zachęcić kolejne państwa do podobnych regulacji. Dla rządów to test, czy da się odzyskać część kontroli nad cyfrową infrastrukturą informacji bez doprowadzenia do wycofania newsów z platform.
Spór Australii z Metą pokazuje, że przyszłość dziennikarstwa nie zależy już tylko od redakcji, czytelników i reklamodawców. Zależy także od regulacji platform, które stały się bramami do informacji. Jeśli państwa nie rozstrzygną, kto płaci za newsy w cyfrowej gospodarce, zrobią to same platformy – przez algorytmy, umowy i decyzje o tym, co w ogóle warto pokazywać użytkownikom.
Szymon Ślubowski



