
Dostęp do rzeczywistości jest dziś luksusem
Nie oszukujmy się, media społecznościowe po prostu nas zjadły. W erze gwałtownego rozwoju sieci, sztucznej inteligencji i postępującej „aidemii”, tj. powodzi treści generowanych przez AI w social mediach, możemy zacząć obserwować nieoczekiwany efekt uboczny: rzeczywistość staje się towarem ekskluzywnym. A w zasadzie – niczym niezakłócony dostęp do niej – pisze Michał KŁOSOWSKI
.Nigdy w historii ludzkość nie miała takiego kłopotu jak obecnie. To, co dawniej było dostępne dla każdego, od faktów po doświadczenia społeczne, relacje czy nawet emocje, staje się luksusem w świecie, w którym granica między tym, co prawdziwe, a tym, co wygenerowane, ulega zatarciu. Algorytmy samych platform, jak pokazała najnowsza publikacja w „Nature”, potrafią zaś nawet przesuwać polityczne opinie milionów użytkowników, po prostu zmieniając to, co im się pokazuje na ekranie.
W dużej mierze to nasza własna wina. Problem nie ogranicza się jednak do samej treści. Od 2022 roku, kiedy modele językowe takie jak ChatGPT zaczęły mówić w sposób przypominający człowieka, zaczęliśmy obserwować reverse alignment, tj. zjawisko, w którym ludzie, wchodząc w interakcję z AI, dopasowują własne zachowania, język i myślenie do maszyn w sposób, który z czasem, z powodu wykorzystywania tychże, staje się bardziej naturalny. Posty na LinkedIn czy felietony, a nawet komunikacja mailowa – wszystko to stało się ofiarą technologii. Zamiast stawać się bardziej ludzcy, automatyzujemy siebie, chcąc być bardziej produktywni, nadając przy ty maszynom cechy naszej własnej świadomości językowej. Badania pokazują, że ta adaptacja nie jest powierzchowna: język nauki i codzienna komunikacja ewoluują pod naciskiem algorytmów, które determinują, co czytamy, jak reagujemy i co uznajemy za „normalną” wypowiedź. Komunikacja zaś jest przecież lustrem, w którym zaczynamy widzieć własne myśli przetworzone przez algorytm, i subtelnym architektem naszej rzeczywistości konstruowanej poprzez język, który jak pisał Ludwig Wittgenstein, jest granicą naszego świata.
Analiza transkrypcji setek tysięcy wykładów, podcastów i wpisów wykazuje bowiem gigantyczną ekspansję języka przypominającego sztuczną inteligencję – zmienia się nie tylko słownictwo, ale i struktura oraz emocjonalny wydźwięk komunikatów. To subtelna, lecz fundamentalna przemiana: nasze, ludzkie, podstawowe narzędzie, tj. język, staje się narzędziem, które algorytmy rozumieją lepiej niż my sami, ludzie. Choć w mowie te zmiany są często niezauważalne, ich społeczne i etyczne implikacje są ogromne. To, co kiedyś było spontaniczną ludzką ekspresją, dziś zostaje częściowo „zasymilowane” przez dialekt LLM-ów. Stajemy się coraz bardziej maszynopodobni w sposobie, w jaki formułujemy myśli, argumentujemy i opisujemy świat, wykorzystując narzędzia technologiczne, które częściej odzwierciedlają korpus danych, na którym były trenowane, niż nasze własne doświadczenia kulturowe.
.Pytanie, które nasuwa się samo, jest więc dwojakie: jeśli AI kształtuje nie tylko to, jak mówimy, ale także to, jak myślimy i co uważamy za obiektywną prawdę, to w jakim stopniu zacznie ostatecznie kształtować nasze normy społeczne, wartości, wiarę czy przekonania? W świecie, w którym algorytmy decydują, które opinie zobaczymy najpierw, co potem uznamy za oczywiste, a co za kontrowersyjne, autentyczność i krytyczne myślenie stają się luksusem. Bo często wielu nie ma już wyjścia; technologia staje się bowiem kluczowym elementem pracy zapewniającej byt. I tak wpadamy w obieg, który trudno opuścić.
W tym kontekście ekskluzywność rzeczywistości nabiera nowego wymiaru. Nie chodzi już wyłącznie o dostęp do faktów czy treści weryfikowalnych, które utraciły swoich gatekeeperów w postaci dziennikarzy czy liderów opinii, ale o dostęp do autentycznego języka. Takiego, który nie został najpierw przefiltrowany przez algorytmy, decydujące, co jest ważne, a co marginalne. A przecież tylko ten, kto potrafi krytycznie korzystać z informacji i selekcjonować źródła, ma realny dostęp do oczyszczonej percepcji świata i prawdy takiej, jaką ona jest. Dla pozostałych pozostaje mieszanka półprawdy i symulakrów wirtualnej nakładki na real.
Sztuczna inteligencja nie jest bowiem już jedynie narzędziem do generowania tekstu czy analizy danych. Jest lustrem, w którym widzimy własne myśli przetworzone przez algorytm; jest subtelnym architektem języka, społecznej i politycznej percepcji. Język jest granicą naszego świata; dziś granice te przesuwają się pod palcami programistów i konstruktorów rekomendacji, a my nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.
Wyzwaniem XXI wieku jest więc nauczyć się chronić prawdę i świadomość językową, aby rzeczywistość nie stała się tylko przywilejem wybranych. W przeciwnym razie iluzja zastąpi doświadczenie, a ludzka percepcja rzeczywistości zostanie sprywatyzowana w rękach tych, którzy potrafią zrozumieć i selekcjonować treści w świecie aidemii, język zaś stanie się kapitałem społecznym i moralnym, dostępnym jedynie nielicznym. Jeśli dziś bowiem mówimy o nierównościach społecznych, za kilka lat będą one znacznie większe właśnie z powodu na pierwszy rzut oka egalitarnego języka. Bo o ile społeczne wypłaszczenie dzieje się na nizinach, to wśród klas wyższych i pomiędzy nimi nierówności tylko wzrastają.
.Jaki z tego morał? Po pierwsze, warto czasami odłożyć telefon, choćby na moment ciszy przy stole z najbliższymi. Może rzeczywistość zaczyna być luksusem, prawda kompetencją elitarną, a język, który kiedyś był wyrazem naszej wolności, przekształca się w narzędzie produktywności, które sztuczna inteligencja potrafi naśladować, ale niekoniecznie odtwarzać w nim pełnię ludzkiej głębi – właśnie dlatego, że zatraciliśmy umiejętność lenistwa? Po drugie zaś, warto spojrzeć za okno. Nie po to, aby robić zdjęcia, tylko zwyczajnie – obserwując, jak budzi się wiosna.


