IPN to wielki sukces Polski po 1989 r. [Karol Nawrocki]

Instytut Pamięci Narodowej jest wielkim sukcesem polskiej demokracji i Polski po roku 1989. Sukcesem, którego zazdrości nam Europa i świat – powiedział prezydent elekt, prezes IPN dr Karol Nawrocki.
„Nie ma drugiej instytucji na świecie, która wykonuje w ten sposób tego rodzaju obowiązki”
.Karol Nawrocki wziął udział w prezentacji wystawy podsumowującej jego działalność jako prezesa Instytutu Pamięci Narodowej.
Przed kościołem pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa Oblubieńca w Warszawie zaprezentowano multimedialną odsłonę projektu „Szlaki Nadziei. Odyseja Wolności”, którą Karol Nawrocki zainicjował jako jeden z pierwszych projektów po objęciu funkcji prezesa IPN.
– Instytut Pamięci Narodowej w architekturze państwa polskiego pełni szczególną rolę i pełni tę rolę od 25 lat. (…) To Instytut Pamięci Narodowej zawsze wypełniał swoje zadania wobec państwa polskiego – powiedział Karol Nawrocki.
Ocenił, że „nie ma drugiej instytucji w państwie polskim, ani w Europie, ani na świecie, która wykonuje w ten sposób tego rodzaju obowiązki”.
– Ma 2,5 tysiąca pracowników i 25 lat doświadczenia. I po czterech latach bycia prezesem Instytutu Pamięci Narodowej, mówię to z pełną odpowiedzialnością, Instytut Pamięci Narodowej jest wielkim sukcesem polskiej demokracji i Polski po roku 1989. Sukcesem, którego zazdrości nam Europa i świat – podkreślił.
Prezydent-elekt i prezes IPN dr Karol Nawrocki podsumował swoją działalność w Instytucie
.Jak dodał, opuszcza instytucję, którą bardzo ceni i która musi trwać, bo wykonuje swoje zadania dla Rzeczpospolitej.
– Gdy cztery lata temu zostawałem prezesem Instytutu Pamięci Narodowej, gdy jeszcze aspirowałem do tego stanowiska, mówiłem, że z całą pewnością zadbam o to, co jest fundamentem Instytutu, a więc o archiwum, o kwestie poszukiwania, upamiętnianie, naukę i o edukację. Dynamika w tych sektorach, jak przekonywałem, powinna być utrzymana. Ale powiedziałem także, że chciałbym, aby Instytut Pamięci Narodowej stał się instytutem przyszłości narodowej, aby pochylił się w stronę najmłodszego pokolenia. Dzisiaj, staję tutaj przed państwem, a to wasza zasługa, w poczuciu wykonanego zadania. Tak, w ciągu ostatnich lat stworzyliśmy biura, których dotychczas w Instytucie Pamięci Narodowej nie było – zaznaczył.
Wymienił m.in. Biuro Wydarzeń Kulturalnych, Biuro Nowych Technologii, Biuro Współpracy Międzynarodowej.
W związku z 80. rocznicą rozpoczęcia wędrówki armii gen. Andersa ewakuowanej z ZSRS Instytut Pamięci Narodowej przygotował międzynarodowy projekt edukacyjno-memoratywny pt. „Szlaki Nadziei. Odyseja Wolności”, który ma na celu upamiętnić wysiłek zbrojny Polskich Sił Zbrojnych podczas II wojny światowej oraz losy ludności cywilnej ewakuowanej z ZSRS wraz z armią gen. Andersa.
Niemcy tylko w małym stopniu rozliczyli się z II wojny światowej
.Powojenna denazyfikacja okazała się tak płytka, że jeszcze w latach 60. administracja RFN była przesiąknięta byłymi członkami NSDAP, a nawet oficerami SS. Koncerny, które za Hitlera wzbogaciły się na pracy niewolniczej, w czasach „cudu gospodarczego” mogły dalej pomnażać swoje majątki. Zbrodniarze wojenni tylko wyjątkowo trafiali w RFN lub w NRD na ławę oskarżonych. Dość powiedzieć, że niemieckie sądy skazały zaledwie dwóch komendantów obozów koncentracyjnych lub śmierci: Paula Wernera Hoppego ze Stutthofu i Franza Stangla z Sobiboru/Treblinki. Niewspółmiernie mała była też odpowiedzialność finansowa Niemiec za ogrom wojennych krzywd i zniszczeń. O reparacjach wojennych dla Polski rząd w Berlinie w ogóle nie chce dziś rozmawiać. Woli ograniczać się do deklaracji o „moralnej odpowiedzialności”, tak chętnie powtarzanych przy okazji kolejnych rocznic.
Z moralną odpowiedzialnością też jednak jest nie najlepiej. Grubo ponad połowa (58 proc.) uczestników wspomnianego sondażu „Die Zeit” podpisuje się pod skandaliczną tezą, że „Niemcy nie ponoszą większej odpowiedzialności za narodowy socjalizm, za dyktaturę, za wojny i zbrodnie niż inne kraje”. Ledwie 3 proc. przyznaje się do tego, że ich własna rodzina należała do zwolenników nazizmu. A przypomnijmy, że w lipcu 1932 r. NSDAP dostała w całkowicie wolnych wyborach do Reichstagu ponad 37 proc. głosów. W sumie w latach 1925–1945 do nazistowskiej partii wstąpiło ok. 10 mln osób. Prawie dwa razy tyle przewinęło się przez Wehrmacht. Książka Mein Kampf – rasistowski manifest Adolfa Hitlera – do 1944 r. osiągnęła nakład prawie 11 mln egzemplarzy.
Dziś wychowują się kolejne pokolenia Niemców, które żyją w nieświadomości skali niemieckich zbrodni z czasów II wojny światowej i przeceniają niemiecki opór wobec brunatnego reżimu. To efekt zaniedbań w edukacji, ale też szerzej – krótkowzrocznej polityki historycznej Berlina, w której mieszają się puste gesty, samozadowolenie i sztuczne oddzielanie Niemców od nazistów. Przy takiej postawie niewiele jest miejsca na głębsze spojrzenie na własną winę i na autentyczny dialog z Polską. Od kraju, który jest naszym sojusznikiem i aspiruje do roli lidera zjednoczonej Europy, musimy wymagać zdecydowanie więcej.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/karol-nawrocki-niemieckie-wyparcie/
Polska jako stabilizator. Prezes IPN dr Karol Nawrocki o historycznym znaczeniu Rzeczypospolitej
.Historia XX wieku pokazuje jasno: największe potworności dotykały Europę wtedy, gdy na mapie nie było państwa zwanego Polską – pisze Karol NAWROCKI.
Ztą Polską zawsze są kłopoty” – śpiewał genialny Jacek Kaczmarski. Słynny poeta i bard starał się oddać sposób myślenia prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta z czasów konferencji w Jałcie, gdy przywódcy koalicji antyhitlerowskiej rozstrzygali o losach Europy i świata. Był luty 1945 roku i klęska Rzeszy Niemieckiej pozostawała kwestią najbliższych tygodni. Gospodarz Białego Domu naiwnie wierzył, że z sowieckim dyktatorem Józefem Stalinem da się budować trwały powojenny ład. Tę sielankową wizję ośmielał się zakłócać emigracyjny rząd Rzeczypospolitej Polskiej, głośno protestujący przeciwko oddawaniu Europy Środkowo-Wschodniej na pastwę Kremla. Ale Roosevelt i brytyjski premier Winston Churchill nie chcieli już pamiętać o swoich zobowiązaniach z 1941 roku, gdy w Karcie atlantyckiej uznawali „prawo wszystkich narodów do wyboru formy własnego rządu”. W nowym jałtańskim ładzie było miejsce tylko dla największych graczy. Ich zgodna współpraca miała gwarantować światowy pokój.
Pokusa, by najsilniejsi ustalali strefy wpływów na Starym Kontynencie, nie była nowa. W XVIII wieku ówczesne mocarstwa – Rosja, Prusy i Austria – w trzech etapach podzieliły między siebie osłabioną Polskę, bądź co bądź jedno z największych państw tamtej Europy. Rzeczpospolita miała zniknąć z map raz na zawsze, a wraz z nią pamięć o niej. Konwencja petersburska, którą 26 stycznia 1797 r. podpisały imperia rozbiorowe, przewidywała „konieczność uchylenia wszystkiego, co może nasuwać wspomnienie istnienia Królestwa Polskiego”. Brytyjski „The Morning Chronicle” na próżno przestrzegał, że usunięcie Polski narusza równowagę sił, na której opierał się pokój europejski. Wielu ówczesnych intelektualistów zachodnich w rozbiorach skłonnych było widzieć triumf nowoczesności. Oto szlachecka, katolicka Polska nie wytrzymała sąsiedztwa oświeconych monarchii Katarzyny II, Fryderyka Wielkiego i Franciszka Habsburga. W zmienionej formie ten koncert mocarstw utrzymał się po kongresie wiedeńskim z 1815 r., wieńczącym krótką epokę wojen napoleońskich.
A jednak ustanowiony wówczas ład nie dał Europie trwałej stabilizacji. Po Wiośnie Ludów przyszły kolejne wojny: krymska, prusko-austriacka, francusko-pruska. Porządek wiedeński runął ostatecznie w roku 1914, gdy trzy mocarstwa rozbiorowe skoczyły sobie do gardeł. Świat pogrążył się w I wojnie światowej, która bezpośrednio pochłonęła kilkanaście milionów istnień ludzkich. W Rosji ten wyniszczający konflikt utorował drogę rewolucji bolszewickiej, która skutkowała dalszymi krwawymi ofiarami.
Choć Wielka Wojna mocno dotknęła także ziemie polskie, akurat Polsce przyniosła upragnioną wolność. I gdy każdego 11 listopada Niemcy, Francja czy Wielka Brytania wspominają poległych na frontach lat 1914–1918, my w radosnych nastrojach obchodzimy Narodowe Święto Niepodległości – jedno z najważniejszych świąt państwowych. Inną istotną rocznicą w naszym kalendarzu jest 15 sierpnia – na pamiątkę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej 1920 roku, gdy pokonując Armię Czerwoną, obroniliśmy z trudem odzyskaną suwerenność.
Ład wersalski, powstały po I wojnie światowej na gruzach wielkich monarchii, od początku miał zagorzałych wrogów. Największe rozgoryczenie budził w Niemczech – pokonanych, upokorzonych, okrojonych terytorialnie. Ale nie w smak był także Moskwie, od czasu bolszewickiego przewrotu izolowanej na arenie międzynarodowej, a wciąż marzącej o odegraniu się za klęskę roku 1920.
Wspólnota interesów zjednoczyła dwóch ideologicznych wrogów. Adolf Hitler i Józef Stalin zawarli 23 sierpnia 1939 roku zbrodniczy pakt, dzieląc między siebie Europę Środkową. Niedługo później 1 i 17 września oba totalitarne mocarstwa najechały na Polskę i dokonały jej IV rozbioru. „Okazało się, że wystarczyło krótkie natarcie wojsk niemieckich, a następnie Armii Czerwonej, by nic nie pozostało po tym bękarcie traktatu wersalskiego” – drwił sowiecki premier i komisarz spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow. Podobnie wypowiadał się w Reichstagu kanclerz Rzeszy Adolf Hitler: „Polska z traktatu wersalskiego nigdy nie powstanie. Zaręczyły za to dwa największe państwa na świecie”.
Ale to właśnie trwanie tej Polski, która rzekomo gnębiła mniejszości narodowe (niemiecką – jak twierdził Hitler – lub ukraińską i białoruską – jak utrzymywali Sowieci), w rzeczywistości dało Europie dwie dekady wytchnienia, a mieszkańcom regionu – autentyczne bezpieczeństwo. Totalitarni sąsiedzi, którzy przez napaść na Polskę rozpętali nową wojnę światową, nie przynieśli ludności tych ziem żadnego wyzwolenia, lecz pasmo nieszczęść. Ich symbolem stały się z jednej strony obozy koncentracyjne i zagłady, z drugiej – łagry i zsyłki na Syberię. II wojna światowa kosztowała życie kilkudziesięciu milionów ludzi. Dla Polski i innych narodów Europy Środkowo-Wschodniej na dobre skończyła się dopiero po kilkudziesięciu latach, wraz z upadkiem systemu komunistycznego.
Na gruzach zimnej wojny znów jednak pojawiły się wizje koncertu mocarstw – „wspólnego europejskiego domu”, którego zasady byłyby negocjowane z Rosją. Z Polski nieraz płynął głos ostrzegający, że to myślenie zgubne, bo Moskwa nigdy nie wyrzekła się imperialnych ambicji. „Z tą Polską zawsze są kłopoty” – zdawali się odpowiadać, jak w piosence Kaczmarskiego, poirytowani politycy zachodnioeuropejscy. Skutki ich życzeniowego myślenia objawiły się dobitnie w lutym 2022 roku, wraz z pełnoskalową napaścią Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Strach pomyśleć, gdzie byłby dziś Władimir Putin, gdyby nie niepodległa Polska.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/karol-nawrocki-polski-stabilizator/
PAP/MB