Kłótnia w rodzinie, czyli ONZ i USA w 80. rocznicę powstania [Michał KŁOSOWSKI]

Tydzień Wysokiego Szczebla ONZ nazywa się „Mistrzostwami świata w dyplomacji”, choć dyplomacja w erze relacji międzynarodowych rządzonych siłą i konfliktami stała się raczej ligą B. Mowa oczywiście o ONZ i jej Zgromadzeniu Ogólnym, które przez cały tydzień zgromadzi w Nowym Jorku ponad 190 światowych przywódców i wysokich urzędników.
Kłótnia w rodzinie, czyli ONZ i USA w 80-lecie rocznicę powstania
.Niektórzy w 80. rocznicę powstania ONZ wystąpią zdalnie, bo USA odmówiły im wiz – to przypadek 89-letniego prezydenta Palestyńskiej Władzy Narodowej Mahmouda Abbasa. Inni wracają do łask Białego Domu i znów mogą zasiąść przy stole – jak Ahmed al-Sharaa, pierwszy syryjski prezydent uczestniczący w zgromadzeniu od 1967 roku.
ONZ obchodzi bowiem 80. urodziny w cieniu wojen bez widocznego końca – na Ukrainie, w Gazie i Sudanie – z nieustającym kryzysem wiarygodności i poważnymi problemami finansowymi. Szklany Pałac będzie zmuszony ograniczać programy i redukować personel: w 2026 roku przewiduje się cięcia budżetowe o 15% (500 mln dolarów) i zmniejszenie liczby pracowników o 19%. Problemem są też opóźnienia w wpłatach członków ONZ, a nawet całkowite wstrzymanie funduszy. Najwięksi darczyńcy – Chiny, Japonia i Unia Europejska – nie zwiększyli wsparcia, by zrekompensować wycofanie się USA.
Washington, jak wiadomo, ogłosił wycofanie z UNESCO, oskarżając organizację o stronniczość wobec Izraela i promowanie „dzielących” inicjatyw, oraz wyszedł z Porozumienia Paryskiego, pozbawiając ONZ jednej z kluczowych misji.
Dlaczego Ameryka uważa soft power za stratę czasu i zasobów i porzuca multilateralizm oraz porządek światowy powstały po II wojnie światowej, wyjaśnił Donald Trump podczas wtorkowego wystąpienia – kilka godzin po fali uznania Państwa Palestyńskiego przez Francję, Wielką Brytanię, Australię, Kanadę, Portugalię i innych, ale nie przez Włochy i Niemcy, które choć popierają zasadę dwóch państw, uznały ruch za nieproduktywny. Biały Dom oczywiście sprzeciwił się tej inicjatywie, co w Zgromadzeniu ONZ nie jest niczym nowym, zwłaszcza w sprawach Bliskiego Wschodu. I choć USA bywają w tej kwestii w mniejszości, nie zmienia to globalnych równowag ani losów regionu.
Różnica między pragmatyzmem Trumpa – który nie zamierza cofnąć uznania państwa istniejącego, nawet jeśli Izrael jest izolowany – a idealizmem reszty świata stojącego po stronie państwa nieistniejącego, pokazuje, dlaczego ONZ i USA żyją jakby pod jednym dachem, lecz czasem – jak widać – nawet z niego rezygnują. Ale jeśli Szklany Pałac traci znaczenie, nie jest to tylko wina Trumpa. Pantomima Rady Bezpieczeństwa, która powinna dbać o pokój, a w której prawo weta mają te same państwa, które napędzają konflikty (Rosja na Ukrainie, napięcia USA–Chiny), pokazuje jedno: ONZ nie przetrwa brutalności narodów.
A jednak przez tydzień demokracje i autokracje, państwa gorliwe i pariasy świata będą patrzeć sobie w oczy i mieć prawo do głosu, każdy po równo. Ktoś wstanie i wyjdzie, ktoś poprze tezy nie do obrony, większość zakończy przemówienie w aurze hipokryzji. Ale już to coś znaczy w świecie, gdzie króluje monolog, a wysłuchanie drugiej strony ustępuje miejsca inwektywom i groźbom.
.Dlatego warto życzyć ONZ kolejnych 80 lat – nawet jeśli wydaje się „bezużyteczna”. Bo rocznice przypominają, kim byliśmy i co utraciliśmy.
Z Nowego Jorku,
Michał Kłosowski







