Korea Południowa proponuje zakończenie wojny. Pjongjang na razie milczy

Korea Południowa chce wrócić do rozmów z Północą i formalnie zakończyć konflikt rozpoczęty w 1950 roku. Prezydent Lee Jae Myung zaproponował stworzenie nowego systemu bezpieczeństwa na granicy oraz rozpoczęcie rozmów o ograniczeniu północnokoreańskiego programu nuklearnego. Problem polega na tym, że relacje między obydwoma państwami są obecnie jednymi z najgorszych od lat, a Pjongjang nie odpowiada na kolejne propozycje dialogu.
Wojna, która formalnie nigdy się nie skończyła
Granica między Koreami pozostaje jednym z najbardziej zmilitaryzowanych miejsc na świecie. Strefa zdemilitaryzowana, czyli DMZ, ciągnie się przez około 248 kilometrów i oddziela obydwa państwa od zakończenia walk w wojnie koreańskiej. Sama nazwa może być myląca: po obu stronach znajdują się silnie uzbrojone wojska, fortyfikacje, posterunki i rozległe pola minowe. Szacuje się, że w rejonie granicy pozostaje około dwóch milionów min.
W ostatnich latach sytuacja ponownie stała się bardziej napięta. Korea Północna wzmacnia fortyfikacje po swojej stronie granicy, rozstawia dodatkowe miny i bariery przeciwczołgowe, a jej żołnierze kilkukrotnie przekraczali wojskową linię demarkacyjną. Seul odpowiadał strzałami ostrzegawczymi. Południowokoreańskie władze uważały, że przynajmniej część tych incydentów mogła wynikać z nieprecyzyjnego oznaczenia granicy, dlatego już wcześniej proponowały rozmowy wojskowe mające ograniczyć ryzyko przypadkowego starcia. Pjongjang nie podjął tej propozycji.
Do tego dochodziły wojny propagandowe. Z Północy wysyłano balony z odpadami, a po stronie południowokoreańskiej ponownie uruchamiano głośniki nadające przez granicę informacje i muzykę. Porozumienie wojskowe z 2018 roku, które miało zmniejszyć ryzyko przypadkowych starć, przestało w praktyce funkcjonować po kolejnych kryzysach. Lee od początku swojej prezydentury zapowiadał próbę odbudowania przynajmniej części tych mechanizmów.
Wojna koreańska rozpoczęła się w 1950 roku i zakończyła trzy lata później zawieszeniem broni. Nigdy nie podpisano jednak traktatu pokojowego. Korea Północna i Południowa pozostają więc formalnie w stanie wojny, mimo że od 1953 roku nie doszło do ponownego wybuchu konfliktu na pełną skalę.
Lee Jae Myung chce teraz rozpocząć rozmowy, które w dłuższej perspektywie pozwoliłyby zastąpić obowiązujący od ponad 70 lat rozejm trwałym systemem pokojowym.
Podczas obchodów rocznicy wyzwolenia Półwyspu Koreańskiego spod japońskiej okupacji prezydent wezwał Pjongjang do bezpośrednich rozmów. Zaproponował stworzenie „wielowarstwowego systemu bezpieczeństwa”, który miałby ograniczyć ryzyko przypadkowej eskalacji przy granicy i umożliwić stopniową odbudowę kontaktów.
Seul chce również rozmawiać o północnokoreańskim arsenale nuklearnym. Lee nie przedstawił propozycji natychmiastowej denuklearyzacji, lecz mówił o praktycznych sposobach zatrzymania dalszego rozwoju zdolności atomowych Północy. Wcześniej deklarował poparcie dla rozwiązania, które w pierwszej kolejności zamroziłoby produkcję kolejnych głowic.
Takie podejście oznacza zmianę w stosunku do polityki poprzedniego prezydenta Yoon Suk Yeola. Za jego rządów Seul mocniej stawiał na odstraszanie, współpracę wojskową ze Stanami Zjednoczonymi i Japonią oraz twardszą odpowiedź na działania Pjongjangu.
Lee po objęciu urzędu próbował obniżyć temperaturę sporu. Zapowiadał respektowanie północnokoreańskiego systemu politycznego, wykluczał próbę zjednoczenia poprzez wchłonięcie Północy i szukał pomocy Chin w ponownym uruchomieniu dialogu. Podczas rozmów z Xi Jinpingiem prosił Pekin o odegranie roli pośrednika między obydwoma Koreami.
Kim Dzong Un zmienił państwową doktrynę
Największą przeszkodą jest całkowita zmiana stanowiska samej Korei Północnej. W styczniu 2024 roku Kim Dzong Un ogłosił, że pokojowe zjednoczenie z Południem nie jest już możliwe. Polecił usunąć z oficjalnej doktryny państwowej wcześniejszą wizję dwóch części jednego narodu i zaczął przedstawiać Koreę Południową jako osobne, wrogie państwo.
Północnokoreańskie władze określają dziś Południe jako głównego przeciwnika. Kim mówił również, że w razie wojny celem powinno być zajęcie i włączenie terytorium Korei Południowej do państwa północnokoreańskiego.
Pjongjang konsekwentnie odrzuca kolejne propozycje Lee. Krytykuje także południowokoreańskie plany pozyskania okrętów podwodnych o napędzie atomowym oraz ćwiczenia wojskowe prowadzone wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi.
Najbliższe duże manewry Ulchi Freedom Shield zaplanowano na 17-27 sierpnia. Weźmie w nich udział około 18 tys. południowokoreańskich żołnierzy. Ćwiczenia mają obejmować między innymi obronę przed dronami, zakłóceniami GPS i cyberatakami. Korea Północna uznała je za prowokację i zapowiedziała dalsze wzmacnianie odstraszania nuklearnego.
Kilka dni przed wystąpieniem Lee Pjongjang ponownie pokazał, że nie rezygnuje z demonstracji siły. 11 sierpnia z okolic Wonsan wystrzelono pocisk balistyczny w kierunku Morza Japońskiego. Była to jedenasta podejrzewana próba rakietowa Korei Północnej w 2026 roku. Pocisk przeleciał około 700 kilometrów.
Korea Północna ogłosiła się państwem nuklearnym w 2022 roku i od tego czasu konsekwentnie podkreśla, że nie zamierza rezygnować z broni atomowej. Program rakietowy rozwija równolegle, testując systemy zdolne do przenoszenia głowic na coraz większe odległości.
Propozycja Lee pojawia się więc w bardzo trudnym momencie. Seul chce ograniczyć ryzyko przypadkowego starcia na DMZ i stopniowo wrócić do rozmów, podczas gdy Pjongjang wzmacnia granicę, prowadzi kolejne testy rakietowe i oficjalnie uznaje Południe za wrogie państwo.
Na razie Korea Północna nie odpowiedziała na najnowszą ofertę. Jej państwowe media informowały w tym samym czasie przede wszystkim o własnych obchodach rocznicy wyzwolenia i uroczystościach z udziałem Kim Dzong Una.
Formalne zakończenie wojny koreańskiej pozostaje więc odległą perspektywą. Sam fakt, że Seul ponownie proponuje rozmowy, oznacza zmianę tonu. Nie zmienia jednak sytuacji na granicy, gdzie po ponad siedemdziesięciu latach od zakończenia walk obydwie armie nadal stoją naprzeciw siebie.
Maciej Bzura



