„La Vénus électrique” na festiwalu w Cannes. Komedia o kłamstwie budującym więzi

W komedii „La Vénus électrique” kłamstwo jest narzędziem budującym więź. Jeśli widz wie coś, czego nie wie bohater, może zanurzyć się w historii, towarzyszyć postaciom – powiedział Pierre Salvadori. Fabuła francuskiego twórcy była pierwszym filmem zaprezentowanym podczas 79. festiwalu w Cannes.
Scenariusz, współtworzony przez Salvadoriego, Benjamina Charbita i Benoita Graffina, powstał na podstawie pomysłu Rebekki Zlotowski
.Festiwal canneński jest mekką kina autorskiego, ambitnego, niezależnego. Zanim jednak widzowie obejrzą najbardziej wyczekiwane obrazy tego roku, organizatorzy proponują im lżejszy, rozrywkowy repertuar. Poprzednio był to musical „Przepis na szczęście” Amélie Bonnin, a dwa lata wcześniej – „Drugi akt” ekscentrycznego Quentina Dupieux. Tym razem galę otwarcia zwieńczył pokaz komedii „La Vénus électrique”, której akcja rozgrywa się w 1928 r. Do Paryża przyjeżdża zespół artystów cyrkowych z elektryzującą Suzanne (w tej roli Anais Demoustier) na czele. Pewnego dnia do jednego z namiotów zagląda pijany, pogrążony w żałobie malarz Antoine (Pio Marmai), który bierze kobietę za medium. Pragnie, by Suzanne pomogła mu nawiązać kontakt ze zmarłą żoną Irene (Vimala Pons). Nie zdaje sobie sprawy, że ma do czynienia z oszustką. Antoine odzyskuje wenę, zaś pracownica cyrku – wraz z marszandem Armandem (Gilles Lellouche) – zaczyna regularnie organizować fałszywe seanse spirytystyczne. Sytuacja komplikuje się, gdy Suzanne zakochuje się w malarzu.
Scenariusz, współtworzony przez Salvadoriego, Benjamina Charbita i Benoita Graffina, powstał na podstawie pomysłu francuskiej reżyserki Rebekki Zlotowski. – Pewnego dnia Rebecca zasugerowała, że może mi pomóc. Opowiedziała historię filmu, który pojawia się w jej fabule. To rzecz o młodej kobiecie, która wmawia malarzowi, że może skontaktować go z jego zmarłą żoną. Duch kobiety pojawia się i zaczyna manipulować bohaterem. Uznałem, że to świetny pomysł. Rozwijałem go razem z Benjaminem Charbitem, który pracował ze mną nad filmem „Mój problem to ty”. Później Benjamin odszedł na rok, by nakręcić serial. Dołączył do mnie Benoit Graffin, z którym napisałem sześć, może siedem filmów. Reasumując, to był długi proces – wspomniał Salvadori podczas środowej konferencji prasowej.
Dodał, że otwarcie prestiżowego festiwalu wiązało się z tremą. – Takiemu pokazowi towarzyszą różne oczekiwania. Trudno przewidzieć reakcję publiczności. Gdy wczoraj wieczorem usłyszałem śmiech 2 tys. osób na widowni, pomyślałem: wow, to naprawdę działa! Film został starannie przemyślany i świetnie zrealizowany. Jednak – jak każda komedia – był obarczony ryzykiem. Mieliśmy nadzieję, że rozbawi ludzi, lecz jeśliby tak się nie stało, byłoby strasznie – stwierdził reżyser.
Pierre Salvadori i „La Vénus électrique”, historia o fałszu i emocjach
.”La Vénus électrique” to opowieść o relacjach międzyludzkich, których fundamentem jest fałsz, iluzja, oszustwo. – W komedii kłamstwo to narzędzie budujące więź. Jeśli odbiorca wie coś, czego nie wie bohater, może zanurzyć się w historii. Wyprzedza akcję o krok, towarzyszy postaciom. Lubię nawiązywać kontakt z publicznością. Sam jako widz też uwielbiam, gdy twórca szepcze mi do ucha różne rzeczy. Nawiązuję wtedy bliższą relację z filmem. Iluzje dodają fabule żywotności. Bohaterowie mojego obrazu przeżywają kryzys. Są skłonni zrobić niemal wszystko, by przetrwać, przez co stają się ujmujący. Zabrzmi to przewrotnie, ale w kłamstwach i fałszu tkwi ogromna energia – podkreślił Salvadori.
Uwagę Anais Demoustier przyciągnął subtelny ton scenariusza. – Miałam wrażenie, że rola Suzanne została napisana z myślą o mnie. Od razu poczułam, że dam radę ją zagrać. To postać nieco kłamliwa, ale także szczera i bezpośrednia. Rzadko spotyka się bohaterki tak silne, a przy tym empatyczne. Suzanne chce odnieść sukces w życiu. Próbuje odnaleźć się w niepewnej sytuacji. Jest dzika, cudowna. Cieszę się, że mogłam spotkać się z Pierre’em. To bardzo wymagający reżyser, ale praca z nim jest przyjemnością – zapewniła.
Wtórował jej Gilles Lellouche. – Nie powiedziałbym, że łatwo się z nim współpracuje. Wiem, jakiego tempa wymaga od aktorów. Rytm dialogów, dobór słów – Pierre ma wszystko dogłębnie przemyślane. Jedyne, co możemy zrobić, to podążać za zespołem. Ale szybko zaczynamy rozumieć jego świat, sposób myślenia, podejście do różnych spraw. Jest wielką inspiracją, źródłem niekończących się pomysłów. Kiedy reżyseruje, rozpiera go energia – podsumował.
W sekcji pozakonkursowej oprócz „La Vénus électrique” prezentowane są „Her Private Hell” Nicolasa Windinga Refna, „Full Phil” Quentina Dupieux, „Diamond” Andy’ego Garcii, „Karma” Guillaume’a Caneta, „Species” Marion Le Corroller oraz „Roma Elastica” Bertranda Mandico.
Festiwal zakończy się 23 maja. Tego samego dnia nastąpi rozstrzygnięcie konkursu głównego. Do kogo trafi Złota Palma – zadecyduje jury w składzie: południowokoreański reżyser, scenarzysta i producent Park Chan-wook (przewodniczący), amerykańska aktorka i producentka Demi Moore, irlandzko-etiopska aktorka i producentka Ruth Negga, belgijska reżyserka i scenarzystka Laura Wandel, chińska reżyserka i scenarzystka Chloé Zhao, chilijski reżyser i scenarzysta Diego Céspedes, francusko-amerykański aktor Isaach De Bankolé, szkocki scenarzysta Paul Laverty oraz szwedzki aktor Stellan Skarsgard.
PAP/MB




