Margot ROUSSEAU: Godard w Cannes i kino nazbyt ostrożne

Godard w Cannes i kino nazbyt ostrożne

Photo of Margot ROUSSEAU

Margot ROUSSEAU

Filozof i historyk kina. Żyje między Paryżem a Aix-en-Provance. Swoje przemyślenia publikuje w Medium i na Instagramie, tworząc unikalny esej wizualny. Autorka Cinema Margot.

W tej dyktaturze rzeczy średnich nie powstają filmy wielkie, co najwyżej czasem powstanie film w miarę dobry – pisze Margot ROUSSEAU

.Eye Haidara otworzyła festiwal Cannes 2026 jako mistrzyni ceremonii, oddając hołd Godardowi. Przywołała jedno z jego powiedzeń: On ne fait pas un film pour être prudent – nie robi się filmów po to, by być ostrożnym. Ale czy dzisiejsze kino jest rzeczywiście tak odważne? Bo przecież nie wystarczy przywołać wojny w Iranie na ceremonii otwarcia festiwalu filmowego, a potem usłyszeć oklaski, żeby wykazać się odwagą.

Sam Godard, niezależnie od tego, że większości jego poglądów nie podzielam, był wielkim wizjonerem, erudytą i człowiekiem odważnym. Jego kino faktycznie łamało schematy nie tylko formalne, ale także ideologiczne, budząc kontrowersje nawet wśród osób o podobnym do niego światopoglądzie. Jak pisałam w tekstach, chociażby o “Szalonym Piotrusiu”, Godard nawet wtedy, gdy chwali rewolucję, potrafi ją jednocześnie obnażać i pokazywać jej sprzeczności. Dopuszcza w swoich filmach wielogłos, jak choćby w “Pogardzie”, gdzie zaprasza Fritza Langa, który w filmie występuje i wygłasza swoje własne kwestie polemiczne względem Godarda. To nie jest twórca, obok którego można przejść obojętnie albo uznać jakikolwiek z jego filmów za utwór mylący dzieło z artykułem publicystycznym.

Dzisiejsze kino może co najwyżej się w tych filmach przeglądać, jak chociażby “Nouvelle Vague” Linklatera, tak hojnie nagrodzona w tym roku Cezarami. Można upajać się niezależnością francuskiego kina tamtego czasu, zdolnością do budowania nowej historii filmu i własnego głosu. Może tę rekonstrukcję robić Amerykanin. Może Anderson robić adaptację Pynchona (“One Battle After Another”), adaptację całkiem śmieszną i udaną, a jednak mrożącą swoim banałem. Bo w tym wszystkim nie ma niczego, co może porwać, oburzyć, prawdziwie zniesmaczyć i zmusić do myślenia. Bo musi pasować do algorytmu Netflixa, obejrzeć się na świecie, nie spowodować odejścia widzów, zerwania subskrypcji albo kontraktów reklamowych. Musi być średnie.

W tej dyktaturze rzeczy średnich nie powstają filmy wielkie, co najwyżej czasem powstanie film w miarę dobry. A zatem – wbrew radzie Godarda przywołanej na wstępie – robi się filmy po to, aby być ostrożnym.

Ale też dobrze wiemy, dlaczego nazwisko Godarda padło na gali otwarcia festiwalu w Cannes. Godard, zafascynowany w młodości amerykańskim kinem gatunkowym, postanowił je mordować, najpierw pastiszem, a potem zerwaniem formy. Burzył się przeciwko amerykanizacji powojennej Europy. I dzisiaj Europa ponownie chciałaby stanąć na własnych nogach, być inna od Ameryki i jej geopolitycznych wyborów, świadoma swojej odrębności i własnych interesów. Chciałaby zatem mieć także własne kino i własną perspektywę, podobnie jak chciałaby mieć własną silną armię, skoro kłóci się z wujkiem Joe. Wszystko pięknie. Ale czy potrafi?

.Czy potrafi to Europa, którą lata lewicowych rządów w kulturze, jak chociażby Jacka Langa we Francji, sprowadziły na jej własne życzenie do muzeum, parku rozrywki i betonowych murów pokrytych graffiti? Europa bez własnego przemysłu, także filmowego? Europa, która wreszcie odłączyła już dawno własny mózg, kulturową erudycję, będącą wcześniej jej własnym wyróżnikiem, i potrafi jedynie na scenie w nadmorskim kurorcie okazywać sympatię Iranowi?

Nie wygląda to dobrze.

Margot Rousseau

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 maja 2026
Fot. Eliot Blondet/ABACAPRESS.COM