„Lśnienie” na Zamku Królewskim w Warszawie

Czy współczesne obrazy pasują do królewskich komnat? Prof. Małgorzata Omilanowska, dyrektorka Zamku Królewskiego w Warszawie, powiedziała, że prace Łukasza Stokłosy zostały wplecione w zamkowe wnętrza tak, żeby je dopełniały. Wystawą „Lśnienie” Zamek stawia na dialog sztuki dawnej ze współczesnością.

Wystawę „Łukasz Stokłosa. Lśnienie” można oglądać do 27 września w Zamku Królewskim w Warszawie

Zuzanna Piwek: W Zamku Królewskim trwa nietypowa wystawa – „Łukasz Stokłosa. Lśnienie”. Przez nieuwagę można ją przegapić.

Prof. Małgorzata Omilanowska: To rodzaj artystycznej interwencji współczesnego malarza we wnętrzach Zamku Królewskiego na I piętrze, w pomieszczeniach ze stałą ekspozycją. Malarstwo Łukasza Stokłosy ma ten walor, że łatwo wchodzi w dialog z dziełami sztuki dawnej i historycznymi wnętrzami. Z tego powodu „Lśnienie” nie jest wystawą odrębną, lecz wplecioną w zabytkową tkankę, dopełniającą ją i łączącą przeszłość z naszymi czasami. Odwiedzający natykają się na obrazy Stokłosy między innymi dziełami pochodzącymi z minionych epok. Kilka obrazów artysta namalował specjalnie na tę okazję, wśród nich te pokazujące dwa królewskie trony stojące na Zamku.

Największą radość odczuwam z tego, że część obrazów została powieszona w apartamentach królewskich w skrzydle wschodnim. Nie wszyscy odwiedzający odróżnią je od obrazów wiszących tam na stałe. Staramy się informować publiczność, aby wytężyła wzrok, bo czekają na nią takie niespodzianki. Kuratorka wystawy Izabela Zychowicz zadbała, żeby prace Stokłosy zostały wplecione w zamkowe wnętrza tak, żeby nie rozbijały ich spójności, tylko ją dopełniały. Dla kogoś pobieżnie oglądającego wnętrza wyłapanie nowych obrazów w otoczeniu historycznego wyposażenia wcale nie musi być takie łatwe.

Co ma na celu taki rodzaj prezentacji?

Prof. Małgorzata Omilanowska: Wiele dzieł sztuki współczesnej ma walor dialogiczności – wchodzi w interakcję z dziełami dawnej sztuki, buduje dla nich kontekst. W wystawiennictwie wykorzystuje się to działanie od dziesięcioleci. W wielkich europejskich rezydencjach i muzeach takie interwencje są stale obecne. Kontekst sztuki współczesnej pozwala widzom lepiej i na nowo dostrzec cechy sztuki dawnej, które nie są oczywiste, w pierwszej chwili nie rzucają się w oczy, również dlatego, że jesteśmy z dawną sztuką opatrzeni. Dzieła dawnego malarstwa bywają dla nas przezroczyste. Kontekst sztuki naszych czasów pozwala w nowym świetle dostrzegać walory, a czasem i niedostatki sztuki z przeszłości. Warto też przypominać sobie, że dawna sztuka kiedyś była sztuką współczesną ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami.

Ponieważ jesteśmy tego świadomi, działań ze sztuką naszych czasów jest w Zamku więcej. Od lat Monika Przypkowska prowadzi kuratorski cykl „Klucz w Zamku”. W jego ramach kilka razy w roku zapraszamy współczesnych artystów i artystki do zaprezentowania dzieł w naszych wnętrzach. Mamy nadzieję, że dzięki temu osoby, które odwiedzają Zamek, spojrzą na historyczne wnętrza z ich wyposażeniem w inny sposób. To bardzo wzbogaca proces poznawczy. W ramach cyklu współpracowaliśmy już m.in. z Anną Baumgart, Wiktorem Dyndo, Agatą Zbylut czy Bartłomiejem Kiełbowiczem, którego obrazy trafiły następnie do foyer Teatru Narodowego. Stanowią uzupełnienie spektaklu „Termopile polskie”.

Czy publiczność rzeczywiście rozpoznaje ten kontekst?

Prof. Małgorzata Omilanowska: Dokładamy starań, żeby to ułatwić. Przygotowujemy specjalny program edukacyjny, organizujemy wykłady i oprowadzania kuratorskie, podczas których nakreślamy i objaśniamy kontekst. Jednak w ostatecznym rozrachunku każdy inaczej postrzega takie działania. Są osoby, które krytykują nas za nie, uważając, że I piętro Zamku jest nienaruszalną świętością, więc wnętrza w tej części nie powinny się zmieniać. A już na pewno nie powinno się tam pojawiać nic współczesnego.

Należę do grupy dyrektorów, którzy zawsze będą wspierali tego typu działania związane ze sztuką współczesną. Wszystko, co pokazujemy, jest rodzajem kreacji – sam Zamek został przecież wykreowany jako przestrzeń do zwiedzania, i to wcale nie tak dawno. Jest rekonstrukcją budynku, który nie istniał 27 lat. W konsekwencji wszystko, co nasi zwiedzający oglądają, jest muzealną kreacją. Część to ścisłe odtworzenie stanu z konkretnego wybranego okresu historycznego, część to interpretacja wykonana na podstawie zachowanych projektów, fotografii i materialnych pozostałości pochodzących z przeszłości. Przywołuję te fakty, bo dowodzą one, że Zamek żyje, zmienia się w czasie – zawsze tak było i zawsze tak będzie.

Dialog, o którym pani mówiła, odbywa się między konkretnym obrazem Stokłosy a danym artefaktem na poziomie szczegółów czy szerszym, historycznym?

Prof. Małgorzata Omilanowska: Pierwszym pomieszczeniem, które otwiera pokaz malarstwa Łukasza Stokłosy, jest Sala Matejkowska, w której wisi „Rejtan – Upadek Polski”. W tym miejscu ingerencja jest dyskretna. Z boku wielkiego płótna Matejki wisi niewielkiego formatu praca przedstawiająca nagi tors młodzieńca w pozie podobnej do pozy odsłaniającego w geście rozpaczy pierś Rejtana. W tej samej sali mamy wizerunek tronu królewskiego stojącego pod baldachimem w sąsiedniej Sali Senatorskiej. Widać go przez otwarte drzwi. Ten dialog jest dosłowny: przedmiot – jego malarski wizerunek. Ale każdy z przypadków jest swoisty. Dialog Stokłosy z historią jest wielowątkowy. Spora część obrazów stanowi zupełnie autonomiczną wypowiedź artysty, jak na przykład kompozycja złożona z kilku obrazów, przedstawiająca barokowy ołtarz w kościele w Kalwarii Zebrzydowskiej, skąd pochodzi malarz.

Tego typu ingerencje i interwencje miały miejsce także w innych instytucjach. Czy można mówić, że to trend wystawienniczy polegający na przeplataniu się sztuki dawnej ze współczesną?

Prof. Małgorzata Omilanowska: To jest zjawisko, które ma miejsce w Europie od co najmniej 30 lat. W październiku w Łazienkach Królewskich odbędzie się spotkanie przedstawicieli wszystkich rezydencji królewskich Europy skupionych w organizacji Association of Royal Residences Europe. Do Warszawy przyjadą przedstawiciele m.in. francuskiego Wersalu, portugalskiego Pałacu Narodowego Pena, węgierskiego Pałacu Królewskiego w Gödöllői włoskiego Pałacu Królewskiego w Casercie. Jednym z ważnych tematów spotkania będą współczesne interwencje artystyczne w rezydencjach.

To znaczy, że to zjawisko nie jest w fazie schyłkowej, jest wręcz stale obecne.

Prof. Małgorzata Omilanowska: Na stałe weszło do repertuaru muzealnego i z niego nie wyjdzie. Od zeszłego roku w Łazienkach można oglądać coś, co jest pewnym novum w Polsce. Mianowicie fotograf Nicolas Grospierre stworzył – używając tkanin wystawionych w sposób kontrolowany na działanie promieni słonecznych – kompozycje, heliografie, które zostały wstawione w miejsce spalonych w czasie wojny, nigdy nieodtworzonych wielkoformatowych obrazów. To także interwencja współczesnego artysty, wchodząca w dialog z dawnym wnętrzem.

Warto też przypomnieć, że kiedy przeprowadzano restaurację Zamku Królewskiego na Wawelu w czasach II Rzeczypospolitej, do historycznych wnętrz zamówiono dzieła awangardowych artystów z grupy Komitet Paryski. Były to polichromie stropów. Nie bano się wówczas pozwolić Zygmuntowi Waliszewskiemu na wykonanie malowidła w renesansowym wnętrzu.

Dzięki takim wystawom jak „Lśnienie” chcą państwo zachęcić odwiedzających do wracania do Zamku?

Prof. Małgorzata Omilanowska: Chcielibyśmy, żeby Zamek Królewski był miejscem, do którego się po wielekroć wraca. Wyzwaniem dla wielu rezydencji jest traktowanie ich jak szkolnej lektury obowiązkowej. Czytamy ją zwykle raz. Przychodzą do nas głównie dzieci na lekcje muzealne i turyści. Warszawiacy i Warszawianki nie widzą powodu, dla którego mieliby tu jeszcze kiedykolwiek wejść. Naszą ambicją jest mieć taki program, który to zmieni. Chcemy, żeby Zamek żył – nie był wyniosłą, trudno dostępną rezydencją z historycznymi wnętrzami, w których niewiele się dzieje. Stąd interwencje artystów i artystek współczesnych. Mówimy: „wiemy, że widziałeś już wnętrza Zamku, ale przyjdź teraz jeszcze raz i zobacz je w nowym kontekście”.

Co pani myśli o takiej konwencji wychodzenia poza schemat?

Prof. Małgorzata Omilanowska: W pracy zawodowej nigdy nie kieruję się własnym gustem. Jestem dyrektorką odpowiadającą za jedną z najważniejszych w sensie symbolicznym i tożsamościowym instytucji kultury w Polsce. Swoje zadaniem rozumiem jako tworzenie programu funkcjonowania instytucji w taki sposób, żeby była jak najatrakcyjniejsza dla zwiedzających przy zachowaniu jej jasno zdefiniowanej tożsamości. Każda propozycja artystyczna musi być godna tych wnętrz.

Na tożsamość Zamku prócz jego dawnych dziejów składa się proces rekonstrukcji i odbudowy. Pamiętajmy też, że nie była to tylko rezydencja królewska, ale także siedziba parlamentu i rezydencja prezydentów Rzeczypospolitej. Mamy wiele punktów odniesienia, do których możemy nawiązywać, tworząc wystawy czasowe, ale jesteśmy niezmiennie zobowiązani do odwoływania się do rdzenia tożsamościowego – monarchii, parlamentaryzmu szlacheckiego, władzy prezydenckiej i procesów związanych z odzyskiwaniem Zamku.

Jakie wystawy czasowe zobaczymy na Zamku jeszcze w tym roku?

Prof. Małgorzata Omilanowska: W marcu w południowym skrzydle Pałacu pod Blachą otworzymy wystawę „Ostatni zamek. Zamczystość polska: od Wawelu do Stobnicy”. Będzie to opowieść o współczesnej kulturze architektonicznej, w której wciąż zadziwiająco żywe są elementy kastelologiczne (związane z ufortyfikowanymi rezydencjami).

W kwietniu otworzymy wystawę „Wielka gra. Teatr Władysława IV”, która będzie opowiadała o teatrze operowym na dworze Wazów, XVII-wiecznych dziejach polskiego życia teatralnego i bogatych, choć zapomnianych tradycjach muzycznych związanych z Zamkiem. Przedstawimy m.in. rekonstrukcje barokowych maszyn scenicznych, które służyły np. do wydawania dźwięków wiejącego wiatru albo padającego deszczu.

W październiku zaprosimy na wystawę o historii rekonstrukcji i odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie, o której nikt poza pracownikami nie wie. Opowiemy o części Zamku przeznaczonej na pokoje gościnne Urzędu Rady Ministrów – czyli hotelu dla najważniejszych gości państwowych. Ta rezydencja jest inwestycją z czasów Edwarda Gierka. W jej ramach zaprojektowano i wykonano eleganckie lobby hotelowe, korytarze, windy i apartamenty z marmurowymi łazienkami, garderobami w szlachetnych boazeriach. Wszystko to zachowane jest po dziś dzień, w tych wnętrzach na co dzień mieszczą się biura.

Zawsze w naszych działaniach odwołujemy się i będziemy odwoływać do tożsamości Zamku. Tylko tak możemy pomóc w zrozumieniu jego skomplikowanych dziejów, które są odbiciem historii Polski. Czasem spotykam się z opinią, że Zamek jest ubogi w porównaniu z innymi królewskimi rezydencjami i kolekcjami we Włoszech, Francji czy Wielkiej Brytanii. To, jaki jest, wynika z jego historii, a nie „ubóstwa”. Warto pamiętać, że był rezydencją monarchów elekcyjnych, a to oznacza, że nie był własnością żadnej dynastii, tylko Rzeczypospolitej. Każdy kolejny władca był jego lokatorem, a zatem tylko czasowo „wyposażał” wnętrza na swoje potrzeby. Po jego śmierci elementy wyposażenia dziedziczyli spadkobiercy. Posiadamy dużo z tej spuścizny w kolekcji, ale procesy historyczne zdecydowały o tym, że nigdy nie powstała galeria królewska, która z pokolenia na pokolenie byłaby wzbogacana, tak jak się to stało w innych europejskich krajach. Taką mamy historię.

Rozmawiała Zuzanna Piwek/PAP

Portret króla i śpiew Orfeusza

.Wystawa w murach Zamku Królewskiego w Warszawie pt. Arcydzieła z Narodowego Muzeum Sztuki im. Bohdana i Warwary Chanenków w Kijowie jest prawdziwym wydarzeniem. Obok arcydzieł malarstwa włoskiego i północnoeuropejskiego prezentuje fascynujące polonika – pisze prof. Jerzy MIZIOŁEK

Twórca kolekcji – Bohdan Chanenko (1849–1917) – był znanym przemysłowcem i filantropem. Wraz z żoną Warwarą, pochodzącą również z rodziny bogatych przemysłowców, już w latach 70. XIX wieku zaczął gromadzić dzieła sztuki, kupując je na aukcjach w Petersburgu, Warszawie, Wiedniu, Madrycie, Paryżu i Rzymie, ale również w antykwariatach, często małych sklepikach i magazynach z antykami. Niemal od samego początku istnienia kolekcji Bohdan i jego żona deklarowali zamiar podarowania zbiorów Kijowowi. Już w 1899 roku przekazali bez mała trzy tysiące eksponatów archeologicznych utworzonemu wtedy muzeum państwowemu. Całą kolekcję, wraz z rezydencją, przekazali tak bliskiemu im miastu w 1917 roku.

Małżonkowie Chanenko pasjonowali się sztuką całego świata. Obok starożytnych zabytków egipskich, greckich i rzymskich kupowali obrazy starych mistrzów, rzeźby, sztukę użytkową i grafikę europejską, ale także tkaniny koptyjskie, ikony bizantyńskie i ruskie, srebrne i złote naczynia, unikatowe zabytki Wschodu. Muzeum ich imienia to obecnie najcenniejszy zbiór sztuki europejskiej na Ukrainie. Znajdują się w nim dzieła wybitnych mistrzów malarstwa i rzeźby, takich jak Peter Paul Rubens, Jacob Jordaens, Antonio Canova czy malarze z kręgu Sandra Botticellego.

W Zamku Królewskim w Warszawie prezentowanych jest 37 najcenniejszych eksponatów z tej kolekcji, nigdy wcześniej niepokazywanych w Polsce. Jedynie prawdziwa perła tej kolekcji – duży obraz ukazujący sceny z mitu o Orfeuszu i Eurydyce – był prezentowany na wystawie w Zamku Królewskim pt. „Przebudzeni. Ruiny antyku i narodziny włoskiego renesansu” (2023). Muzeum w Kijowie znacznie ucierpiało 10 października 2022 roku w czasie rosyjskiego ataku rakietowego na miasto. W maju 2023 roku część kolekcji, na prośbę pracowników muzeum z Kijowa, została sprowadzona do Warszawy i w niej zabezpieczona.

Wystawa eksponowana jest w dawnej bibliotece Stanisława Augusta, oryginalnym, cudem zachowanym z pożogi wojennej fragmencie architektonicznym zamku. Podzielona została na sześć części, harmonijnie przechodzących jedna w drugą, w których odnajdujemy kolejno zabytki z Włoch, Holandii, Flamandii, Hiszpanii, Francji oraz – co nabiera szczególnego wymiaru w tym konkretnym miejscu – obiekty związane ze Stanisławem Augustem. Końcowym akordem tej symfonii ekspozycyjnej jest słynny, znany w Polsce z kilku kopii wizerunek ostatniego króla dawnej Rzeczypospolitej. Wśród poloników – obok wspomnianego arcydzieła – na wystawie znajduje się pięć innych obiektów o wyjątkowym znaczeniu dla naszej kultury.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-jerzy-miziolek-portret-krola-i-spiew-orfeusza/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 lutego 2026