Meksyk i Kolumbia kolejnymi celami Donalda Trumpa?

Po ataku wojsk USA i aresztowaniu w Caracas prezydenta Nicolasa Maduro, który na stanąć przed amerykańskim sądem, Kolumbia rozmieściła ponad 30 tys. żołnierzy na granicy z Wenezuelą – poinformowały media.

Amerykańskie wojsko przeprowadziło szereg uderzeń w aglomeracji Caracas

.Jak poinformował w rozmowie z telewizją CNN minister obrony Kolumbii, Pedro Arnulfo Sanchez, kolumbijska armia zwiększyła liczebność posterunków w miejscach dużej aktywności paramilitarnych grup powiązanych z przemytem narkotyków, takich jak ELN i Tren de Aragua. Dodał, że głównym powodem wzmocnienia sił na granicy jest zmiana sytuacji politycznej w Wenezueli w następstwie zbrojnej interwencji USA.

Niezależny dziennik wenezuelski „El Nacional” odnotowując wzmocnienie posterunków wojskowych po stronie sąsiada przekazał, że od ataku wojsk USA granica Wenezueli z Kolumbią „pozostaje spokojna”. „Jedyną widoczną różnicą jest przybycie na granicę licznych dziennikarzy zagranicznych, poszukujących informacji i opinii Wenezuelczyków na temat ujęcia Maduro, a także możliwej zmiany sytuacji w kraju” – odnotował „El Nacional”.

Amerykańskie wojsko przeprowadziło szereg uderzeń w aglomeracji Caracas. Celem ataków był m.in. Fort Tiuna w Caracas, w którym mieści się siedziba resortu obrony i dowództwo wenezuelskiej armii, a także na port w mieście La Guaira oraz lotnisko Higuerote.

Siły amerykańskie podczas interwencji ujęły wraz z Maduro jego żonę Cilię Flores. Oboje zostali przetransportowani do stanu Nowy Jork, gdzie mają stanąć przed sądem w związku z oskarżeniami o przestępstwa związane z narkotykami i terroryzmem. 

Kolumbia po przegranym referendum .Za co więc Juan Manuel Santos odebrał Pokojową Nagrodę Nobla?

.3 października 2016 roku mieszkańcy Kolumbii odrzucili w referendum propozycję pokojowego porozumienia z partyzantką FARC. Niedługo później za odrzucony przez obywateli projekt porozumienia Pokojową Nagrodę Nobla odebrał prezydent Kolumbii Juan Manuel Santos. Jak to się stało, że docenione na arenie międzynarodowej porozumienie nie przekonało samych Kolumbijczyków? 

Wdniu Kolumbijskiego referendum przebywałem na terenach, których mieszkańcy na co dzień narażeni są na spotkania z partyzantką Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia. Byli wściekli. Nie mogli głosować. Huragan, o którym głośno było ostatnio w kontekście zagrożenia dla USA, w tamtych dniach kompletnie sparaliżował życie wzdłuż dwóch kolumbijskich wybrzeży, w tym w miejscowości, w której przebywałem. Oznacza to, że około 4,5 miliona obywateli nie mogło wyjść z domu, nie mówiąc już o dotarciu do punktu wyborczego. A właśnie ich problem dotyczy najsilniej. Ostatecznie na tych terenach zagłosowało mniej niż 10% uprawnionych do oddania głosu, z tego 80% głosujących opowiedziało się za podpisaniem traktatu pokojowego. Po zliczeniu głosów w całym kraju okazało się, że ostatecznie jednak traktat został odrzucony…

Przypuszczałem wprawdzie, że wygra opcja pokoju, ale od początku zakładałem też, że różnica głosów będzie niewielka. Ludzie wstydzą się powiedzieć ankieterom, że zagłosują przeciw porozumieniu pokojowemu, dlatego w sondażach opcja ta była niedoszacowana. Rozsądnie byłoby jednak zapytać, skąd w ogóle wzięli się przeciwnicy pokojowego rozwiązania.

Wojna w Kolumbii to trudny temat. Bezpośrednio dotyczy 5% obywateli. Mieszkańcy terenów okresowo objętych walkami mieszkają często na granicach wpływów kilku organizacji zbrojnych. A pamiętajmy, że obok ok. 7 tys. żołnierzy FARC (referendum dotyczyło porozumienia tylko z tą organizacją) zbrojnie walczy jeszcze ok. 5 tys. członków ELN i ok. 15-20 tys. członków grup paramilitarnych. Może to zabrzmieć tragikomicznie, ale FARC jest najbardziej „cywilizowaną” spośród tych trzech formacji. W niektórych z tych miejsc, gdzie mieszkańcy nie mogą liczyć na pomoc państwa, FARC pełni dla nich jego rolę, chroniąc ich przed większym zagrożeniem.

Ledwie 52 tysięcy głosów zdecydowano o kontynuowaniu trwającej ponad pół wieku wojny.

Dodatkowo, co, jak sądzę, było argumentem za odrzuceniem porozumienia dla mieszkańców miast, problemem był sam dokument. Z treścią kilkusetstronicowej, napisanej skomplikowanym językiem propozycji pokojowej nie sposób było łatwo się zapoznać, a media wyciągnęły z niej kilka haseł, które spolaryzowały społeczeństwo do tego stopnia, że różnicą 52 tysięcy głosów (w referendum brało udział 37% uprawnionych do głosowania, czyli około 13 milionów obywateli) zdecydowano o kontynuowaniu trwającej ponad pół wieku wojny.

Media informowały o punktach, przywołujących pamięć o wydarzeniach z niedawnej historii Kolumbii. Wydarzeniach, które nie zapisały się najlepiej. Proponowane porozumienie zakładało na przykład pełną amnestię dla wszystkich szeregowych żołnierzy FARC. Dowódcy otrzymaliby gwarancję wyroków nie dłuższych niż 7 lat więzienia. Dodatkowo przedstawiciele FARC mieliby znaleźć się w parlamencie Kolumbii w dwóch kolejnych kadencjach. Wszystkich członków partyzantki obowiązywałby program pomocy — miejsca pracy, świadczenia pieniężne itp.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/krzysztof-krakowski-kolumbia-po-przegranym-referendum/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 stycznia 2026